Przejdź do głównej zawartości

Prosto i z sercem

Zgodnie z zapowiedzią widzimy się po raz ostatni w tym roku - wracam na blog 5 stycznia (pamiętajcie, wpisy w poniedziałki, środy i piątki), do tego czasu będę odpoczywać od internetu i nie tylko. Zanim przejdę do życzeń, chciałam Wam jeszcze zarekomendować ciekawą lekturę. Grudniowy numer miesięcznika Znak, gdzie można poczytać o różnych aspektach nadmiaru fizycznych dóbr, którego doświadcza nasza część świata (tzw. zachodnia cywilizacja). Szerszą recenzję znajdziecie u Konrada na blogu Droga do prostego życiatam również czekają informacje o możliwości zakupu czasopisma w cenie zniżkowej. 

Dla mnie najciekawszym materiałem był artykuł Marty Dymek (z blogu Jadłonomia, znanego miłośnikom kuchni wegańskiej) o marnowaniu jedzenia. Sama mam jeszcze trochę do nauczenia w tej kwestii, w naszym domu nie marnuje się tak wiele żywności jak dawniej, ale nadal jeszcze zdarza się coś wyrzucić, chociaż mogłoby zostać wykorzystane, gdyby pomyśleć o tym w odpowiednim czasie. Myślę, że w okresie świątecznym, gdy w wielu domach stoły uginają się od potraw, warto podumać nad tym, co zrobić, by jedzenia nie marnotrawić.

Zdjęcie stąd


Wracam do wigilijnych przygotowań. A Wam dziękuję za ten rok, za to, że mnie odwiedzacie, wspieracie, piszecie wiadomości. Nie zapominajcie, że wprawdzie na blogu nie ma opcji komentowania i tymczasowo również na Facebookowym profilu ograniczam swoją aktywność do minimum, lecz zawsze można skontaktować się ze mną za pomocą poczty elektronicznej, adres ajka@prostyblog.com Czasem odpisuję z opóźnieniem, w okresie świątecznym będzie podobnie, ale wszystkie wiadomości mile widziane. 

Życzę Wam tradycyjnie radości - z życia i z bycia razem. Życzę Wam również, aby każdy dzień przynosił nowe powody do zachwycania się pięknem prostoty. I wykorzystajcie te świąteczne dni na cieszenie się bliskością ukochanych ludzi oraz na odpoczynek, lenistwo i zabawę! 

Ściskam Was wszystkich mocno i do zobaczenia w przyszłym roku! 

Popularne posty z tego bloga

Bezdzietna z wyboru

Noszę ten temat w sobie już od dawna, a zabieram się do wpisu od dobrych paru miesięcy. Wprawdzie w głowie jest gotowy, ale trudno mi się przełamać, by go napisać. Sami zobaczycie dlaczego. 
W pierwszej chwili może wydać się Wam, że sprawy, o których będę pisać w tym i kolejnych wpisach, niezbyt są związane z ogólną tematyką bloga, ale tak jest, moim zdaniem, tylko pozornie. Wszak i tutaj, i w swoich książkach dużo mówię o odwadze życia po swojemu oraz o świadomym podejmowaniu decyzji w każdej dziedzinie. 
Po raz pierwszy poproszono mnie o wypowiedź na temat bycia bezdzietną z wyboru kilka lat temu, do jakiegoś materiału prasowego. Nie czułam się jednak na siłach. Wydawało mi się to sprawą zbyt intymną. Nie chciałam też wciągać w to mojego partnera życiowego. Ma prawo do prywatności i nie musi chcieć dzielić się swoimi osobistymi decyzjami z połową internetu, jedynie dlatego, że jego żona jest blogerką i jak na blogerkę przystało, czasem psychicznie oraz emocjonalnie obnaża się w sie…

15 lat później

Przeglądałyśmy niedawno z moją przyjaciółką Kasią stare zdjęcia. Na jednym z nich zobaczyłam osobę, która wydała mi się znajoma. Zapytałam: co to za baba? - Jak to, nie poznajesz, przecież to Ty! 
Po bliższym przyjrzeniu się stwierdziłam, że to prawda. Ja, jak najbardziej ja, w całej okazałości. Po krótkich obliczeniach ustaliłyśmy datę powstania tej fotografii na 2001 rok. Dla mnie rok trudny, zapamiętałam go nie tylko z powodu zamachu na WTC z 11 września. Bardzo byłam wtedy zagubiona, nieszczęśliwa, samotna, chociaż wciąż wśród ludzi. Poszukująca miłości, stabilizacji, bezpieczeństwa, a jednocześnie często działająca na własną szkodę. Bardzo źle, wręcz fatalnie czułam się w swojej skórze. To chyba był czas mojej prawie rekordowej wagi, chociaż wydaje mi się, że w najbliższych miesiącach jeszcze bardziej przytyłam (ale nie chcę tego pamiętać). 
Gdy zobaczyłam to zdjęcie, przeraziłam się, ale też pomyślałam, że chcę go zachować na pamiątkę. I pokazać światu, co może wydać się Wam dz…

Na rozstaju

Wróćmy do tematu niechcenia dzieci. Obiecałam wyjaśnić Wam, czym kierowałam się w procesie podejmowania ostatecznej decyzji w tej kwestii. Nie traktuję tego jako tłumaczenia się, nie widzę powodu, by się tłumaczyć. Uważam jednak, że za rzadko rozmawia się na ten temat, a Wasze pozytywne reakcje pod ostatnim wpisem potwierdzają, że jest taka potrzeba. Może gdybyśmy częściej mówili o tym, dlaczego jedne osoby pragną mieć dzieci, a inne nie, mniej emocji budziłby ten temat? Może łatwiej byłoby o tym mówić? 
Właściwie nie pamiętam, czy ktoś kiedyś pytał mnie CZY chcę mieć dzieci albo DLACZEGO nie chcę. Bywałam za to strofowana za to, że tak z tym zwlekam, nazywana egoistką, straszona starością w samotności (dzieci jako polisa na starość to mój ulubiony motyw). Pamiętam, jak kiedyś zbeształa mnie lekarka przy okazji badań okresowych, coś w tonie „najpierw czekają nie wiadomo na co, a potem mają pretensje, że nie mogą zajść w ciążę”. Dodam, że wypaliła z tym tekstem ni stąd, ni zowąd, niep…