Przejdź do głównej zawartości

Niemroczne przedmioty pożądania

Dopada Was czasem żądza posiadania? Albo nabycia czegoś? Zdarza się Wam czasem „ciężko zachorować” na jakąś rzecz? I co wtedy robicie - poddajecie się czy opieracie temu przemożnemu pragnieniu? 

Przyznaję, że mi się zdarza, o wiele rzadziej niż dawniej, ale wciąż bywa, że coś wpadnie w oko i jakoś z niego wypaść nie chce. Ściślej mówiąc, nie przydarza mi się już owo „chorowanie” na chęć zakupu, ale owszem, czasem coś bardzo mi się spodoba. Nie, nie tracę już głowy, nie wyciągam ochoczo portfela z kieszeni ani też karty kredytowej, ale całkiem zwyczajnie pojawia się chęć, by dany przedmiot stał się moim. 

Parę lat temu od razu bym się poddała, uznając, że nie warto się opierać. Tak przyjemnie jest przecież ulegać pokusom! 

A teraz? Mówiąc obrazowo, staję obok i przyglądam się sobie. I dochodzę do wniosku, że to bardzo śmieszne jest, tak pragnąć rzeczy. Przekomiczne. Śmieję się więc sama z siebie i z tego, że tak bardzo zapragnęłam... sukienki? Kawałka materiału i kilku guzików? Naprawdę? Chyba żartujesz, kochana!

Ludzie, którzy pragną przedmiotów, są naprawdę zabawni. Tak samo zresztą śmieszy mnie, gdy łapię się na zbyt długim dywagowaniu, czy dany przedmiot jest mi jeszcze potrzebny, czy też już nie. 

Takie sytuacje bawią mnie niezmiernie, bo są dowodem, że wciąż jeszcze zdarza mi się wiązać z rzeczami emocje, na które one moim zdaniem wcale nie zasługują. Traktowanie ich w kategoriach emocjonalnych zaciemnia obraz, sprawia, że przestaje się patrzeć na nie w sposób racjonalny. 

Gdy wyłącza się emocje, a włącza rozsądek, okazuje się, że nie ma się nad czym zastanawiać. Jeśli człowiek jest świadomy swoich celów i potrzeb, wie, czy dana superpiękna i superwspaniała rzecz zasługuje na uwagę, kupno, przechowywanie albo zapakowanie do walizki w podróż. Czy też lepiej zostawić ją na sklepowej półce albo oddać bliźniemu, zależnie od przypadku.

Znika pożądanie, znikają sentymenty. Pojawia się trzeźwa ocena. Dobrze jest się pośmiać z samej siebie...

P.S. Ćwiczę pisanie krótkich wpisów. 


Komentarze

  1. Oczywiście, sukienka to przecież szmatka i parę guzików, obraz - kawałek płótna i parę desek. Chyba wiem, o czym piszesz (zawsze warto przyjrzeć się sobie z boku) - szkoda tylko, że w bardzo autorytarny sposób, nieprzyjemny, dyskredytujący. W tym przypadku dobrze, że krótko.
    Oczywiście, nie jest dobrze, jeśli nie panuje się nad rządzą posiadania - ale po co przy okazji okaleczać się i pozbawiać emocjonalności?
    Podsumowując - intencje rozumiem, ton jest trudny do zniesienia. I jeszcze to epatowanie śmiechem, tylko jakiś on histeryczny, za głośny.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiesz Justyno, nie zawsze musi być milutko...

    Natomiast obrazu z sukienką nigdy bym nie porównywała. Chociaż zdarzało mi się również bardzo pragnąć obrazu. Bardzo, bardzo. Jednak w pewnej części obraz/dzieło sztuki zawsze pozostaje nadal przedmiotem, wprawdzie niosącym ze sobą niematerialne doznania, dającym piękno, ale nie przestaje być rzeczą. Niezwykłą (zresztą suknia też może być dziełem sztuki), owszem. I tak samo - pragnąc obrazu, pytam się samej siebie, dlaczego tak bardzo go pragnę.
    Emocje - tak. Ale nie w związku z rzeczami, za dużo tego jest naokoło. Jak dla mnie. To osobiste wrażenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na tych emocjach grają prawie wszystkie reklamy... też warto przyjrzeć się im z boku. ;)

