Przejdź do głównej zawartości

Pokora

Takie słowa dzisiaj znalazłam, bardzo mądre, które dają mi do myślenia, podobnie jak zmusiła mnie do zastanowienia dyskusja pod wcześniejszym wpisem, o moim lęku przed krytyką czy negatywną oceną, braku dystansu. Dużo myślę o niebezpieczeństwie popadania w zarozumiałość, strachu przed krytyką oraz  o towarzystwach wzajemnej adoracji. 

Wszelkie klimaty narastającej słodyczy sprzyjają zgniliźnie. Kiedy robi się zbyt spokojnie, zbyt ładnie, wszyscy chwalą, wszystko się zgadza - taka sytuacja jest groźna, gdyż usypia czujność, otumania i zniewala. Kiedy twoim priorytetem jest bycie fajnym, zaczynasz się bać, ze kogoś urazisz, że to, co robisz, komuś się nie będzie podobało, że ktoś się zawiedzie. Wchodzisz w nieszczerość i nieczystość.   

Przeciążenia psychiczne związane z bezustannym byciem ocenianym, komentowanym od wyglądu po ogólną jakość naszej istoty. I to nawet wtedy, kiedy oceny są korzystne.

To prawda, moim priorytetem nie może być bycie fajną i uwielbianą przez wszystkich. A lęk przed utratą owej fajności nie może blokować przed działaniem i byciem szczerą. Byciem sobą, tak zwyczajnie.

Więcej pokory mi trzeba, przede wszystkim. Ona nigdy nie zaszkodzi, nawet w dużych dawkach. 

Komentarze

  1. Znalazłam dziś taki cytat i poczułam, że będzie tu odpowiedni. "Be who you are and say what you feel, because those who mind don't matter and those who matter don't mind". To, co nazywasz pokorą, ja nazywam dystansem. I uczę się go nieustannie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, dziękuję, bardzo odpowiedni, masz rację.

      Usuń
  2. Święta prawda, ja już jestem w takim wieku, że nie mam zamiaru starać się, aby ktoś mnie kochał i robić wszystko dla kogoś. Jestem czasami egoistką i robie więcej rzeczy dla siebie! Nie można bezustannie poświęcać się dla rodziny, robić wszystko pod publiczką, bo mało kto to doceni! Trudno, albo mnie ktoś kocha taką jaka jestem, albo nie! Jeżeli mam się z kimś przyjaźnic na siłę i cos udawać to po prostu nie ma to sensu i odsuwam się od fałszywych osób.

    OdpowiedzUsuń
  3. Och, Aniu, jak dobrze, że to napisałaś. Borykam się z podobnym problemem... Kiedy na bloga zaczynają zaglądać "obce" osoby (w znaczeniu takim, że nie są to bliscy znajomi ani rodzina), włącza się wewnętrzna cenzura. A czasem chyba nie warto być za wszelka cenę "poprawnym politycznie". Krytyka? Była, będzie, nigdy nie dogodzi się wszystkim. I chyba więcej można ugrać szczerością i pewnością siebie. Ściskam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, nie warto. Myślę, że jeśli chce się pisać i zachować w tym autentyczność, trzeba ten temat "przerobić", przemyśleć sobie i na pewno zdystansować. I do samego/samej siebie, i do odbiorców.
      Ściskam mocno!

      Usuń
    2. Może napisz sobie na blogu, że on jest dla "swoich" i wtedy nie będziesz musiała się męczyć.
      Obca

      Usuń
  4. Pozwolę sobie skomentować, bo też się zmagam w podobnym temacie.
    Polacy jakoś tak wybitnie lubią krytykować - mówię to z doświadczenia przebywania z innymi narodami. W dodatku sposobem wyrażania tej krytyki jakoś często celują w osobę, a nie w przedmiot, a ich celem wydaje się być pokazanie swojej wyższości a czyjejś niższości. Może właśnie styczność z taką krytyką powoduje w nas lęki? Co prawda jestem przeciwniczką postawy zupełnie przeciwnej - tzn. mówienia że wszystko jest 'super/lovely/great' - to chyba ta 'słodkość' rodząca 'nieszczerość i nieczystość'. Tylko wydaje mi się, że krytyka (to wcale nie jest negatywne słowo!) powinna mieć na celu dobro osoby której dzieło/czyn jest krytykowany (nie powinna uderzać w osobę!) i powinna być praktykowana przede wszystkim z pozycji postawy miłości wobec drugiego człowieka.
    Gdybyśmy tak postępowali, może wymiana zdań byłaby normalnością, które nie rani i nie powoduje lęków :)
    Przecież nie każdemu wszystko musi się podobać. Na tym polega piękno różnorodności. Fajnie jest posłuchać innego zdania, które nie jest agresją a dzieleniem się :)

