Przejdź do głównej zawartości

Krytycznym okiem stylisty

Być może z ostatniego wpisu można by wywnioskować, że nie kupuję ani nie czytuję już książek. Nie. Czasem dawkuję sobie przyjemności, i tyle. Ale kupuję, pożyczam, czytam. Bez książek życie straciłoby smak. 

Po tę, o której chciałabym dzisiaj napisać, na pewno nie sięgnęłabym, gdyby nie dwie recenzje u zaprzyjaźnionych blogerek: Pani la Mome (obecnie Miło) oraz u Minimal PlanO elegancji i obciachu Polek i Polaków. Od stóp do głów Tomasza Jacykowa. Przed przeczytaniem tych recenzji oraz samej książki nie przepadałam szczególnie za panem Tomaszem ani też szczególnie nie interesowałam się jego osobą. Jednak lektura ta bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. 


Nie będę recenzować książki jako takiej, zainteresowane osoby odsyłam do wspomnianych tekstów na blogach. Od siebie dodam tylko tyle, że fantastycznie bawiłam się, czytając O elegancji..., bo autor pisze wprawdzie nieco chaotycznie, lecz ma bardzo barwny styl, duże poczucie humoru, soczyste słownictwo, wypowiada się w sposób bardzo obrazowy. Jego rubaszność może razić co wrażliwszych odbiorców, ale mi te dosadne określenia, czasem ocierające się o wulgarność, nie przeszkadzają. Zresztą Jacyków na samym początku książki ostrzega przed swoim sposobem pisania. 
Zachwycił mnie dystans, jaki autor ma do samego siebie, chwilami wydaje się nawet zbyt samokrytyczny. Może to taka strategia obronna, nie wiem. Dzięki temu jednak, chociaż bardzo ostro krytykuje różne typowe dla polskiej ulicy modowe zjawiska, nie miałam poczucia, że w tej krytyce posuwa się za daleko. Owszem, wszystkim dostaje się mocno po uszach, niezależnie od płci i wieku , ale trudno mieć to autorowi za złe, skoro dla siebie jest równie srogi, a może nawet i bardziej. 

Znalazłam na kartach tej książki (wirtualnych - czytałam w wersji elektronicznej) również wiele własnych grzechów związanych z dbaniem o siebie i sposobem ubierania się. Używając określenia autora, nie raz zdarzało mi się „puszczać wiosła”, czyli popadać w abnegację. Cieszę się, że ją przeczytałam, nie tylko dlatego, że wiele obserwacji poczynionych przez pana Tomasza na temat polskiego podejścia do wyglądu, mody, dbania o siebie jest zbieżnych z moimi własnymi spostrzeżeniami, ale także dlatego, że znalazłam w niej także sporo interesujących uwag związanych z zakupoholizmem, stosunkiem do rzeczy, umiarem, pracą nad sobą. Bo to książka nie tylko o modzie, ciuchach, butach i torebkach. Raczej zabawna gawęda o ludziach, z motywami autobiograficznymi. Myślę, że bardzo potrzebne są w Polsce takie publikacje, bo wiele mamy jeszcze jako społeczeństwo do nauczenia, jeśli chodzi o dbanie o siebie, o świadomą konsumpcję, o umiar. 

Podzielę się z Wami jednym z ulubionych cytatów, w małym skrócie, o sentymentach:

(...) ogólnie przywiązywanie się do ubrań i butów jest bez sensu, nawet jak to unikaty, za którymi się zlazło pół świata. Im jestem starszy, tym mniej jestem sentymentalny. Jako dziecko przywiązywałem wagę do pamiątek, do pierdół. Jako nastolatek zbierałem fifki. (...) No i zabrałem te fifki ze sobą na wakacje, miałem je w plecaku i ktoś mi je ukradł. Było mi żal, i to nie tyle fifek, a tego, że ich zbieranie kosztowało mnie dość dużo zachodu, nie mówiąc o pieniądzach, a ktoś to po prostu ukradł. (...) Bardzo szybko się z tego otrząsnąłem i postanowiłem, że już nigdy nie będę nic zbierał. Bo to w ogóle nie ma sensu.(...)
Uwielbiałem kiedyś serwis jakiś Kuzniecowa (...). Wydawało mi się, że to takie rzeczy, z którymi powinni mnie pochować. Że to coś bardzo drogiego, coś cennego, takiego mojego. I nawet mówiłem, że pakuję porcelanę i idę w świat. Ale już jestem wolny od niej, już w tej chwili tej porcelany nie potrzebuję.
Kiedyś nie rozstawałem się z tomikiem poezji Gałczyńskiego. Do tej pory go lubię, ale rzadko do niego wracam, bo uważam, że ten etap w życiu przeszedłem. Nie mam żadnych sentymentów.
 Polubiłam pana Tomasza, ciekawy to człowiek, chociaż kontrowersyjny. Wydaje się być mądrym gościem. 