      Usuń
    2. Ja wiem, po co jest obraz, po co książka, po co płyta - jak się mają do nich emocje? czy są niewłaściwe? Dla mnie te trzy przedmioty umożliwiają podróżowanie bez ruszania się z fotela. I dla mnie po to są.
      Nie rozumiem, co to znaczy, że "obraz pozostaje w pewnej części przedmiotem - i nie przestaje być rzeczą", a potem "emocje - tak, ale nie w związku z rzeczami".
      To nie od emocji należy się odcinać, ale od manipulacji nimi.
      A nie panowanie nad emocjami to zupełnie inna sprawa - jeszcze raz powtórzę, i tu przesłanie jest słuszne.

      Usuń
  3. Ostatnio przeczytałam cytat z Marii Curie: "I have no dress except the one I wear every day. If you are going to be kind enough to give me one, please let it be practical and dark so that I can put it on afterwards to go to the laboratory." I chyba taką właśnie postawę ostatnio przyjmuję ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. mnie jeszcze śmieszy jak niektórzy pożądają jakiejś rzeczy, bo bez niej nie będą mieli czym się pochwalić, czym zabłysnąć wśród innych itd.
    kupowanie, by nie stać się przypadkiem tym gorszym, tym który nie ma , albo ma mniej

    OdpowiedzUsuń
  5. Myślę że właśnie przekraczasz pewną granicę. Dawniej chodziło o to żeby pozbyc się niepotrzebnych rzeczy, tych które blokują zagracają, zasłaniają. W tym wpisie widzę że zmierzasz ku przeciwnym biegunie. Myślę że warto jest miec obraz który nam się tak bardzo podoba że niemal go "pożądamy", książkę której już nie czytamy ale kochamy, ładny przedmiot który nie jest użyteczny ale cieszy. Ważne aby nie przesadzic i nie zarosnąc rzeczami które podobały nam się tylko przez 5 minut. To kwestia rozwagi ale zdecydowanie nie warto zupełnie pozbawiac się przyjemności posiadania rzeczy które pragniemy.
    Krótko mówiąc obraz nigdy nie będzie racjonalnie patrząc "potrzebny" ale warto miec przynajmniej jeden który kochamy.

    Anna

    OdpowiedzUsuń
  6. p.s
    Dawniej chodziło o to żeby zamiast 15 wydruków z ikei na ścianie miec jeden wybrany wyjątkowy dla nas oryginalny obraz. a teraz mam wrażenie że wolisz pustą ścianę. Moja branża, więc protestuję.
    Anna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anno, tak właśnie wygląda nadinterpretacja... Napisałam, że trzeba być świadomym swoich celów i potrzeb. Nie straciłam przecież potrzeby piękna. Tyle, że faktycznie przekroczyłam pewną granicę i coraz bardziej rosną mi wymagania jakościowe i coraz bardziej ograniczam się ilościowo. Obrazów jednak nadal mam sporo.
      Może rzecz w tym, że dla mnie potrzeba piękna jest bardzo racjonalną potrzebą.

      Natomiast czym innym jest dla mnie otaczanie się wyjątkowo pięknymi - wybranymi - przedmiotami, a czym innym pożądanie rzeczy. Którego chcę unikać.

      Usuń
    2. Pani Anno, zgadzam się. Żadna nadinterpretacja, co próbuje Pani wmówić Autorka.
      Znam ludzi, którzy szczycą się, jacy to są racjonalni, wszystkie pobudki i potrzeby sprowadzając do racjonalistycznych, zdystansowani i...z wielką potrzebą kontroli.
      Nuuuuda.

