Przejdź do głównej zawartości

Sprzedajna świnka z parciem na szkło

Pod ostatnim wpisem, w którym informowałam o nawiązaniu współpracy z firmą Tołpa i o tym, że piszę felietony, które będą publikowane na ich stronie internetowej, pojawił się, wśród licznych komentarzy związanych z możliwością zdobycia książki Dominique Loreau, komentarz stwierdzający (w odniesieniu do mojej pozytywnej opinii o firmie), że każdego można kupić, a w rozwinięciu, że jak widać ze świadomej konsumpcji i minimalizmu można uczynić produkt i dobrze go sprzedać. Biznes potrafi zawłaszczyć wszystko. 

Pomyślałam, że jest w tym stwierdzeniu sporo racji.
W jego drugiej części, nie w tej o moim rzekomym sprzedaniu się. Biznes reaguje na tendencje na rynku, na modną estetykę, na popularne style życia, na te kwestie, które interesują potencjalnych klientów. Jakoś trzeba zwrócić na siebie uwagę, przebić się przez mur oferty konkurencji. Skoro teraz na tapecie jest minimalizm i prostota, więc czemu by ktoś nie miał tego wykorzystać w tworzeniu swojej propozycji rynkowej? Mamy więc minimalizm w wystroju wnętrz, w modzie, kto wie w czym jeszcze...

Nie dziwi mnie, że nie wszystkim się to podoba czy że ktoś wręcz czuje się zniesmaczony. Minimalizm często kojarzy się z postawą antykonsumpcyjną (chociaż dla mnie nie jest to takie oczywiste). Używanie tego pojęcia w kontekście handlowym/biznesowym może więc niektórym osobom wydawać się nie na miejscu. Bo przecież krytykuje się na minimalistycznych blogach reklamy, marketing itp. 

Tak, jak niektórym wydaje się niestosowne, być może słusznie, że bloger czy blogerka piszący o minimalizmie przyjmuje propozycje wystąpienia w mediach, rozmawia z dziennikarzami, wdzięczy się do obiektywu. Bo to parcie na szkło, chęć zysku, próżność... Pojawia się czasem nawet przekonanie, że zapewne za każde pojawienie się w mediach dostaje się iście holyłódzkie gaże na miarę co najmniej Kasi Cichopek, więc wiadomo, na kasę każdy poleci. Sprzeda się, mówiąc krótko, jak salceson po świniobiciu.

Nawet samo już pisanie bloga wydaje się być gwałtem na minimalizmie. Bo przecież ma to być postawa skromna, cicha, nieszukająca poklasku i blichtru (piszę to bez żadnej ironii, niechaj to będzie jasne). Sprawa jest więc dyskusyjna. Może lepiej byłoby posiedzieć sobie cichutko w kąciku, medytować, czytać Thoreau, patrzeć na sosny, zamiast wypisywać jakieś pseudofilozoficzne bzdety po internetach, bujać się na prawo i lewo po mediach i robić z siebie OMC (o mało co) celebrytę? Prawda?

Inni jeszcze pomstują na modę na minimalizm, jak inna anonimowa osoba komentująca, tym razem pod wywiadem z D. Loreau: czuję przygnębienie. zawsze byłam uważana za dziwaczkę, bo: nie mam n-k, mam za to fb; mam kilkoro przyjaciół i 'luźnych' znajomych; trochę fajnych ubrań ( i tylko kilka par butów na cały rok ;) ), książek, drobiazgów, mebli... a teraz nagle wszyscy dookoła robią wielkie wow i pozbywają się znajomych, rzeczy , mebli... nagle odkryli nowe spojrzenie na świat mimo, że ja tak żyję odkąd pamiętam, prawie 20 lat. pytanie tylko- ile to potrwa, ta nowa moda ?

Przyznam, że tej wypowiedzi akurat nie rozumiem, podobnie jak innych w tym duchu, bo cóż jest takiego przybijającego w pewnej modzie, która przecież niczego złego nie przynosi, poza tym, że niektórzy robią porządki w szafach, a inni starają się mieć ciut więcej wolnego czasu. Może im z czasem przejdzie, może nie,  czemu to jednak komuś aż tak wadzi, że już nie może czuć się tak bardzo oryginalny jak niegdyś? 

Każdy żyje jak umie, że tak zacytuję. Nie bulwersuje mnie moda na minimalizm, bo w ogóle niewiele rzeczy mnie bulwersuje. Ani nie gorszę się używaniem przymiotnika minimalistyczny we wszystkich możliwych kontekstach, chociaż przyznaję, czasem śmieszy. Natomiast jestem całkowicie przekonana, że dla wielu osób to podejście, o którym być może usłyszały po raz pierwszy dzięki wspomnianej modzie, jest ważnym narzędziem, nie tylko przejściowym kaprysem. Jednym minie, drugim zostanie. Moda jako taka przeminie na pewno, nie ma co do tego najmniejszych wątpliwości.