    Życzę siły i optymizmu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za życzenia. Masz wiele racji w tym, że jako naród jesteśmy dobrzy w takim rodzaju krytyki. Ale z drugiej strony doszłam do wniosku po przemyśleniu, że niezależnie od wszystkiego nie zaszkodzi mi poćwiczenie dystansowania się do krytyki, z zachowaniem umiejętności wyciągania z niej przydatnych wniosków.

      Usuń
  5. Nie uważam, że to jest kwestia bycia fajnym. Dla mnie wyraziłaś swoje zdanie, to, co Cię gnębi, z czym się nie zgadzasz.
    Jeżeli jest coś lub ktoś, kto sprawia mi ból, złe samopoczucie to staram się o tym powiedzieć głośno i wyraźnie. Proszę nie rób tak, proszę odejdź, proszę przestać. Czy, to jest pokora godzić się na to, co nam nie odpowiada. Jeżeli komuś nie odpowiada jakość i styl Twojego bloga, jakość komentarzy to najzwyczajniej w świecie przestaję go czytać, jeżeli ktoś mnie krzywdzi odchodzę, jeżeli coś mi nie pasuje unikam tego. Czy posiadanie pokory to to samo co, godzić się na pewne zachowania?
    Ja rozumiem, że należy przyjąć krytykę, lecz, gdy ta krytyka przeradza się w swego rodzaju atak i przykrość to już raczej nie ma nic wspólnego z krytyką.

    Nie wiem może źle to zrozumiałem. Nie akceptuje takiego zachowania jakie jest w niektórych przypadkach. Nie rozumiem sytuacji, że gdy mi coś nie pasuje i nie jestem zmuszany do tego to najzwyczajniej w świecie nie odejdę inną drogą?

    Pozdrawiam Bartosz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bartku, posiadanie pokory to dla mnie między innymi słuchanie krytyki z uwagą. Nawet tej, która wydaje się wynikać z osobistej frustracji. Nie dostrzegasz, że krytykujący mnie mają trochę racji?

      Natomiast lęk przed szczerością, która może wywołać krytykę, sprzeciw, czy nawet odrzucenie, to właśnie takie próbowanie bycia za wszelką cenę fajnym. Jeśli miałabym spotkać się z negatywną oceną, to lepiej już nic nie napiszę, bo znowu ktoś napisze, że ma inne zdanie... To ślepa uliczka, daleko w ten sposób nie zajdę.

      Usuń
    2. Ajko ja tego w ten sposób nie odbieram, dla mnie pewne stwierdzenia były zbyt ostre. Nigdy tutaj na blogu nie było wzajemnej adoracji. Jednak raz na jakiś czas pojawia się jeden z komentujących, który za wszelką cenę poświęca swój czas i pod każdym wpisem dodaje swoje kąśliwe trzy grosze. Z krytyką dotyczącą częstości wpisów niestety nie mogę się pogodzić, bo każdy ma swoje życie i obowiązki które mają priorytet przed wpisami. Nie raz widzieliśmy tutaj komentarze które były odmiennego zdania lecz nie uderzały tak w drugą osobę.

      Ja może jestem z innego świata i tego najzwyczajniej w świecie nie rozumiem.

      Pozdrawiam Bartosz.

      Usuń
    3. Bartku, ale z tym, że na blogu brakuje świeżości w pełni się zgadzam. Samej zaczęło mi to przeszkadzać, zresztą pisałam, że zamierzałam to zmienić.

