Przejdź do głównej zawartości

Budzik

Przede wszystkim bardzo Wam wszystkim dziękuję za ten ogrom dobrych słów, które padły pod ostatnim wpisem, w którym opowiedziałam o zmianach oraz pokazałam swoje zdjęcia z różnych momentów ostatnich lat. 

W komentarzach zauważyliście, że fotografie pokazują nie tylko zewnętrzną przemianę. Kilka osób stwierdziło, że mają wrażenie, jakby na pierwszym i ostatnim zdjęciu (z 2005 i 2013 r.) były dwie zupełnie inne dziewczyny. 

W pewnym sensie tak jest. Ajka sprzed 9 lat i ja teraz to naprawdę dwie różne kobiety. I nie chodzi wcale o inny kolor i długość włosów, sylwetkę czy stan cery. Największa przemiana zaszła w mojej głowie, a to, co widać na zewnątrz, jest tylko jednym ze skutków tej rewolucji. 



Czasem mam wrażenie, że przeważającą część swojego życia przespałam. Byłam pogrążona w jakimś letargu, wydawało mi się, że żyję, robię różne rzeczy, podejmuję decyzje, przytrafiają mi się rozmaite przygody, ale to było jakby marzenie senne. Nieświadomość. 

I w końcu obudziłam się. Nigdy już nic nie będzie takie samo jak wcześniej, nie ma powrotu do tamtego stanu. Ale za żadne skarby nie chciałabym go przywracać. 

Obudziło mnie kilka sięgających w głąb duszy osobistych doświadczeń, ale przede wszystkim ... tak, minimalizm. Myślę, że pojawił się w takiej chwili, gdy byłam już gotowa do zmiany, ale nie wiedziałam, w jaki sposób mogłabym jej dokonać. A on okazał się doskonałym do tego narzędziem.

W najbliższych wpisach w odpowiedzi na prośby Czytelniczek opowiem trochę o praktycznych stronach zewnętrznej zmiany. A poza tym wygląda na to, że mogę wrócić do częstszego publikowania notek, wiem, że ostatnio Was nie rozpieszczałam pod tym względem...

Komentarze

  1. Miałam dokładnie podobne wrażenie do momentu gdy jakieś 8 lat temu "ocknelam się z letargu" i tak, mnie rownież minimalizm w tym wiele pomógł :)
    Czekamy na nowe wpisy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochana myślę, że tu chodzi po prostu o dojrzałość, ja teraz w wieku 36 lat czuję się bardziej dojrzała, niż kilka lat temu, inaczej podchodzę do pewnych rzeczy, mam inną świadomość i to chyba przychodzi z wiekiem.Czekam na kolejne ciekawe posty! pozdrawiam Ala

    OdpowiedzUsuń
  3. Cześć, ja chyba powoli budzę się z podobnego letargu jak ty. Mam nadzieję, że efekt mojej pobudki będzie choć w połowie taki jak w twoim wypadku. Żyję w otoczeniu strasznie nastawionym na konsumowanie, kupowanie i ogólnie pojęty materializm. Czuję że się w tym duszę i cieszę się że znalazłem taki blog jak ten. Czekam na książkę i pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jesteś bardzo inspirującą osobą. Twojego bloga czytam od niedawna, ale zaczęłam czytać wszystkie wpisy. Zaczęłam się interesować takim minimalistycznym podejściem do życia. Nigdy nie byłam zakupoholiczką, ale jak to każda kobieta od czasu do czasu lubiłam wyskoczyć do galerii (a że pracuję w centrum dużego miasta to było naprawdę dużo takich sytuacji). Wszystko zaczęło się od wyprowadzki z rodzinnego domu - rzeczy które są w szafach nie wyglądają tak groźnie, jak sterta którą miałam zabrać w dalsze życie. I tu było pierwsze sito moich porządków (odpadło może z 40%). Ale dalej czułam się bardzo przytłoczona tym wszystkim. Ilekroć próbowałam zabrać się za porządki odczuwałam niepokój przed pozbyciem się czegokolwiek bo przecież wszystko kiedyś może się przydać. Było wiele takich podejść i wszystkie kończyły się w taki sam sposób. Teraz już wiem jaki był mój błąd - chciałam zbyt dużo na raz. Czytając twojego bloga widzę jaki długotrwały jest to proces. Od kilku miesięcy stopniowo pozbywam się rzeczy, których nie używam - zaczęło się od kosmetyków, później były ubrania biżuteria i cała reszta. Z każdą rzeczą mniej czuję się coraz lepiej. Dziękuję za naprowadzenie na właściwe tory :) - Ela W.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za pozostawienie komentarza. Jeśli chcesz, możesz skontaktować się ze mną bezpośrednio, pisząc na adres ajka@prostyblog.com