Chciałabym jednak, żeby po tej modzie zostało coś więcej niż tylko przelotne wspomnienie. Chciałabym się do tego przyczynić. Do zmiany w sposobie myślenia choćby paru osób, może więcej niż paru. Nie wierzę w wielkie rewolucje, ale w minirewolucyjki na skalę domową, jedno- czy kilkuosobową tak. Nie wierzę w to, że minimalizm może zmienić świat, ale wiem, że może zmieniać mikroświaty. 

Nie oglądam się na innych. Wiem, co robię i dlaczego. A także z kim. Wiem, czemu służy pisanie tego blogu, praca nad książką, współpraca ze wspomnianą firmą, przyjmowanie propozycji od mediów (bynajmniej nie wszystkich, zaznaczam, selekcja jest). 

Wszystkie te działania biorą się z chęci dzielenia się pomysłami na to, jak można żyć inaczej. Świadomiej, przyjemniej, prościej. Chciałabym zarażać rozsądnym stosunkiem do konsumpcji, umiłowaniem umiaru, radością życia. Podobno czasem mi się to udaje.

Nie zawsze są to złote myśli godne spisywania na kamiennych tablicach (z wysuniętym z wysiłku językiem, a jakże), ale z Waszych reakcji i wielu bardzo ciepłych słów, które przekazujecie pod moim adresem, wnoszę, że te zapiski niejednej osobie się przydały. A z kolei ja nieraz dowiedziałam się od Was rzeczy ważnych, ciekawych, inspirujących. Jeśli mogę dotrzeć do większej liczby czytelników, tym bardziej się cieszę. Chociaż zapewne nie kieruje mną wrodzona skromność, lecz jej całkowity, bezwstydny, bezczelny brak... A jeśli gdzieś tam czasem pojawi się jakiś mały profit finansowy, może być jeszcze przyjemniej, bo dzięki temu mogę mieć więcej czasu na pisanie. 

Jeśli ktoś uważa, że nie powinnam (lansować się, pojawiać tam czy ówdzie, współpracować z tym czy tamtym) - cóż, jego prawo. Może nawet ma trochę racji, ze swojego punktu widzenia. I dobrze, że o tym pisze, solidna łyżka dziegciu zawsze się przyda. Chociaż wolałabym bez anonimów. Naprawdę podpisanie się choćby przydomkiem wyniesionym jeszcze ze żłobka wiele zmienia, jeśli chodzi o, nazwijmy to umownie, poziom sympatyczności dyskusji...

Zdanie innych jest ich zdaniem. Mogę wysłuchać, nie muszę się zgadzać.

Grunt, że ja nie czuję skrępowania, patrząc sobie w oczy w lustrze, bo cokolwiek robię, robię to w zgodzie ze sobą. W wyniku przemyślanych decyzji. 

Na to akurat jestem bardzo wyczulona. Z poważaniem, Wasza Różowa Miss P. 

Komentarze

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlaczego od razu trolle, krzykacze i zazdrośnicy? Komentarze, które przytoczyła Ajka, wyglądają na komentarze normalnych ludzi z własnymi opiniami i poglądami na ten temat, które jestem w stanie zrozumieć (choć mam inne zdanie). Ciężko mi natomiast pojąć przypisywanie każdego przeciwnego głosu w dyskusji do leczenia własnych kompleksów.

      Ajka, uśmiechnęłam się pod nosem przy fragmencie o zmianie sposobu myślenia paru osób, bo ja właśnie jedną z tych osób jestem. Teraz czytuję także inne blogi o podobnej tematyce, ale wszystko zaczęło się od Twojego (zupełnie przypadkiem) i to Ty zainspirowałaś mnie do tego, żeby wprowadzać minimalizm w swoje życie. Nadal zresztą inspirujesz, bo droga przede mną długa. Dziękuję :)

      Usuń
    2. przepraszam, niechcący usunęłam swój komentarz, choć ze słów się nie wycofuję. Bardzo łatwo jest mówić jak to uratuje się tonącego z rwącej rzeki, gdy się nigdy nawet koło niej nie przechodzi ;) Tak samo w tym wypadku, bardzo łatwo jest kogoś oskarżać o to, że się sprzedał, że komercja, że oszustwo. Nie wiedzę nic złego w udzielaniu wywiadów, "bycia" w programach, nawiązywaniu współpracy z formami (póki jest to prowadzone oficjalnie). Dlatego uważam, że to nie problem Ajki, tylko tego komu to przeszkadza. A z czego to wynika? niestety psychologiem nie jestem, więc już nic nie powiem o leczeniu kompleksów. ;)

      Usuń
    3. powinno być "firmami" (a nie "formami") - za błąd przepraszam.

