Przejdź do głównej zawartości

Praktyka czyni mistrza

Dywagowałam ostatnio o tym, w jakim kierunku chcę poprowadzić blog. Nie ma co dalej teoretyzować, czas ujawnić zamiary i koncepcję. 

Przy pracy nad książką o minimalizmie i prostocie rzuciło mi się w oczy kilka spraw, na które wcześniej nie zwracałam takiej uwagi. Między innymi zrozumiałam, że kluczowym etapem jest początek - zmiana sposobu myślenia i podejścia do świata materialnego. Każdą osobę proces ten poprowadzi w nieco odmiennym kierunku, bo każdy ma nieco inną historię, inne potrzeby, inne marzenia. Jeśli ktoś potrzebuje czytać o tym, jak te zmiany przebiegają czy jak się do nich zabrać, to właśnie na tym etapie. 


Im dalej w las, tym mniejsze zapotrzebowanie na informacje. Zagląda się jeszcze do książek czy na blogi poświęcone minimalistycznym tematom, lecz coraz rzadziej, bo coraz więcej spraw jest się w stanie wyjaśnić czy poukładać sobie samemu, bez podpowiedzi z zewnątrz. 

Na początku, gdy blog był zapisem moich osobistych zmagań, miał charakter bardzo praktyczny, z czasem, w miarę zachodzących zmian, coraz częściej odchodził od praktyki. Częściej piszę i kwestiach bardzo ogólnych, o tym, do czego minimalizm mnie doprowadził.

Nadal jednak jestem bardzo praktycznie nastawioną do życia osobą (chociaż marzycielką nie przestałam być) i brakuje mi nieco tej przyziemnej tematyki. Konkretów, namacalnych pomysłów czy rozwiązań. 

Dywagacje ideologiczne wolę pozostawić różnym mądrym ludziom, którzy są dobrzy w ideologiach. Z moich obserwacji wynika, że minimaliści i sympatycy prostoty są ludźmi o tak różnym zapleczu światopoglądowym, że nie ma co szukać dla nich wspólnej ideologii. Na tym zresztą polega cały urok tego podejścia. Prostotę można dostrzegać i cenić we wszystkich aspektach życia, od religii po zakupy...

Chciałabym przywrócić blogowi jego praktyczność. Z czasem zupełnie jej nie utracił, ale nieco się... rozmazała. Wolałabym dzielić się z Wami konkretniejszymi pomysłami, inspiracjami, rozwiązaniami i patentami podpatrzonymi u innych albo wypracowanymi samodzielnie. Może więcej pokazywać, np. różnych swoich realizacji rękodzielniczych albo może nawet pozwolić zajrzeć do szafy... Będzie więc w większym stopniu skierowany do osób, które szukają prostych inspiracji, podpowiedzi, przydatnych wskazówek.

Myślę, że czasem łatwiej jest zrozumieć niektóre kwestie na przykładzie, a nie na podstawie ogólnych rozważań. Mnie na pewno tak było łatwiej. 
Na tematykę ogólną zawsze znajdzie się miejsce, tyle, że będę dążyć do tego, by nie dominowała. 

Dla podkreślenia tych zmian blog dostanie też nowe szaty, bo gdy widzę, jak popularny stał się ten szablon, mam wrażenie, że mój blog wygląda tak samo, jak co najmniej jedna trzecia blogosfery.

Tyle zapowiedzi. Kolejny wpis, w odpowiedzi na rozterki jednej z Czytelniczek, będzie bardzo konkretny. O prezentach raz jeszcze. Wiem, że to trudna sprawa dla wielu osób spośród Was. 

Popularne posty z tego bloga

Ajka Minimalistka - kolejny rozdział

Zgodnie z zapowiedzią rozpoczynam kolejny rozdział. Prosty blog - czyli to miejsce, niestety nie odpowiada już moim potrzebom. To znaczy nie odpowiada mi ta platforma, na której go piszę, blogspot. Jej niedostosowanie do moich obecnych wymagań nie tłumaczy oczywiście rzadkiej publikacji tekstów w ostatnich latach, ale prawdą jest, że na pewno nie pomagało w pisaniu. Nie ma co jednak szukać wymówek czy wytłumaczeń.  Prosty blog pozostaje tutaj, nie znika. Wiem, że są wśród Was osoby, które wciąż lubią wracać do starych wpisów. Jednak od teraz nowe treści będę publikować w nowym miejscu, do którego serdecznie Was zapraszam. Moje nowe blogowe gospodarstwo nazywa się Ajka Minimalistka i znajdziecie go pod tym adresem . Będą się tam pojawiać nie tylko wpisy, ale również w osobnej zakładce można znaleźć wszystkie odcinki podcastu, który nagrywam od kilku miesięcy.  Zapraszam, do poczytania, posłuchania i zobaczenia! 

Uniform minimalistki

Temat osobistego uniformu obracam w głowie już od kilku lat, co najmniej. Jednak jeszcze do niedawna nie czułam się gotowa na to, by ostatecznie zdefiniować go dla siebie. Owszem, wiedziałam, że ciągnie mnie w tym kierunku i że coraz bardziej zbliżam się do wprowadzenia go w życie na co dzień. Jednak jeśli obserwowaliście, być może, moje materiały o kolorowej szafie minimalistki na YouTube , w cyklu, w ramach którego zaprezentowałam całą swoją kapsułową garderobę na wszystkie pory roku, mogliście zauważyć, że wprawdzie mój styl i zestawy ubraniowe były już dość wyraziste i powtarzalne, trudno było by nazwać je uniformem.  Tak jednak się złożyło, że w międzyczasie zmieniłam tryb życia poprzez powrót do oprowadzania po Krakowie (już nie tylko po Wawelu, jak było parę lat temu), więc o wiele częściej wychodzę pracować poza dom. Oczywiście wymusiło to dostosowanie zawartości szafy i pewne jej uzupełnienia. A jednocześnie kilka ubrań z niej wywędrowało. Z powodu zużycia, ale też zmian

Za komuny to dopiero był minimalizm

Pod jednym z niedawnych wpisów Czytelniczka i blogerka My Slow Nice Life napisała w komentarzu, że „ s woją drogą, jak sobie przypomnę moje życie z rodzicami za komuny, to widzę, jak bardzo minimalistyczne i jak bardzo slow było. Wszystko poukładane. W głowie i w życiu. ” Uśmiechnęłam się do siebie, czytając te słowa, bo często o tym myślę, zresztą w książce też będzie o tym mowa.  Jak najdalsza jestem od gloryfikowania tego, jak żyło się za Polski Ludowej. Pamiętam to dobrze, w chwili przemian ustrojowych byłam dorastającą panienką, nie jest mi trudno przywołać wspomnienia tamtych czasów, zresztą rozmawiamy o nich nieraz z rodziną i znajomymi, myślę, że większość z nas ma dość wyważony stosunek do okresu PRL-u. Nikt z nas nie wzdycha z tęsknotą, nie twierdzi, że za komuny żyło się lepiej. Pewnie, że nie. Trzeba mieć coś nie tak z pamięcią, żeby tak twierdzić.  Jednak faktem jest, że tamte siermiężne realia wymuszały proste życie, bardzo slow. Warto o tym porozmawiać.