Przejdź do głównej zawartości

Minikoniec świata w H&M

Bardzo podobała mi się dyskusja na temat żądzy posiadania, chciałabym jednak przejść już do innych tematów. Jednak jeszcze w ramach ilustracji zacytuję Wam fragment wpisu z blogu Panny Lemionady, pełen humoru opis tego, co działo się w krakowskim sklepie odzieżowej sieciówki H&M, gdy ruszyła sprzedaż kolekcji sygnowanej przez Isabel Marant:

 wraz z otwarciem się drzwi truchtem zrobiłyśmy hyc do wieszaków. Co tam się działo...co myśmy zobaczyły...Cudem pochwyciłam rzeczy, które chciałam zdobyć i nagle, odwracając się od nich znalazłam się w epicentrum tornada. Las rąk, las głów, las ludzi. I na nic zdały się słowa: 'Przepraszam, przepraszam, ja już tak bardzo chcę stąd wyjść'. Tłum miotał mną jak szatan.Kiedy po kilku minutach udało mi się w końcu wyrwać z paszczy lwa, ochłonąć chwilę, moim oczom ukazał się niebywały widok. Mianowicie pewna Pani Matka zakosiła cały stos wieszaków (trudno stwierdzić ile ich miała w rękach, generalnie był to cały sort koronkowych bluzek, a ona pod ich ciężarem wręcz się uginała) i krzycząc do córki: 'A 36 masz?! A dwa 36?! A 38?!' kuliła się z nim, tak jakby to był największy dla niej w tym momencie skarb. Nie tylko mnie ten obrazek zaciekawił, bo razem ze mną postanowiła do niej podejść jeszcze jedna zbłąkana duszyczka. Na nasze pytanie, czy możemy sobie wziąć po jednej koszulce do przymiarki, Pani postanowiła skulić się jeszcze bardziej. Kiedy już zupełnie zdezorientowane zapytałyśmy ją, czy może nie odstawiać takiej paranoi, bo jednak nie jest w sklepie sama i każdy chciałby coś kupić, Kobieta, niczym Golum z 'Władcy Pierścieni' naskoczyła na nas z krzykiem: 'JA MAM PRAWO! Wy nie możecie mi nic kazać! Jak będę chciała to kupię WSZYSTKO. BO MAM PRAWO'. I chuj. Nic nie zrobisz. Możesz stać, zbierać szóstki z ziemi i walnąć takiego facepalma, że będzie go słychać w mieszkaniu Marant, ale to i tak na nic, bo Ona 'MA PRAWO'(tu w tle nadal słychać skrzekliwe: 'No masz to 38 czy nie?!').
Przyznam szczerze, że w całym swoim życiu nie widziałam jeszcze takiego szaleństwa. Dosłownie trzydzieści minut wystarczyło by cała kolekcja zniknęła z Krakowa. Na moich oczach każda półka, każdy wieszak robił się pusty. Powiadam Wam, działa się istna magia.

Całość wpisu znajdziecie tutaj. Przypomniał mi się skecz kabaretu Ani Mru Mru, otwarcie hipermarketu, oraz niedawno oglądane filmiki z otwarcia galerii handlowej w Poznaniu, gdzie też tłumy szalały.




Komentarze

  1. "Najlepsza" była bitwa o karpie :) w Real. Tam nawet ktoś wylądował z karpiami w baseniku :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Takie same wrażenia mam zawsze, kiedy idę do osiedlowego ciucholandu i akurat jest dostawa. Panowie wyrzucają ubrania na ziemię (!), kobiety rzucają się, depczą po nich (!) i wygrzebują. Przechodzę zniesmaczona, bo jestem spokojną osobą i nie wyobrażam sobie siebie w takich akcjach, do tego ten brak szacunku do ubrań, jakie by nie były. Jest to dla mnie nie tyle śmieszne, co w jakiś sposób przerażające. Ludzie potrafią pozbyć się godności dla zużytych ciuchów za kilka złotych.
    Diana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio w Netto rzucili tuńczyki w puszce chyba po 1,99 zł. Netto otwarte od godz 7,ja przychodzę o 8.30 a tam tłum. Awaria kas,wszystkie babcie stoją. Otworzyli o godz 8.40, rzuciły się przez kasy,jedna się wywróciła ale nie traciła werwy,wydarła się"Halinkaaaa,weź mi zgrzewkę!!!". Ja rozumiem,jakby to był papier toaletowy,produktu pierwszej potrzeby, albo jakby ten tuńczyk kosztował 20 gr. Ale bez przesady....

      Usuń
    2. "Ludzie potrafią pozbyć się godności dla zużytych ciuchów za kilka złotych". Nie powinniśmy tych ludzi tak pochopnie oceniać i się tak "niesmaczyć". Dla jednego kilka złotych to nic, a dla drugiego majątek. Może gdybym żyła z zasiłku, miała gromadkę dzieci do wyżywienia i wyliczone każde 10 groszy to też bym się rzucała na jakiś zużyty ciuch i "niesmaczyły" mnie osoby, które z poczuciem wyższości patrzą na tych grzebiących w koszach ze starymi ciuchami.

