Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z sierpień, 2013

Za komuny to dopiero był minimalizm

Pod jednym z niedawnych wpisów Czytelniczka i blogerka My Slow Nice Life napisała w komentarzu, że „swoją drogą, jak sobie przypomnę moje życie z rodzicami za komuny, to widzę, jak bardzo minimalistyczne i jak bardzo slow było. Wszystko poukładane. W głowie i w życiu.” Uśmiechnęłam się do siebie, czytając te słowa, bo często o tym myślę, zresztą w książce też będzie o tym mowa. 
Jak najdalsza jestem od gloryfikowania tego, jak żyło się za Polski Ludowej. Pamiętam to dobrze, w chwili przemian ustrojowych byłam dorastającą panienką, nie jest mi trudno przywołać wspomnienia tamtych czasów, zresztą rozmawiamy o nich nieraz z rodziną i znajomymi, myślę, że większość z nas ma dość wyważony stosunek do okresu PRL-u. Nikt z nas nie wzdycha z tęsknotą, nie twierdzi, że za komuny żyło się lepiej. Pewnie, że nie. Trzeba mieć coś nie tak z pamięcią, żeby tak twierdzić. 
Jednak faktem jest, że tamte siermiężne realia wymuszały proste życie, bardzo slow. Warto o tym porozmawiać.

Niezarastające grządki

Ten blog ma być jest pochwałą prostoty we wszystkich jej wydaniach. W założeniu ma również służyć dzieleniu się z innymi myślami na temat minimalizmu i sposobów jego wdrażania. Zdaję sobie sprawę, że będąc na etapie, na którym proste życie jest dla mnie codziennością, zdarza mi się czasem zapominać o tym, z jakimi trudnościami mogą spotykać się osoby dopiero stawiające pierwsze kroki na tej drodze. 
Uświadomiłam sobie jakiś czas temu, że blogi o prostocie lub minimalizmie nie są potrzebne osobom, które już dokonały zmian, uporządkowały swoją przestrzeń, życie i myśli. Ci ludzie nie mają już potrzeby czytać o prostym życiu, bo po co? Szkoda czasu i sił, mają lepsze rzeczy do roboty... Wprawdzie wśród stałych Czytelników Prostego blogu są też osoby, które zaglądają tutaj z czystej sympatii, co jest bardzo miłe, ale jednak większość z Was, jak niejednokrotnie zaznaczaliście, potrzebuje konkretów. Wskazówek, porad, relacji z osobistych doświadczeń, podpowiedzi, zachęt. Nie opisów, jak ba…

Twardym trzeba być

Minimalizm nie jest dla każdego. Mógłby być, ale nie jest. Nie musi być. Nie jest jedyną słuszną drogą, uniwersalną receptą na szczęście. Powtarzałam to nie raz i będę powtarzać do znudzenia, aż sztuczna szczęka mi wypadnie od gadania po próżnicy. Nikt nikogo nie zmusza do pozbywania się rzeczy i do wprowadzania rozmaitych zmian w życiu pod hasłem upraszczania i uwalniania się od tego, co zbędne. 


To wybór. Dobrowolnie i świadomie wybierana ścieżka. Zakładam, że osoba próbująca stosować to narzędzie jest pełnoletnia i wie, na co się decyduje. Chce zmienić swoje życie na lepsze i ma świadomość, że czasami oznacza to podążanie pod prąd. Dokładnie w odwrotnym kierunku niż większość.

Och, darling, nie dawaj mi diamentów!

Słodkie przekleństwo. Nie, nie mam na myśli czekolady, lecz prezenty. Sądząc z częstotliwości, z jaką bywam o nie pytana, nie jestem osamotniona, jeśli chodzi o mieszane uczucia w tej kwestii. Kłopot sprawiają zarówno wtedy, gdy mamy być dobroczyńcami, jak i wtedy, gdy inni nas obdarowują. 
Ciekawe, w dzieciństwie się je uwielbia. Wyczekuje z niecierpliwością. Pod choinkę, od Mikołaja, na urodziny, bez okazji. Co masz dla mnie, co masz? W dorosłym życiu nie zawsze mnie cieszą. Dlatego, że często widzę w nich kulturowy przymus, uciążliwy zwyczaj zamiast szczerej chęci dzielenia się. Dawania radości. Od serca. Ileż to razy zamiast radości dostałam kłopot, ciężar, niepotrzebny grat? Zbyt często.

Ajkowy poradnik pozytywnego myślenia

Wreszcie ruszyła. Strona, gdzie publikowane są moje felietony w ramach współpracy, tej, która niedawno wzbudziła dość gorące emocje u niektórych Czytelników. Jeśli macie ochotę zobaczyć, o co było tyle hałasu, zapraszam tutaj. Sekcja Kupuj mniej, zakładka Felietony, cykl Poradnik pozytywnego myślenia. Oprócz moich także teksty autorstwa wrocławskiego aktora Marka Kocota.

P.S. Napisane przeze mnie są tylko teksty podpisane moim nazwiskiem, podkreślam, bo nie chciałabym podczepiać się pod cudzą pracę.

Praktyka czyni mistrza

Dywagowałam ostatnio o tym, w jakim kierunku chcę poprowadzić blog. Nie ma co dalej teoretyzować, czas ujawnić zamiary i koncepcję. 
Przy pracy nad książką o minimalizmie i prostocie rzuciło mi się w oczy kilka spraw, na które wcześniej nie zwracałam takiej uwagi. Między innymi zrozumiałam, że kluczowym etapem jest początek - zmiana sposobu myślenia i podejścia do świata materialnego. Każdą osobę proces ten poprowadzi w nieco odmiennym kierunku, bo każdy ma nieco inną historię, inne potrzeby, inne marzenia. Jeśli ktoś potrzebuje czytać o tym, jak te zmiany przebiegają czy jak się do nich zabrać, to właśnie na tym etapie.

Kontrolera jakości życia zatrudnię od zaraz

Temat jakości życia chodzi mi po głowie już od dawna. Patrzę na nią inaczej niż ekonomiści, którzy określają jej poziom na przykład na podstawie poziomu PKB w przeliczeniu na mieszkańca.  Specjaliści robią swoje, bo rozpatrują makroskalę i potrzebują mierzalnych parametrów. Wolałabym jednak porozmawiać o jakości życia inaczej, bez cytowania liczb i takich wyrażeń jak „parytet siły nabywczej” czy wspominania o stabilności politycznej.