Popularne posty z tego bloga

Generalne porządki metodą minimalistki

Chciałabym, żeby blog i kanał na YouTube przestały być odrębnymi bytami i zaczęły wzajemnie się uzupełniać. Będę starać się, by każdemu opublikowanemu materiałowi wideo towarzyszył tekst, który będzie jego dopełnieniem. 
Dzisiejszy wpis jest dodatkiem do materiału pod tym samym tytułem, który możecie obejrzeć tutaj:

Opowiadam w nim o moim pomyśle na uproszczenie generalnych porządków. Uważam, że raz na jakiś czas dobrze jest zrobić taki pełen przegląd domu lub mieszkania, zajrzeć w każdy zakamarek, sprawdzić stan posiadania. Jednak trudno byłoby mi wygospodarować cały weekend czy kilka dni, a przecież takie bardzo dokładne porządki wymagają sporo czasu. Są też dość wymagającym procesem pod względem psychicznym, emocjonalnym, bo porządkując, trzeba podejmować szereg mniejszych i większych decyzji. Czego się pozbyć, w jaki sposób, co zostawić, jak zorganizować i poukładać te rzeczy, które zdecydowaliśmy się zatrzymać. 
Pomyślałam więc, że najłatwiej będzie to duże zadanie podzielić na …

Metoda Konmari to nie minimalizm

Wpis jest uzupełnieniem materiału wideo zamieszczonego w serwisie YouTube, który można obejrzeć tutaj: 

Książkę Magia sprzątania Marie Kondo przeczytałam cztery lata temu, o moich wrażeniach możecie przeczytać we wpisie pod tym samym tytułem. Odebrałam ją pozytywnie, ale samej metody nigdy nie stosowałam, bo nie miałam takiej potrzeby, o czym zresztą pisałam w tamtej recenzji. Na dobre w głowie z tej lektury pozostała mi jej myśl przewodnia: poszukiwanie radości w rzeczach i eliminowanie zbędnych przedmiotów w oparciu o kryterium: co chcę zostawić, zamiast stosowanego zwykle przez minimalistów: czego nie potrzebuję i czego chcę się pozbyć. Książki szybko się pozbyłam i nie myślałam o niej więcej.
Dopiero niedawno, gdy coraz częściej docierały do mnie opinie na temat wyprodukowanego przez Netflix serialu Sprzątanie z Marie Kondo(dostępny z polskimi napisami), pomyślałam, że warto byłoby sobie wyrobić własne zdanie na temat tej serii programów, nawet jeśli sama metoda sprzątania Konmari…

Kolorowa szafa minimalistki - także na wakacjach

Ostatni wpis z połowy czerwca. Aż trudno uwierzyć. Jednak to prawda. Nie chcę Was zamęczać tłumaczeniami, dlaczego tak długo milczałam. Niedługo minie pół roku od śmierci Taty. Ostatnie miesiące wbrew pozorom były nie tylko czasem smutku, ale przede wszystkim czasem ważnych zmian w życiu naszej rodziny, częściowo wymuszonych przez odejście Taty, a częściowo przez nią sprowokowanych (?), a może tylko przyspieszonych. Kilka z tych zmian jest naprawdę pozytywnych, dotyczą głównie życia mojej Siostry. W skrócie napiszę tylko, dla tych z Was, którzy zawsze trzymali za nią kciuki (wiecie, że Ula jest osobą niesłyszącą), że Sister zmieniła pracę i na razie jest bardzo zadowolona. A my cieszymy się, że jest doceniana i że ma szanse na rozwój i lepszą jakość życia.
Bałam się, że nie będę umiała już pisać tutaj. Jednak z tym jest chyba jak z jazdą na rowerze. Wystarczy usiąść i zacząć, a reszta idzie już sama...
Oprócz tego, że dużo działo się różnych rzeczy, które wymagały mojej uwagi czy wsp…