Przejdź do głównej zawartości

Latająca kosmetyczka

Stali czytelnicy bloga wiedzą, że zwykle o tej porze roku wyjeżdżam na wakacje. W tym roku okoliczności (wydanie książki - konieczność bycia dyspozycyjną, gdyby ktoś czegoś ode mnie chciał w związku z tym faktem) nie pozwalają na dłuższy wyjazd, więc wychodzę poza dotychczasowe przyzwyczajenia. Zamiast jednego dłuższego, dwa krótsze wypady - jeden z mężem, drugi z siostrą. Na oba bardzo się cieszę. 

Zastanawiałam się ostatnio nad tym, w jakim kierunku chcę podążać z blogiem. Ogólny wniosek: pisać o takich sprawach, o których z zaciekawieniem czytam u innych. Pojawiło się parę pomysłów, nie będę zdradzać wszystkich na raz, ale jednym z nich było szersze pisanie o odbytych podróżach. Wprawdzie nie podróżujemy bardzo wiele, ale na pewno jako bezdzietnemu małżeństwu jest nam stosunkowo łatwo gdzieś wyskoczyć nawet kilka razy do roku. A podczas podróży, jak i na co dzień, na każdym kroku szukam prostoty i piękna, pomyślałam, że warto byłoby więcej o tym pisać, z konkretami. Gdzie, jak, co ciekawego czy ładnego udało się zobaczyć lub przeżyć. R. robi (moim zdaniem) piękne zdjęcia, czasem już zamieszczałam je na blogu, będzie ich więcej, wraz z relacjami z wyjazdu.


Wyjeżdżamy jutro, na tygodniowy wypad - najpierw  Piza, potem Siena. Korzystamy z jesiennych tanich lotów Ryanaira, noclegi skromne, bez luksusów. W Pizie zwykły hostel, w Sienie będziemy nocować w pokoju w domu prywatnym, znalezionym za pośrednictwem serwisu Airbnb, o którym napiszę więcej po powrocie. Powiedzmy, że jest to coś w rodzaju komercyjnej wersji couch surfingu, który nigdy mnie nie pociągał, ale Airbnb bardzo mi się podoba. Po Toskanii będziemy poruszać się środkami komunikacji zbiorowej, które funkcjonują tam całkiem nieźle, ewentualnie może na moment wynajmiemy samochód, ale być może nie będzie takiej potrzeby. Nie nazwałabym nas backpackersami (bo jeździmy zwykle z walizkami, nie z plecakiem), ale podczas podróży najbardziej liczą się dla nas ludzie, przeżycia i relaks, a nie zbytki, więc zwykle wybieramy proste, skromniejsze rozwiązania, lubimy jeździć pociągiem lub autobusem. Dużo spacerujemy.

Jedziemy w miejsca, które już znamy, więc celem wyjazdu jest pogłębienie ich znajomości. Już cieszę się na pyszną kawę, wino, oliwę, widoki i zabytki. Ciekawa jestem, jacy będą ludzie, u których będziemy nocować w Sienie, na podstawie kontaktu przez serwis wydają się bardzo sympatyczni i otwarci.

Skoro obiecałam konkrety związane z praktyczną stroną naszych podróży, zacznijmy już dzisiaj. W zeszłym roku pokazywałam zawartość swojej walizki, nie miałam jednak już czasu jej dokładniej objaśnić ani nie pokazałam też, jak wyglądało jej wykorzystanie podczas wyjazdu. Tym razem zacznę od kosmetyczki, a o kwestii odzieżowej opowiem po powrocie. Trochę pozazdrościłam Simplicite jej fajnej akcji z szafą minimalistki... Nie czuję się na siłach na tak ambitne projekty, ale może chociaż spróbuję pokazać coś więcej ze swojej szafy. Zapewne jednak w o wiele mniejszym zakresie. 

Na urlopie najważniejszy jest dla mnie relaks i wygoda. Dawno minęły czasy, gdy nawet na wakacjach katowałam się wysokimi obcasami, woziłam w kosmetyczce pełną kolorówkę, pacykowałam się i starannie przebierałam na wieczorne wyjścia. Wraz z garnirowaniem się różnymi zestawami biżuterii. Teraz zamiast kłopotać się układaniem fryzur i makijażem, wolę ten czas poświęcić na drzemkę albo na długi spacer. Nie martwi mnie, że ktoś być może uzna moje nieco rozczochrane, nieufryzowane włosy za jakieś stylistyczne faux pas, a niewytapetowana cera nie będzie wyglądała jak reklama Photoshopa. Nie zabieram więc do walizki suszarki do włosów, specyfików do ich układania, kosmetyków kolorowych poza ewentualnie tuszem do rzęs (bo pomalowane oko zawsze wygląda ładniej i bardziej rześko). Przepisowe ograniczenia dotyczące przewożenia płynów w bagażu podręcznym zmuszają do ścisłej dyscypliny, a zwykle nie nadajemy walizek, bo to niepotrzebnie podnosi koszty przelotu. Oznacza to, że wszystkie płyny na jedną osobę w sumie nie mogą mieć objętości ponad 1 litra, jednostkowo muszą mieścić się w przezroczystych opakowaniach do 100 ml. Dlatego w mojej wakacyjnej kosmetyczce zagości taka mała gromadka (zdjęcie mojego autorstwa, nic specjalnego, jak widać, nie jestem zbyt dobrym fotografem):


