Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z luty, 2014

Nie-zbędne kilogramy

Od dłuższego czasu marudzę pod nosem o jakieś tajemniczej planowanej zmianie. Wspominałam kilkukrotnie, że jeszcze nie jestem gotowa, by o niej pisać. Nie byłam. Chciałam zaczekać, aż upłynie wystarczająca ilość czasu, bym mogła powiedzieć Wam, że ona naprawdę się dzieje, a nie jest tylko szumną zapowiedzią czy jakimś przejściowym słomianym zapałem. Czas ten w końcu nadszedł. 
Stali czytelnicy bloga znają historię moich odwiecznych zmagań z ciałem, bulimią, kompleksami, samooceną i wagą. Opowiadałam ze szczegółami o tym, jak udało mi się z większością z tych problemów uporać i naprawdę szczerze polubić siebie. 
Ci, którzy spotkali mnie osobiście lub gdzieś widzieli, wiedzą też, że nadal jestem dość okrągłą osobą. Gdy patrzę w lustro, widzę niewysoką osóbkę, która „ma czym oddychać i na czym siedzieć.” Widzę okrągłą twarz, nieco zbyt obfity podbródek. Na pewno daleko mi do otyłości, ale w moich osobistych kategoriach dość blisko do nadwagi. Nie mówię o tabelach, BMI czy innych wytyczn…

Blogowy koncert życzeń

Zastanawiam się ostatnio nad przyszłym życiem bloga. Spokojnie, nic mu złego nie zrobię... Ani nie chcę rezygnować z pisania. Lubię po prostu co pewien czas zadawać sobie pytania w odniesieniu do właściwie każdej dziedziny życia, tym bardziej do tak ważnej jego części. 
Doszłam ostatnio do wniosku, że jestem w takim miejscu przygody z minimalizmem i prostotą, że nie bardzo mam już co upraszczać. Raczej jakieś czysto kosmetyczne poprawki, bieżące dostosowania. Owszem, jest jedna bardzo ważna sprawa, nad którą pracuję (ta tajemnicza zmiana), ale nie chciałabym, żeby stała się jedyną treścią bloga, gdy już będę gotowa o niej rozmawiać i pisać. Niewiele mogę więc Wam opowiadać na temat tego, co dzieje się w moim życiu obecnie. Prostota w praktyce, spokój. Nuda, aż chce się wyjść z kina. 
Ale nadal mam chęć dzielić się swoimi doświadczeniami, opowiadać o drodze prostoty. Jakiś czas temu doszliśmy wspólnie z Wami do wniosku, że czytania o dochodzeniu do minimalizmu czy upraszczaniu potrzeb…

Marmur na wieszaku

W poprzednich wpisach opowiadałam Wam o swoich przygodach związanych z kompletowaniem garderoby i o leczeniu się z zakupoholizmu. Ważnymi elementami tego procesu był długotrwały post zakupowy, znaczne ograniczenie ilości posiadanych ubrań, a nawet, nie bójmy się tego słowa, przez pewien czas także wręcz ascetyczne podejście. Część wniosków już znacie. Wiecie, że wypracowałam sobie strategie kupowania oraz że wolę mieć mniej rzeczy, ale za to dobrej jakości. I że za podstawę doboru strojów uważam poznanie siebie, zarówno pod względem zewnętrznym (sylwetka, kolorystyka, tryb życia), jak i wewnętrznym (upodobania, oczekiwania w stosunku do wyglądu i stroju). Te konkluzje są dość oczywiste, nic odkrywczego. 
Coś mnie jednak zaskoczyło. Ostateczny rezultat odbiega w znacznym stopniu od początkowych wyobrażeń o tym, jak będzie wyglądała moja szafa, gdy już poznam siebie od tej „odzieżowej strony” i swoje prawdziwe potrzeby w tej dziedzinie. Gdyby zajrzeć do takich moich wpisów o tym, co w …

Bez obaw

Cicho tu znowu. Dawno nie było nowego wpisu. I dochodzą mnie głosy, że się martwicie. To bardzo miłe i wzruszające. 
Żyję, mam się dobrze. Przyczyny milczenia nie są zbyt wyszukane. Mąż wrócił do domu po miesięcznej nieobecności, chciałam się nim nacieszyć. Poza tym miałam różne zobowiązania, m. in. dwudniowy wyjazd do Warszawy. Ponadto czasem trzeba również popracować. I praca redakcyjna nad książką trwa, a to akurat bardzo absorbujące umysłowo zajęcie.  Z innej strony - tajemnicza zapowiadana zmiana nastąpiła i postępuje, już niedługo uchylę rąbka tajemnicy. Ona też wymaga czasu, starań, przemyśleń, działania.
Dlatego blog przez chwilę musiał zaczekać. Jest dla mnie bardzo istotny, ale bywa, że musi poczekać z boczku na swoją kolej wśród innych ważnych spraw. 
Nowy wpis jest już mentalnie przygotowany, trzeba go tylko jeszcze napisać. Może uda się dzisiaj wieczorem, najpóźniej jutro. 
Dziękuję za to, że myślicie o mnie. Ja o Was też często myślę.