Przejdź do głównej zawartości

Na początku był chaos

Jedna z sympatycznych Czytelniczek, z którymi koresponduję, napisała mi niedawno, że chciałaby bardzo dojść do tego miejsca, w którym ja się znajduję, jeśli chodzi o wewnętrzny spokój, harmonię, pogodzenie ze sobą i światem, lecz na razie trudno jej uwierzyć, że to w ogóle możliwe. Ma poczucie całkowitego zagubienia w swoim życiu i pogrążenia w chaosie, z którego nie potrafi wybrnąć, nie wiedząc, od czego zacząć. 

Jeszcze parę lat temu byłam pogrążona w takim samym chaosie, który sama zresztą stworzyłam. I nie miałam najmniejszego pojęcia, w jaki sposób się w nim odnaleźć, a tym bardziej wyeliminować go, tak skutecznie, by już nie powrócił. Nie uwierzyłabym, gdyby ktoś mi powiedział, że w relatywnie krótkim czasie (o wiele krótszym niż stworzenie tego bałaganu), będę od niego wolna. I nie mówię tu tylko o bałaganie fizycznym, lecz przede wszystkim mentalnym. O miotaniu się, mętliku w głowie, życiu w pośpiechu i kręceniu się w kółko po własnych śladach. 

Bałagan może mieć różne przyczyny. Zazwyczaj sami go tworzymy, czasem przyczyniają się do tego ludzie z naszego otoczenia. Czasem oni go tworzą, a my nie potrafimy się przed nim bronić. Mi samej zawsze wydawało się, że skłonność do tworzenia chaosu jest częścią mojej natury. Taka jestem. I że kocham bałagan, bo jest twórczy. A nawet ma ładną nazwę, artystyczny nieład. Nie wiem, dlaczego sobie to wmówiłam (albo dałam sobie wmówić), bo gdybym się bardziej wnikliwie obserwowała, zauważyłabym, że raczej mam wrodzone zadatki na bycie porządnicką, a nieporządek mnie rozprasza, drażni i tłumi twórczy potencjał. Nieważne, skąd wzięły mi się fałszywe wyobrażenia na swój temat, istotne jest, co zrobić, gdy ogarnia nas wszechobecny chaos i czujemy, że on nam nie służy, a nie mamy siły ani pojęcia, jak się z nim zmierzyć. Nie wiadomo, od czego zacząć, bo zadanie wydaje się zbyt skomplikowane. 


Podobnie jest ze sprzątaniem bardzo zabałaganionej przestrzeni, prawda? Wchodzisz, powiedzmy, do piwnicy, w której od paru lat nikt nie sprzątał, a jedynie dorzucano do niej kolejne graty, bez ładu, składu i systemu. Pierwszym odruchem jest zatrzaśnięcie kłódki i odwrócenie się na pięcie, bo ogrom tego przedsięwzięcia przytłacza i zniechęca do zmierzenia się z nim.

Stare przysłowie mówi, że nawet najdalszą podróż zaczyna się od pierwszego kroku. Ogarnianie życiowego bałaganu też. Trzeba zacząć od drobiazgów, żeby się nie zniechęcić, nie stracić zapału, a za to poczuć energię do dalszego przedzierania się przez gąszcz zadań i zaniedbań. Od głupstw, spraw prostych i łatwych do namierzenia. Małych nawyków, które jednak sumują się w istotne zmiany. Kilka przykładów, które były ważne dla mnie: utrzymywanie porządku w torebce, wyrzucanie na bieżąco śmieci i zbędnych paragonów. Wydaje się to banalne, ale dla mnie było jednym z pierwszych namacalnych przykładów na to, że a) da się utrzymywać porządek nawet w tak stereotypowo kojarzonej z bałaganem przestrzeni, jak damska torebka, b) warto, bo od razu odczuwa się pozytywne skutki zmiany nawyku.
Dzięki temu, w ramach rozszerzania zasięgu zmian, zaczęłam przestrzegać kolejnej zasady: bezwzględnie odkładać rzeczy po użyciu na swoje miejsce - bezcenne. 
Potem nastąpiła poprawa planowania rozkładu dnia, tak, by nie mieć w harmonogramie zbyt wielu zajęć, redukcja ich ilości, by mieć pewność, że uda mi się zrealizować wszystkie, zamiast planować wiele, a i tak z połową nie zdążyć na czas. Ograniczenie życia towarzyskiego (tak!), by widywać się wprawdzie z mniejszą liczbą osób, ale za to w spokojniejszych okolicznościach i mieć dla nich czas na prawdziwą rozmowę i szczery kontakt, a nie tylko „nadrabianie zaległości”. Nieznoszenie do domu książek, których nie mam czasu czytać. Wyłączanie telewizora, gdy program mnie nudzi i sięganie po książkę, na której czytanie podobno nie miałam czasu...