      Usuń
  6. Dobrze jest sie też zastanowić, dlaczego ktoś krytykuje. Czy rzeczywiście coś jest na rzeczy, czy może chodzi o coś zupelnie innego niż pozornie, czy też krytyka wynika w 100% z frustracji piszącego i nie warto w ogole brac jej do siebie.
    II i III sytacja zdarza się baaaardzo czesto. Dobrze to widac na przykladzie celebrytow. Taka Doda czy Natalia Siwiec cale zycie poswiecaja na dbanie o wyglad, a potem są krytykowane za wyglad wlasnie. Nie dlatego, ze naprawde sa brzydkie. Nie sa lubiane, i dlatego sie im wytyka najmniejszą fałdkę czy pryszcz. A osoby lubiane wrecz przeciwnie, moga sobie wyglądać srednio, a i tak komentarze sa przychylne.
    No i III sytuacja, ktora szczegolnie czesto zdarza sie w internecie - są ludzie, ktorzy wieczorami dla relaksu wlaczaja komputer z załozeniem "mam ochote komuś dowalić". No i "jak chcesz uderzyc psa, kij sie znajdzie"...

    OdpowiedzUsuń
  7. O rany, ale się dzieje. Strach pisać bloga.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ahh... rozumiem to doskonale. Pracuje w sklepie i jak słyszę że klientka obgaduje mnie za plecami jaka to jestem gburowata i chamska, kiedy w tą prace wkładam cale serce to aż mi się pojawiają łzy w oczach... Powoli uczę się tego że każdemu się nie dogodzi, ale jakoś ciężko jest mi nie dać się zranić. Niejedna taka sytuacja zrujnowała mi weekend... - Aga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ago, właśnie, ciężko jest nauczyć się dystansu i odporności. Ale trzeba ćwiczyć :)

      Usuń
  9. Od dłuższego czasu czytam Twoje wpisy, ale dopiero teraz znalazłam w sobie dość odwagi, żeby coś napisać od siebie. Może dlatego, że sama borykam się z podobnym tematem. Napiszę coś na swoim blogu, a potem żałuję, że napisałam. Ktoś przeczyta i będzie się ze mnie śmiać. Na szczęście mój blog jeszcze jest nowy, więc nie ma żadnych komentarzy. Myślę, że gdyby były, mogłyby być złe. W ten sposób odzywa się mój strach przed szczerością. Z drugiej strony, gdy coś piszę publicznie lepiej mi to wychodzi. Bardziej się staram niż wtedy, gdy pisałam jeszcze do szuflady.
    Moim zdaniem nie można być na siłę fajnym. Trzeba być szczerym wobec siebie i innych. Nawet jeśli odejdą. Nawet jeśli się boję. Trzeba swój strach przełamywać i pisać, to co naprawdę się myśli, bo inaczej nic nie ma sensu.
    Na koniec dodam, że chociaż jestem minimalistką bardziej z konieczności niż z wyboru, podoba mi się Ajko, to co piszesz i czekam zawsze na Twoje kolejne wpisy.
    Anna Stranc

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, tak też postanowiłam, że będę przełamywać ten lęk, zamiast mu się poddawać. Życzę i Tobie powodzenia w radzeniu sobie z nim.

      Usuń
    2. Mnie świetnie na to przełamywanie lęku działa prośba do innych o rzeczową krytykę tego, co robię (pracuję w miejscu, gdzie oprócz tego, że jestem non stop "na świeczniku, dodatkowo od niedawna co pół roku jestem oceniana przez każdą osobę, z którą współpracuję - wcześniej sama o to prosiłam). Nauczyłam się dzięki temu odróżniać krytykę mnie jako osoby od krytyki tego, co robię. O dziwo ocena innych w 90% zgadza się z moimi przemyśleniami. Ta zgoda na krytykę wiąże się z praktykowaniem mojego rozumienia pokory: pokora to przyjęcie prawdy o sobie, CAŁEJ prawdy: i tej, że jestem życzliwa, i tej, że jestem bałaganiarą :).

