Przejdź do głównej zawartości

Duże dziewczynki czasem śpią po południu

Zapowiadałam, że podzielę się z Wami sposobami na dbanie o siebie. Zanim jednak przejdziemy do konkretów, zacznę od pewnej oczywistej oczywistości. Otóż, by dbać o siebie, trzeba nauczyć się mieć dla siebie samej/samego czas. Trudno było mi się tego nauczyć, bo myślałam, że tylko egoiści mogą sobie na to pozwolić. Osoby, które w dobrej wierze wpoiły mi to przekonanie, zostały tego nauczone przez... egoistów, którzy uważali, że to inni mają mieć czas dla nich, tylko i wyłącznie dla nich (owych egoistów). 

Musiałam pokonać tę barierę psychiczną, zrozumieć, że nie ma w tym niczego złego, gdy poświęca się czas sobie, a nie tylko bliźnim. Pozwolić sobie na szukanie tego, co mi służy i odrzucanie tego, co mi szkodzi. Pamiętać, że jestem jedyną osobą odpowiedzialną za to, by należycie się odżywiać, wysypiać, przesadnie nie stresować, mieć tyle ruchu, ile potrzeba, nikt przecież nie będzie za mną wciąż chodził i sprawdzał, czy to wszystko robię. Ani dopytywał: a jadłaś coś? A o której? Ile godzin wczoraj spałaś? Czy na pewno to, co masz na talerzu, czy nie zaszkodzi? Jak tam ćwiczenia? A skórę oczyszczałaś?...
Jestem przecież dużą dziewczynką, która sama powinna tego wszystkiego dopilnować. 

Czasem dopada mnie dawne poczucie winy. Wtedy, gdy wydaje mi się, że za długo siedzę w łazience, wcierając w siebie mikstury. Albo gdy zamiast spotkać się z kimś, wybieram leniwe popołudnie z drzemką, bo organizm domaga się odpoczynku. Gdy nie odpowiadam od razu na e-maile, zajmując się swoimi sprawami.

Świadomość, że czasami tak trzeba, zapewne przychodzi z wiekiem i doświadczeniem. Jednocześnie przychodzą też inne umiejętności, lepsza organizacja, większa dyscyplina, dzięki którym łatwiej jest znajdować czas i na swoje potrzeby, i dla innych ważnych. Trzeba to ćwiczyć i pamiętać, że perfekcjonizm bywa zabójczy. 

To taki mały wstęp, ciąg dalszy nastąpi. 

Komentarze

  1. "Świadomość, że czasami tak trzeba, zapewne przychodzi z wiekiem i doświadczeniem."
    No chyba, że jest się egoistą od zawsze. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewentualnie jeśli ma się małe dzieci. Co prawda świadomość przychodzi, ale niczego to nie zmienia. I tak na wcieranie mikstur nie ma czasu, a o wysypianiu się to można zapomnieć. Nie mówiąc już o popołudniowych drzemkach.
      To o czym pisze Ajka, to jest luksus bezdzietnych i jeszcze w miarę przyzwoicie zarabiających ludzi.

      Maga

      Usuń
    2. Mago, myślę, że to jeden z etapów w życiu, kiedy w naturalny sposób mniej myśli się o sobie, bo są ważniejsze zadania do wykonania, zrozumiałe więc, że wysypianie się i wcieranie w siebie mikstur nie są i nie powinny być priorytetem. Ale przecież dzieci rosną, ten etap, gdy wymagają maksymalnej, a nieraz wyłącznej, uwagi nie trwa wiecznie. Na pozostałych etapach życia, gdy nie trzeba się tak bardzo poświęcać innym (nie dotyczy to tylko dzieci, czasem dorośli bliscy też wymagają pełnej opieki, np. w chorobie), można chyba stawiać swoje własne potrzeby na równi z potrzebami innych ludzi, a czasami przed nimi...

      Usuń
    3. Widzę ze na szperanie po internecie sfrustrowana maga ma czas, bardzo nieszczęśliwa kobieta szukająca wymowek i winnych. Żałosne i głupie.kas

      Usuń
    4. No proszę jak szybko i z jaką lekkością mnie podsumowałaś/eś. Jak widać niektórym doprawdy niewiele wystarczy, żeby wydać opinię. Bardzo to mądre niewątpliwie.

      Miłego dnia życzę :)

      Maga

      Usuń
    5. Siedzisz przed komputerem, więc chyba masz czas. A jeśli wolisz go przeznaczyć na wypisywanie komentarzy, zamiast poświęcić na wcieranie mikstur, to rob to i przestań się nad sobą użalać. Kas

      Usuń
    6. No, wzorem uprzejmości to Ty nie jesteś :)

      Zaglądam do internetu siedząc w pracy, taki mam jej charakter, że mogę sobie pozwolić na to, żeby od czasu do czasu zerknąć. Tym bardziej że blog Ajki jest jednym z niewielu miejsc w necie, które odwiedzam.