      Usuń
  7. Dla mnie też wpis trochę za ostry. Moim zdaniem czasem warto sobie kupić trochę pozytywnych emocji. Pod warunkiem, ze wiecej bedzie z tego korzysci niż kłopotu, co trzeba rozpatrzyć w 2 wymiarach: pieniedzy i przestrzeni. Jesli przez nową parę butow nie zapłacę czynszu i/lub zagracę sobie do reszty przedpokoj (pełen innych butów), to nie warto. Ale jesli mnie stać i poprzednie kozaki niedawno wyrzuciłam, to czemu nie?
    I jeszcze jedno: dajmy sobie prawo do błędów! Jesli czasem sobie sprawię coś nietrafionego, co bedzie musiało wylądować na Allegro, w PCK czy u znajomych, to przecież świat (ani budżet) mi sie nie zawali. A nastepnym razem bede lepiej wiedziała, czego potrzebuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maruszko, ale właśnie dałaś świetny przykład racjonalnego podejścia, pisząc "pod warunkiem, że będzie z tego więcej korzyści niż kłopotu".
      Prawo do błędów rzecz ludzka i trzeba je sobie dać, żeby nie zostać cyborgiem. Grunt, żeby na błędach naprawdę się uczyć, a nie powtarzać je wciąż i wciąż.

      Usuń
  8. Tak, ostatecznie człowiek to tylko trochę mięsa, kości i wody. W tym ujęciu. Sorry.

    OdpowiedzUsuń
  9. Popieram Cię, Ajko. Kiecka to zaprawdę tylko kiecka. Był czas, gdy wierzyłam, że jakaś konkretna, wystrzałowa sukienka zapewni mi niesamowite wspomnienia. Dziś jestem pewna, że równie szampańsko mogę bawić się w starej. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  10. P.S: A z tym pożądaniem bywa tak, że wystarczy zająć głowę istotniejszymi sprawami, a znika bez śladu.

    OdpowiedzUsuń
  11. Jeśli chodzi o kieckę, to tak. Ale obawiam się, że tu chodzi o jakieś większe "w ogóle". A to już nie bardzo jest okey. Bo niepostrzeżenie może się przesunąć granica, za którą już nie minimalizm nam życie oczyszcza z nadmiaru, lecz my samy wyrzucamy z tego życia to, co nam się nadmiarem wydaje - tylko po to, by sprostać jakimś wyobrażonym być może wymogom idei, której w najlepszych intencjach hołdujemy. I może to dotyczyć radości z nabycia setnej kiecki, bo nie o kieckę, lecz o tę radość się rozchodzi.
    Nie skracaj wpisów, bo są fajne i potrzebne - nawet, a zwłaszcza takie dłuższe. Szkoda by było czytać je krótsze. No bez przesady - w końcu minimalistyczne podejście nie polega chyba na pozbywaniu się tego, co jest dobre, tylko tego, co zbędne. A Twoje teksty takie nie są na pewno. Poza tym nie mam pewności, że lapidarne ujęcie zawsze pozwala precyzyjnie wyrazić poglądy, ukazać wyważenie sądów, poprowadzić czytelnika za własnym tokiem myślenia. Czasem zbytnia zwięzłość prowadzić może do nieporozumień, na wyjaśnianie których zużyje się pięć razy tyle słów. Czasem może być pozorną ich oszczędnością:)
    Sorry, że pierwszy komentarz był tak emocjonalny. Poruszył mnie Twój wpis.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to dobrze, że poruszył. To, że tak reagujecie - emocjonalnie - też jest ciekawe.
      Masz rację, nie będzie więcej aż takiej oszczędności w słowach, bo faktycznie chyba przez zbytnią zwięzłość nie udało mi się całkowicie przekazać tego, co mi siedziało w głowie. I stąd nieporozumienia.
      Jednakże masz rację po części, że to chodzi o jakieś większe "w ogóle", nie tylko o kieckę.
      Ale o tym w takim razie będzie kolejny wpis, tym razem bardziej wylewny ;-)

      Usuń
  12. Zależy też od rzeczy, na którą zachorowaliśmy :) Na szczęście u mnie od razu włącza się myślenie racjonalne "czy naprawdę tego potrzebuję?". Oczywiście, pozwalam sobie również na przyjemnostki, które nie do końca są mi potrzebne ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Trochę przeraziło mnie "zdarza mi się wiązać z rzeczami emocje, na które one moim zdaniem wcale nie zasługują". Naprawdę? Jasne, emocje wiążmy głownie z innymi ludźmi, ale czy przedmioty nie są materialnymio 'dowodami' pewnych wydarzeń? Moja mama nie lubi chomikowania, ale nadal ma na ścianie zasuszoną wiązankę z dnia ślubu, kótra ma już grubo ponad 20 lat ale róże nadal mają jeszcze kształt. Niby są zdjęcia, suknia ślubna poszła do oddania bo potrzebbna juz nie była, ale nie chciałabym żeby kiedyś tą wiązankę wyrzuciła. Mimo że to tylko przedmiot.