      Usuń
    4. Łatwo, łatwo, ale nadal nie rozumiem czemu ludzi z innymi poglądami od razu wrzucać do jednego wora z napisem "trolle". Jeśli ich "wersja" minimalizmu kłóci się ze współpracą z firmą kosmetyczną (czy inną działalnością "komercyjną", że to tak ujmę), to ich sprawa i mają do tego takie samo prawo, jak ktoś inny do postawy bliższej Twojej. Dopóki wyrażają się na ten temat w normalny sposób, to nie widzę problemu :)

      Usuń
  2. Ajka, jestem wdzięczna, że się dzielisz i że zarażasz - blogując, wypowiadając się w mediach, pisząc książkę, nawiązując współpracę. nie widzę w żadnym z tych działań nic niestosownego, gdyż przeczytawszy Twój blog (cały) mam zaufanie do Ciebie i Twojego wewnętrznego kompasu czyli mądrości
    pozdrawiam i dziękuję

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ps. przepraszam, nie chciałam pisać anonimowo

      Usuń
  3. Od jakiegoś czasu czytam Twój blog ale to mój pierwszy komentarz. Od razu przyznaję że gdyby nie Twój "lans" w którejś z gazet(chyba TS?)nigdy nie znalazłabym tak fajnego miejsca jak prostyblog. Nie oceniam decyzji dotyczącej współpracy z firmą kosmetyczną natomiast podoba mi się Twoje podejście do sprawy. To, że napisałaś o tym wprost bez ściemniania i decyzja że nie będziesz umieszczać reklam na blogu. Podoba mi się też że odniosłaś się do uwag w komentarzach. Ja kiedyś przez pewien czas czytałam blog "modowo-życiowy" pewnej kobiety po 35-ce która oprócz zdjęć ciuchów, fajnej rodzinki pisała świetne teksty. Gdy blog zaczął być popularny dostała propozycję z outletu z ubraniami o czym nie napisała wprost (wzięła udział w sesji zdjęciowej - reklamy z blogerami wisiały w moim mieście). Po tym na blogu zaczęły pojawiać się zdjęcia ubrań tak jak dotychczas jednak z komentarzami o przecenach w outlecie i z cenami wg. mnie ukrytą reklamą. Jako stała czytelniczka pozwoliłam sobie na komentarz że wolałam jak było mniej o przecenach a więcej tekstów z życia autorki. Mój komentarz został szybko skasowany. Dziwnie się poczułam. W Twoim przypadku nie czuję się dziwnie:) Może po prostu stali czytelnicy boją się że będzie za mało Twoich tekstów i się po prostu martwią:) Pozdrowienia Kasia_36

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeżeli ktoś jest miły i kompetentny, w dodatku zna naszego bloga lub inną działalność i proponuje współpracę, czemu się nie zgodzić?
    W dodatku jeśli możemy zareklamować coś, co nam się podoba. To jakby wymiana sąsiedzka. Nie widzę w tym nic złego, jeśli autor bloga jest autentyczny, tak jak w Twoim przypadku.

    Jest OK:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dzielenie się dobrymi rzeczami z innymi nie wydaje mi się niczym nagannym. Ba, uważam to wręcz za obowiązek każdego człowieka - w końcu nie żyjemy w próżni, mamy w okół siebie ludzi, którzy dają coś nam, a my dajemy coś im. Jeśli przy okazji to dzieleni staje się źródłem zarobków - cóż w tym złego? Myślę, że ten argument ex pecunia ;) jest używany zupełnie bez przemyślenia, obosiecznie - czynimy zarzut komuś z tego, że zarabia na tym, co robi, a zatem nie można traktować poważnie jego działalności, a jednocześnie uważamy, że nie można traktować działalności osób, które nie zarabiają (np. pracy kobiet w domu). Błędne koło.

    Mi, Ajko, Twoje pisanie daje dużo inspiracji, motywacji i chęci do działania. Za to Ci dziękuję i trzymam kciuki za wszystkie Twoje przedsięwzięcia.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja szczerze wyznam, że dałam się złapać na kosmetyki Tołpy - i to właśnie poprzez ich wygląd. Że niby takie naturalne, proste i minimalistyczne. Przyznaję, że wizerunek mają niezły. Ale kosmetyki same w sobie to prawdziwe przeciętniaki. Nie są warte swojej ceny, Ziaja jest równie przeciętna a połowę tańsza. Skoro zaproponowali Ci współpracę, to widocznie taki image im się sprzedaje. Szkoda, że nie stoi za tym coś więcej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie dokładnie o to mi chodzi.
      Nie chodziło mi o używanie słowa "minimalizm" w odniesieniu do mebli, mody itp. Chodziło mi o to, że wielki biznes kładzie łapę na wszystkim i naprawdę trzeba być bardzo ostrożnym i uważnym, żeby się nie dać na to nabrać.
      Nie tylko minimalizm, ale nawet potrzebę samowystarczalności jest w stanie wykorzystać do swoich celów. Reklama to przecież nie zawsze piękna modelka w luksusowym otoczeniu. Wizerunek trzeba dostosować do odbiorcy. Skoro ktoś na piękną modelkę się nie złapie, to może się złapie na uwalaną ziemią ogrodniczkę i kupi zestaw narzędzi, doniczek, nasion, sadzonek do samodzielnej uprawy roślin jadalnych. Potem przyjdzie pora na odpowiednie słoiczki i kuchenne akcesoria do przyrządzenia i zapakowania własnoręcznie zrobionych przetworów i tak to leci. Marketingowi spece przekonują nas: "chcesz być samowytarczalny, ekologiczny, mówisz nie konsumpcyjnemu stylowi życia? Super, w takim razie potrzebujesz tego, tego i jeszcze tego".