      Pozdrawiam
      Maga

      Usuń
  2. Powoli uczę się mieć czas dla siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dokładnie masz rację, chodzi o to, abyśmy -my kobiety potrafiły dla siebie wygospodarować trochę czasu- na malowanie paznokci, na spacer, gimnastykę, czytanie itd. Nie możemy do końca poświęcać się dla męża, dzieci, bo i tak nas nikt nie doceni, musimy w głebi duszy czasami być po prostu egoistkami! Mago niestety nie masz racji, ja równiez mam dziecko już wprawdzie 10 -letnie, ale kiedy była mała zawsze robiłam coś dla siebie! Mając nawet 3 dzieci można tak wygospodarowac czas, by sie zrelaksować. Ale trzeba po prostu mieć inne nastawienie do siebie i życia!Ala

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio mam trudniejszy okres, a wczoraj miałam wręcz koszmarny dzień, może dlatego tak napisałam. Mam dwoje dzieci (syn 8 i córka 4 lata), przyznam, że bardziej wyspana i zrelaksowana byłam kiedy córka była malutka, bo była bardzo grzecznym niemowlaczkiem :)
      I nie jest tak, że nie robię nic dla siebie, mam pasje które z powodzeniem realizuję, ale faktem jest, że na wcieranie mazideł i wysypianie się czasu nie mam. A może po prostu nie chce mi się aż tak dużo czasu poświęcać urodzie ;)

      Maga

      Usuń
    2. Mago, trudny okres kiedyś się skończy. Dla mnie wysypianie się to podstawa zdrowia i sprawnej pracy, a uroda to tylko skutek uboczny ;-)
      Pozdrawiam i życzę, by wiosna przyniosła lżejsze i weselsze dni!

      Usuń
    3. Maga nawet nie weisz jak my kobiety cię rozumiemy! powodzenia Ala

      Usuń
    4. Maga,
      Ale z tego, co piszesz (masz pasję), wynika, że stawiasz swoje potrzeby bardzo wysoko. Tylko specyfiką twoich potrzeb jest to, że pasja jest ważniejsza od smarowania się mazidłami. A mając ograniczony czas tylko dla siebie (małe dzieci, które go absorbują) wybierasz według priorytetów.
      Więc, wydaje mi się, że to jest spójne z tym co pisze Ajka.

      Dla mnie np bardzo dużym wyzwaniem było nauczenie się nie mieć wyrzutów sumienia, że śpię w ciągu dnia. (Było to na studiach, jak mi teraz w pracy brakuje tej możliwości!).
      Olga

      Usuń
  4. Czasem się da, czasem kompletnie nie ma jak. Wszystko to kwestia wewnętrznego nastawienia. Wiem, że od tego czasu nie przybywa, ale wiem też, że ciągłe wewnętrzne spinanie się często prowadzi do poczucia wiecznego "niedoczasu". Nawet wtedy, gdy ten czas dla siebie ewidentnie się przydarzył (np. jakimś cudem wyrobiłam się z obowiązkami a najmłodsze - trzecie - dziesięciomiesięczne dziecko bawi się samo w kojcu). Kiedyś ciągle miałam poczucie, że nie mogę usiąść z gazetą, nie mogę zrobić nic dla własnej przyjemności, bo na pewno jest coś, co powinnam zrobić, tylko o tym nie pamiętam. I się to na mnie zemści. Odkryłam, że tak się czuję nawet wtedy, kiedy faktycznie zrobiłam już wszystko, jest niedzielne popołudnie i cała rodzina zalega na kanapie oraz mnie woła, abym wreszcie usiadła. A ja nie. I któregoś razu zastanowiłam się, czy faktycznie jest coś do zrobienia. Nie było. A ja w ogóle tego nie czułam. Chociaż przecież powinnam być spokojna, bo naprawdę nic nie muszę.
    Lekko zagmatwałam - chodzi tylko o to, że jak ktoś jest ciągle rozedrgany i żyje w poczuciu wiecznego "niedoczasu", to nawet w sytuacji, gdy ten czas wreszcie się dla niego znajdzie, on i tak nie będzie umiał z niego skorzystać. Ja wiem, że to poczucie potrafi być bardzo silne i wiem, że nie bierze się znikąd, tylko wynika z przedłużającego się nadmiernie stanu rzeczywistego zawalenia obowiązkami. To się w człowieku utrwala i ciężko się tego pozbyć. Jednak warto. Warto nie czekać na sytuację, kiedy życie samo nauczy nas rozumu (jak mnie na przykład - przymusowe leżenie w trzeciej ciąży), tylko zdać sobie sprawę już wcześniej i choćby dla eksperymentu spróbować w największym nawale roboty urwać sobie pół godzinki bez wyrzutów. I zobaczyć, czy są jakieś ofiary w ludziach. Jak nie ma - znaczy jest dobrze. Bo tylko o to chodzi.
    I żeby nie było - nie należę do kasty uprzywilejowanych materialnie bezdzietnych:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, z gazetą to ja owszem, siadam. Ostatnio jednak bardzo, bardzo brakuje mi snu i pół godziny, niestety, sprawy nie załatwi. To minie, wiem, ale aktualnie jestem przepotwornie zmęczona (nie mylić ze "sfrustrowana").

      Maga

      Usuń
    2. Będzie lepiej:))) Na chroniczny brak snu musisz coś wymyślić - nie żyjesz w pustce przecież. Ktoś - ktokolwiek musi Cię od czasu do czasu odciążyć. Inaczej Twój organizm się zbuntuje i rozchorujesz się poważnie.

      Usuń
  5. Zauważ jak cienka może być granica między zaspokajaniem podstawowych potrzeb, a rozpieszczaniem siebie. Gdyby moja babcia usłyszała, że po kąpieli można poświęcić czas na wcieranie oliwki do ciała albo moczyć dłonie w jakimś ziołowym roztworze przez 10 minut popukałaby się w głowę. To co dla jednych jest normalnością, dla innych jest ekstrawagancją :) Mi w zasadzie też pewne rzeczy, jeżeli chodzi o dbanie o siebie nie przechodzą przez myśl. Myślę, że warto przesuwać swoje limity i od czasu do czasu zadbać o siebie w pełni.