    Meg

    OdpowiedzUsuń
  14. Takie myślenie o rzeczach w moim przypadku trzeba rozpatrywać pozytywnie. To mnie mobilizuje do bardziej świadomych zakupów lub właśnie odrzucenia możliwości zakupowej. Pragnienie posiadania rzeczy nie wiąże się u mnie z natychmiastowym jej nabyciem, ale stwarza mi pole do przemyśleń: skąd to pragnienie wynika? Czy ta potrzeba posiadania wzięła się tylko i wyłącznie z ujrzenia danej rzeczy, czy jest coś głębszego i powinnam drążyć temat? I czy rozwiązaniem mojego problemu jest naprawdę rzecz, a może chodzi o coś więcej? Nowa rzecz na horyzoncie to u mnie przynęta do psychoanalizy:)))

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja kompletuje na nowo swoją garderobę i sprawia i to trochę trudności, przede wszystkim budżetowych. Bardzo niewiele rzeczy (=ubrań) mi się podoba, gdy już coś wpadnie mi w oko, najczęściej kosztuje dla mnie "fortunę" (fortuna to rzecz względna, zależna od zarobków). Dla przykładu - chodzę na Allegro od kilku (!!!) tygodni wokół jednej sukienki. Obliczam budżet i nijak nie chce się rozciągnąć , sprawdzałam co chwilę, czy jeszcze jest. Wczoraj niespodzianie ktoś ją kupił, a ja wpadłam w zakupową rozpacz (czyli taką, która mija zaraz, bo jestem dobra w racjonalizowaniu). Poczułam jednak w pewnym sensie ulgę, bo już jej nie ma i nie muszę decydować. Niestety nie złożyłam jednak wywiadowczej broni i dziś ją znowu odnalazłam. I zaczynam od początku. Jest mi ona potrzebna (bo naprawdę nie mam w czym chodzić), ale nie wiem czy warta nerwów na początku kolejnego miesiąca, że nie mam na paliwo ;) Sprawa w toku.

    OdpowiedzUsuń
  16. A ja tam zwykle sobie kupuję :) Nie jestem skąpcem tylko minimalistą ;) (no może minimalistą też nie jestem jeszcze :P ), mam na myśli, że mieć mało to niekoniecznie musi znaczyć że mieć ciągle to samo. Chcę coś mieć, więc to kupuję - za to pozbędę się starego. Dla mnie minimalizm to mieć mało ale najfajniejszych rzeczy, więc skoro spotykam coś co jest fajniejsze niż coś co już mam, to wiadomo, że sobie wymienię :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Po przeczytaniu twojego tekstu mam wrażenie, że zbliżasz się do poziomu zwierząt. Być może nie dostrzegam tego jak wspaniały i innowacyjny jest minimalizm w twoim wydaniu. Tyle, że posiadanie, nabywanie rzeczy pozbawionych jakiegokolwiek tła emocjonalnego jest moim zdaniem krokiem w tył. Jasne nie możemy się zagracić niepotrzebnymi przedmiotami. Jednak czy człowiek pozbawiony wrażliwości na piękno wciąż jest zwierzęciem?
    Jasne. Możemy przebrnąć przez życie posiadając tylko materac. Tylko po co? Dlaczego mamy rezygnować ze współczesnych osiągnięć? Przecież wystarczy pamiętać, że wartość naszego życia nie jest mierzona w tym co mamy, że to wszystko kiedyś zniknie. Ale po co utrudniać sobie życie?

