Przejdź do głównej zawartości

Granice inspiracji

Po tym, jak zaprosiłam Was ostatnio na swój pinterestowy profil, naszła mnie refleksja na temat sposobu, w jaki korzystałam z inspiracji kiedyś, a jak robię to teraz. 

Niegdyś gromadziłam mnóstwo materiałów z różnymi pomysłami, niezależnie od tego, czy miałam szanse je wykorzystać, czy też nie. Kolorowe czasopisma, katalogi, wycinki, przepisy kulinarne, pomysły na stroje, fryzury, kosmetyki, robótki ręczne, wykroje, dekoracje stołu i domu. Zbierałam je masowo, ale niewiele z tego wynikało. Śledziłam liczne strony i blogi wnętrzarskie, modowe, kulinarne. Segregatory i foldery na dysku pękały w szwach. Inspiracji wciąż przybywało. Wprawdzie część ze znalezionych pomysłów wprowadzałam w życie, jednak zbyt wiele ich było, aby sprawdzić każdy. Poza tym, wciąż oglądając się na innych, rzadko dopuszczałam do głosu własną pomysłowość. Wmawiałam sobie, że nie potrafię, bo taką mam odtwórczą naturę, pozostawiona sama sobie niczego ciekawego raczej nie wymyślę. 

Z czasem, gdy zdałam sobie sprawę z tego, że zbyt wiele się tego dobra zebrało, a za mało z niego korzystam, zaczęłam ograniczać ilość źródeł inspiracji. Przestałam kupować magazyny wnętrzarskie i kulinarne, robótkowe, znosić do domu każdy atrakcyjnie wyglądający nowy tytuł, gromadzić wycinki i dodawać kolejne zakładki do ulubionych w przeglądarce. Przejrzałam zawartość segregatorów i znacznej części się pozbyłam. Podobnie z zasobami cyfrowymi. 

Zaczęłam pozwalać sobie na własne pomysły.
Lepsze lub gorsze, ale swoje. Okazało się, że z tą moją kreatywnością wcale nie jest źle. Trzeba było tylko pozwolić jej na ujawnienie się. Cudze rozwiązania natomiast traktuję jako bazę, którą mogę dostosować do swoich potrzeb i upodobań.

Nie odkładam już na bok każdego ładnego zdjęcia ani ciekawego przepisu, jeśli wiem, że w najbliższym czasie nie będę miała czasu ani potrzeby go wykorzystać. Po co mi pomysły na aranżację jadalni, skoro takowej nie posiadam i zapewne prędko szansy na nią mieć nie będę? Nie warto gromadzić niezliczonych nowych przepisów na ciasta, skoro niemal nie jadamy słodyczy, a w razie potrzeby mam swój zestaw sprawdzonych ulubieńców. Jeśli okoliczności będą wymagały znalezienia nowego rozwiązania w dowolnej dziedzinie, coś się wymyśli. Albo poszuka odpowiedzi na konkretne pytanie na bieżąco. 

Mam małą poczekalnię pomysłów, które czekają na swoją kolej. Jednak co pewien czas do niej zaglądam i sprawdzam, czy któryś za długo się w niej nie nudzi. Jeśli widzę, że nie ma szans, by się doczekał wykorzystania, usuwam go. Nadmiar inspiracji mnie blokuje. Nie chcę opierać się wyłącznie na zewnętrznych źródłach, chcę także cieszyć się własnymi dziełami. Kontakt z pracami innych ludzi i podpatrywanie sposobu, w jaki tworzą, daje mnóstwo radości i może być dobrą pożywką dla własnej fantazji, pomocą, źródłem nauki, ale czerpanie z osobistych zasobów jest znacznie bardziej satysfakcjonujące. Warto wykorzystywać cudze doświadczenie, ale tylko po to, by poszerzać swoje. 

Dlatego właśnie staram się nie przesadzać z poszukiwaniem wciąż nowych pomysłów, aby nie tłumić moich własnych.