    OdpowiedzUsuń
  6. naprawdę nie wiedziałam- że wybór tego, co chcę robić w wolnym czasie- jest luksusem zarezerwowanym dla bogatych bezdzietnych.
    ej, srsly?

    jeśli Ajka lubi- wklepywać w siebie kosmetyki: to totalnie zen, jej sprawa.
    ja osobiście- 2 opakowania balsamu do ciała zużywam drugi rok.

    jeśli czasami wolę zostać w domu, zamiast gdzieś wyjść- niekiedy nawet kosztem spotkania ze znajomymi- to tylko i wyłącznie moja sprawa.
    naprawdę mam się tłumaczyć z tego, że wolny czas spędzam po swojemu?

    przecież- czas pracowy- spędzam pracując, i jakoś nikt mi nie zarzuca chodzenia do pracy.

    a wytykanie komuś braku dzieci- uważam za wyjątkowo słaby argument.
    to jest czyjaś bardzo prywatna sprawa czy i ile ma dzieci, albo dlaczego nie ma.
    nie wyobrażam sobie, że ktoś - nie związany ze mną żadną relacją oczekiwać takiej odpowiedzi.

    tak samo, nie wyobrażam sobie tłumaczenia np. tego, że praktycznie w wieku 18 lat byłam już samodzielna.
    albo, że studia skończyłam później niż moi rówieśnicy z l.o.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, i jeszcze jedno. Samo to, że masz ileś możliwości wyboru, co chcesz zrobić ze swoim wolnym czasem, jest luksusem. Uwierz mi.
      I oczywiście ja również należę do tej uprzywilejowanej części mieszkańców naszego globu.

      Maga

      Usuń
  7. Ale ja nie oczekuję od Ajki odpowiedzi dlaczego nie ma dzieci i czy zamierza je mieć i ile itd.
    Po prostu stwierdziłam fakt, że kiedy ma się dzieci, zwłaszcza małe, to wklepywanie w siebie balsamów staje się luksusem, na który często naprawdę brakuje czasu. Nie rozumiem, dlaczego to budzi taką irytację.

    Z drugiej strony, jeśli ktoś publikuje jakieś treści na blogu, to naprawdę nie powinien się dziwi, że są one komentowane.

    Maga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mago, nie dziwię się komentarzom ani nie irytuję, nieprzyjemne było tylko zestawienie kilku pierwszych wypowiedzi, tzn. sugerowanie "z przymrużeniem oka" mojego egoizmu, oraz wskazanie bezdzietności jako źródła rzekomego luksusu. Cieszę się, że wynikła z tego dyskusja i że zabierają w niej głos także kobiety, które są matkami.
      Zarówno bezdzietność z wyboru, jak i to, czy będąc matką, można i trzeba dbać o siebie, są istotnymi tematami. W odniesieniu do drugiego - bardzo podoba mi się wypowiedź My Slow Nice Life, jako matka trojga wie o tym chyba sporo. Na pierwszy przyjdzie chyba na blogu czas niedługo, bo prędzej czy później chyba trzeba go poruszyć. Dla mnie jest ważny, przynajmniej.

      Usuń
    2. Ajko, jest to luksus i nie ma się czego wstydzić.
      Ja również żyję luksusowo, pomimo okresu generującego obecnie większe niż zwykle zmęczenie.
      Ale że jest to luksus nie powinniśmy zapominać, bo to czyni nas wrażliwymi na los innych. Obce i jest stwierdzanie, że takie życie, jakie prowadzimy jest normą, bo większość ludzi nawet na takie nie ma najmniejszych szans.
      Baron naftowy też może powiedzieć, że posiadanie w garażu 20 jaguarów to przecież normalna rzecz.

      Maga

      Usuń
    3. Mago, ale nic nie wiesz na temat mojej wrażliwości na los innych... czy też jej braku oraz ewentualnych jej związków z niebyciem matką.
      A że moje życie nie jest normą, to fakt. Dążyłam do tego i tego się trzymam.

      Usuń
    4. Nie wiem dlaczego odebrałaś to jako oskarżenie z mojej strony o brak wrażliwości. A już o niebyciu matką nawet nie wspomniałam.
      Albo ja nie potrafię precyzyjnie wyrażać myśli albo jednak sporo osób odbiera moje słowa zbyt osobiście.

      Co do życia w luksusie, chodziło mi raczej o to:
      http://www.globalrichlist.com/

      Maga

      Usuń
    5. Mago, odebrałam to osobiście, bo od takiego stwierdzenia zaczęłaś (o luksusie bezdzietnych i przyzwoicie zarabiających). Może faktycznie w toku dyskusji zaczęłaś myśleć o czym innym, ale dla mnie nie było to czytelne.

      Tak czy owak, pomyśl o wypoczynku, długotrwałe przeciążanie systemu nikomu nie wychodzi na dobre.