      Marta

      Usuń
    3. Marta,
      brak pieniędzy nie tłumaczy chamstwa i takiej walki o ciuchy czy cokolwiek innego. Ja rozumiem, że gdyby ubrania można było dostać tylko tego dnia, tylko w tym jednym na całe miasto ciucholandzie i tylko w krótkim przedziale czasu - wtedy takie łowy się rozumieją same przez się. Ale gdy w mieście są dziesiątki albo i setki second handów, w każdym dostawa w inny dzień i w każdym inny asortyment, a otwarte są niemal codziennie (niektóre pewnie i w niedziele) i przez większość dnia, to takie zachowania, bez względu na zasobność portfela są zupełnie nie na miejscu. Można zakupy robić z kulturą, a nie jak zwierzęta, którym się rzuci jedzenie po tygodniu głodówki... (Choć rozumiem, że w swoim komentarzu bardziej zwracałaś uwagę na sam fakt kupowania w ciucholandach przez osoby biedniejsze niż na dzikie łowy.)

      Usuń
    4. A ja bym się była gotowa założyć, że wśród tych kłębiących się ludzi nie było ani jednej matki, co ma "wyliczone każde 10 groszy".

      Usuń
    5. Żakiet z kolekcji Isabel Marant dla HM kosztował 1200 zł, buty 799 zł - o jakim braku pieniędzy kupujących mówimy? A gdyby jednak kosztowały nawet po stówie, to zgadzam się w pełni z Lu - brak środków nie tłumaczy chamstwa.

      Usuń
  3. To samo dzieje się podczas dostaw ubrań/sprzętów do Lidla, istne szaleństwo :)

    OdpowiedzUsuń
  4. imho: średnio trafiony przykład, bo pokazuje SKRAJNOŚĆ.
    sądziłam, że celem tych ostatnich wpisów i dyskusji - jest poszukiwanie równowagi pomiędzy chęcią posiadania- a potrzebą.
    nie wiem, co budującego jest w pokazaniu kolejnej negatywnej - i aż tak skrajnej postawy w związku z chęcią posiadania.

    spodziewałam się tutaj głosu rozsądku i rozwagi i pokazania obu stron medalu,
    a nie skupianiu się na piętnowaniu i negowaniu tylko jednej strony.

    przyjdzie mi chyba pogrążyć się w rozpaczy, jakież to mną opanowały demony żądzy, bo uwaga, kupiłam ostatnio słownie TRZECIĄ foremkę do wycinania ciastek.

    OdpowiedzUsuń
  5. no dobra, zgadam się- humorystycznie opisane, wyśmiewamy zdesperowane nastolatki i ich matki, tylko jakoś razi mnie fakt , że autorka tego wywodu i tak brała udział w tym 'boju o ciuch z metką' kupiła sobie sweter za 400 zł.
    po prostu nie zgadza mi się z polityką tego bloga (którego lubię).
    ola
    ( Veronica- ja zaszalałam i kupiłam sobie drugą parę dżinsów. ha ! miotało mną także, nie jesteś sama ;) )

    OdpowiedzUsuń
  6. Pracuję w sklepie odzieżowym, nie dlatego, ze kocham modę, ale po prostu dlatego, że potrzebuję sobie dorobić ponieważ studiuję. Nie jest to sklep w którym, rzeczy są tanie, ale to co się w nim obserwuje przechodzi ludzkie pojęcie. To jak ludzie potrafią się zachować, żeby kupić jakieś szmatki i jak nie szanują pracy innych jest straszne. Często widać ten obłęd w oczach, ukazujący właśnie pożądanie rzeczy.
    Nie dajmy się zwariować, w sklepie nie zawsze panuje idealny porządek, ale kiedy widzę,że ktoś np, rzuca bieliznę (celowo) na podłogę, bo już sobie pooglądał i zwracam tej osobie uwagę, nierzadko spotykam się z pretensjami wykrzyczanymi mi prosto w twarz. Takiej agresji w ludzkich oczach chyba nie ujrzałam nigdzie indziej. Są pewne granice, jakaś kultura osobista, godność, którą powinniśmy zachować niezależnie od tego czy akurat dzisiaj jest PROMOCJA.
    Anna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdarzyło mi się być wziętym za pracownika sklepu i proszonym o pomoc, gdy starałem się złożyć i odłożyć na swoje miejsce uprzednio przymierzona przeze mnie rzecz. :-)
      Andrzej

