Przejdź do głównej zawartości

Poniedziałek, ale nie blue

Podobno dzisiaj jest najbardziej depresyjny dzień roku, trzeci poniedziałek stycznia, zwany Blue Monday. Może i tak, ale ja nie przyłączę się do grona przybitych. Humor mi dopisuje, bo mogę z Wami podzielić się bardzo dobrą z mojego punktu widzenia wiadomością. 

Przebąkiwałam co nieco w grudniu, że myślę o napisaniu drugiej książki. Pierwsza miała być wprowadzeniem do minimalizmu i oswojeniem tematu, odczarowaniem i rozprawieniem się ze stereotypami, które zdążyły już powstać w związku z nim. Pisałam ją dla czytelnika, który albo nie wie, czym jest minimalizm, albo ma o nim niejasne lub może nawet fałszywe wyobrażenie. Już kończąc ją, miałam poczucie, że nie jest to ostatnie słowo, które mogłabym napisać o prostym życiu i o zastosowaniach minimalizmu w różnych dziedzinach. Nie sposób zamknąć tyle doświadczeń w jednym tomie. Chciałam móc napisać też pozycję skierowaną do osób, które wiedzą coś więcej i są nadal zainteresowane pogłębianiem tej wiedzy. 

Mogę wreszcie oficjalnie potwierdzić, że kontynuacja Minimalizmu po polsku pisze się i zostanie opublikowana.
Za wcześnie jeszcze na podawanie terminu i konkretów. Cieszę się, że będę mogła skorzystać z wiedzy i umiejętności związanych z samym warsztatem pisarskim, które udało się zdobyć przy pisaniu debiutu. Z jednej strony będzie łatwiej pod wieloma względami, z drugiej wyzwanie nadal duże - nie będę przecież chciała powtarzać myśli i spostrzeżeń już przedstawionych wcześniej.

Wiem również, że rozsądnym będzie nie upierać się przy założeniu publikowania trzech wpisów tygodniowo na blogu. Pisanie książki jest procesem bardzo wymagającym i absorbującym, a przecież poza tym będę nadal prowadzić normalne życie rodzinne. I pracować zawodowo, bowiem wbrew powszechnym wyobrażeniom ciężko by było wyżyć z samego pisania. Książek raczej nie pisze się dla pieniędzy. 
Częstotliwość dwóch wpisów wydaje mi się całkiem przyzwoita i wykonalna. Myślę, że najlepsze będą poniedziałki i czwartki, taki rozkład pasuje do harmonogramu moich różnych zajęć. Zobaczymy, jak będzie w praktyce. 

Sporo pracy przede mną, ale cieszę się na tę perspektywę. I miło mi, że mogłam się z Wami podzielić tą osobistą radością. Tym bardziej, że często zgłaszaliście mi życzenie, abym nadal pisała, bo chcecie przeczytać kolejne moje książki. Robi się więc, zgodnie z życzeniami!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

15 lat później

Przeglądałyśmy niedawno z moją przyjaciółką Kasią stare zdjęcia. Na jednym z nich zobaczyłam osobę, która wydała mi się znajoma. Zapytałam: co to za baba? - Jak to, nie poznajesz, przecież to Ty! 
Po bliższym przyjrzeniu się stwierdziłam, że to prawda. Ja, jak najbardziej ja, w całej okazałości. Po krótkich obliczeniach ustaliłyśmy datę powstania tej fotografii na 2001 rok. Dla mnie rok trudny, zapamiętałam go nie tylko z powodu zamachu na WTC z 11 września. Bardzo byłam wtedy zagubiona, nieszczęśliwa, samotna, chociaż wciąż wśród ludzi. Poszukująca miłości, stabilizacji, bezpieczeństwa, a jednocześnie często działająca na własną szkodę. Bardzo źle, wręcz fatalnie czułam się w swojej skórze. To chyba był czas mojej prawie rekordowej wagi, chociaż wydaje mi się, że w najbliższych miesiącach jeszcze bardziej przytyłam (ale nie chcę tego pamiętać). 
Gdy zobaczyłam to zdjęcie, przeraziłam się, ale też pomyślałam, że chcę go zachować na pamiątkę. I pokazać światu, co może wydać się Wam dz…

Lekcje szczęścia – 3. Ogarnij się!

Dzień dobry w Nowym Roku! Jak tam Wasze postanowienia noworoczne? Lubicie je podejmować? Udaje się Wam ich dotrzymywać?
Jeszcze parę lat temu też robiłam podsumowania starego roku, a z początkiem nowego po raz kolejny podejmowałam projekt „Nowa ja”. Do pewnego momentu niestety dość nieskutecznie, entuzjazm szybko opadał i próby zmian kończyły się porażką. Schemat ten ostatecznie przeszedł do przeszłości wraz z rozpoczęciem stosowania podejścia minimalistycznego. Po prostu zaczęłam naprawdę zmieniać swoje nawyki w miarę ich identyfikowania i przestałam czekać z wprowadzaniem zmian do poniedziałku albo początku roku. Gdy stwierdzałam, że jakieś moje zachowanie mi przeszkadza i wymaga korekty, od razu zabierałam się do pracy nad nim. Stopniowej, ale skutecznej. Gdy nie udawało się jedną metodą, próbowałam innych. 
Nie o to chodzi, że nie widzę sensu w podejmowaniu noworocznych postanowień. Nawet więcej, myślę, że warto wykorzystać potencjał „nowego początku”, jaki daje zmiana daty w kal…

Lepiej

Przed urlopem pisałam o bezdzietności z wyboru. Mam jeszcze parę refleksji, które nie dotyczą istoty sprawy (mienia/niemienia dzieci), ale są z nią powiązane. 
Ludzie często lubią formułować różne złote rady czy ogólne stwierdzenia, które wydają się im słuszne i cenne: lepiej mieszkać na wsi. Lepiej mieszkać w mieście. Lepiej mieć samochód/jeździć na rowerze/poruszać się piechotą. Lepiej jeść mięso/być wegetarianinem/weganinem. Lepiej jeść gluten/nie jeść glutenu. Mieć mieć wiele dzieci/mieć dwoje dzieci/jedno dziecko/nie mieć dzieci. Lepiej biegać/ chodzić na siłownię/ćwiczyć jogę/gimnastykować się w domu. Być minimalistą/tarzać się w konsumpcji. Można by tak wymieniać w nieskończoność, wymieniłam tylko kilka dziedzin, które akurat wydają mi się częstym przedmiotem tego rodzaju sądów.
Zazwyczaj uważa się, że „lepiej” jest robić tak, jak się samemu wybrało. Często dlatego, że jest się ze swojego wyboru zadowolonym i wydaje się, że skoro nam jest z tym dobrze, to innym też pewnie będz…