      Usuń
  8. A prospos dzieci to chyba nie jestem expertem, bo mam 1 dziecko TYLKO-często widzę dziwny wzrok na sobie , że mam jedynaczkę i te pytania kiedy drugie...że robię dziecku krzywdę, bo będzie sama! czasami mam wyrzuty,ale zrobiłam się wygodna i po prostu już mi sie nie chce. Pocieszam się tym, że co drugie dziecko jest teraz jedynakiem! Teraz patrząc na niektóre rodziny i kłócące sie rodzeństwa , jakoś słabo przemawia do mnie argument, żeby córce sprawić rodzeństwo.Ale mam szacunek zarówno dla osób , które dzieci nie mają jak i do tych co mają 5. Sprawa indywidaulna każdej osoby. Ala

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kłócące się rodzeństwa, to niestety, wina rodziców. Bo dzieci w sposób naturalny nawiązują ze sobą relację, o ile się im w tym ktoś nie przeszkodzi.
      Absolutnie nie powinien być to argument przemawiający za posiadaniem tylko jednego dziecka.
      Natomiast dla mnie wystarczającym argumentem jest to, że ktoś nie chce mieć więcej dzieci, po prostu. To nie jest decyzja, z której trzeba się tłumaczyć i wynajdywać na tę okoliczność bzdurne argumenty.

      Maga

      Usuń
    2. każde dziecko jest inne i to że dwójka jest rodzeństwem- wcale nie stanowi gwarancji, że będzie między nimi nie wiadomo jaka więź porozumienia.
      i choć ważna jest też rola rodziców- to też rodzice nie załatwią wszystkiego w relacjach dzieci.

      Usuń
    3. Chodziło mi o to, że argument za posiadaniem jednego dziecka odnoszący się do potencjalnych relacji między rodzeństwem jest po prostu bzdurny.
      Decyzja o posiadaniu dziecka jest na tyle nieracjonalna, że w zasadzie każdy argument oprócz tego jednego: chcę/nie chcę, jest bez sensu.
      To jest trochę jak w tym powiedzeniu: jak ktoś chce, znajdzie sposób, jak nie chce - powód.

      Maga

      Usuń
    4. nie wiedziałam, że to tak działa: że chcę dziecko, czary mary i już je mam ;-)

      Usuń
    5. A czy ja to gdzieś napisałam?

      Może by tak czytać ze zrozumieniem i nie doszukiwać się tego, czego nie ma.

      Maga

      Usuń
    6. Napisałaś, że jak ktoś chce dziecka to zawsze znajdzie sposób.
      Obawiam się, że to tak nie działa.

      Usuń
    7. Niestety Mago znów nie masz racji kłócące się rodzeństwo absolutnie nie jest winą rodziców! Bo chyba mało kto chce tak wychować dzieci, aby były ze sobą skłócone! Myślę, że wina tkwi w obecnych czasach, w dobrobycie itd, kiedyś była bieda i ludzie bardziej się szanowali, teraz zawiść , zawiść i jeszcze raz zawiść. Niestety!

      Usuń
    8. podpis-zapomniałam:Ala

      Usuń
    9. Niestety myślę inaczej. Czyją winą/zasługą jest to, że współczesne dzieci wszystko mają?
      Oczywiście, że nie jest niczyją intencją, żeby dzieci się między sobą kłóciły, ale w przypadku wychowania sama chęć nie wystarczy. Trzeba włożyć w proces wychowania trochę wysiłku, a to już nie każdemu jest w smak. Łatwiej kupić zabawki i włączyć telewizor.

      Maga

      Usuń
    10. @Anonimowy
      Wcale nie napisałam, że jak ktoś chce dziecka, to ZAWSZE znajdzie sposób. To raz.
      A dwa, że odnosiło się to do argumentacji za/przeciwko posiadaniu dziecka, która, moim zdaniem, jest zupełnie niepotrzebna. Decyzja o tym jest tak osobista i oparta na nieracjonalnych przesłankach, że naprawdę nie trzeba wymyślać powodów dla których się decydujemy na jeno, dwoje, pięcioro dzieci lub wcale.
      Od razu napiszę, zdaję sobie sprawę, że wiele osób chce mieć dzieci, a nie może, zdarzają się również wpadki osobom, które tych dzieci mieć nie chcą.
      Moje słowa odnosiły się jednak do osób, które podejmują świadomą DECYZJĘ o posiadani/nieposiadaniu dziecka.

      Dziwi mnie, że inteligentnym osobom trzeba pisać jak przysłowiowej krowie na rowie. Chyba, że łapanie za słówka to taka specyfika tego miejsca.

      Maga

      Usuń
    11. Mago, ten temat po prostu jest bardzo drażliwy i zawsze budzi emocje, niezależnie od stanowiska, jakie się zajmuje. Co do nieracjonalności decyzji o dzieciach, nie zgadzam się. A przynajmniej moim zdaniem nie powinna to nigdy być decyzja nieracjonalna, lecz zawsze świadoma. W końcu dotyczy powołania na świat nowego życia, to za poważna sprawa, by wyłączać rozsądek.
      Proszę Cię, odpocznij, bo widać, że jesteś zmęczona. Pozdrawiam Cię serdecznie!

      Usuń
    12. Myślę, że gdyby decyzja o posiadaniu dziecka była podejmowana racjonalnie, ludzkość dawno by wyginęła.
      Ostatecznie jest to realizacja jakiegoś głębokiego pragnienia, a nie chłodna kalkulacja. A przynajmniej powinno tak być.
      Znam kilka par, które decyzję o dziecku podejmowały na przekór racjonalnym przesłankom i w niewłaściwym, wydawać by się mogło, momencie. Nie żałują, a ich dzieci mają wspaniałych rodziców.