      Usuń
  7. Ile razy słyszę lub czytam o tego typu zachowaniach, zawsze mam zamiar powiedzieć nie no żarty sobie ze mnie robicie. Jestem jakiś oderwany od rzeczywistości, to jest nie do pomyślenia, że można tak pragnąć rzeczy. Czytając tego typu opowieści widzę, jak można być zaślepionym przez żądze posiadania, nie zważając na innych. I, to jest smutne. Co do coraz większej ilości komentarzy negatywnych pojawiających się pod ostatnimi wpisami, to mamy piękny przykład polskiego internetu. Im bardziej popularny blog tym większy hejt. Nie ważne co zrobisz, jak zrobisz, byle dowalić drugiemu z zazdrości. Rozumiem konstruktywną krytykę, lecz to, co ostatnio się tu dzieje to już jakieś kuriozalne podejście do tematu, doszukiwanie się, byle zaczepki. Kochani przypomnę to My po części odpowiadamy, za to co dzieje się na blogu. Jeżeli doprowadzimy do braku rozmowy, popartej konkretnymi przykładami, przemyśleniami to...

    Pozdrawiam Bartosz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. doprawdy dopatrzyłeś się hejtu w sugestii- przedstawiania pewnych postaw z dozą rozsądku, a nie pokazywaniem skrajności?
      imho: ten wpis nic nie wnosi do wcześniejszych dyskusji, jest tylko - po raz kolejny pokazaniem, że chcieć jest be i niedobre.

      nie dajmy się zwariować.

      Usuń
    2. Negatywny komentarz to nie hejt. Hejt to wulgarna lub obraźliwa forma takiego komentarza. Niezgodzenie się z blogerem, którego wpis się komentuje i uzasadnienie tej niezgody w cywilizowanej (w tym także emocjonalnej. lecz nie wulgarnej) formie to zwykły głos w dyskusji, gdzie dokładnie o to chodzi, by ścierały się poglądy, nie sądzisz?

      Usuń
    3. Moim zamiarem nie było kogokolwiek urazić, tylko zwrócić uwage na fakt, że nie zawsze można dobrze odebrać to co autor miał na myśli tak jak ja...

      Przepraszam. Dziękuję za wszystko.
      Pozdrawiam Bartosz.

      Usuń
  8. Podobne zjawisko opisał Michał Zaczyński na swoim blogu, załączając taki filmik: http://www.youtube.com/watch?v=Pd2Jkv7yyVg
    Alexander Wang rozdawał swoją kolekcję za darmo. Co się tam działo, sami się domyślcie...
    Obejrzałam ten film z zażenowaniem, z rozbawieniem i z...nutką zazdrości, no kurcze ciuch od Wanga za darmo?Ekstra;)

    W tym filmiku widziałam ludzi łowców, zostały poruszone w nich pierwotne instynkty walki i zdobywania. Bo gdzie teraz mają okazję wydobyć z siebie dzikość? Za biurkiem? Przed telewizją?
    Może w każdym z nas drzemie dzikość i żądza posiadania.
    Oczywiście, jestem za kulturalnym zachowaniem, ale też nie patrzę na innych z wyższością.
    Marant dla H&M ma fajne rzeczy, dla mnie za drogie i raczej nie chciałabym brać udziału w takich zakupach - długie stanie w kolejce mnie irytuje, no chyba, że mogę czytać książkę:)

    OdpowiedzUsuń
  9. z kolei banksy sprzedawał swoje prace po 60 usd i jak widać szału nie zrobił.

    przeglądałam lookboka marant- i przyznam, że nic mnie się nie spodobało, a najmniej ceny ;-)
    - no bo taka koszulka pana wiesia za 99pln to trochę ekhm.
    wcześniej podobało mi się tylko coś przy okazji marni - ale też jakoś bez szału, nie poleciałam z pazurami rozdrapywać kolekcję ;-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Czy przykład jest dobry, czy zły - kwestia dyskusyjna. Miał być ilustracją, do czego prowadzi nieracjonalne pragnienie posiadania oraz pokazaniem, że takie sytuacje mają w sobie spory ładunek komizmu. Tak samo, jak śmieszą mnie takie zachowania w przypadku jednostek (w tym własne), w wydaniu zbiorowym są chyba jeszcze bardziej zabawne.
    Tak, takie zachowania są skrajne, ale są też rozpowszechnione.
    Nie czuję żadnej wyższości nad osobami, które w nich uczestniczą, ani nie czuję się w niczym lepsza. Sama nie mam zbyt rozwiniętego instynktu łowcy, a silnych wrażeń wolę szukać gdzie indziej, nie wiem jednak, czy w pewnych okolicznościach nie przyłączyłabym się do tłumu rozdrapującego towar czy stojącego godzinami w kolejce.
    Nawet gdybym z jakiegoś powodu uczestniczyła w takim zbiorowym szaleństwie i może nawet usiłowała komuś coś wyszarpnąć, nadal uważałabym to za komiczne.