Popularne posty z tego bloga

Bezdzietna z wyboru

Noszę ten temat w sobie już od dawna, a zabieram się do wpisu od dobrych paru miesięcy. Wprawdzie w głowie jest gotowy, ale trudno mi się przełamać, by go napisać. Sami zobaczycie dlaczego. 
W pierwszej chwili może wydać się Wam, że sprawy, o których będę pisać w tym i kolejnych wpisach, niezbyt są związane z ogólną tematyką bloga, ale tak jest, moim zdaniem, tylko pozornie. Wszak i tutaj, i w swoich książkach dużo mówię o odwadze życia po swojemu oraz o świadomym podejmowaniu decyzji w każdej dziedzinie. 
Po raz pierwszy poproszono mnie o wypowiedź na temat bycia bezdzietną z wyboru kilka lat temu, do jakiegoś materiału prasowego. Nie czułam się jednak na siłach. Wydawało mi się to sprawą zbyt intymną. Nie chciałam też wciągać w to mojego partnera życiowego. Ma prawo do prywatności i nie musi chcieć dzielić się swoimi osobistymi decyzjami z połową internetu, jedynie dlatego, że jego żona jest blogerką i jak na blogerkę przystało, czasem psychicznie oraz emocjonalnie obnaża się w sie…

15 lat później

Przeglądałyśmy niedawno z moją przyjaciółką Kasią stare zdjęcia. Na jednym z nich zobaczyłam osobę, która wydała mi się znajoma. Zapytałam: co to za baba? - Jak to, nie poznajesz, przecież to Ty! 
Po bliższym przyjrzeniu się stwierdziłam, że to prawda. Ja, jak najbardziej ja, w całej okazałości. Po krótkich obliczeniach ustaliłyśmy datę powstania tej fotografii na 2001 rok. Dla mnie rok trudny, zapamiętałam go nie tylko z powodu zamachu na WTC z 11 września. Bardzo byłam wtedy zagubiona, nieszczęśliwa, samotna, chociaż wciąż wśród ludzi. Poszukująca miłości, stabilizacji, bezpieczeństwa, a jednocześnie często działająca na własną szkodę. Bardzo źle, wręcz fatalnie czułam się w swojej skórze. To chyba był czas mojej prawie rekordowej wagi, chociaż wydaje mi się, że w najbliższych miesiącach jeszcze bardziej przytyłam (ale nie chcę tego pamiętać). 
Gdy zobaczyłam to zdjęcie, przeraziłam się, ale też pomyślałam, że chcę go zachować na pamiątkę. I pokazać światu, co może wydać się Wam dz…

Na rozstaju

Wróćmy do tematu niechcenia dzieci. Obiecałam wyjaśnić Wam, czym kierowałam się w procesie podejmowania ostatecznej decyzji w tej kwestii. Nie traktuję tego jako tłumaczenia się, nie widzę powodu, by się tłumaczyć. Uważam jednak, że za rzadko rozmawia się na ten temat, a Wasze pozytywne reakcje pod ostatnim wpisem potwierdzają, że jest taka potrzeba. Może gdybyśmy częściej mówili o tym, dlaczego jedne osoby pragną mieć dzieci, a inne nie, mniej emocji budziłby ten temat? Może łatwiej byłoby o tym mówić? 
Właściwie nie pamiętam, czy ktoś kiedyś pytał mnie CZY chcę mieć dzieci albo DLACZEGO nie chcę. Bywałam za to strofowana za to, że tak z tym zwlekam, nazywana egoistką, straszona starością w samotności (dzieci jako polisa na starość to mój ulubiony motyw). Pamiętam, jak kiedyś zbeształa mnie lekarka przy okazji badań okresowych, coś w tonie „najpierw czekają nie wiadomo na co, a potem mają pretensje, że nie mogą zajść w ciążę”. Dodam, że wypaliła z tym tekstem ni stąd, ni zowąd, niep…