      I dziękuję za troskę :)

      Maga

      Usuń
  9. Św. Katarzyna ze Sieny mówiła, że żeby poznać Boga, trzeba poznać najpierw samego siebie :) Dla mnie poznanie siebie było (i jest) kluczem do poznania drugiego człowieka (no i Boga oczywiście też ;) ). To poznawanie nauczyło mnie empatii i poskramia moją choleryczną naturę. Wiem nad czym muszę pracować, ale nie tak, żeby coś tłamsić, tylko tak przepracować, żeby było trwale lepiej.
    Obserwuję moje reakcje niektóre produkty spożywcze i kosmetyki, jak zachowuje się moje ciało pod wpływem zmian faz cyklu - w myśl zasady, że lepiej zapobiegać niż leczyć (w szerokim tych słów znaczeniu). Mimo już prawie 30lat mam ciągle problemy z cerą, więc praktycznie non stop mam ustawiony monitoring i zauważam każdą nawet najdrobniejszą zmianę (nie mylić z histerią). Wiem, że muszę inwestować w dobre kosmetyki do twarzy, bo wiele przypadkowych już mi ją kilka razy bardzo pokiereszowało.
    Dotarło do mnie jakieś 2 lata temu, że nie muszę wszystkiego. Praktycznie nic nie muszę, więc jeżeli potrzebuję odpocząć, odpoczywam. Jeżeli nie chcę nikogo widzieć, nie oglądam. Może brzmi to egoistycznie, ale dla mnie to jest po prostu BHP.
    Pozdrawiam i czekam na ciąg dalszy :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Właśnie sen, gdzie ja go podziałem. Muszę poszukać i faktycznie Ajko kilka spraw odłożyć na potem bo snu to chyba mi brak najbardziej. Masz racje że wiele z tych spraw przychodzi z wiekiem, może stajemy się bardziej dojrzali, a może zauważamy w pewnym momencie że za chwileczkę nasza kontrolka zmęczenia już nie będzie migać tylko będzie świecić.

    Idę już spać, od niepamiętnych czasów odkładam wszystko, zostawiam na później i idę spać.

    Dziękuje. Pozdrawiam Bartosz

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja przepraszam, że znów i pewnie nad miarę - ja. Przyszło mi tylko do głowy, że czasem za bardzo jesteśmy posunięci w asertywności, za bardzo bronimy się przed kimś, kto być może potrzebuje coś z siebie wyrzucić. I jeśli tylko nie dzieje się to zbyt często, to myślę, że nasze koszty nie są jakieś specjalnie wysokie i może można by się wsłuchać, co tak naprawdę mówi ktoś, kto w naszym odczuciu nas atakuje - choć prawdopodobnie nie ma takiej intencji, tylko zwyczajnie nasza wypowiedź stała się tą przysłowiową kroplą, która przelała czarę. No więc chodzi mi o to, że gdybyśmy tak bardziej otwarcie się w tej sytuacji ustawili, tak bardziej twarzą do człowieka - mimo słów, które czasem bywają tylko nieistotnym zewnętrzem, za którymi skrywa się jakaś trudność wymagająca tylko wysłuchania, zrozumienia, a już niekoniecznie rad - może świat stałby się odrobinę lepszy. Asertywność jest zawsze dobra wobec rzeczy, których im mniej, tym lepiej (bywa), nie zawsze sprawdza się tak do końca wobec ludzi - nawet tych, przez których czujemy się dotknięci. Może czasem warto z kimś po prostu być, może po wygadaniu się okaże się, że relacja jest lepsza, niż byśmy się spodziewali. Bywałam w sytuacjach, jakie opisuje Maga, lekko nie było i wydawało się, że nigdy lepiej nie będzie. Czasem dochodzimy do ściany i czasem walimy, gdzie popadnie i gdzie się nadarzy okazja. Taki wentyl bezpieczeństwa - bez względu na koszty ponoszone przez nasze "ofiary":) Człowiek tak ma, że w sytuacji skrajnej chroni przede wszystkim siebie. To niełatwe dla żadnej ze stron, ale do przejścia, jeśli ma się tego świadomość. Będąc po drugiej stronie, nie należy oczywiście pozwolić, aby ktoś nas niszczył w ramach "spuszczania powietrza", ale też od czasu do czasu warto sobie pozwolić na trochę empatii i po prostu przy kimś stanąć. Nic więcej. Przepraszam Cię, Ajka, za długość tego komentarza, trochę się tu wczoraj w kierunku Magi wymądrzyłam i chyba dość protekcjonalnie, więc po chwili refleksji chciałam jej po prostu napisać, że ma prawo do takich odczuć, do totalnego wkurzenia i nawet czasem do dania im upustu. Przeżyjemy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ej no, nie wydaje mi się, żebym waliła na oślep i żeby ktokolwiek stał się tutaj moją ofiarą.
      Nie jestem też wkurzona ani sfrustrowana, ani tym bardziej nieszczęśliwa, co było mi tutaj imputowane.

      Nie zmienia to jednak faktu, że sypianie po południu, regularne wysypianie się tak, jakbym chciała oraz wcieranie mazideł to dla mnie luksus, na który jeszcze` przez jakiś czas nie będę mogła sobie pozwolić.
      To prawda, że mam pasję, którą wybieram kosztem powyższego, ale chciałabym nie musieć wybierać. Chciałabym mieć czas na wszystko ;)

      Jednakowoż jestem zadowolona ze swojego życia, tego właśnie pragnęłam - rodziny i to daje mi największą siłę. Czasem się jednak człowiekowi zatęskni za czymś innym, za utraconą wolnością, morzem wolnego czasu, zwłaszcza w trudniejszym momencie, to chyba naturalne, nie?