    OdpowiedzUsuń
  18. Niesamowite, jak każdy sobie wyczytał z tego wpisu to, co chciał.
    Mani, zapewne chciałaś lub chciałeś mnie obrazić, takie mam wrażenie, ale nie udało Ci się to zupełnie. Po pierwsze dlatego, że akurat nie widzę nic obraźliwego w byciu porównywaną do zwierzęcia - niezależnie od pobudek, które Tobą kierują. Po drugie dlatego, że przypisujesz mi opinie/poglądy, których nie wyraziłam. Nie będę się do nich szerzej odnosić w komentarzu, jak zapowiadałam wyżej, będzie kolejny wpis. Ale nie kłopocz się czytaniem go, skoro aż tak bardzo Cię oburza to, co piszę, szkoda Twojego czasu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zwierzęta, pod pewnymi względami, bywają mądrzejsze od ludzi. :) A co do tematu - u mnie sprawdza się metoda "odkładania" zakupu na później. Czasem chęć mija, czasem - nie. Przeważnie w tych sytuacjach, gdy te przedmioty faktycznie wpływają na codzienny komfort (z takich większych zakupów tej jesieni wymieniliśmy duży przypalony garnek do przetworów na nowy oraz zbyt mały dla nas koc - aż trudno uwierzyć, że przez 10 lat nie mogłam się wyspać, bo w nocy kurczowo trzymałam krawędź koca). Jeszcze nie mam nawyku, by tak stanąć obok siebie i śmiać się z zachcianek, ale już czasem mi się udaje. Serdecznie pozdrawiam!

      Usuń
  19. a ja lubię od czasu do czasu sprawiać sobie jakiś drobiazg.
    nie zawsze to musi być coś na co "choruję", chociaż najczęściej- jeśli już - nabywam rzeczy, o których myślę od dłuższego czasu.
    nadal mieć nie przesłania mi obrazu- być.
    a jednak - od czasu do czasu wzbogacam się o jakiś drobiazg.

    to już kiedyś pisałam u Marii-Ubieraj się klasycznie.
    - np. z podróży nie przywożę typowych pamiątek, 128 muszli z nad morza.
    jeżeli co przywozimy- to jednocześnie staramy się wybierać coś funkcjonalnego.
    np. z mojej ukochanej pragi- przyjechały kubki do kawy.

    OdpowiedzUsuń
  20. Czy dopada mnie żądza posiadania? Hmmm... Taaa... Staję przed witryną sklepu, oglądam te wszystkie buciki, ciuszki, torebeczki i inne duperelki i ... marzę o mnisiej szacie i klapkach... Nie mam nawet ochoty nabywac tych wszystkich smieci. Czasem mam napad "chcetomieć", ale trwa max kilka sekund i głupio mi potem przed samą sobą, że mnie porwało na taki bubel... Jedynie FRUGO to moja klątwa. Kocham i spożywam przy każdej okazji. :P

    OdpowiedzUsuń
  21. mam oczy pełne rzeczy, które mi w nie wpadły, ale tak naprawdę nie chodzi o przedmioty, ale najczęściej o pomysł jaki ktoś miał wytwarzając je. Najczęściej nie kupuję ich, bo są zwyczajnie za drogie, albo dostepne w innej części świata, ale może kiedyś ... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Idea przyświecająca twórcom rzeczywiście bywa często bardziej fascynująca niż sam wytwór, szczególnie, gdy to jest jakaś rzecz użytkowa. No i oczywiście sztuka konceptualna jest właśnie tym samym. :)

      Usuń
  22. nie rozumiem dlaczego aż tak bardzo demonizujecie to "chcenie".
    w chęci posiadania- nie ma nic aż tak strasznego,
    o ile - tę chęć przekuwa się w faktyczny stan posiadania z rozwagą.

    nie mam problemów z "chceniem" sukienki, bo akurat nie lubię sukienek ;-)
    ale samo "chcenie" ma tak wiele różnych aspektów!

    np. ostatnio- kupiłam sobie komplet kredek akwarelowych.
    wczesniej zawsze coś mi stało na przeszkodzie, a to za czasów szkolno-studenckich nieustający brak kasy, itd, itp.
    a teraz własnie doszłam do wniosku- a czemu nie?
    będą idealne- na takie lużne zabawy i praktykowanie hobby na długie zimowe wieczory.

    już kiedyś o tym było- mnie jest rzadko zimno, nad czym niekiedy ubolewam, bo nie ma wielkiego sensu, żebym posiadała jakieś grube swetry itp.
    jednak: nie odmawiam sobie przyjemności raz do roku- kupienia sobie rękawiczek, zazwyczaj jakichś kiziacznych (na tę zimę przewidziane są MYSZKI).