      Być może wiele osób stwierdzi "cóż w tym złego, jest potrzeba, jest odpowiedź na nią". Ja uważam to za niemoralne, ale może przesadzam. Marzy mi się społeczeństwo oparte na wymianie dóbr, usług i współpracy w duchu niewykorzystywania nikogo, a zwłaszcza tych, którzy te wszystkie wspaniałości własnymi rękoma wytwarzają za marne grosze, bo nie mają innego wyjścia. Wiem, mrzonki.

      Magda

      Usuń
    2. I ja poczułam się zaniepokojona przygodą Ajki z biznesem. Z jednej strony staram się ją zrozumieć - jest osobą dorosłą, kobietą mającą swoje potrzeby i wymagania od życia. Rynek tłumaczeń stoi nietęgo (wiem, bo sama w tym "rzeźbię"), a na świecie jest tyle wspaniałych miejsc wartych odwiedzenia, że pokusa zastrzyku gotówki za użyczenie swojego nazwiska i - nie oszukujmy się - pewnej wypracowywanej żmudnie i przez długi czas ugruntowanej pozycji w określonych kręgach jest kusząca. Próbujesz Ajko dorobić do całej sprawy wytłumaczenie, piszesz coś o modelu, jaki przyjęła Tołpa. Magda z postu wyżej nie mogła lepiej skontrować Twoich słów. Obrałaś ryzykowną drogę. Wielu szuka na Twoim blogu inspiracji, rozwiązań swoich rozterek, tego "pchnięcia" do życiowych decyzji. Teraz pojawił się tu jakiś brzydki zapach. Mój ulubiony (do pewnego momentu) publicysta Rafał Ziemkiewicz zarzekał się, że on u Hajdarowicza nigdy i za żadne pieniądze. Po czym w "Rzepie" pojawił się jego artykuł. Od tamtej pory czytam go niezobowiązująco, jak chodzących w dziurawych spodniach autorów poradników "jak zarobić milion dolarów". I już mu nie wierzę. Boję się, że z Tobą może stać się to samo.

      Agnieszka

      Usuń
    3. A nie zastanawia Was ilość komentarzy z opisami sprzątania w "konkursie" z poprzedniej notatki gdzie nagrodą jest ufundowana przez firmę Tołpa książka, w komentach pod tamtą notatką nieliczni narzekamy na pomysł współpracy, w większości ochoczo piszemy na zaproponowany temat... Czy to nie jest tak że gdy sami mamy do "coś wygrania" akceptujemy mały "prezencik" tam nie czujemy zgrzytu że piszemy za coś? Dlaczego nie zbojkotowaliśmy propozycji (Tołpy) - nagrody książki za komentarze? Przecież na odległość czuć "badanie rynku"... P.S. Pytania to stawiam przede wszystkim sobie nie jest moim zamiarem atakowanie/oskarżanie kogokolwiek.
      Kasia_36

      Usuń
  7. Zupełnie nie rozumiem tego bulwersu (czy choćby niepokoju) niektórych. Może dlatego, że gdybym ja miał popularnego bloga, to z całą pewnością z entuzjazmem przyjąłbym "propozycje biznesowe", może nawet firm, których bym osobiście nie używał. Niestety czy stety pieniądze na tym świecie są naprawdę bardzo ważne (może prawie najważniejsze), więc naprawdę nie widzę w tym nic niewłaściwego :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Popularność nie bierze się znikąd, jest efektem zaproponowania odbiorcom czegoś, czego oczekiwali. Zastanowiłeś się, dlaczego blog Ajki stał się tak popularny? W głównej mierze dlatego, że proponował azyl dla ludzi zmęczonych terrorem konsumpcji, poszukujących w sieci oddechu od wszechobecnego, atakującego nas z każdej strony przekazu reklamowego. Ajka postanowiła skonsumować swoją popularność, jej prawo. Ale nie zdziwię się, jeśli zagrają emocje i dla części odbiorców stanie się osobą mniej wiarygodną. Nie krytykuję jej, nie mam do tego prawa. Jeśli jej wierzyć (a nie mam powodu, żeby nie wierzyć), postanowiła wykorzystać swoje nowe wcielenie do propagowania pewnej koncepcji życia. Ale obawiam się, że to ona zostanie wykorzystana, a po jakimś czasie będzie figurować jedynie jako pozycja "wydatki na reklamę" w księgowości Tołpy, ze swoim więdnącym blogiem. Smutne to wszystko, każdy w końcu przejdzie na drugą stronę mocy. Wcześniej czy później.

    Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
  9. Oj tak tak, tez mam wrazenie, podobnie jak Przedpiszczynie Marta i Agnieszka, ze troche to pojscie w biznes zmienia sprawe. Pewnie bede zagladac tutaj na bloga a(a lubilam bardzo) ale juz z pewna czujnoscia. (A to bycie czujnym chyba mnie teraz najbardziej denerwuje i meczy. Ze ciagle trzeba patrzec i uwazac, sprawdzac i pilnowac, zeby ktos nas nie nabral, nie oszukal itd.) Szkoda.
    Glupia sprawa z ta forsa. Bo ze pomaga w zyciu to fakt, zyc trzeba i rachunki nie placa sie same. Ale tego bym sie naprawde nie spodziewala. KOSMETYKI! eh, szkoda
    Maria Zaborska

    OdpowiedzUsuń
  10. Przyznam, że nie rozumiem tego oburzenia. Tych kunsztownie opakowanych pogróżek, że "bo wezmę i przestanę Cię lubić." Zaś obawy, że Ajkowy blog nagle weźmie i uwiędnie - najbardziej.

    Pieniądze są niezbędne do życia. Nie mam nic przeciwko temu, by Autorka bloga, na który od dawna z przyjemnością zaglądam, dzięki swojej sieciowej działalności zarobiła ich trochę. Na stronę Tołpy się nie wybieram, ich kosmetyków kupować nie zamierzam (mam swoje sprawdzone, nie nęcą mnie eksperymenty.) Mojej sympatii dla prostego bloga nijak to nie zmniejsza.

    Pozdrawiam!

    www.ninawum.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Cieszę się, że jest tak sporo pozytywnych komentarzy, w stosunku do Ajki. Widzę jednak, że te kilka kąśliwych uwag Anonimowego komentatora spowodowało kolejny wpis o sprzedajności.

    W nawiązaniu do tych wszystkich komentarzy negatywnych moje zdanie jest następujące.
    Każda z tych osób negatywnie komentujących chce w jakiś sposób zaistnieć, załóżcie sobie swój blog, poświęćcie na niego czas i dopiero porozmawiamy. Większość z osób krytykujących nie zdaje sobie sprawy z tego ile to jest pracy i poświęceń, pisanie kolejnych postów. Część z osób które tak negatywnie i niepochlebnie się wypowiadają w tym temacie, nawet nie mają pojęcia, że blog Ajki jest najdłuższym (stażem), najczęściej aktualizowanym blogiem o minimalizmie. Ludzie otwórzcie oczy, czy to tylko domena Polaków krytykować wszystko i wszystkich. Skąd nagle ta krytyka? Ajka wyraźnie napisała, że na swoim blogu nie będzie reklamować produktów Tołpy bo jest to nie zgodne z jej moralnym nastawieniem. Wyraźnie dała do zrozumienia, że jej felietony będą na innej stronie, nie będzie reklamować nic ani nikogo. Przedstawiła swoją historię jak bała się współpracy z firmą, że będzie musiała dla nich testować produkty, opisywać i siłą rzeczy wystawiać opinie nie zawsze zgodne ze swoim nastawieniem do produktu.
    Tak najlepiej krytykować, jak to się sprzedaje, jak to idzie o kasę, jak to teraz stała się celebrytką, medialna, pojechała na popularności, sprzedajna świnka itp. (hejterze wybierz dla siebie najlepsze).
    Ludzie popatrzcie w lustro i zastanówcie się czy jeśli byście dostawali co chwile jakieś gratisy, prezenty w zamian za krótki opis użytkowania, nie dalibyście się wciągnąć w wir testów. Powiem od siebie Ja tak z całą pewnością długo takiego bombardowania bym nie wytrzymał i opisał. I wiecie Co-Ajka się nie sprzedała, odkąd blog istnieje, nie było ani jednego lokowania produktu. Ktoś powie o nie... było książki itp. Tak były takie wpisy lecz to była subiektywna opinia Ajki na dany temat.
    Miejsce w sieci www.prostyblog.com to miejsce dla ludzi świadomych, szukających czegoś innego, miejsce gdzie do tej pory nie lizało się dupy jeden drugiemu, lecz przedstawia swoje opinie w sposób normalny, konkretny z poszanowaniem dla drugiej osoby.