      Maga

      Usuń
    2. Ile czasu trwa wtarcie najtańszego mazidła gdziekolwiek. Drzemka poobiednia i owszem może trwać nawet i z 15 minut. Ale wtarcie jakiego balsamu w twarz lub nogi?? Bez przesady. Nie jesteś chyba jeszcze starą babunią z artertyzmem, której taka sztuczka ze smarowaniem się kremem zajmuje dłuuuugie godziny.
      A to czy chcemy to robić czy nie to już inna sprawa.

      Marta

      Usuń
    3. Masz rację, czytając wypowiedzi Magi wydaje się mega sfrustrowana, a ciągle usprawiedliwia się, że jest szczęśliwa itd. tylko Mago gdzie jest to Twoje szczęście, bo tutaj go nie widać! Po prostu mniej wredności i nie trać czasu na wypisywanie pierdół , bo przecież twierdzisz, że masz go mało!Spędź czas z dziećmi! Wyjdzie Ci to chyba na zdrowie.Ala

      Usuń
    4. Zatkało mnie, serio.

      Maga

      Usuń
    5. Bardzo empatyczna wypowiedź My slow nice life:-) Dużo mi w głowie rozjaśniła:-) Serio. Np. to o asertywności wobec człowieka, że nieraz warto zamiast odmowy i szeroko pojętej asertywności go/ jej wysłuchać, niekoniecznie dawać rady. A nie tylko się chronić. To nieraz sporo daje, otwiera nowe drogi. I to, o dochodzeniu do ściany dobrze powiedziane. Znam to uczucie niestety, choć mam tylko dwoje dzieci, ale i pracę. Nieraz przemęczenie, niewyspanie, gorsze samopoczucie, a do tego nawarstwienie różnych spraw nałożą się i wybuch gotowy... Potem mija i jest ok. Nieraz są ofiary... Ale my też jesteśmy ofiarą w tym momencie. Dzieje się tak i niestety nieraz powtarza mimo idei, aby wszystko załatwiać na drodze pokojowej...

      Usuń
  12. Niecierpliwie czekam na ciąg dalszy. Z czasem dla siebie i dbaniem o siebie mam problem ogromny - pewnie mogłabym się usprawiedliwiać, że praca, że dzieci, ale prawda jest taka, że pierwotna przyczyna jest w mojej głowie - nie daję sobie prawa do tego czasu, do tego dbania. Mam poczucie winy, gdy robię coś tylko dla siebie, i zawsze potem staram się to jakoś odpracować, zasłużyć sobie... No, nie jest dobrze.

    Natomiast lektura Twojego bloga zawsze dobrze mi robi i motywuje, toteż czekam na ciąg dalszy :)

    OdpowiedzUsuń
  13. To ciekawe jak wiele komentarzy sprowokowala 'pozornie niewinna' wypowiedz Magi. 'To o czym pisze Ajka, to jest luksus bezdzietnych i jeszcze w miarę przyzwoicie zarabiających ludzi' mowi Maga. Tylko przeciez Ajka pisze o wlasnych sposobach na relaks i odpoczynek. Tak sie sklada ze nie ma dzieci, ja zreszta tez nie. Swiadomy wybor, podobnie jak Ajki nie obchodzi mnie, a wrecz ciesze sie ze 'odstaje od normy'. Mialam odwage podjac decyzje o nieposiadaniu dzieci i nikomu nic do tego, nie musze sie z tego tlumaczyc. Jestem zmeczona zlosliwymi, wypelnionymi ukryta frustracja komentarzami biurowych 'kolezanek' i znajomych znajomych na temat 'jakie to mam latwe, luksusowe zycie' bo nie mam dzieci. Ma sie ochote odpowiedziec - to po co sie na te dzieci decydowalas, jedno, drugie, trzecie? I jak smiesz wypominac mi brak posiadania dzieci? Czesto te wlasnie 'kolezanki' nie maja pojecia ze jest to swiadoma decyzja. A co gdyby wynikalo to z biologii, gdybym naprawde nie mogla miec dzieci i ten fakt bylby zrodlem prawdziwej traumy i moze w dodatku leczylabym bezplodnosc? Jak takie prawie obce osoby smia zadawac takie pytania? Czasem mam ochote odpowiedziec ze wlasnie nie moge miec dzieci, zeby ukarac glupie, wscibskie pytanie nieprawdziwa odpowiedzia zeby poczuli sie glupio. Bo nie zasluguja na odpowiedz szczera. Nie odnosze sie tylko i wylacznie do komentarza Magi, ale ten komentarz sklonil nie do tych wlasnie refleksji. Pozdrawiam Ajko!