    OdpowiedzUsuń
  23. Czytając Twój wpis Ajko zastanawiałem się dlaczego Ty piszesz o mnie? Ale zaraz przecież ja mam tak samo. Kiedyś miałem manie nabywania coraz to nowszych gadżetów, teraz się zastanawiam, po co mi to wszystko było. Jak przypomnę siebie z dawnych lat to także ogarnia mnie śmiech, jak można było co tydzień wymieniać telefon komórkowy, jak można było w ten sposób patrzeć na życie. Ja wręcz byłem wówczas na siebie zły, gdy nie udało mi się nic kupić. W głowie krążyły non stop te same myśli, kurcze ja to muszę mieć, bo zaraz mi się coś stanie. Teraz z perspektywy czasu patrząc na to wszystko zastanawiam się, co wówczas mną kierowało. Pewnie ciężko byłoby to teraz stwierdzić, dla mnie najważniejsza jest kwestia, że już mi przeszło. Oczywiście tak jak i Tobie tak i mi zdarzają się jeszcze tak silne pokusy, dające wrażenie, że ta rzecz to ta jedyna, że bez tego się nie obejdzie. Staram się wówczas zracjonalizować zakup, chciałbym się nauczyć tak jak Ty stanąć z boku, popatrzeć na to z dystansu, tak jak teraz patrzę na innych ogarniętych manią kupna nowego odkurzacza itp. Na siebie jakoś się tak trudno spogląda, łatwiej na innych, zazwyczaj daję sobie czas i jakoś mi chęć zakupu przechodzi. Co do Twojego rozłożenia sukienki na drobne, co wywołało taką falę krytyki, zastanowiłem się nad tym i faktycznie do niektórych rzeczy mogę w ten sposób podejść. To jest dobra metoda na racjonalne wytłumaczenie sobie danej rzeczy nie jako całość, tylko jako zbiór pewnych elementów, które już w takim ujęciu nie są tak bardzo atrakcyjne. Wiesz zazwyczaj robiłem sobie listę za i przeciw lub odczekałem chwile, teraz będę mógł rozłożyć to na drobne. Wieźmy np. zakup laptopa, każdy z takich większych gazeciarzy, nie mówi o laptopie jako całość, że cała jego bryła jest pięknie skomponowana, zestawione elementy tworzą niepowtarzalne wzornictwo i cieszą oko. Każdego z tych ludzi interesuje, jaki ma procesor, ile ramu, jaki dysk itd. Gdy, choćby jeden z tych czynników jest do niczego rezygnują z zakupu. W takim podejściu Twoja metoda przeanalizowania sukienki czy ją kupować, skoro jest to tylko zbiór jako osobne elementy, jak najbardziej się u mnie sprawdzi. Dziękuję.

    Pozdrawiam Bartosz

    OdpowiedzUsuń
  24. Też mi się to zdarza, ale ogarniam się w porę. Tak jak mówisz - spojrzenie na swoje zachowanie z perspektywy innej osoby, ułatwia dostrzeżenie błahości danej potrzeby. Można się tego łatwo nauczyć.

    OdpowiedzUsuń
  25. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego ten post wzbudził takie kontrowersje. Practice underreaction, people, your life is going to be so much better ;) pozdrawiam serdecznie autorkę

    OdpowiedzUsuń
  26. Też nie rozumiem reakcji negatywnej, sama uśmiecham się ironicznie na myśl o sobie w księgarni jak biegam ,szukam i wariuję z powodu książek które chciałabym mieć. I to jest jak się tak zastanowić naprawdę zabawne bo jak nie będę miała to co ?