Popularne posty z tego bloga

Uniform minimalistki

Temat osobistego uniformu obracam w głowie już od kilku lat, co najmniej. Jednak jeszcze do niedawna nie czułam się gotowa na to, by ostatecznie zdefiniować go dla siebie. Owszem, wiedziałam, że ciągnie mnie w tym kierunku i że coraz bardziej zbliżam się do wprowadzenia go w życie na co dzień. Jednak jeśli obserwowaliście, być może, moje materiały o kolorowej szafie minimalistki na YouTube, w cyklu, w ramach którego zaprezentowałam całą swoją kapsułową garderobę na wszystkie pory roku, mogliście zauważyć, że wprawdzie mój styl i zestawy ubraniowe były już dość wyraziste i powtarzalne, trudno było by nazwać je uniformem. 
Tak jednak się złożyło, że w międzyczasie zmieniłam tryb życia poprzez powrót do oprowadzania po Krakowie (już nie tylko po Wawelu, jak było parę lat temu), więc o wiele częściej wychodzę pracować poza dom. Oczywiście wymusiło to dostosowanie zawartości szafy i pewne jej uzupełnienia. A jednocześnie kilka ubrań z niej wywędrowało. Z powodu zużycia, ale też zmian w mo…

Minimalizm na Nowy Rok - postanowienia

Nie podejmuję noworocznych postanowień, mówiłam już o tym wielokrotnie. Wolę wprowadzać zmiany wtedy, gdy czuję się do nich gotowa, w dowolnym momencie roku. Nie czekam ze swoimi osobistymi zobowiązaniami do poniedziałku czy pierwszego dnia miesiąca. Od dawna uważam, że początek stycznia jest nienajlepszym momentem na takie działania, bo to czas zimowej ciemnicy, często depresyjnej aury i innych nieprzyjemnych okoliczności. Nie znaczy to jednak, że nie kibicuję osobom, które podejmują noworoczne próby zmiany nawyków. Zawsze warto pracować nad sobą i ulepszaniem swojej codzienności. 
Oto więc kilka moich propozycji na plan zmian/postanowienia noworoczne. Oczywiście można je wykorzystać także w innym czasie, ale można też wdrożyć je, czyniąc użytek z energii, jaką daje ten symboliczny nowy początek, jakim jest pierwszy dzień roku. 
Ważna uwaga na początek: moim zdaniem lepiej jest nie stawiać sobie zbyt ambitnych celów i wprowadzać jednocześnie ostrych restrykcji w wielu dziedzinach ży…

Dziesięć lat z minimalizmem

Za długo mnie tutaj, na blogu, nie było. Powodów ku temu było wiele, nie będę po raz kolejny się tłumaczyć. Jeśli czytasz te słowa, prawdopodobnie chociaż trochę mnie lubisz, więc po prostu przepraszam cię za tę ciszę. Trudno wrócić po tak długiej przerwie, ale jest tylko jeden sposób, by tę trudność przełamać. Usiąść i napisać. 
Mija 10 lat od mojego pierwszego zetknięcia się z koncepcją minimalizmu. Nie sądziłam wtedy, że dekadę później będę go nadal stosować. Co więcej, nawet nie wyobrażałam sobie, że kiedykolwiek poczuję się minimalistką. Od tamtego czasu bardzo wiele w moim życiu się zmieniło. Właściwie pod każdym względem na lepsze. Jeśli śledzisz mojego bloga lub kanał, znasz już dobrze historię tych zmian, nie będę więc tym razem opowiadać tej historii po raz kolejny. 
Nie zastanawiam się, co będzie za kolejne 10 lat. Jaka będę, gdzie i jak będę żyć? Tego nie wie nikt. Być może nie będzie mnie już wśród żywych. Tego też nie wiadomo. Nie ma to zresztą żadnego znaczenia dla teg…