    OdpowiedzUsuń
  14. nie ukrywam, że na teksty i komentarze o posiadaniu bądź nie dziecka- reaguję alergicznie.

    mam uraz po jakimś komentarzu od wykładowcy podczas studiów, w stylu, że skoro nie mam dzieci, to mam wg niego nie wiadomo ile czasu na naukę.

    otóż tak to nie działa.

    to, że nie miałam wówczas dzieci (no, nie mam też obecnie), od razu magicznie nie sprawia, że mam tylko i wyłącznie wolny czas.
    nieustająco- odpowiednio dużo czasu musiałam ( i muszę) poświęcać na pracę zawodową, no bo rachunki same się nie zapłacą, itd.

    to tak samo jakby oceniać, że single mają lajtowe życie.
    i tutaj też to nie działa- takie uproszczenie.
    być może nie mając zobowiązań, nie muszą się przejmować tym, że nie ugotują obiadu itp.
    jednakowoż: ludzie będący w związkach- właśnie owym związkiem- też są na swoistym plusie.
    bo: co istotne: zmartwienia, czy kłopoty dzielą na dwoje.
    i zwyczajnie mogą podzielić obowiązki, singiel musi wszystko sam.
    gdy powiedzmy jedna osoba ze związku- jest bez pracy, jest trudniej finansowo, ale druga strona zawsze coś w ten dom wnosi.
    singiel w tej sytuacji ma czarującą perspektywę miejscówki pod mostem.

    co do dzieci: szanuję wybór tych, którzy nie chcą mieć dzieci, i tych drugich też.

    sama kwestia decyzji: to jest dopiero połowa drogi.
    też w moim przekonaniu: to nie działa tak, że postanawiam sobie, że chcę mieć dzieci,
    i rachu ciachu mam trójkę :-)
    jest masę czynników, które na to wpływają.
    gdyby to było takie proste i oczywiste, że chcieć w tym względzie jest równoznaczne móc- nie byłoby i domów dziecka, i rodzin adopcyjnych/ zastępczych.

    poza tym: z obserwacji widzę, że to od nas samych zależy: jak zarządzamy swoim czasem,
    i że dużo od nas zależy- czy umiemy robić coś dla siebie,
    choćby nawet to miało być: kwadrans dziennie tylko i wyłącznie dla mnie samej.
    rozumiem, że małe dzieci są zajmujące, ale bez przesady.
    - my slow nice life też pisała o tym, że ważne jest to, żeby dziecku też dawać przestrzeń.

    mój brat z szacowną swą małżonką: w chwili obecnej są rodzicami trojga dzieci - między najmłodszym a średnim jest 7 lat różnicy - tu już widać, ile na to trzecie czekali, i że to nie była kwestia ich lenistwa czy wygody.
    a potrafią wspólnie zarządzać swoim czasem, i niekiedy jest tak, że to brat przejmuje dzieci, a my dziewczyny mamy wtedy czas dla siebie, możemy gdzieś wyjść i porozmawiać.
    zresztą zawsze było tak, że czas, kiedy dzieci już pójdą wieczorem do łóżka- jest zarezerwowany dla dorosłych.

    OdpowiedzUsuń
  15. Każdy "stan posiadania" ma swoją cenę. I nieposiadania także. I to zarówno posiadania lub nieposiadania celowego albo losowego. Takie życie. Za wszystko się płaci. I odbiera zapłatę. Pozostaje kwestia, co w danej chwili dominuje w naszej świadomości: cena czy "wypłata". Co akurat teraz dostrzegamy - plusy czy minusy. Bo że one są w każdym "stanie" - to oczywiste. Dziś dopieka mi to, co jest minusem, a jutro będę w niebie z powodu jakiegoś plusa.
    Ajka, możesz otwierać talk-show. Masz talent do podawania tematów, które zaczynają żyć własnym życiem:) Ty siedzisz i patrzysz, a się samo dzieje. Gratuluję:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie interweniuję, bo dyskusja toczy się gładko, a jest ciekawie. Mam fajnych Czytelników, zawsze to powtarzam :)

      Usuń
  16. Dokładnie Ajko po co interweniowac jak jest ciekawie, przecież nikt nikogo nie bije, rozmawiamy, takie życie, czekamy na nowe wpisy!pozdrówka Ala

    OdpowiedzUsuń
  17. A ja chciałabym się podzielić tym, co zrobiłam ostatnio dla siebie. Żeby było jasne, jaka jest moja sytuacja (dla potrzeb tej dyskusji), pracuję i mam dwie córki w wieku 5 lat i 1,5 roku. Męża oczywiście też. Ostatnie kilkanaście tygodni w bardzo szczególny sposób doświadczyłam zmęczenia i niewyspania, a co za tym idzie, stawałam się coraz bardziej zirytowana, wkurzona, zrzędliwa i w ogóle. Oczywiście, szczodrze obdarzałam swoim nastrojem męża i dzieci i dobrze widziałam, że w im gorszej kondycji jestem, tym gorsza jestem dla innych. Stwierdziłam, że koniecznie muszę coś zmienić, że tak nie może być. Zaczęlo się chyba od książki, którą pożyczyła mi znajoma "W Paryżu dzieci nie grymaszą", która to książka dosłownie mnie wyzwoliła. Polecam wszystkim matkom mającym kłopoty z ujarzmieniem dzieci i targających się, czy konkretny czas poświęcić dzieciom czy sobie. Bardzo interesujące spojrzenie amerykańskiej matki wychowującej dzieci w Paryżu na amerykańskie i francuskie metody wychowywania. Nie będę pisać więcej, bo może niektóre same zajrzą (jest tam też dobry rozdział na temat snu dzieci - zastosowałam i zaczęłam lepiej się wysypiać). W każdym razie po przeczytaniu tej książki dałam sobie prawo do tego, by się o siebie lepiej zatroszczyć i to zarówno w kestii pasji, jak i zwyczajnego wypoczynku. Wybrałam się więc na 100-minutowy masaż, który znakomicie mnie odprężył i dodał energii. Relaksująca muzyka, zapachy, dotyk i to wszystko w przepięknym minimalistycznym wnętrzu. Wiem, że to luksus, ale cieszę się, że go soie podarowałam. Zamierzam robić to regularnie, bo widzę, jak świetnie to na mnie działa. Tak naprawdę nikomu nic nie zabieram, a wręcz przeciwnie - mogę więcej dać. Poza tym odważyłam się zacząć więcej korzystać z pomocy męża i dać mu szansę poznać więcej aspektów życia domowego:) Pozdrawiam wszystkie Kobiety - bądźmy dla siebie dobre i cieszmy się, że jesteśmy kobietami:) Nieważne, czy mamy dzieci czy nie, jesteśmy kobietami. I może dobrze by było przerwać ten krąg myślenia, że kobieta mająca dzieci nie powinna poświęcac sobie za dużo czasu. Jeśli dzieci zobaczą, że ich mama potrzebuje i ma swój czas, nauczą się, że kobietom się to też należy. Gdy dorosną, podążą za tym myśleniem. Myślę, że to ważne. Szczególnie dla córek:) Ale i dla synów, którzy kiedyś zwiążą się z czyimiś córkami.
    Jeszcze raz pozdrawiam!
    Ela

