Przejdź do głównej zawartości

Ajkowy poradnik pozytywnego myślenia

Wreszcie ruszyła. Strona, gdzie publikowane są moje felietony w ramach współpracy, tej, która niedawno wzbudziła dość gorące emocje u niektórych Czytelników. Jeśli macie ochotę zobaczyć, o co było tyle hałasu, zapraszam tutaj. Sekcja Kupuj mniej, zakładka Felietony, cykl Poradnik pozytywnego myślenia. Oprócz moich także teksty autorstwa wrocławskiego aktora Marka Kocota.

P.S. Napisane przeze mnie są tylko teksty podpisane moim nazwiskiem, podkreślam, bo nie chciałabym podczepiać się pod cudzą pracę.

Komentarze

  1. u lala gratulację ! no to czytamy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Właśnie przeglądam stronę Tołpy. Miłe zaskoczenie w sklepie on-line - małe wielkie składniki: sama natura, jak to zobaczyłam to od razu pomyślałam, że kupię (chociaż wchodziłam do sklepu sceptyczna). I za chwilę wielkie rozczarowanie, bo okazuje się, że na dole mamy 'ingrediens' i to samo co na 90% kosmetyków w rossmanie. Wyżej informacja o tym, że należy wykorzystać w ciągu 6msc. - co ma również zasugerować, że kosmetyk jest naturalny. Do wyboru bardzo dużo kosmetyków (w tym żel wyszczuplający) - nie wiem jak to się ma do 'manifestu' tołpy o kupowaniu tego co potrzebne i mądrego wybierania. Promocja przez minimalizm - dobra jak każda inna, ważne żeby się sprzedało. Pisałaś wcześniej o tym, że ludzie z Tołpy zrobili na Tobie bardzo dobre wrażenie. Czy jesteś pewna, że Cię nie wykorzystali? (i to nie jest pytanie retoryczne). Czy im wierzysz? Bo wydaje się jakby w tym wszystkim nie było nic a nic poza chęcią sprzedaży. Mam świadomość, że jest to firma, która musi się utrzymywać, zatrudnia ludzi, itd., ale trochę to nie fair, że kosztem takich ludzi jak Ty.

    Karola

    OdpowiedzUsuń
  3. Karola, dziękuję za reakcję. I za troskę. Rozumiem, że się martwisz, fajnie, że o tym piszesz. Doceniam to, naprawdę.
    Jednak zapewniam Cię, nie czuję się w najmniejszym stopniu wykorzystana.

    W dyskusje o kosmetykach wchodzić nie chciałam i nie chcę nadal. Jeśli ktoś pyta mnie o zdanie, mogę wypowiadać się o tych, których używam, lubię i wiem za co. Ale to moje prywatne zdanie, które mogę wyrazić w rozmowie lub w mailu. Zanim zaczęłam z nimi współpracować, mogłabym napisać o tym na blogu, teraz już uważałabym to za reklamę.
    Ale dobra, miejmy to wreszcie za sobą, bo chyba wiem, co Cię męczy. Składy. Tak, są różne. Lepsze i gorsze. Po niektóre serie nigdy bym nie sięgnęła (te tańsze), bo jak sama piszesz, nic specjalnego. Przeciętniaki.
    Ale mam tych kilka wybranych serii, których używałam już dawniej - nie są 100% naturalne, ale nie tego oczekuję od gotowych kosmetyków. Gdy potrzebuję czegoś 100% "natural", kręcę sobie sama jakieś mazidło.
    Od "gotowca" oczekuję, by nie zawierał tego, co mi szkodzi i by "robił mi dobrze". Widocznych pozytywnych efektów, przejrzystego składu.

    Przede wszystkim jednak przypominam, że nie reklamuję tych kosmetyków, nie zostałam "twarzą" firmy, tylko jestem współpracującą felietonistką. Zdecydowałam się na współpracę z kilku powodów, także dlatego, że używałam już wcześniej tych produktów i miałam do nich bardzo pozytywny stosunek. To był ważny argument. Ale to osobista sprawa. Gdybym zaczęła tu snuć opowieści o tym, jak dany specyfik mi pomógł, dopiero mielibyście podstawy do narzekania na wyprany mózg...

    Nie napisałaś ani słowa o moich tekstach, za to rozpisujesz się o produktach. Nie musisz ich lubić ani kupować, a ostatnią rzeczą, do której bym namawiała, to kupowanie ich dlatego, że na tej samej stronie pojawia się moje nazwisko.

    A dlaczego szeroki asortyment przeczy idei mądrego wyboru? To nie producent ma decydować, czego Ty potrzebujesz, tylko Ty sama.

