Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z luty, 2015

Dni czterdzieści

Chrześcijanie przechodzą teraz okres wielkiego postu, czas pokuty, modlitwy i rezygnacji. Jak wiecie, nie jestem związana z żadnym kościołem, ale uważam umiejętność wyznaczania sobie granic za bardzo istotną dla rozwoju człowieka. Ćwiczę samoograniczanie w różnych dziedzinach życia przez cały rok, nie tylko w poście. Uważam, że bardzo pomaga ono w poznaniu siebie i we wzmocnieniu ducha. Hartuje. Uczy dystansu, do siebie i do świata. 
Chciałam Was podpytać o to, czy Wy, jeśli wierzycie i praktykujecie, wyznaczacie sobie na ten czas jakieś szczególne zadania wymagające rezygnacji z jakiegoś przyzwyczajenia lub udogodnienia? Czy ci z Was, którzy nie są osobami wierzącymi, stosują jakieś formy samoograniczania w tym czy w innym czasie? Podejrzewam, że tak, bo skoro blog skupia osoby zainteresowane tematyką prostoty i minimalizmu, zapewne nie brakuje wśród Czytelników osób, które doceniają znaczenie takich praktyk. Minimalizm uczy dobrowolnej rezygnacji z tego, co nieistotne, a czasem naw…

Instrukcja obsługi do świata

Czasem w internetowych dyskusjach pojawiają się sarkastyczne uwagi, gdy ktoś poleca jakąś konkretną lekturę na temat minimalizmu. Zwykle typu: czy koniecznie, aby zostać minimalistą, trzeba kupić (i - w domyśle - przeczytać) nieskończoną liczbę książek o minimalizmie? 
Może nieco zaskoczy niektórych moja opinia, jako osoby, która sama taką pozycję popełniła i nie da się ukryć, że ma w tym pewien interes, by jej książkę kupowano, czytano i polecano. Otóż, moim zdaniem, wcale nie trzeba czytać ani książek na ten temat, ani blogów, aby nauczyć się żyć prosto. 
Można do tego dojść zupełnie samodzielnie. Niektórym osobom takie podejście do życia przychodzi naturalnie, bez szczególnych starań. Inaczej nie potrafią, takie są od zawsze. Na przykład blogerka The Adamant Wanderer, która tak pisze we wpisie Living like a minimalist(blog jest dwujęzyczny): Minimalizm jest mi bliski, a jednocześnie jest to kwestia, którą nigdy się głębiej nie interesowałam. Nie przeczytałam na ten temat żadnej ksi…

Zawracanie głowy

Od czasu, gdy zmieniłam fryzurę, nie raz zdarza mi się myśleć o tym, na jakie czynności szkoda mi czasu, a na jakie zupełnie nie. To w ujęciu ogólnym temat na osobny wpis, ale dzisiaj ograniczę się tylko do kwestii związanych z wyglądem (garderobą, fryzurą, dbaniem o siebie). 
Uważam estetyczny i schludny wygląd za bardzo istotną sprawę. W końcu nie raz jesteśmy oceniani błyskawicznie wyłącznie na podstawie pierwszego wrażenia. Człowiek powinien czuć się dobrze w swojej skórze, wygląd nie powinien w niczym przeszkadzać. Ideałem byłoby, aby nie musieć zastanawiać się nad tym, jak się wygląda, od momentu porannych ablucji i ubrania się do wieczornego przygotowania do spania, pomijając kontrolny rzut oka do lustra przy okazji wizyt w toalecie.

W krainie zachcianek i pokus

Przesłała mi jedna z Czytelniczek zapytanie o to, jak nauczyć się dyscypliny, by radzić sobie z zakupowymi zachciankami. Pomyślałam, że warto odpowiedzieć na blogu, bo to kwestia dotycząca zapewne wielu osób i nie tylko tych, którzy dopiero zaczynają stawiać swoje kroki na minimalistycznej drodze. 
Owa Czytelniczka założyła na przykład, że mnie już ten problem nie dotyczy. Można by zapewne tak pomyśleć, przecież spore mam już doświadczenie w tej dziedzinie, zakupoholizm dawno opanowałam i nieraz pisałam, że rozważnie robię zakupy i potrafię nie ulegać słabości. Nie oznacza to jednak wcale, że nie miewam zachcianek, pokus i pragnienia, by wyjąć kartę kredytową i zaszaleć pod wpływem nastroju chwili.

Pokusy rzecz ludzka. Nawet ascetom się zdarzają. Rzecz jednak nie w tym, by ich nie mieć, lecz by sobie z nimi radzić. O rozmaitych technikach nieulegania zachciankom pisałam już wielokrotnie i tutaj, i w książce, nie chciałabym się powtarzać.

Rzeczy policzalne

Myślę sobie ostatnio o policzeniu rzeczy, jak wspominałam w niedawnym wpisie. Nie zmieniłam jednak zdania co do wyzwania 100 czy 50 rzeczy, czyli do narzucania sobie z góry jakiejś określonej liczby posiadanych przedmiotów. Moim zdaniem nie ma to sensu, to tylko zabawa liczbami. Liczący dokonują różnych śmiesznych zabiegów, nie liczą przedmiotów czy sprzętów, z którymi dzielą się z innymi osobami, pozbywają się przedmiotów tylko po to, by zmniejszyć ilość pozycji na liście. 
Na znanym zapewne anglojęzycznym czytelnikom blogu The Minimalists jeden z autorów, Joshua Fields Millburn, zamieścił wpis „Everything I own: My 288 things”, w którym opisuje, jak policzył wszystko co posiada i doliczył się 288 sztuk. Nie wiem kiedy, być może to już jakaś prehistoryczna staroć, nie śledzę tego bloga na bieżąco. Mieszka sam, policzył nie tylko tzw. rzeczy osobiste, ale także wyposażenie domu, materiały zużywalne, meble, elektronikę. We wpisie zamieścił listę, ale by nie zamęczyć czytelników, pogru…