    OdpowiedzUsuń
  18. Ela, swietny wpis :) jak wspomnialam dzieci nie mam, o ksiazce slyszalam juz wczesniej i zainspirowalas mnie do jej nabycia.

    Katarzyna

    OdpowiedzUsuń
  19. Gdy poświęcamy czas dla siebie, wtedy z większą mocą możemy poświęcać go tez innym!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za pozostawienie komentarza. Jeśli chcesz, możesz skontaktować się ze mną bezpośrednio, pisząc na adres ajka@prostyblog.com

Popularne posty z tego bloga

Bezdzietna z wyboru

Noszę ten temat w sobie już od dawna, a zabieram się do wpisu od dobrych paru miesięcy. Wprawdzie w głowie jest gotowy, ale trudno mi się przełamać, by go napisać. Sami zobaczycie dlaczego. 
W pierwszej chwili może wydać się Wam, że sprawy, o których będę pisać w tym i kolejnych wpisach, niezbyt są związane z ogólną tematyką bloga, ale tak jest, moim zdaniem, tylko pozornie. Wszak i tutaj, i w swoich książkach dużo mówię o odwadze życia po swojemu oraz o świadomym podejmowaniu decyzji w każdej dziedzinie. 
Po raz pierwszy poproszono mnie o wypowiedź na temat bycia bezdzietną z wyboru kilka lat temu, do jakiegoś materiału prasowego. Nie czułam się jednak na siłach. Wydawało mi się to sprawą zbyt intymną. Nie chciałam też wciągać w to mojego partnera życiowego. Ma prawo do prywatności i nie musi chcieć dzielić się swoimi osobistymi decyzjami z połową internetu, jedynie dlatego, że jego żona jest blogerką i jak na blogerkę przystało, czasem psychicznie oraz emocjonalnie obnaża się w sie…

15 lat później

Przeglądałyśmy niedawno z moją przyjaciółką Kasią stare zdjęcia. Na jednym z nich zobaczyłam osobę, która wydała mi się znajoma. Zapytałam: co to za baba? - Jak to, nie poznajesz, przecież to Ty! 
Po bliższym przyjrzeniu się stwierdziłam, że to prawda. Ja, jak najbardziej ja, w całej okazałości. Po krótkich obliczeniach ustaliłyśmy datę powstania tej fotografii na 2001 rok. Dla mnie rok trudny, zapamiętałam go nie tylko z powodu zamachu na WTC z 11 września. Bardzo byłam wtedy zagubiona, nieszczęśliwa, samotna, chociaż wciąż wśród ludzi. Poszukująca miłości, stabilizacji, bezpieczeństwa, a jednocześnie często działająca na własną szkodę. Bardzo źle, wręcz fatalnie czułam się w swojej skórze. To chyba był czas mojej prawie rekordowej wagi, chociaż wydaje mi się, że w najbliższych miesiącach jeszcze bardziej przytyłam (ale nie chcę tego pamiętać). 
Gdy zobaczyłam to zdjęcie, przeraziłam się, ale też pomyślałam, że chcę go zachować na pamiątkę. I pokazać światu, co może wydać się Wam dz…

Na rozstaju

Wróćmy do tematu niechcenia dzieci. Obiecałam wyjaśnić Wam, czym kierowałam się w procesie podejmowania ostatecznej decyzji w tej kwestii. Nie traktuję tego jako tłumaczenia się, nie widzę powodu, by się tłumaczyć. Uważam jednak, że za rzadko rozmawia się na ten temat, a Wasze pozytywne reakcje pod ostatnim wpisem potwierdzają, że jest taka potrzeba. Może gdybyśmy częściej mówili o tym, dlaczego jedne osoby pragną mieć dzieci, a inne nie, mniej emocji budziłby ten temat? Może łatwiej byłoby o tym mówić? 
Właściwie nie pamiętam, czy ktoś kiedyś pytał mnie CZY chcę mieć dzieci albo DLACZEGO nie chcę. Bywałam za to strofowana za to, że tak z tym zwlekam, nazywana egoistką, straszona starością w samotności (dzieci jako polisa na starość to mój ulubiony motyw). Pamiętam, jak kiedyś zbeształa mnie lekarka przy okazji badań okresowych, coś w tonie „najpierw czekają nie wiadomo na co, a potem mają pretensje, że nie mogą zajść w ciążę”. Dodam, że wypaliła z tym tekstem ni stąd, ni zowąd, niep…