Od lewej od góry są to: płyn do soczewek kontaktowych, żel pod prysznic i do kąpieli dla niemowląt Babydream (bardzo delikatny, nadaje się też do prania ręcznego), tonik Tołpa Sebio, olej z orzechów włoskich, którego używam zamiast balsamu do ciała (mazidla.com), ale także do twarzy, nadaje się również do włosów, mętny spray to samodzielnie zrobione serum z jedwabiem do włosów, przepis także z mazidłowej strony, dezodorant Ziaja. Poniżej małe pudełeczka to: krem na dzień Alterra, lekko barwiony, który matuje i delikatnie wyrównuje koloryt skóry, krem na noc Tołpa Sebio, malusie pudełeczko z tym czymś brązowym to całuśna pomadka do ust z gorzką czekoladą i miodem, też własnej roboty (przepis wg Klaudyny Hebdy, z książki Ziołowy zakątek. Kosmetyki, które zrobisz w domu, napiszę o tej pozycji więcej jesienią). Tusz do rzęs, olejek z drzewa herbacianego na nieprzyjemne niespodzianki, które mogą wyskoczyć na twarzy, saszetka z dwoma porcjami wielofunkcyjnego peelingu - maseczki Tołpy, mydło w kostce Alterra, nawilżane chusteczki Babydream. I srebrzysta buteleczka z ukochanymi perfumami, można takie buteleczki kupić w perfumeriach, by nie musieć wozić ze sobą całego wielkiego flakonu.

Jak widać, nie ma tego wiele, ale jest wystarczająco dużo, bym czuła się świeża i pachnąca. Bardzo ułatwiają pakowanie kupowane w Rossmanie małe przezroczyste opakowanka na płyny i kremy, których nie wyrzucam oczywiście, lecz wykorzystuję wielokrotnie. 

Tak już przyzwyczaiłam się do wygody podróżowania z małymi porcjami kosmetyków, że nie brałabym ze sobą opakowań pełnowymiarowych, nawet gdyby zniesiono ograniczenia objętościowe. Nie warto zajmować miejsca w bagażu ani niepotrzebnie się obciążać. 

Zostawiam Was więc z tym kącikiem kosmetycznym, wracam za tydzień. Pozdrawiam i do szybkiego! 

Popularne posty z tego bloga

Uniform minimalistki

Temat osobistego uniformu obracam w głowie już od kilku lat, co najmniej. Jednak jeszcze do niedawna nie czułam się gotowa na to, by ostatecznie zdefiniować go dla siebie. Owszem, wiedziałam, że ciągnie mnie w tym kierunku i że coraz bardziej zbliżam się do wprowadzenia go w życie na co dzień. Jednak jeśli obserwowaliście, być może, moje materiały o kolorowej szafie minimalistki na YouTube, w cyklu, w ramach którego zaprezentowałam całą swoją kapsułową garderobę na wszystkie pory roku, mogliście zauważyć, że wprawdzie mój styl i zestawy ubraniowe były już dość wyraziste i powtarzalne, trudno było by nazwać je uniformem. 
Tak jednak się złożyło, że w międzyczasie zmieniłam tryb życia poprzez powrót do oprowadzania po Krakowie (już nie tylko po Wawelu, jak było parę lat temu), więc o wiele częściej wychodzę pracować poza dom. Oczywiście wymusiło to dostosowanie zawartości szafy i pewne jej uzupełnienia. A jednocześnie kilka ubrań z niej wywędrowało. Z powodu zużycia, ale też zmian w mo…

Minimalizm na Nowy Rok - postanowienia

Nie podejmuję noworocznych postanowień, mówiłam już o tym wielokrotnie. Wolę wprowadzać zmiany wtedy, gdy czuję się do nich gotowa, w dowolnym momencie roku. Nie czekam ze swoimi osobistymi zobowiązaniami do poniedziałku czy pierwszego dnia miesiąca. Od dawna uważam, że początek stycznia jest nienajlepszym momentem na takie działania, bo to czas zimowej ciemnicy, często depresyjnej aury i innych nieprzyjemnych okoliczności. Nie znaczy to jednak, że nie kibicuję osobom, które podejmują noworoczne próby zmiany nawyków. Zawsze warto pracować nad sobą i ulepszaniem swojej codzienności. 
Oto więc kilka moich propozycji na plan zmian/postanowienia noworoczne. Oczywiście można je wykorzystać także w innym czasie, ale można też wdrożyć je, czyniąc użytek z energii, jaką daje ten symboliczny nowy początek, jakim jest pierwszy dzień roku. 
Ważna uwaga na początek: moim zdaniem lepiej jest nie stawiać sobie zbyt ambitnych celów i wprowadzać jednocześnie ostrych restrykcji w wielu dziedzinach ży…

Metoda Konmari to nie minimalizm

Wpis jest uzupełnieniem materiału wideo zamieszczonego w serwisie YouTube, który można obejrzeć tutaj: 

Książkę Magia sprzątania Marie Kondo przeczytałam cztery lata temu, o moich wrażeniach możecie przeczytać we wpisie pod tym samym tytułem. Odebrałam ją pozytywnie, ale samej metody nigdy nie stosowałam, bo nie miałam takiej potrzeby, o czym zresztą pisałam w tamtej recenzji. Na dobre w głowie z tej lektury pozostała mi jej myśl przewodnia: poszukiwanie radości w rzeczach i eliminowanie zbędnych przedmiotów w oparciu o kryterium: co chcę zostawić, zamiast stosowanego zwykle przez minimalistów: czego nie potrzebuję i czego chcę się pozbyć. Książki szybko się pozbyłam i nie myślałam o niej więcej.
Dopiero niedawno, gdy coraz częściej docierały do mnie opinie na temat wyprodukowanego przez Netflix serialu Sprzątanie z Marie Kondo(dostępny z polskimi napisami), pomyślałam, że warto byłoby sobie wyrobić własne zdanie na temat tej serii programów, nawet jeśli sama metoda sprzątania Konmari…