    Verónico, piszesz, że oczekujesz głosu rozsądku i pokazywania obu stron medalu. W moim odczuciu cały blog jest właśnie pokazywaniem obu stron medalu i głosem rozsądku. Czasem skupiam się na tych bardziej umiarkowanych postawach, a czasem pokazuję skrajności.
    Nie odebrałam Twojego komentarza negatywnie, jak Bartosz, nie widzę na blogu żadnego hejtu. Raczej mam wrażenie ogólne (nie w odniesieniu do Ciebie), że dotknęłam jakiejś wrażliwej struny, jak zresztą zauważyli też inni. Reakcje są wyraziste, ale nikt nie przekracza żadnych granic. Uznałaś, że przykład jest niezbyt fortunnie dobrany - masz prawo tak uważać, w moim odczuciu był w sam raz, tym bardziej, że pierwszy wpis (ten kontrowersyjny) powstał między innymi pod wpływem oglądania filmików z biegów po zakupy przy otwarciu galerii handlowej.

    W dalszym ciągu utrzymuję, że nie samo "chcenie" jest złe, niedobrze dzieję się, gdy przesłania racjonalny osąd. A Ciebie akurat o brak umiejętności zapanowania nad owym chceniem nie posądzam. Jeśli stałaś się szczęśliwą posiadaczką trzeciej czy którejś tam z kolei foremki do wycinania ciastek, dobrze sama wiesz, do czego jest Ci ona potrzebna i nie sądzę, by miało to cokolwiek wspólnego z dzikimi żądzami :)

    OdpowiedzUsuń
  11. @ajko,
    chodziło mi o to, że kilka ostatnich wpisów- było o tym,
    że chęć posiadania jest zła i ble, i w ogóle.

    liczyłam, że teraz dla równowagi pojawi się głos o tym- jak rozsądnie - szukać złotego środka.

    opis scen z h&m- jest po raz kolejny pokazaniem- negatywnej strony pożądania przedmiotu.
    takich skrajnych przypadków można by pokazać wiele- choćby wspomniane w komentarzach wcześniej netto- i promocja jakichś puszek.

    do dzisiaj pamiętam pewną panią spotkaną w pociągu, która wracając z gdańska do łodzi- wiozła walizkę puszek z pasztetem, bo w gdańsku w jakimś markecie kupiła je kilka groszy taniej niż w łodzi.
    przy czym, walizka nabrała takiej mocy i wagi, że aby ją dotargać do domu- pani na dworcu zamówiła taksówkę. :D
    - ale z drugiej strony - rozumiem ludzi, którzy mając ograniczone zasoby finansowe- kupują tego nieszczęsnego tuńczyka w marketowej promocji.
    - i UWAGA- pod warunkiem, że właśnie kupują go w rozsądnej ilości.

    z drugiej strony, nie wpędzajmy się w odwrotną spiralę,
    w stylu: nie kupię sobie drugiej (zapasowej) pary butów na zimę, bo kupowanie jest złe itp.

    OdpowiedzUsuń
  12. hm, to może spróbuję to wyjaśnić inaczej.

    mój brat pracował kiedyś w caritasie. i np. miał sytuację- że jacyś ludzie złożyli na nich skargę,
    bo uwaga: w ramach pomocy żywnościowej- dostali chleb (ot, taki zwykły, owalny).
    a uwaga treścią skargi było to, że oni chcą dostawać chleb "kwadratowy", bo taki okrągły nie pasuje im do pojemników na kanapki do szkoły dla dzieci.

    to jest przykład: totalnie skrajny.

    jednak, nie oznacza to, że powinniśmy przestać pomagać innym,
    bo komuś- nie pasował chleb do pojemniczka.
    jednak- co najwyżej przemyśleć procedury, to, wg jakiego klucza się dobiera rodzaj pomocy.
    bo- przecież jest naprawdę sporo osób, dla których ważne jest to, że w ogóle dostaną takie wsparcie.

    - zgadzam się, że aż taka żądza posiadania, jak opisywana w tym h&m-owej scence jest niewłaściwa. ale to przypadek skrajny.
    negując jakąkolwiek chęć posiadania- możemy popaść w drugą skrajność- w stylu: njie mam tv, nie kupię książki,
    nie będę mieć hobby (bo to zazwyczaj wiąże się z jakimiś dodatkowymi akcesoriami) - pozostanie mi chyba gapienie się w ścianę.

    uważam, że każdy- własną miarą- powinien dążyć do osiągnięcia tego słynnego arystotelesowskiego złotego środka.

    OdpowiedzUsuń
  13. Oczywiście, złoty środek przede wszystkim. I własną miarą trzeba go szukać.

    A może stąd biorą się te wszystkie emocje, że ujednoznacznia się chęć posiadania z samym posiadaniem? Dla mnie to nie jest jednoznaczne, może dlatego nie możemy się zrozumieć? W moim odczuciu chęć posiadania zasłania nam jego sens, rzeczywistą potrzebę, cele, do których się dąży.

    OdpowiedzUsuń
  14. nie, nie stawiam znaku równości między chcę= posiadam.

    dawno wyrosłam z podjeścia, że skoro coś chcę, i mnie na to stać= to znaczy, że muszę/powinnam posiadać.

    a ja uważam, że można mądrze chcieć i mądrze posiadać- i niczego to nam nie zasłoni.