    Nie musisz akceptować mojej decyzji. Dlaczego jednak tak ciężko zrozumieć, że ja mogę być do niej przekonana? Miałam wystarczająco dużo czasu, by ją przemyśleć i rozważyć.
    Fakt, że w asortymencie firmy są produkty, których bym nigdy nie użyła, ma decydować o tym, bym dla nich nie pisała? Są za to takie, które należą do ulubieńców. Czy to wystarczy?
    Co w tym nie fair?

    OdpowiedzUsuń
  4. No ja również zgadzam się z Karoliną. Jestem zdania, że Tołpa chce ściągnąć osoby które czytają twój blog i tym samym poszerzyć ilość potencjalnych klientów. Nijak mi się ma zamieszczanie felietonów o minimalizmie na stronie gdzie kupuje się dobra materialne tj. kosmetyki. Podoba mi się to co napisałaś ale nie podoba mi się miejsce gdzie zostało to umieszczone. Ja sama nie zaglądnęłabym na ich stronkę, gdyby nie twoje felietony. Czuje jakiś taki wewnętrzny zgrzyt....
    Milenka

    OdpowiedzUsuń
  5. Milenko - ale od tematyki tych felietonów do minimalizmu to jeszcze dość daleko jest. Pozytywne myślenie, zwalnianie tempa, zużywanie zapasów, sprzątanie w torebce... gdzie tu minimalizm? Bo ja nie widzę.
    To Twoje założenie, że skoro tutaj piszę o minimalizmie (między innymi), to tam też. Tamte teksty to zaledwie jakiś miniwstęp do zmian, niewiele wspólnego mających z minimalizmem jako takim.

    Natomiast nadal zakładam, że Czytelnicy mojego bloga są bardzo niepodatni na takie działania, jakie sugerujesz. I Wasze komentarze na szczęście to potwierdzają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ajko - rozumiem, że piszesz o zmianach, pozytywnym myśleniu - i ja tego nie kwestionuje, po prostu jestem zdania, że ten blog na pewno zyskałby na wartości gdyby twoje felietony na nim się znalazły a nie na stronce Tołpy. Czytanie felietonów sprawiło mi wiele radości i z niektórych rad na pewno skorzystam np. bardzo podobał mi się artykuł minimalnie czy optymalnie, oczyszczanie szafy, słoń w torebce. Felietony te w sposób skondensowany zawierają to o czym piszesz w twoim blogu...Wydaje mi się, że zamieszczone teksty na stronie Tołpy mają jednak coś wspólnego z minimalizmem- bo czym on jest jak nie zwalnianiem tempa życia,pozytywnym myśleniem, zużywaniem zapasów.
      Każdy odpowiada za siebie, jesteśmy osobami dorosłymi i każdy z nas codziennie dokonuje wyborów- jedni są podatni drudzy mniej. Jedno jest pewne zwiększy się ilość wejść na stronkę Tołpy - nawet by tylko przeczytać zawarte tam treści. Ajko wybrałaś, napisałaś - ja tego nie oceniam, pisze jedynie o własnych odczuciach - a wewnętrzny zgrzyt mogę odczuwać i odczuwam
      Milenka

      Usuń
  6. Milenko, część tych felietonów, które wymieniasz, zostało napisanych przez kogo innego.

    Jak sama piszesz, Twoje odczucia są Twoimi odczuciami, dobrze, że się nimi dzielisz.
    Dzięki takim rozmowom łatwiej mi dostrzec, czego w pisaniu o minimalizmie brakuje, skąd biorą się nieporozumienia...

    OdpowiedzUsuń
  7. Z przyjemnością przeczytałam wszystkie felietony. Gratulacje! Mam nadzieję, że to dopiero początek...? :)
    Pozdrawiam
    Monika

    OdpowiedzUsuń
  8. A mnie się wydaje, że nie ma niczego złego w poddawaniu się jakimś wpływom, o ile jest świadome. A gdy już jesteśmy świadomi tego wpływu, to przecież podejmujemy "wybór" bycia pod wpływem i oceniamy wartość tego, pod czego wpływ chcemy się oddać. A jeśli świadomi nie jesteśmy, to po prostu nie mamy tego problemu. I to by było moje 3 x A. I jeszcze czwarte: A zwrot ku minimalizmowi to tak całkiem niezależnie i absolutnie bez żadnego z zewnątrz wpływu nastąpił? Ale tak szczerze? Czy aby na pewno nie pod wpływem artykułu w kolorowej prasie kobiecej lub ogólnie lifestylowej? Który może odsyłał jeszcze do lektury książki napisanej przez "guru minimalizmu"? A może pod wpływem jakiegoś bloga? Naprawdę nie ma o co kruszyć kopii. Minimalizm, choć wyzwalający, zawsze jednak pozostanie jedną z możliwych opcji, na którą się decydujemy albo nie. Swoją drogą, jak sobie przypomnę moje życie z rodzicami za komuny, to widzę, jak bardzo minimalistyczne i jak bardzo slow było. Wszystko poukładane. W głowie i w życiu. A felieton bardzo trudno napisać jest, więc proszę czytać Ajkę i nie marudzić. Pozdrawiam i zapraszam na pyszną zapiekankę - to tak na marginesie, odnośnie zużywania zapasów. "Czyszczę" lodówkę przed rozmrożeniem, więc wrzucam do piekarnika, co się da: www.myslownicelife.blospot.com