    Wiem, że miejscami może i przesadziłem z ostrością wypowiedzi i zaraz znajdzie się masa komentarzy w stosunku do mojej osoby.
    Lecz kiedyś Ajka wyłączyła możliwość komentowania by nie mieć problemów z czytelnikami którzy przychodzą tu tylko ponarzekać.

    Kochani na sam koniec. Proszę spójrzcie w ten sposób, iż po drugiej stronie jest Kobieta, Zdolna Pisarka, która już od kilku lat za DARMO pisze dla nas świetne teksty. Gdzie od tych kilku lat pozwoliła aby niejeden z nas zmienił światopogląd, pomogła w rozwoju Polskiego Minimalizmu. Kochani Proszę mówię to z pozycji Faceta wrzućcie na luz z tymi opiniami. Poczekajcie z przykrym osądem, to miejsce, ten blog jest dla naszej społeczności, to miejsce było wolne od kłótni, wyzwisk, złej atmosfery. To miejsce to taka chwila wytchnienia od codzienności, ogólnej złości. Pokażmy przynajmniej tutaj, że opinia o Polakach, iż są zawsze na NIE nie jest PRAWDĄ. Pokażmy, że ten blog to także My, ludzie patrzący inaczej na świat. Nie róbmy tutaj poletka do wyładowywania frustracji, złych emocji.

    Życzę spokoju, udanego dnia, oraz więcej luzu.

    Pozdrawiam Bartosz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie ma nic przeciwko temu, że Ajka odcina kupony od swojego sukcesu - cieszę się i gratuluję. Natomiast odnośnie wpisu Bartka i innych osób, które krytykują krytykujących decyzję Ajki - jak Waszym zdaniem należy wyrazić, że ma się inne zdanie niż autorka bloga? Bo ja osobiście w większości tych "negatywnych" wpisów nie widzę niczego nienawistnego, widzę po prostu inny pogląd na sprawę.

      Usuń
    2. Moim zdaniem wyrażenie swojej opinii, obojętnie jaka by ona nie była, jest ważnym elementem rozmowy. Jednakże sposób wyrażania tych opinii nie do końca mi się spodobał. W mojej ocenie te komentarze(nie wszystkie) były zbyt ostre, oczywiście tak samo można powiedzieć o moim komentarzu. Każdego jest to subiektywne odczucie. Uważam, iż nigdy nie było na tym blogu całowania się po tyłkach a komentarze jeżeli już przeciwne do myśli Autorki były na odpowiednim poziomie. Były wyszukane i poparte konkretnymi argumentami. Dzięki temu blog Ajki nie zamienił się w miejsce gdzie można cały swój kawas i niezadowolenie wyrzucić na innych. Anonimowość w internecie niestety robi złą robotę.
      I tu także popieram autorkę aby nie zamieszczać komentarzy bez podpisywania się pod swoimi poglądami.

      Inka Ty nie widzisz nic nienawistnego, mnie akurat to poruszyło. Dla każdego z nas pewna akcja nie zawsze musi oznaczać reakcję, wszystko uzależnione jest od dnia, samopoczucia, sytuacji, osobowości.
      Ja jako stały czytelnik wyraźnie chciałem zwrócić uwagę na to aby nie robić tutaj poletka do złych i negatywnych zachowań.

      Pozdrawiam Bartosz

      Usuń
  12. Bardzo mnie ucieszył komentarz Bartka. Po co ta krytyka, ludzie zarabiają jak chcą. Ajka wyrażnie zaznaczyła, że nie będzie żadnej reklamy na jej blogu. Więc nic się nie zmieni dla jej czytelników. Prosty blog czytam od kilku lat i bardzo lubię tu zaglądać. Ajka jest bardzo szczera informując swoich czytelników o współpracy podjętej z firmą kosmetyczną. Ja będę czytała jej bloga nadal i mam nadzieję, że tak jak dotychczas z prawdziwą przyjemnością. Tak samo jak jej wypowiedzi w mediach. Czekam również na tematy, które były zapowiedziane na początku kwietnia.
    Pozdrawiam
    Anna

    OdpowiedzUsuń
  13. Słuchaj! Ja Cię popieram w dążeniach komercyjnych, w pisaniu książki, w byciu ekspertką! Trzymam kciuki...

    ...nie zważaj na krytykę, patrz na głosy osób takich jak my!

    ...mam nadzieję, że teraz rozumiesz drobne elementy komercyjne na moim Oszczędzaniu, albo blogu Realny Minimalizm :D

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  14. Bardzo serdecznie i z całego serca dziękuję Wam za wszystkie komentarze, zarówno przychylne, jak i krytyczne. Cieszę się, że nie jesteście jednomyślni, bo jednomyślność zawsze jest podejrzana.

    Krytyka jest potrzebna, z wielu względów, także w tym celu, by tzw. woda sodowa za bardzo do głowy nie uderzała. Jak pisałam w poście, nie muszę się z nią zgadzać (a nie zgadzam się), lecz konieczne jest poznanie różnych opinii, nie tylko tych miłych i pozytywnych.