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie, nie o to mi chodzi. Tylko o to, że pozbycie się chęci posiadania wcale nie oznacza rezygnacji z posiadania. Oznacza jedynie posiadanie z innych powodów niż emocjonalne.

    OdpowiedzUsuń
  16. Do Verónica: Ja bym nie była taka pewna, że tego rodzaju przypadki są skrajne.

    A tak ogólnie: Nie uważam, że to śmieszne i komiczne jest. Raczej przerażające.

    Pozdrawiam
    Magda

    OdpowiedzUsuń
  17. Bardzo przychylam się do głosu Veronici: można mądrze chcieć i mądrze posiadać: np iPad. Bardzo mądre, funkcjonalne urządzenie ułatwiające życie, pracę, naukę. Jak używa się go sensownie. Cena odpowiednia do funkcji i jakości. Nie zbędny gadżet... Dużo lepszy niź wiele innych rzeczy. Oczywiście nie porównuję z butami czy ubraniami- akurat są konieczne i potrzebne. Byle nie w nadmiarze:-) Agata

    OdpowiedzUsuń
  18. Apropo sytuacji skrajnych: wybaczcie wszyscy biedni i niebiedni... Nie żyjemy w czasach, żeby się trzeba było rzucać na ubrania: czy to w ciuchlandzie czy na marki znanych projektantów... Ja akurat pozostaję w środku kontinuum. Nie kupuję w ciuchlandzie, ale też nie bardzo drogie ubrania super marek. Ubrania funkcjonalne, casual, sportowa elegancja. Cena odpowiednia do jakości. Agata

    OdpowiedzUsuń
  19. Czy ta kolekcja była dobra jakościowo, czy to tylko kwestia projektu strony wizualnej stała za jej ceną i za tym, że ludzie się tak rzucili?

    Z moich doświadczeń wynika, że kupno czegoś porządnie wykonanego graniczy z cudem. Straszne jest to, że nieraz za tandetnej jakości wyrób (nie wiem, jak w tym przypadku - mówię ogólnie) ludzie płacą masę forsy, by za parę miesięcy powtórzyć taką akcję, bo ktoś zasygnował swoim nazwiskiem kolejną szmatkę.

    Pieniądze kupującego to jego sprawa. Co jednak z wykorzystywaniem w fabrykach i zużywaniem surowców? One się skończą. Czy warto je marnować na sztucznie wytworzoną potrzebę pogoni za modą? A może za wysoką ceną powinny stać lepsze warunki pracy?

    To coś jak kolejki po iPhone'a. Stać kilka dni tylko po to, by kupić sobie jeden z milionów egzemplarzy produkowanego taśmowo produktu? Sympatyzuję z wieloma ideami przyświecającymi tej firmie, podziwiam osiągnięcia inżynierów i projektantów, ale żeby wyznawać ciuch czy komórkę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyznawać ciuch - dobrze powiedziane!!!

      Magda

      Usuń
  20. Posiadanie z innych powodów niż emocjonalne? A czymże my jesteśmy? Bez emocji życie byłoby blade. Posiadanie czegoś z powodów emocjonalnych jest jak najbardziej normalne i ludzkie. Oprócz wyższej duchowości mamy emocje. Bez nich życie traci smak i sens.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy, prośba o podpisywanie się jest chyba dość czytelna? Na świecie i w życiu jest niezliczona wręcz ilość spraw i zjawisk, z którymi można wiązać emocje. Innych i ciekawszych niż posiadanie.

      Usuń
    2. Ale z drugiej strony i wg mnie posiadanie tylko wtedy ma sens, gdy wiąże się z emocjami. Inaczej byłoby pustym gromadzeniem fantów nie wiadomo po co. Poczucie satysfakcji z racjonalnie zaspokojonej potrzeby to też emocja, a poczucie irytacji z powodu ogłupienia zakupowego może chronić przed kolejnym i powodować zapalenie się "czerwonej lampki" w głowie.
      Poza tym uważam, że można podejść do problemu tak: kupuję wyłącznie rzeczy wzbudzające pozytywne (!) emocje, to mnie może uchronić przed rzeczami, na widok których dostaję małpiego rozumu, co to czasem myli się nam z uczuciem pozytywnym.

