Przejdź do głównej zawartości

Duże dziewczynki czasem śpią po południu

Zapowiadałam, że podzielę się z Wami sposobami na dbanie o siebie. Zanim jednak przejdziemy do konkretów, zacznę od pewnej oczywistej oczywistości. Otóż, by dbać o siebie, trzeba nauczyć się mieć dla siebie samej/samego czas. Trudno było mi się tego nauczyć, bo myślałam, że tylko egoiści mogą sobie na to pozwolić. Osoby, które w dobrej wierze wpoiły mi to przekonanie, zostały tego nauczone przez... egoistów, którzy uważali, że to inni mają mieć czas dla nich, tylko i wyłącznie dla nich (owych egoistów). 

Musiałam pokonać tę barierę psychiczną, zrozumieć, że nie ma w tym niczego złego, gdy poświęca się czas sobie, a nie tylko bliźnim. Pozwolić sobie na szukanie tego, co mi służy i odrzucanie tego, co mi szkodzi. Pamiętać, że jestem jedyną osobą odpowiedzialną za to, by należycie się odżywiać, wysypiać, przesadnie nie stresować, mieć tyle ruchu, ile potrzeba, nikt przecież nie będzie za mną wciąż chodził i sprawdzał, czy to wszystko robię. Ani dopytywał: a jadłaś coś? A o której? Ile godzin wczoraj spałaś? Czy na pewno to, co masz na talerzu, czy nie zaszkodzi? Jak tam ćwiczenia? A skórę oczyszczałaś?...
Jestem przecież dużą dziewczynką, która sama powinna tego wszystkiego dopilnować. 

Czasem dopada mnie dawne poczucie winy. Wtedy, gdy wydaje mi się, że za długo siedzę w łazience, wcierając w siebie mikstury. Albo gdy zamiast spotkać się z kimś, wybieram leniwe popołudnie z drzemką, bo organizm domaga się odpoczynku. Gdy nie odpowiadam od razu na e-maile, zajmując się swoimi sprawami.

Świadomość, że czasami tak trzeba, zapewne przychodzi z wiekiem i doświadczeniem. Jednocześnie przychodzą też inne umiejętności, lepsza organizacja, większa dyscyplina, dzięki którym łatwiej jest znajdować czas i na swoje potrzeby, i dla innych ważnych. Trzeba to ćwiczyć i pamiętać, że perfekcjonizm bywa zabójczy. 

To taki mały wstęp, ciąg dalszy nastąpi. 

Popularne posty z tego bloga

Generalne porządki metodą minimalistki

Chciałabym, żeby blog i kanał na YouTube przestały być odrębnymi bytami i zaczęły wzajemnie się uzupełniać. Będę starać się, by każdemu opublikowanemu materiałowi wideo towarzyszył tekst, który będzie jego dopełnieniem. 
Dzisiejszy wpis jest dodatkiem do materiału pod tym samym tytułem, który możecie obejrzeć tutaj:

Opowiadam w nim o moim pomyśle na uproszczenie generalnych porządków. Uważam, że raz na jakiś czas dobrze jest zrobić taki pełen przegląd domu lub mieszkania, zajrzeć w każdy zakamarek, sprawdzić stan posiadania. Jednak trudno byłoby mi wygospodarować cały weekend czy kilka dni, a przecież takie bardzo dokładne porządki wymagają sporo czasu. Są też dość wymagającym procesem pod względem psychicznym, emocjonalnym, bo porządkując, trzeba podejmować szereg mniejszych i większych decyzji. Czego się pozbyć, w jaki sposób, co zostawić, jak zorganizować i poukładać te rzeczy, które zdecydowaliśmy się zatrzymać. 
Pomyślałam więc, że najłatwiej będzie to duże zadanie podzielić na …

Metoda Konmari to nie minimalizm

Wpis jest uzupełnieniem materiału wideo zamieszczonego w serwisie YouTube, który można obejrzeć tutaj: 

Książkę Magia sprzątania Marie Kondo przeczytałam cztery lata temu, o moich wrażeniach możecie przeczytać we wpisie pod tym samym tytułem. Odebrałam ją pozytywnie, ale samej metody nigdy nie stosowałam, bo nie miałam takiej potrzeby, o czym zresztą pisałam w tamtej recenzji. Na dobre w głowie z tej lektury pozostała mi jej myśl przewodnia: poszukiwanie radości w rzeczach i eliminowanie zbędnych przedmiotów w oparciu o kryterium: co chcę zostawić, zamiast stosowanego zwykle przez minimalistów: czego nie potrzebuję i czego chcę się pozbyć. Książki szybko się pozbyłam i nie myślałam o niej więcej.
Dopiero niedawno, gdy coraz częściej docierały do mnie opinie na temat wyprodukowanego przez Netflix serialu Sprzątanie z Marie Kondo(dostępny z polskimi napisami), pomyślałam, że warto byłoby sobie wyrobić własne zdanie na temat tej serii programów, nawet jeśli sama metoda sprzątania Konmari…

Kolorowa szafa minimalistki - także na wakacjach

Ostatni wpis z połowy czerwca. Aż trudno uwierzyć. Jednak to prawda. Nie chcę Was zamęczać tłumaczeniami, dlaczego tak długo milczałam. Niedługo minie pół roku od śmierci Taty. Ostatnie miesiące wbrew pozorom były nie tylko czasem smutku, ale przede wszystkim czasem ważnych zmian w życiu naszej rodziny, częściowo wymuszonych przez odejście Taty, a częściowo przez nią sprowokowanych (?), a może tylko przyspieszonych. Kilka z tych zmian jest naprawdę pozytywnych, dotyczą głównie życia mojej Siostry. W skrócie napiszę tylko, dla tych z Was, którzy zawsze trzymali za nią kciuki (wiecie, że Ula jest osobą niesłyszącą), że Sister zmieniła pracę i na razie jest bardzo zadowolona. A my cieszymy się, że jest doceniana i że ma szanse na rozwój i lepszą jakość życia.
Bałam się, że nie będę umiała już pisać tutaj. Jednak z tym jest chyba jak z jazdą na rowerze. Wystarczy usiąść i zacząć, a reszta idzie już sama...
Oprócz tego, że dużo działo się różnych rzeczy, które wymagały mojej uwagi czy wsp…