    Mam jednak kilka zasadniczych zastrzeżeń: nikt jeszcze nie widział owoców rzeczonej współpracy, ale już wiadomo, że są moralnie wątpliwe, zapewne oszukańcze i ze wszech miar godne stanowczego potępienia. No i z góry wiadomo także, jak skończę ja sama i mój smętny blogasek... Cóż, umiejętność przewidywania przyszłości to cenny dar, warto go pielęgnować, szkoda, że ja nie posiadłam tej wspaniałej zdolności.

    Stwierdzenia o konieczności bycia czujnym, bo ktoś (w domyśle zapewne ja) będzie chciał tu kogoś oszukać, o niemoralności oraz o brzydkim zapachu (nie wiadomo czego) wydają mi się nieco, jakby to powiedzieć, nieproporcjonalne.

    Agnieszko, Ty zaś jesteś dla mnie przykładem, że nie należy wszystkiego odnosić do osobistej sytuacji, bo można dojść do fałszywych wniosków. Widzisz, ja się na brak pracy jako tłumacz nie uskarżam. Wręcz przeciwnie, bywa, że muszę odrzucać zlecenia, bo zwyczajnie nie dałabym rady pracować już więcej. Dodatkowo w tym roku niemal nie oprowadzam po Wawelu ani po mieście, bo też nie starczyłoby mi na to czasu. Nie muszę szukać źródeł zarobku poza tłumaczeniami, jeśli podjęłam wspomnianą współpracę z firmą T., to z innych powodów, o których za chwilę. Pieniądze to sympatyczny skutek uboczny, nie główna motywacja (i nie przesadzajmy z tymi zastrzykami gotówki, teksty są krótkie, kokosów na nich nie zbiję).

    Może mam po prostu szczęście, może to kwestia posiadanego doświadczenia i renomy, a może dostaję dużo zleceń z tego powodu, że tłumaczę z kilku języków. Nie wiem, może wszystkiego po trochu.
    Chociaż znajomi tłumacze jednojęzyczni też nie narzekają na brak pracy. Może to jakiś lokalny, krakowski fenomen?

    Wracając do motywów współpracy - głównym jest przede wszystkim możliwość pisania tekstów na zaproponowane przeze mnie tematy, takie, które moim zdaniem mogą zachęcić do innego myślenia. Zależy mi na tym, by pisanie stało się z czasem moim drugim głównym zajęciem obok tłumaczenia. Czemuż więc takie to dziwne, że przystałam na propozycję pisania poza blogiem? Felietonów, przypominam, nie REKLAM czegokolwiek.

    I przecież nie podpisałam żadnego cyrografu, gdyby coś mi się we współpracy nie spodobało, zawsze można zmienić zdanie.

    Cóż, czas pokaże, czy stracę wiarygodność, zwiędnę wykorzystana przez bezwzględny biznes, a rozczarowani Czytelnicy pójdą sobie w dal, poczytać Kominka albo Kasię Tusk ;-) A mi zostanie tak zwane rozbite koryto, płacz i zgrzytanie zębów...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pięknie podsumowane. Gratuluję.
      Dla mnie Jesteś Bardzo ale to Bardzo Wiarygodna. Pokazujesz to na każdym kroku.
      I Ajko nie martw się korytko się nie rozbije:)


      Pozdrawiam Bartosz.

      Usuń
    2. heh, ja przez prawie 10 lat pracowałem jako tłumacz specjalistyczny, tak nawiasem - rzeczywiście na brak pracy w tym zawodzie człowiek nie narzeka - jak jest dobry i pracowity, ma rekomendacje

      nie posądzam zatem Autorki o parcie na kasę z bloga

      pozdro
      Remigiusz

      Usuń
  15. Myślę, że wiele osób ruszyło to, że napisałaś, że nie będziesz reklamować Tołpy, a zrobiłaś to w tym samym wpisie (pewnie nie do końca świadomie). Nie przejmuj się tym co piszą inni, najważniejsze, że Tobie te kosmetyki odpowiadają, a jak jakiś kosmetyk nam się podoba to przecież dzielimy się tą informacją z koleżankami, równie dobrze można o tym napisać na blogu, nie widzę w tym nic złego.