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za pozostawienie komentarza. Jeśli chcesz, możesz skontaktować się ze mną bezpośrednio, pisząc na adres ajka@prostyblog.com

Popularne posty z tego bloga

Roczny post zakupowy

Bardzo potrzebowałam tak długiej przerwy w blogowaniu. Rozwijanie kanału na YouTube pochłania dużo wysiłku i uwagi, a wciąż wielu rzeczy muszę się nauczyć i nie wszystko jeszcze wychodzi mi tak, jakbym chciała. Jednak uczę się, a oglądających przybywa, od maja uzbierało się już ponad 600 subskrybentów i odbiór materiałów, które publikuję, jest pozytywny, co zachęca do dalszej pracy w tym kierunku.
Dałam sobie czas, by zdecydować, czy chcę nadal pisać bloga, a jeśli tak, jak to pisanie ma w przyszłości wyglądać. Wiem, że aby Wam czytało się dobrze to, co tworzę, nie mogę traktować blogowania jako obowiązku. Tylko wtedy, gdy będę pisać z wewnętrznej potrzeby i z przyjemnością, będzie to miało sens. 
Minęło kilka miesięcy. Wystarczająco dużo czasu, bym mogła spojrzeć z dystansem na to, w jaki sposób chcę kontynuować swoją internetową działalność. Doszłam do wniosku, że najlepiej będzie połączyć jej dwa rodzaje, tak, by się wzajemnie uzupełniały. Blog daje możliwość dokładniejszego wyjaś…

Sprzątanie zaczyna się w głowie

Nie jestem odkrywcza, twierdząc, że sprzątanie zaczyna się w głowie. Jak wiele innych procesów. Odchudzanie, wypoczywanie, zmiany.

Zacznijmy od jego postrzegania. Często przedstawia się sprzątanie jako czynności nielubiane i nużące. Niektórzy wręcz nim pogardzają i uważają za zajęcie niegodne. To chyba spuścizna czasów, gdy porządki były domeną kobiet oraz osób ubogich lub nisko urodzonych. Nadal zdarza się, że nie szanuje się osób, które zajmują się sprzątaniem zawodowo. Znam osobę, która zatrudnia panią do sprzątania domu wcale nie dlatego, że nie ma czasu, siły czy możliwości, ale dlatego właśnie, że uważa to zajęcie za poniżające, niegodne. 


Wielu ludzi nie lubi sprzątać, bo to ich zdaniem strata czasu, syzyfowa praca, którą trzeba zaczynać od nowa, gdy tylko się skończy. Jednak naturalnym jest, że próbuje się unikać tego,  czego się nie lubi. Opóźnia, robi byle jak, byle było. Szuka wymówek, by usprawiedliwić to, że znów miało się coś innego do zrobienia. 
Czym to grozi?  Tym, że …

Moje pierwsze 500+ i prezent dla czytelników

W listopadzie 2009 r. powstał pierwszy wpis na blogu, który wówczas nazwałam Minimalistka (w serwisie blox). Nosił tytuł Trudne początkii zaczynał się tak: Tytuł blogu jest nieco na wyrost. Nie jestem minimalistką. Może kiedyś będę. Staram się ograniczać liczbę posiadanych rzeczy, upraszczać swoje życie i otaczającą mnie przestrzeń, uczę się świadomie kupować. Dążę do wyeliminowania tego, co zbędne. Walczę z tendencją do gromadzenia przedmiotów i kupowania wciąż nowych rzeczy.  Minęło nieco ponad 8 lat i w tym czasie napisałam w sumie 500 wpisów, łącznie z dzisiejszym.
Gdy zaczynałam, nie miałam najmniejszego pojęcia, dokąd mnie to zaprowadzi. Czułam potrzebę dzielenia się swoim doświadczeniem, wrażeniami z przygody, jaką okazało się stosowanie minimalizmu w praktyce. Z czasem blog stał się zapisem różnych moich przeżyć i przemyśleń, a także relacją z procesu zmian w wielu dziedzinach życia.