      Usuń
    3. Podpisuję się pod wszystkim:-) o to mi właśnie chodziło:-) nie zgadzam się natomiast z Ajką, że są inne sprawy, które mogą wzbudzać emocje- owszem tak, ale jest do nich potrzebne posiadanie- choćby domu czy mieszkania i pieniędzy na koncie... Mówię o miłości, rodzinie, dzieciach, podróżach czy choćby hobby... Nawet czas kosztuje.. Bo kto ma wolny czas ten ma najpewniej pieniądze, aby go spędzać przyjemnie, nawet bezczynnie, co jest super naprawdę... Chyba, że piszesz o posiadaniu rzeczy materialnym. To się z tym zgadzam. Inaczej jest to rodzaj hipokryzji. Agata

      Usuń
    4. Agato, dziękuję za dodanie podpisu - tak jest naprawdę lepiej i sympatyczniej. Zasadniczo masz rację - co do tego, że aby móc doświadczać innych emocji niż związane z rzeczami, potrzeba różne rzeczy posiadać. I zgadzam się z Wami wszystkimi, że emocji całkowicie wyłączyć się nie da. Temat jak widać jest ważny i o wiele głębszy, niż by się mogło wydawać.
      Nie bardzo rozumiem o co Ci chodzi natomiast z tą hipokryzją?

      Tak czy owak ciąg dalszy nastąpi w postaci kolejnego wpisu, w komentarzach trudno jest utrzymać ciągłość rozumowania.

      Usuń
  21. Wybacz Łukasz, ale twoje komentarze są naiwne. Kto tu wyznaje markę? Kto stoi po nią w kolejce? Nie trzeba stać w kolejce po pewne rzeczy, żeby ich używać. iPad i iPhone to urządzenia tak powszechne i uniwersalne, że ich cena jest naprawdę niewysoka. A ochrona środowiska? Teraz nowoczesne fabryki mają technologie jak najbardziej wpisujące się w ochronę planety.

    OdpowiedzUsuń
  22. Proszę się podpisywać pod komentarzami, zaczyna mi to pachnieć reklamą...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Śmieszne z tą reklamą. Akurat reklam jest tym urządzeniom niepotrzebna. Agata

      Usuń
    2. Agato, tak właśnie wypowiadają się "wyznawcy marki" - że reklama tym urządzeniom nie jest potrzebna.

      Usuń
    3. To są puste słowa... Co to znaczy wyznawcy marki? W tym znaczeniu prawie wszyscy są jakimiś wyznawcami marki. Czy to, że produkt danej marki mi odpowiada znaczy, że jestem jej wyznawcą?

      Usuń
    4. Agata ciągle zapominam się podpisać

      Usuń
  23. i niestety uważam, że nie zawsze da się wyłączyć emocje- w odniesieniu do posiadania.
    pewnie- można, ale przecież to z jaką intencją, myślą, odczuciem- czyli właśnie emocjami- wybieramy jakąś rzecz- jest też istotne.

    mówiłam o przykładzie np. rękawiczek.
    zakup jak najbardziej racjonalny i uzasadniony- w świetle zbliżającej się pory roku,
    a jednak- do tematu podeszłam także z jakimiś emocjami: i wybrałam myszki - po prostu po to, żeby mnie bawiły.
    i nawet jak będzie zimno, czy nie będzie ładnej pogody- ich widok mnie będzie bawił.

    nie jestem wyznawcą rzeczy, w końcu- sama jakiś czas temu sprzedałam palmtop - a kiedyś mi się wydawało, że to będzie związek na zawsze, luv forever.
    a jednak- mam podejście dość praktyczne.
    nie pragnę tabletu, ipada, iphonea, czy super-hiper nowego laptopa. od lat nie mam telewizora i nawet nie jest w planach.
    a mimo wszystko żałuję, że jakiś czas temu wymieniając telefon- wybrałam smartfona bez androida, przez co, to urządzenie jest dla mnie chwilowo trochę za mało funkcjonalne .
    (no ale wtedy, wybierając telefon posiadałam jeszcze palmtopa).
    i to nie jest kwestia "ulegania modzie"- tylko imho- praktycznym podejściem- po prostu wiem, jakich funkcji oczekuję po smartfonie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Płacą Ci za reklamę tych myszek czy co?

      A na serio - nikt nie twierdzi, że jeśli już coś kupujesz, to ma to być rzecz, która Cię nie cieszy i która Ci się nie podoba. Nie wiem gdzie Ty to wyczytałaś.

      Magda

      Usuń
    2. no skoro mamy się podobno nie kierować przy zakupach emocjami....
      no to dlaczego mamy kupować coś co nam się podoba, zamiast czegoś siermiężnego i tylko praktycznego?

      Usuń
    3. Ty naprawdę nie rozumiesz, co Ajka miała na myśli, czy tylko udajesz?

      Magda

      Usuń
    4. rozumiem, co Ajka miała na myśli
      - ale pod powyższym- komentarzem Myslownicelife- podpisuję się obiema rękoma.

      nie da się wyłączyć emocji.
      chęć czy niechęć posiadania- już z wejścia wiąże się z emocjami.
      ważne, by umieć po prostu panować nad ewentualnymi porywami.