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za pozostawienie komentarza. Jeśli chcesz, możesz skontaktować się ze mną bezpośrednio, pisząc na adres ajka@prostyblog.com

Popularne posty z tego bloga

15 lat później

Przeglądałyśmy niedawno z moją przyjaciółką Kasią stare zdjęcia. Na jednym z nich zobaczyłam osobę, która wydała mi się znajoma. Zapytałam: co to za baba? - Jak to, nie poznajesz, przecież to Ty! 
Po bliższym przyjrzeniu się stwierdziłam, że to prawda. Ja, jak najbardziej ja, w całej okazałości. Po krótkich obliczeniach ustaliłyśmy datę powstania tej fotografii na 2001 rok. Dla mnie rok trudny, zapamiętałam go nie tylko z powodu zamachu na WTC z 11 września. Bardzo byłam wtedy zagubiona, nieszczęśliwa, samotna, chociaż wciąż wśród ludzi. Poszukująca miłości, stabilizacji, bezpieczeństwa, a jednocześnie często działająca na własną szkodę. Bardzo źle, wręcz fatalnie czułam się w swojej skórze. To chyba był czas mojej prawie rekordowej wagi, chociaż wydaje mi się, że w najbliższych miesiącach jeszcze bardziej przytyłam (ale nie chcę tego pamiętać). 
Gdy zobaczyłam to zdjęcie, przeraziłam się, ale też pomyślałam, że chcę go zachować na pamiątkę. I pokazać światu, co może wydać się Wam dz…

Lekcje szczęścia – 3. Ogarnij się!

Dzień dobry w Nowym Roku! Jak tam Wasze postanowienia noworoczne? Lubicie je podejmować? Udaje się Wam ich dotrzymywać?
Jeszcze parę lat temu też robiłam podsumowania starego roku, a z początkiem nowego po raz kolejny podejmowałam projekt „Nowa ja”. Do pewnego momentu niestety dość nieskutecznie, entuzjazm szybko opadał i próby zmian kończyły się porażką. Schemat ten ostatecznie przeszedł do przeszłości wraz z rozpoczęciem stosowania podejścia minimalistycznego. Po prostu zaczęłam naprawdę zmieniać swoje nawyki w miarę ich identyfikowania i przestałam czekać z wprowadzaniem zmian do poniedziałku albo początku roku. Gdy stwierdzałam, że jakieś moje zachowanie mi przeszkadza i wymaga korekty, od razu zabierałam się do pracy nad nim. Stopniowej, ale skutecznej. Gdy nie udawało się jedną metodą, próbowałam innych. 
Nie o to chodzi, że nie widzę sensu w podejmowaniu noworocznych postanowień. Nawet więcej, myślę, że warto wykorzystać potencjał „nowego początku”, jaki daje zmiana daty w kal…

Lepiej

Przed urlopem pisałam o bezdzietności z wyboru. Mam jeszcze parę refleksji, które nie dotyczą istoty sprawy (mienia/niemienia dzieci), ale są z nią powiązane. 
Ludzie często lubią formułować różne złote rady czy ogólne stwierdzenia, które wydają się im słuszne i cenne: lepiej mieszkać na wsi. Lepiej mieszkać w mieście. Lepiej mieć samochód/jeździć na rowerze/poruszać się piechotą. Lepiej jeść mięso/być wegetarianinem/weganinem. Lepiej jeść gluten/nie jeść glutenu. Mieć mieć wiele dzieci/mieć dwoje dzieci/jedno dziecko/nie mieć dzieci. Lepiej biegać/ chodzić na siłownię/ćwiczyć jogę/gimnastykować się w domu. Być minimalistą/tarzać się w konsumpcji. Można by tak wymieniać w nieskończoność, wymieniłam tylko kilka dziedzin, które akurat wydają mi się częstym przedmiotem tego rodzaju sądów.
Zazwyczaj uważa się, że „lepiej” jest robić tak, jak się samemu wybrało. Często dlatego, że jest się ze swojego wyboru zadowolonym i wydaje się, że skoro nam jest z tym dobrze, to innym też pewnie będz…