      Usuń
    3. A mnie słowo pokorny kojarzy się z osobą, która cierpliwie i bez słowa sprzeciwu znosi to co mogą wyczyniać z nim inni. Nie buntuje się nawet kiedy inni używają wobec niej przemocy lub kiedy wie, że inni mogą nie mieć racji. Pokornie uznaje cudza władzę. Czasami mówi się "pokorny sługa", "pokorne dziecko". Gdzieś tam w świecie "pokorne żony" maszerują pokornie w burkach za swoim niepokornymi mężami.

      Marta

      Usuń
  10. Kochana Ajko, biorąc pod uwagę ten i wcześniejszy wpis; nasuwają mi się pewne refleksje. Bloguję już pięć lat, przechodziłam różne etapy tzn. różnie wyglądałam. Niektóre zdjęcia zatrzymałam, by były dla mnie nauczką i bym mogła się pośmiać z siebie (zdjęcie w lesie w swetrze i w rajstopach;). Czasami błądziłam w poszukiwaniu własnego stylu i ktoś mi to wytknął. No właśnie, zmierzam do "szczerych" komentarzy. Cóż trochę bolało, gdy dowiedziałam się, że brzuch mi zwisa do pasa; ale sama tego chciałam - zdjęcie w stroju kąpielowym w lesie i ja po 30-stce, strój był rzeczywiście za mały. Efekt był taki, że wzięłam się za siebie i trochę mi się schudło, a strój wyrzuciłam;). Każdy negatywny komentarz rozważam i cenię, jeśli jest napisany wprost i na temat (a potem albo się z tym zgadzam lub nie). Bo "kółko wzajemnej adoracji" też potrafi zmęczyć.
    Pokora to dla mnie min. brak drażliwości.
    Zdaję też sobie sprawę z tego, iż nigdy nie będę wolna, kiedy będę próbowała coś udowodnić.
    To prawda, że kiedyś Twoje posty były bardziej "porywające", inspirujące; ale obecnie "czytam Cię" z ciekawością, może dlatego, że przechodzimy podobne etapy...
    Wiadomo, że człowiek się rozwija, poszukuje, zmienia - i Ty się tym wszystkim dzielisz:). Tak trzymaj!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani la mome, wiesz, zdaję sobie sprawę, że zeszły rok nie był dobry dla bloga, bo go mocno zaniedbałam, pracując nad innymi sprawami. Cała para szła w inne instalacje, że tak powiem. I może częściowo stąd stracił na mocy i potencjale do inspiracji. A poza tym teraz jestem raczej na etapie stabilizacji i utrwalania zmian niż rewolucji, a taki czas raczej nie jest zbyt spektakularny dla obserwatora.
      A nad dystansem i pokorą warto na pewno pracować, chociaż czasami to trudne zadanie.
      Pozdrawiam ciepło :)

      Usuń
    2. To praca do dni końca :-). Ale po Wielkim Poście - ten wpis jest bardzo w jego duchu - następuje radość Wielkiej Nocy. Mam nadzieję, że tak będzie i w życiu blogu. Tego sobie, Tobie Ajko i wszystkim czytającym życzę.
      Magdalena

      Usuń
    3. Ajko, pokora i dystans są ok, ale nie zapominaj o elementarnym szacunku, jaki należy się Tobie, jako autorowi. Nie pochylaj się za nisko nad krytyką, bo cię spali. Chcesz tego? Pozwolisz, żeby słowa kogoś ci w gruncie rzeczy obojętnego zniechęcały cię i blokowały? Mam nadzieję, że sama zobaczysz, że słowa uznania (nie fałszywego pochlebstwa, które jest nudne i faktycznie usypia kreatywność, ale właśnie uznania) są ważniejszą motywacją :-) pozdrawiam cię serdecznie :-) i nie wycofuj się, blog ma się dobrze, nawet gdy jest taki, hm, slow :-) pisz, gdy tylko możesz i zdmuchnij te obawy, jak kurz z parapetu ! :-)

      Usuń
  11. Przede wszystkim bądź sobą, a ci którzy Cię mają lubić i tak będą Cię lubić. Udawanie kogoś innego na dłuższą metę nie ma sensu, zwłaszcza, jeżeli chodzi o przyjaźnie czy związki. Powodzenia dla Ciebie :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za pozostawienie komentarza. Jeśli chcesz, możesz skontaktować się ze mną bezpośrednio, pisząc na adres ajka@prostyblog.com