      Usuń
    5. Veronica, ale czy Ty nie spałaś po nocach, bo myślałaś, żeby to tylko był model "myszki", a w kolejce do kasy pogryzłaś parę osób, żeby Ci ich nie odebrały, czy po prostu poszłaś do sklepu po potrzebne rękawiczki i wybrałaś takie, które Ci się podobały? Bo są emocje i emocje. Mam dziwną pewność, że Ajce nie chodzi o to, żeby jesli już w ogóle kupować, to tylko w ostateczności (np. rękawiczki dopiero przy zagrożeniu odmrożeniem rąk) i tylko te wzbudzające w nas wstręt i obrzydzenie :D

      Usuń
  24. Ale że na TE ciuchy tak się rzucili: http://pieniadze.gazeta.pl/Gospodarka/1,125292,14959071,Kolekcja_Isabel_Marant_z_H_M_wykupiona_na_pniu__Na.html ??? przecież one są... okropnie brzydkie :D Ja wiem - rzecz gustu, no ale... te wzorki jak dla starych babć jakieś :P

    P.S. - A czym się różni iPad od tabletu? (poza ceną)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widocznie tablet nie jest powszechny i uniwersalny, a iPad jest ;)

      Magda

      Usuń
  25. Mieszkam za granicą, przypadkiem w sobotę weszłam do hm, szukam czapki, nagle na coś wpadłam, oglądam się, a to kolekcja isabel marant.Ludzie spokojnie oglądają, nikt się nie ekscytuje bo na metkach jednak 'made in china'. No, ładne rzeczy, ale bez przesady, przecież to tylko hm.

    Czemu w Krakowie ludzie zachowywali się tak jak się zachowywali. Ceny były zawyżone, ubrania wcale nie nadzwyczajne. Wzory wcale nie były uniwersalne. Jeśli komuś zależy na metce (czasem chce się mieć coś premium), czemu nie kupi przecenionej marant przez internet? Żelazna kurtyna to już przeszłość, żyjemy w kraju gdzie jeśli ktoś chce mieć oryginalą Isabel Marant może ją mieć. Jeśłi faktycznie chce na to wydac pieniądze. Fajne są te współprace hm ze znanymi projektantami. Ale skąd to szaleństwo? Robimy z siebie idiotów. Myślę, że otwracie sklepu na które czeka 300 osób to ciekawy event i poszłabym poczuć stmosferę opisaną wyżej, pewnie nei tylko ja. ale 290 osób jednak pójdzie wpaść w szaleństwo...

    OdpowiedzUsuń
  26. odkładając całą marant i wszelkie kolekcje h&m na bok
    - bo to nie ma znaczenia, czy chodzi o marant, czy o ipada, czy najnowszego iphone'a.
    - sądzę, że tak po prostu: nie ma możliwości "wyłączenia" sobie emocji.

    - oczywiście mówiąc o zdrowym podejściu, pomijając aspekt zaburzeń psychicznych.

    - wielokrotnie zdarzają się sytuacje, które- nie zmieniają naszego podejścia rozsądkowego do danego tematu, jednak- zwyczajnie zmienia się nasza ocena emocjonalna.

    fakt, że niektórych rzeczy- musimy się nauczyć przez doświadczenie- jak choćby tego, żeby nie dotykać gorących przedmiotów - bez jakiegoś zabezpieczenia.

    ale jest masę sytuacji- których racjonalne wyjaśnienie jest niezmienne, a jednak: to emocje wpływają na to, jak reagujemy w danej sytuacji.

    banalny przykład:
    - przez cały okres szkolny, w sumie także w liceum- uważałam nakaz zmiany butów, za jakiś dziwny wymysł.
    na poziomie rozsądkowym: rozumiałam jego uzasadnienie, jednak emocje wpływały na to, że wielokrotnie "odpuszczałam sobie ten temat,
    reagując: iiii tam, kto by tam zmieniał obuwie.
    no cóż: w dużej mierze wpływało na to różnego rodzaju: #niechcemisie: nie chciało mi się czy nosić butów, czy zwyczajnie nie chciało mi się o tym pamiętać.

    na poziomie- rozsądkowym- nic się nie zmieniło- rozumiałam ten nakaz wtedy, rozumiem i dzisiaj.
    ale: obecnie zmieniło się moje podejście emocjonalne do tego tematu.
    być może- ówczesna niechęć wynikała z tego, że to był nakaz, że nam w szkole sprawdzano czy zmieniamy obuwie- tego już nie odgadnę.
    jednak: w obecnej sytuacji: zupełnie sobie nie wyobrażam tego, żeby nie mieć pod biurkiem butów na zmianę, i to zupełnie z mojej własnej i nieprzymuszonej woli.

    - możemy pod kątem praktycznym wybierać jakąś rzecz, żeby spełniała jakąś konkretną funkcję, jednak imho- to, co w efekcie wybierzemy - to już najczęściej wpływ naszych emocji.
    przecież, nawet jeśli mamy sytuację, że wybieramy 1 z 3 rzeczy- które mają takie same funkcje i właściwości- wybierzemy coś - naszym zdaniem najładniejszego, najbardziej estetycznego: to już będzie dopuszczeniem do głosu właśnie emocji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przecież nikt nie broni dopuszczania do głosu własnych emocji. Właściwie to po to żyjemy, bo nasze decyzje wywołują emocje, których pragniemy (bądź nie...).

