Przejdź do głównej zawartości

W naprawdę gościnnym pokoju

Trochę podróżniczo będzie tej jesieni na Prostym. Jak wspominałam, chcę Wam opowiedzieć o swoich urlopowych wyjazdach (wyjątkowo tym razem dwóch krótkich zamiast jednego dłuższego). Zanim jednak przejdę do konkretów, do tego co i gdzie widzieliśmy, chciałam podzielić się wrażeniami z korzystania z możliwości wynajmu pokoju (lub mieszkania) za pośrednictwem serwisu airbnb, o którym pisałam ostatnio. 

Wiecie, zarówno z blogu, jak i z mojej książki, że przez dobrych parę lat pracowałam jako pilot wycieczek i przewodnik. Praca ta miała wiele dobrych stron i była świetnym doświadczeniem, ale pozostała mi po niej niechęć do hoteli oraz wyjazdów zorganizowanych. Przede wszystkim dlatego, że w moim odczuciu odcinają one odwiedzającego dane miejsce od jego prawdziwego życia i ludzi. Oczywiście czasami są najlepszą albo jedyną dostępną opcją, więc nie skreślam ich całkowicie, ale w miarę możliwości staram się unikać. Nie chcę mieć wrażenia, że to, co widzę lub czego doświadczam, jest tylko jakąś atrapą lub rezerwatem utrzymywanym głównie w celu zwabienia turystów, gdy tymczasem „normalność” jest zupełnie gdzie indziej. 



Zbiorowa, zorganizowana turystyka koncentruje się przede wszystkim na krajobrazach i budowlach, mieszkańców traktując jak statystów, którzy służą jedynie do ożywienia dekoracji, zapełnienia pustych przestrzeni. Lepiej, by żadna twarz nie wyróżniała się z tłumu, nie zwracała zbytnio na siebie uwagi. Wiele znaczą dla mnie piękne widoki i cuda architektury, muzea i dzieła sztuki, starożytności, ale one są przecież tylko częścią całości. Z podróży oprócz obrazów miejsc chcę też przywozić wspomnienia ludzi. Konkretnych osób, ich historii, żartów, twarzy. A czasem nawet coś więcej - znajomość, która potrwa dłużej niż kilka dni pobytu tam gdzieś, daleko. 

Gdy nie mogłam znaleźć żadnego sensownego noclegu dla moich rodziców, którzy wybierali się do Pragi (zależało mi na przystępnej cenie i dobrej lokalizacji w centrum miasta), przypomniałam sobie, że znajomi korzystali z jakiejś nowej opcji w Portugalii - wspominali, że wynajmowali mieszkania od osób prywatnych. Bardzo zachwalali. Okazało się, że to serwis airbnb. Witryna internetowa, przez którą można wyszukiwać i wynajmować różnego rodzaju miejsca zakwaterowania na całym świecie - od osób prywatnych. Od pokoju, przez apartament, aż po zamek. W dowolnej cenie, od bardzo przystępnych po naprawdę wysokie, z luksusami. 

Pomyślałam: czemu nie. Udało się znaleźć pokój w starym, pięknym mieszkaniu w centrum Pragi. Rodzice pozytywnie zareagowali na tę nieco nietypową propozycję, a po powrocie chwalili gospodarza i miejsce. Podobało im się, że mogli zobaczyć miasto z nieco innej perspektywy, pomieszkać przez parę dni w zwykłym mieszkaniu, poznać „miejscowego”. Mieli sporo zabawy z komunikacją z Janem, ich gospodarzem. Trochę po angielsku, trochę po polsku, ale dali radę, obie strony zachowały pozytywne wrażenia. 

Bardzo chciałam przekonać się na własnej skórze, jak to wygląda. Planując oba jesienne wyjazdy - z siostrą do Katalonii i z mężem do Toskanii - wzięłam więc pod uwagę tę opcję. Niestety w przypadku Pizy nieco spóźniłam się z próbą rezerwacji (akurat ten wyjazd był dość spontaniczny) i pozostał nam tylko hostel. Nie było źle, bo położony blisko lotniska i dworca kolejowego, więc mieliśmy wszędzie blisko. Na marginesie warto wspomnieć, że Piza jest niezłym punktem startowym do toskańskich wyjazdów, tym bardziej, że lotnisko wydaje się całkowicie opanowane przez Ryanaira, który oferuje czasem bardzo przyjemne ceny. Natomiast z lotniska jest śmiesznie blisko do miasta, można dojść na piechotę do stacji kolejowej w ciągu 20 minut (serio!). Wprawdzie oznacza to, że siedząc sobie na kawie nad brzegiem rzeki Arno widzisz i słyszysz przelatujące samoloty, ale cóż, może Pizańczykom to nie przeszkadza...