Każda z tych zmian sama w sobie nie jest rewolucyjną, ale sumowały się w coraz bardziej uporządkowaną całość, a za nimi szły kolejne. Małymi krokami udało się zajść naprawdę daleko. Po chaosie nie ma już nawet śladów. Mam nadzieję, że jeśli czyta to jakaś osoba zagubiona właśnie w osobistym bałaganie, poczuła choć niewielki powiew optymizmu i zobaczyła światełko w tunelu. 

Na zakończenie zapraszam do słuchania jutro po południu 2. programu Polskiego Radia, od godz. 17:30 do ok. 18:00 będę mówić o swojej książce Minimalizm po polsku (a premiera już w przyszłym tygodniu, 27 sierpnia). Gdy będzie dostępne nagranie online, udostępnię łącze, jak zawsze. 

Popularne posty z tego bloga

Roczny post zakupowy

Bardzo potrzebowałam tak długiej przerwy w blogowaniu. Rozwijanie kanału na YouTube pochłania dużo wysiłku i uwagi, a wciąż wielu rzeczy muszę się nauczyć i nie wszystko jeszcze wychodzi mi tak, jakbym chciała. Jednak uczę się, a oglądających przybywa, od maja uzbierało się już ponad 600 subskrybentów i odbiór materiałów, które publikuję, jest pozytywny, co zachęca do dalszej pracy w tym kierunku.
Dałam sobie czas, by zdecydować, czy chcę nadal pisać bloga, a jeśli tak, jak to pisanie ma w przyszłości wyglądać. Wiem, że aby Wam czytało się dobrze to, co tworzę, nie mogę traktować blogowania jako obowiązku. Tylko wtedy, gdy będę pisać z wewnętrznej potrzeby i z przyjemnością, będzie to miało sens. 
Minęło kilka miesięcy. Wystarczająco dużo czasu, bym mogła spojrzeć z dystansem na to, w jaki sposób chcę kontynuować swoją internetową działalność. Doszłam do wniosku, że najlepiej będzie połączyć jej dwa rodzaje, tak, by się wzajemnie uzupełniały. Blog daje możliwość dokładniejszego wyjaś…

Dyscyplina - Wyzwanie Poliglotki na półmetku

Wiedziałam, że maj będzie dla mnie miesiącem pełnym wzywań i intensywnej pracy. Wobec tego, gdy Sandra zaproponowała mi udział w Wyzwaniu Poliglotki, miałam pewne obawy, czy podołam zadaniu i czy naprawdę będę zdolna znaleźć codziennie czas na pracę nad moim greckim. Bo dzieje się sporo: pracuję jak zawsze nad tłumaczeniami, bo to moje główne źródło zarobków. Jednocześnie kończę pisać trzecią książkę, mam jeszcze czas do końca czerwca na oddanie tekstu, ale z uwagi na planowany w drugiej połowie czerwca wyjazd na Kretę chciałabym jednak uwinąć się z pisaniem do połowy przyszłego miesiąca, by wyjechać ze swobodną głową. Poza tym przygotowuję dla Was pewną niespodziankę związaną z blogiem, jak już wspominałam. A prócz tego prowadzę życie rodzinne, towarzyskie, regularnie się gimnastykuję... 
Pisałam Wam niedawno, jak wielkie znaczenie w nauce języka obcego ma znalezienie mocnej motywacji. Jednak sama motywacja, nawet najlepsza, nie wystarczy, by wytrwać w postanowieniach w perspektywie…

Sprzątanie zaczyna się w głowie

Nie jestem odkrywcza, twierdząc, że sprzątanie zaczyna się w głowie. Jak wiele innych procesów. Odchudzanie, wypoczywanie, zmiany.

Zacznijmy od jego postrzegania. Często przedstawia się sprzątanie jako czynności nielubiane i nużące. Niektórzy wręcz nim pogardzają i uważają za zajęcie niegodne. To chyba spuścizna czasów, gdy porządki były domeną kobiet oraz osób ubogich lub nisko urodzonych. Nadal zdarza się, że nie szanuje się osób, które zajmują się sprzątaniem zawodowo. Znam osobę, która zatrudnia panią do sprzątania domu wcale nie dlatego, że nie ma czasu, siły czy możliwości, ale dlatego właśnie, że uważa to zajęcie za poniżające, niegodne. 


Wielu ludzi nie lubi sprzątać, bo to ich zdaniem strata czasu, syzyfowa praca, którą trzeba zaczynać od nowa, gdy tylko się skończy. Jednak naturalnym jest, że próbuje się unikać tego,  czego się nie lubi. Opóźnia, robi byle jak, byle było. Szuka wymówek, by usprawiedliwić to, że znów miało się coś innego do zrobienia. 
Czym to grozi?  Tym, że …