    Karola

    OdpowiedzUsuń
  16. Blogowy gwałt na minimaliźmie - cudowne określenie i bardzo trafne, ale zawsze można przestać czytać - nikt nas nie zmusza - czy czytamy sami wybieramy. Nie powiem żebym tu nie zaglądała - jasne że zaglądam, ale teraz już wybiórczo - bo mam swój własny minimalizm... a co do reklamy kosmetyków - wpisy wyjaśniający nie pasuje do blogu - usprawiedliwianie się bez sensu, bo i po co...
    wystarczyło oszczędzić wszystkim informacji o całej akcji współpracy. Wiadomo powszechnie że żyć z czegoś trzeba, a jak ktoś utrzymuje się ze swojej pasji to dopiero jest super (a więc naprawde Gratulacje ogromne) - a to czy ktoś się sprzedał czy nie naprawdę wyjdzie w praniu.... Jeśli zobaczę Twoje nazwisko przy czymś - oglądnę, przeczytam i wyciągnę własne wnioski - niekoniecznie że ktoś się gdzieś sprzedał, niekoniecznie też że fajnie. A jak ktoś wysuwa wnioski po samym pojawieniu się gdzieś nazwiska - cóż jego problem, nie Twój.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  17. Ajka. Rób swoje. Jesteś uczciwa, więc nie musisz się tłumaczyć. Czekam na Twoją książkę.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za pozostawienie komentarza. Jeśli chcesz, możesz skontaktować się ze mną bezpośrednio, pisząc na adres ajka@prostyblog.com

Popularne posty z tego bloga

15 lat później

Przeglądałyśmy niedawno z moją przyjaciółką Kasią stare zdjęcia. Na jednym z nich zobaczyłam osobę, która wydała mi się znajoma. Zapytałam: co to za baba? - Jak to, nie poznajesz, przecież to Ty! 
Po bliższym przyjrzeniu się stwierdziłam, że to prawda. Ja, jak najbardziej ja, w całej okazałości. Po krótkich obliczeniach ustaliłyśmy datę powstania tej fotografii na 2001 rok. Dla mnie rok trudny, zapamiętałam go nie tylko z powodu zamachu na WTC z 11 września. Bardzo byłam wtedy zagubiona, nieszczęśliwa, samotna, chociaż wciąż wśród ludzi. Poszukująca miłości, stabilizacji, bezpieczeństwa, a jednocześnie często działająca na własną szkodę. Bardzo źle, wręcz fatalnie czułam się w swojej skórze. To chyba był czas mojej prawie rekordowej wagi, chociaż wydaje mi się, że w najbliższych miesiącach jeszcze bardziej przytyłam (ale nie chcę tego pamiętać). 
Gdy zobaczyłam to zdjęcie, przeraziłam się, ale też pomyślałam, że chcę go zachować na pamiątkę. I pokazać światu, co może wydać się Wam dz…

Lekcje szczęścia – 3. Ogarnij się!

Dzień dobry w Nowym Roku! Jak tam Wasze postanowienia noworoczne? Lubicie je podejmować? Udaje się Wam ich dotrzymywać?
Jeszcze parę lat temu też robiłam podsumowania starego roku, a z początkiem nowego po raz kolejny podejmowałam projekt „Nowa ja”. Do pewnego momentu niestety dość nieskutecznie, entuzjazm szybko opadał i próby zmian kończyły się porażką. Schemat ten ostatecznie przeszedł do przeszłości wraz z rozpoczęciem stosowania podejścia minimalistycznego. Po prostu zaczęłam naprawdę zmieniać swoje nawyki w miarę ich identyfikowania i przestałam czekać z wprowadzaniem zmian do poniedziałku albo początku roku. Gdy stwierdzałam, że jakieś moje zachowanie mi przeszkadza i wymaga korekty, od razu zabierałam się do pracy nad nim. Stopniowej, ale skutecznej. Gdy nie udawało się jedną metodą, próbowałam innych. 
Nie o to chodzi, że nie widzę sensu w podejmowaniu noworocznych postanowień. Nawet więcej, myślę, że warto wykorzystać potencjał „nowego początku”, jaki daje zmiana daty w kal…

Lepiej

Przed urlopem pisałam o bezdzietności z wyboru. Mam jeszcze parę refleksji, które nie dotyczą istoty sprawy (mienia/niemienia dzieci), ale są z nią powiązane. 
Ludzie często lubią formułować różne złote rady czy ogólne stwierdzenia, które wydają się im słuszne i cenne: lepiej mieszkać na wsi. Lepiej mieszkać w mieście. Lepiej mieć samochód/jeździć na rowerze/poruszać się piechotą. Lepiej jeść mięso/być wegetarianinem/weganinem. Lepiej jeść gluten/nie jeść glutenu. Mieć mieć wiele dzieci/mieć dwoje dzieci/jedno dziecko/nie mieć dzieci. Lepiej biegać/ chodzić na siłownię/ćwiczyć jogę/gimnastykować się w domu. Być minimalistą/tarzać się w konsumpcji. Można by tak wymieniać w nieskończoność, wymieniłam tylko kilka dziedzin, które akurat wydają mi się częstym przedmiotem tego rodzaju sądów.
Zazwyczaj uważa się, że „lepiej” jest robić tak, jak się samemu wybrało. Często dlatego, że jest się ze swojego wyboru zadowolonym i wydaje się, że skoro nam jest z tym dobrze, to innym też pewnie będz…