Za to w Sienie, gdzie zaplanowaliśmy pozostałe 5 z 7 noclegów, znalazłam wolny pokój w domu pewnego małżeństwa tuż za murami starego miasta, ale już w okolicy o niemal wiejskim charakterze. Siena jest tak dość specyficznie położona, miejska zabudowa bardzo szybko przechodzi w wiejski, niemal rolniczy krajobraz. Zapytacie, ale czemu tylko pokój, przecież jeśli tam mieszkają inni ludzie, to musi być krępujące. Trzeba z nimi rozmawiać, witać się, mieć na nich baczenie. Może lepiej byłoby od razu wynająć całe mieszkanie (szumnie zwane apartamentem)? Gdybyśmy podróżowali z innymi osobami, na pewno tak byłoby praktyczniej. Ale całe mieszkanie dla tylko dwóch osób na tych raptem kilka dni nie jest chyba koniecznością. Poza tym właśnie zależało mi na bezpośrednim kontakcie. Na tym, by nie tylko poznawać omszałe zabytki, ale też współczesne i zwykłe życie. Codzienność. 
I jednak niższa cena też była istotna. Podczas podróży wolę wydawać pieniądze na inne przyjemności niż luksusowe noclegi. Chociażby na kolację w fajnej restauracji, na wino, na sery i owoce. Na bilety do muzeum, także. 

Wynajęcie pokoju czy mieszkania na odległość może wydawać się ryzykowne. Zdjęcia mogą być oszukane, może będzie brudno, a może gospodarze będą okropni i niemili. Na szczęście działający już od kilku lat serwis chroni przed przykrymi niespodziankami na różne sposoby. Po pierwsze zdjęcia zamieszczane w ofertach są sprawdzane przez wysłanników firmy (np. znajomy mojego znajomego uczestniczył w takiej weryfikacji ofert z Krakowa). Po drugie serwis opiera się na systemie wzajemnych opinii - wystawianych i przez gospodarza, i przez gościa, można również zgłaszać swoje uwagi bezpośrednio do airbnb. I najważniejsze zabezpieczenie - w chwili rezerwacji karta kredytowa lub konto paypal są obciążane kwotą za nocleg oraz opłatą dla serwisu, ale środki trafią do gospodarza dopiero wtedy, gdy w ciągu 24 godzin od zakwaterowania nie zostanie zgłoszony żaden problem przez jedną ze stron. 

W naszym przypadku jednak nie było potrzeby zgłaszania czegokolwiek. Na podstawie opinii można było wnioskować, że nasi gospodarze są uroczymi osobami i tacy okazali się też w rzeczywistości. Sam dom i nasz pokój również odpowiadały oczekiwaniom. Z okien widok na sieneńskie wzgórza, od centrum dzieliła nas odległość pozwalająca na rezygnację z komunikacji miejskiej na rzecz półgodzinnego spaceru. Pokój czysty i przytulny, osobna łazienka. Mogliśmy korzystać z kuchni oraz salonu, ale przez większość czasu przebywaliśmy oczywiście poza domem. Domowe śniadania jednak były przyjemnym początkiem dnia.

A takie widoki mieliśmy w okolicy domu, gdy szliśmy do miasta, wieża po lewej to sieneńska katedra, po prawej wieża Palazzo Publico, czyli ratusza:



Najważniejszy był jednak kontakt z tymi ludźmi. Przyjęli nas jak gości, nie klientów. Odebrali z dworca, a w drodze powrotnej odwieźli. Udzielali wszystkich możliwych informacji, sprawdzali rozkłady jazdy i połączenia. W razie czego byli do dyspozycji również telefonicznie. Najbardziej ujęli nas, gdy sprawdzając połączenia autobusowe dla jednej z naszych wycieczek, stwierdzili, że nie zdążymy na najlepsze z nich, więc podwiozą nas na dworzec autobusowy. Nie musieli tego robić, po prostu chcieli, byśmy byli jak najbardziej zadowoleni z pobytu w ich ukochanym mieście. Poza tym byli dyskretni, nie narzucali się ze swoim towarzystwem, ale też nie unikali kontaktu. 

Nie mieliśmy dość czasu, by naprawdę dobrze się poznać, ale zdążyliśmy poczuć do siebie wzajemną sympatię. Żadna ze stron nie była wścibska, nie wypytywaliśmy się wzajemnie o kwestie osobiste, ale już wiemy, że mamy wspólne tematy i kilka podobnych zainteresowań. Na pewno nie było to nasze ostatnie spotkanie. 