      Chodzi o to, by nasza droga do irracjonalnego szczęścia była racjonalna.

      Mamy różne potrzeby. Niektóre są bardziej wzniosłe, inne mniej, ale że nazywamy się ludźmi, to naszym obowiązkiem jest jak najlepsze panowanie nad nimi.

      To coś jak różnica pomiędzy kochankiem a gwałcicielem.

      Usuń
  27. Ojoj nie chciałabym być świadkiem tego, a co dopiero znaleźć się w centrum tego "tornada". Często zakupy przedświąteczne są dla mnie trudnym przeżyciem, bo nie da się przejść to po pierwsze, a po drugie ten szał zakupowy, jakby coś za darmo rozdawali, jest nie do zniesienia.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za pozostawienie komentarza. Jeśli chcesz, możesz skontaktować się ze mną bezpośrednio, pisząc na adres ajka@prostyblog.com

Popularne posty z tego bloga

Lekcje szczęścia – 3. Ogarnij się!

Dzień dobry w Nowym Roku! Jak tam Wasze postanowienia noworoczne? Lubicie je podejmować? Udaje się Wam ich dotrzymywać?
Jeszcze parę lat temu też robiłam podsumowania starego roku, a z początkiem nowego po raz kolejny podejmowałam projekt „Nowa ja”. Do pewnego momentu niestety dość nieskutecznie, entuzjazm szybko opadał i próby zmian kończyły się porażką. Schemat ten ostatecznie przeszedł do przeszłości wraz z rozpoczęciem stosowania podejścia minimalistycznego. Po prostu zaczęłam naprawdę zmieniać swoje nawyki w miarę ich identyfikowania i przestałam czekać z wprowadzaniem zmian do poniedziałku albo początku roku. Gdy stwierdzałam, że jakieś moje zachowanie mi przeszkadza i wymaga korekty, od razu zabierałam się do pracy nad nim. Stopniowej, ale skutecznej. Gdy nie udawało się jedną metodą, próbowałam innych. 
Nie o to chodzi, że nie widzę sensu w podejmowaniu noworocznych postanowień. Nawet więcej, myślę, że warto wykorzystać potencjał „nowego początku”, jaki daje zmiana daty w kal…

Jeszcze prościej

To, że ostatnio rzadko poruszam na blogu temat minimalizmu, nie znaczy, że przestał być dla mnie ważny. Jest nadal istotny, ale w inny sposób niż wtedy, gdy wprowadzałam największe zmiany w swoim życiu i przestrzeni osobistej. Pisałam o tym we wpisie Procesy w tle
Po ośmiu latach mówienia i pisania o nim czuję przesyt. Nie mam już ochoty czytać książek ani blogów związanych z tym tematem. Nie twierdzę, że nie warto, bo wiele mądrych treści wciąż powstaje, jedynie ja nie mam już potrzeby dalej drążyć tych kwestii.

Nadal bardzo istotna jest dla mnie prostota, coraz ważniejsza. To raczej już nie ulegnie zmianie, bo zawsze ją lubiłam, a z czasem stała się dla mnie myślą przewodnią. W każdej dziedzinie życia. Prostota wypowiedzi, przekazu, formy i treści. W estetyce i ubiorze. W wystroju mieszkania. Na talerzu - bardzo istotna. Prostota i skuteczność rozwiązań - w pracy, nauce, komunikacji. Nie zajmują mnie natomiast zbytnio sprawy ilości rzeczy i zajęć, które na pewnym etapie były tak …

Jak żyć?

Gdy wydawnictwo Otwarte zaproponowało mi przesłanie do zrecenzowania książki Matsa i Susan Billmarków „Naucz się żyć”, poczułam się zaintrygowana z kilku powodów. Po pierwsze: tytuł. Pomyślałam, że to odważne przedsięwzięcie, próba napisania poradnika odpowiadającego na słynne pytanie „Jak żyć?”. Po drugie: informacja o tym, że pozycja ta jest w Szwecji bestsellerem, sprzedała się w ponad 500 tys. egzemplarzy. A trzecim powodem, dla której chciałam ją przeczytać, była bardzo wesoła i kolorowa okładka. Wiadomo, nie ocenia się książki po okładce, ale ta bardzo zachęcała do lektury.

Obiecałam sobie, że nie przeczytam niczego na temat słynnego duńskiego hygge, wystarczył mi jeden artykuł w jakimś kolorowym magazynie przejrzany u fryzjera, ale poradnik „Naucz się żyć” wydawał się nie mieć na szczęście nic wspólnego ze wspomnianym zjawiskiem, oprócz skandynawskiej proweniencji. 
Lektura okazała się satysfakcjonująca. Książka objętościowo niewielka, ale skoncentrowana treściowo. Myślałam, ż…