Popularne posty z tego bloga

15 lat później

Przeglądałyśmy niedawno z moją przyjaciółką Kasią stare zdjęcia. Na jednym z nich zobaczyłam osobę, która wydała mi się znajoma. Zapytałam: co to za baba? - Jak to, nie poznajesz, przecież to Ty! 
Po bliższym przyjrzeniu się stwierdziłam, że to prawda. Ja, jak najbardziej ja, w całej okazałości. Po krótkich obliczeniach ustaliłyśmy datę powstania tej fotografii na 2001 rok. Dla mnie rok trudny, zapamiętałam go nie tylko z powodu zamachu na WTC z 11 września. Bardzo byłam wtedy zagubiona, nieszczęśliwa, samotna, chociaż wciąż wśród ludzi. Poszukująca miłości, stabilizacji, bezpieczeństwa, a jednocześnie często działająca na własną szkodę. Bardzo źle, wręcz fatalnie czułam się w swojej skórze. To chyba był czas mojej prawie rekordowej wagi, chociaż wydaje mi się, że w najbliższych miesiącach jeszcze bardziej przytyłam (ale nie chcę tego pamiętać). 
Gdy zobaczyłam to zdjęcie, przeraziłam się, ale też pomyślałam, że chcę go zachować na pamiątkę. I pokazać światu, co może wydać się Wam dz…

Bezdzietna z wyboru

Noszę ten temat w sobie już od dawna, a zabieram się do wpisu od dobrych paru miesięcy. Wprawdzie w głowie jest gotowy, ale trudno mi się przełamać, by go napisać. Sami zobaczycie dlaczego. 
W pierwszej chwili może wydać się Wam, że sprawy, o których będę pisać w tym i kolejnych wpisach, niezbyt są związane z ogólną tematyką bloga, ale tak jest, moim zdaniem, tylko pozornie. Wszak i tutaj, i w swoich książkach dużo mówię o odwadze życia po swojemu oraz o świadomym podejmowaniu decyzji w każdej dziedzinie. 
Po raz pierwszy poproszono mnie o wypowiedź na temat bycia bezdzietną z wyboru kilka lat temu, do jakiegoś materiału prasowego. Nie czułam się jednak na siłach. Wydawało mi się to sprawą zbyt intymną. Nie chciałam też wciągać w to mojego partnera życiowego. Ma prawo do prywatności i nie musi chcieć dzielić się swoimi osobistymi decyzjami z połową internetu, jedynie dlatego, że jego żona jest blogerką i jak na blogerkę przystało, czasem psychicznie oraz emocjonalnie obnaża się w sie…

Na rozstaju

Wróćmy do tematu niechcenia dzieci. Obiecałam wyjaśnić Wam, czym kierowałam się w procesie podejmowania ostatecznej decyzji w tej kwestii. Nie traktuję tego jako tłumaczenia się, nie widzę powodu, by się tłumaczyć. Uważam jednak, że za rzadko rozmawia się na ten temat, a Wasze pozytywne reakcje pod ostatnim wpisem potwierdzają, że jest taka potrzeba. Może gdybyśmy częściej mówili o tym, dlaczego jedne osoby pragną mieć dzieci, a inne nie, mniej emocji budziłby ten temat? Może łatwiej byłoby o tym mówić? 
Właściwie nie pamiętam, czy ktoś kiedyś pytał mnie CZY chcę mieć dzieci albo DLACZEGO nie chcę. Bywałam za to strofowana za to, że tak z tym zwlekam, nazywana egoistką, straszona starością w samotności (dzieci jako polisa na starość to mój ulubiony motyw). Pamiętam, jak kiedyś zbeształa mnie lekarka przy okazji badań okresowych, coś w tonie „najpierw czekają nie wiadomo na co, a potem mają pretensje, że nie mogą zajść w ciążę”. Dodam, że wypaliła z tym tekstem ni stąd, ni zowąd, niep…