Żaden hotel nie dałby takich wrażeń, tej radości ze spotkania, poznawania się. Oczywiście, wiadomo, że część z tej serdeczności wynikała z chęci zarobku, przecież nasza opinia jest istotna dla przyszłych chętnych do odwiedzin. Nic jednak w tym złego, że ludzie chcą uczciwie zarabiać. Bardzo ważny jest dla mnie fakt, że nasze pieniądze wsparły konkretny domowy budżet, a nie wpadły do przepastnej kieszeni anonimowego właściciela jakiejś sieci. Obie strony korzystają na takim układzie. My spędziliśmy kilka dni w pięknej okolicy, nie wydając fortuny, a nasi gospodarze zarobili, wynajmując gościnny pokój, z którego i tak przecież nie korzystają na co dzień. Lubię takie sytuacje. 

To taki mały wstęp do dalszej podróży po Toskanii. W kolejnym wpisie o tym, czy Piza to tylko krzywa wieża.

Popularne posty z tego bloga

15 lat później

Przeglądałyśmy niedawno z moją przyjaciółką Kasią stare zdjęcia. Na jednym z nich zobaczyłam osobę, która wydała mi się znajoma. Zapytałam: co to za baba? - Jak to, nie poznajesz, przecież to Ty! 
Po bliższym przyjrzeniu się stwierdziłam, że to prawda. Ja, jak najbardziej ja, w całej okazałości. Po krótkich obliczeniach ustaliłyśmy datę powstania tej fotografii na 2001 rok. Dla mnie rok trudny, zapamiętałam go nie tylko z powodu zamachu na WTC z 11 września. Bardzo byłam wtedy zagubiona, nieszczęśliwa, samotna, chociaż wciąż wśród ludzi. Poszukująca miłości, stabilizacji, bezpieczeństwa, a jednocześnie często działająca na własną szkodę. Bardzo źle, wręcz fatalnie czułam się w swojej skórze. To chyba był czas mojej prawie rekordowej wagi, chociaż wydaje mi się, że w najbliższych miesiącach jeszcze bardziej przytyłam (ale nie chcę tego pamiętać). 
Gdy zobaczyłam to zdjęcie, przeraziłam się, ale też pomyślałam, że chcę go zachować na pamiątkę. I pokazać światu, co może wydać się Wam dz…

Bezdzietna z wyboru

Noszę ten temat w sobie już od dawna, a zabieram się do wpisu od dobrych paru miesięcy. Wprawdzie w głowie jest gotowy, ale trudno mi się przełamać, by go napisać. Sami zobaczycie dlaczego. 
W pierwszej chwili może wydać się Wam, że sprawy, o których będę pisać w tym i kolejnych wpisach, niezbyt są związane z ogólną tematyką bloga, ale tak jest, moim zdaniem, tylko pozornie. Wszak i tutaj, i w swoich książkach dużo mówię o odwadze życia po swojemu oraz o świadomym podejmowaniu decyzji w każdej dziedzinie. 
Po raz pierwszy poproszono mnie o wypowiedź na temat bycia bezdzietną z wyboru kilka lat temu, do jakiegoś materiału prasowego. Nie czułam się jednak na siłach. Wydawało mi się to sprawą zbyt intymną. Nie chciałam też wciągać w to mojego partnera życiowego. Ma prawo do prywatności i nie musi chcieć dzielić się swoimi osobistymi decyzjami z połową internetu, jedynie dlatego, że jego żona jest blogerką i jak na blogerkę przystało, czasem psychicznie oraz emocjonalnie obnaża się w sie…

Na rozstaju

Wróćmy do tematu niechcenia dzieci. Obiecałam wyjaśnić Wam, czym kierowałam się w procesie podejmowania ostatecznej decyzji w tej kwestii. Nie traktuję tego jako tłumaczenia się, nie widzę powodu, by się tłumaczyć. Uważam jednak, że za rzadko rozmawia się na ten temat, a Wasze pozytywne reakcje pod ostatnim wpisem potwierdzają, że jest taka potrzeba. Może gdybyśmy częściej mówili o tym, dlaczego jedne osoby pragną mieć dzieci, a inne nie, mniej emocji budziłby ten temat? Może łatwiej byłoby o tym mówić? 
Właściwie nie pamiętam, czy ktoś kiedyś pytał mnie CZY chcę mieć dzieci albo DLACZEGO nie chcę. Bywałam za to strofowana za to, że tak z tym zwlekam, nazywana egoistką, straszona starością w samotności (dzieci jako polisa na starość to mój ulubiony motyw). Pamiętam, jak kiedyś zbeształa mnie lekarka przy okazji badań okresowych, coś w tonie „najpierw czekają nie wiadomo na co, a potem mają pretensje, że nie mogą zajść w ciążę”. Dodam, że wypaliła z tym tekstem ni stąd, ni zowąd, niep…