Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z listopad, 2013

Zamach na słodkorożce i strategia gotowania ogórkowej

Niniejszy wpis wykluwał się już tydzień temu, ale zasypały mnie zlecenia tłumaczeniowe, tak czasem bywa. Pary w klawiaturze już na blogowanie nie starczyło. Może to jednak i dobrze, w międzyczasie emocje pewnie opadły. Bo nie zakończyliśmy tematu emocji związanych z rzeczami, który wzbudził... znaczne emocje. Przynajmniej u części czytelników. Wciąż zachodzę w głowę, dlaczego aż takie. 
Wydawało mi się bowiem, że blog ten, podobnie jak i inne związane z prostotą czy minimalizmem, odwiedzają ludzie, którym temat racjonalnego podchodzenia do przedmiotów jest nieobcy, a może i nawet uznają go za nieco oklepany. Nie pierwszy to przykład, że nie należy za bardzo opierać na tym, co się człowiekowi wydaje, bo można się bardzo mylić. Podobnie wydawało mi się, że czymś niemal oczywistym w tych kręgach jest, że minimalizm nie wyklucza hobby i pasji, a wręcz przeciwnie. I że dla sympatyków tego podejścia potrzeba piękna i estetyki nie wymaga dodatkowego tłumaczenia i podkreślania, jak bardzo je…

Minikoniec świata w H&M

Bardzo podobała mi się dyskusja na temat żądzy posiadania, chciałabym jednak przejść już do innych tematów. Jednak jeszcze w ramach ilustracji zacytuję Wam fragment wpisu z blogu Panny Lemionady, pełen humoru opis tego, co działo się w krakowskim sklepie odzieżowej sieciówki H&M, gdy ruszyła sprzedaż kolekcji sygnowanej przez Isabel Marant:
wraz z otwarciem się drzwi truchtem zrobiłyśmy hyc do wieszaków. Co tam się działo...co myśmy zobaczyły...Cudem pochwyciłam rzeczy, które chciałam zdobyć i nagle, odwracając się od nich znalazłam się w epicentrum tornada. Las rąk, las głów, las ludzi. I na nic zdały się słowa: 'Przepraszam, przepraszam, ja już tak bardzo chcę stąd wyjść'. Tłum miotał mną jak szatan.Kiedy po kilku minutach udało mi się w końcu wyrwać z paszczy lwa, ochłonąć chwilę, moim oczom ukazał się niebywały widok. Mianowicie pewna Pani Matka zakosiła cały stos wieszaków (trudno stwierdzić ile ich miała w rękach, generalnie był to cały sort koronkowych bluzek, a ona…

Obłęd w oczach

Ostatni wpis był krótki - bo chciałam ćwiczyć zwięzłe pisanie. Poległam na całej linii, jak się okazało. Najwyraźniej za krótki był, bo parę osób wyczytało w nim idee, których w moim zamierzeniu wcale tam nie było (albo nie całkiem), a niektórzy zaczęli się jakoś niezdrowo podniecać wręcz. Ja tam nie wiem, czym się tak bardzo ekscytować, jakbym się miała tak męczyć przy czytaniu cudzych wypocin, to bym sobie dawno darowała, a już na pewno nie chciałoby mi się komentować u kogoś, kogo uważam za „prawie zwierzę” albo histeryczkę. Z tym zwierzęciem komentująca osoba jakoś zupełnie nie trafiła, kocham zwierzęta i podobnie jak Tofalaria uważam, że wiele można od nich się nauczyć, a na pewno nie wolno nimi pogardzać. 
Skoro jednak tak kiepsko u mnie z precyzyjnym wyrażaniem myśli w krótkich słowach, pozostaje mi jedynie przyjąć tę lekcję z pokorą i napisać tym razem już bez skrótów, o co mi chodziło (jednak nie daje mi spokoju fakt, że sporo osób załapało bez problemów sedno mojego wpisu, …

Niemroczne przedmioty pożądania

Dopada Was czasem żądza posiadania? Albo nabycia czegoś? Zdarza się Wam czasem „ciężko zachorować” na jakąś rzecz? I co wtedy robicie - poddajecie się czy opieracie temu przemożnemu pragnieniu? 
Przyznaję, że mi się zdarza, o wiele rzadziej niż dawniej, ale wciąż bywa, że coś wpadnie w oko i jakoś z niego wypaść nie chce. Ściślej mówiąc, nie przydarza mi się już owo „chorowanie” na chęć zakupu, ale owszem, czasem coś bardzo mi się spodoba. Nie, nie tracę już głowy, nie wyciągam ochoczo portfela z kieszeni ani też karty kredytowej, ale całkiem zwyczajnie pojawia się chęć, by dany przedmiot stał się moim. 
Parę lat temu od razu bym się poddała, uznając, że nie warto się opierać. Tak przyjemnie jest przecież ulegać pokusom! 
A teraz? Mówiąc obrazowo, staję obok i przyglądam się sobie. I dochodzę do wniosku, że to bardzo śmieszne jest, tak pragnąć rzeczy. Przekomiczne. Śmieję się więc sama z siebie i z tego, że tak bardzo zapragnęłam... sukienki? Kawałka materiału i kilku guzików? Naprawdę…

Gorączka

Ostatni - powoli zbliżający się do końca rok - jest dla mnie dobitną ilustracją tego, że ograniczając się pod względem materialnym, bardzo łatwo popaść z kolei w nadmiar niematerialny. 
Od wiosny piszę książkę, felietony, bloguję, spotykam się z ludźmi i opowiadam im o prostocie i minimalizmie, tłumaczę - czyli pracuję zarobkowo, zajmuję się domem, natomiast dosyć rzadko samą sobą. Chodziłam też na różne wykłady o historii Wawelu. Wzięłam udział w serii warsztatów z rękodzieła (decoupage), a nabyte na nich umiejętności ćwiczyłam w wolnych chwilach. 
Czuję, że dzięki tym wszystkim działaniom bardzo rozwinęła mi się kreatywność, mam ciągle nowe pomysły i wiele planów chciałabym zrealizować, inne rozpoczęłam, ale na razie pozostają niezakończone.