Wylogowana/zalogowana

Na czas od połowy grudnia do końca stycznia zrezygnowałam z korzystania z Facebooka do celów prywatnych, w ograniczonym zakresie używałam go w ramach profilu bloga. Na początku nie byłam pewna, czy po tym okresie wrócę na dobre, czy też całkowicie zniknę z tego serwisu. Potrzebowałam od niego odpocząć i nabrać dystansu. Czułam, że korzystanie z FB źle wpływa na moją zdolność utrzymania koncentracji, bardziej niż inne formy aktywności w sieci. 
Te około 6 tygodni wylogowania upłynęło zaskakująco łatwo. Zdarzały się momenty, gdy odruchowo chciałam wejść na FB, by podzielić się ze znajomymi ciekawym czy zabawnym znaleziskiem, komicznym rysunkiem czy ładnym zdjęciem, interesującym artykułem. Czasem ktoś z rodziny pytał: jak to, nie widziałaś tych zdjęć, które zamieściłem? Albo znajomi rozmawiali o  śmiesznym filmie, o którym nie miałam pojęcia. W takich przypadkach pokazywano mi na miejscu wspomniany materiał, więc nic naprawdę wartego zobaczenia mnie nie ominęło. 
Fejsbukowy odwyk w żad…

Blog roku

Czytelnicy pytają mnie, dlaczego Prosty blog nie startuje w konkursie na Blog Roku. Szczerze mówiąc, nie przyszło mi nawet do głowy, że mogłabym stanąć w szranki. Chyba na tym etapie życia nie mam ochoty z własnej woli uczestniczyć w jakiejkolwiek formie rywalizacji. Zbyt wiele w naszym świecie jest tego nieustannego porównywania się, tworzenia rankingów, list the best of... Za dużo starania się o lajki, głosy poparcia i akceptacji. 
Gdy tegoroczna edycja ruszyła, widzę, że tym bardziej nie chciałabym w niej uczestniczyć, bo startują w konkursie blogi, które uwielbiam i czytam pasjami - między innymi Simplicite, Droga do prostego życia. Pisane przez ludzi, których znam osobiście, cenię i podziwiam. Za żadne skarby świata nie chciałabym rywalizować z nimi, zmuszać kogokolwiek do wyborów typu kogo lubisz bardziej, mamusię czy tatusia? Przecież czytają nas (i lubią) często te same osoby. 
Sama oddałam głos na Drogę do prostego życia. Blog pisany przez Konrada i osoby, które udało mu się…

Cichosza

Od kilku dni robię generalne porządki w mieszkaniu. Nie miałam czasu na nie przed Świętami, zresztą uważam, że takie działania najlepiej przeprowadzać wtedy, gdy się ma czas, ochotę i rzeczywistą potrzebę, a nie według odgórnie narzuconych konwenansów. W grudniu zwykle inne mam sprawy na głowie niż wymiatanie kurzu z kątów i pucowanie domu na wysoki połysk. Jednak w sens gruntownego oczyszczenia przestrzeni raz na jakiś czas (częstotliwość każdy musi wybrać według swoich kryteriów) wierzę, a zima jest dobrym okresem na takie działania. W przerwach w pracy nad tłumaczeniami zaglądam więc w poszczególne kąty, wymiatam, pucuję i oczywiście przy okazji znajduję różne przedmioty, które przestały wydawać się potrzebne. Zabawne, że z czasem coraz mniej rzeczy wydaje mi się niezbędnych. Granica wciąż się przesuwa. 
W komentarzu do swojego ostatniego wpisu Tofalaria napisała o przesuwającym się horyzoncie, że jej „optimum przesuwa się coraz dalej w stronę minimalizmu rozumianego wprost - jako …

Zaproszenie do rozmowy

Stali Czytelnicy wiedzą, że zdarzało mi się już eksperymentować z włączaniem i wyłączaniem komentarzy. Przyczyny były rozmaite. Jedną z nich było to, że nie byłam dostatecznie odporna na krytykę. Kolejną fakt, że nigdy nie gustowałam szczególnie w internetowych dyskusjach. Nie jestem zwierzęciem forumowym. Sama bardzo rzadko zostawiam komentarze, nawet w miejscach, które bardzo lubię, Wolę napisać e-maila do autora, jeśli mam mu coś ważnego do powiedzenia. 
Innym ograniczeniem jest czas - jestem aktywną życiowo osobą i po prostu trudno mi było i jest wygospodarowywać go na moderowanie dyskusji, śledzenie reakcji czy usuwanie ewentualnego spamu. Wiem, że prawie każdy komentujący oczekuje odpowiedzi na swój komentarz, a ja nie jestem w stanie tym oczekiwaniom sprostać. Natomiast zatrudnienie moderatora nie wchodzi w grę.

Golden brown

Jestem Wam winna ciąg dalszy opowieści o swoich poszukiwaniach kolorystycznych w odniesieniu do garderoby, bo w czwartek ledwie napoczęłam temat. 
Okres całkowicie czarny trwał dobre parę lat. Zaczął się jeszcze na studiach i trwał długo po ich zakończeniu - możliwe, gdy się dobrze zastanowić, że prawie 10 lat. Zdarzały się okresowo jakieś odstępstwa, ale rzadko. I tak zawsze najchętniej wracałam do czerni, jak do bezpiecznej ciepłej dziupli. Ukrywałam się w niej, maskowałam niepewność siebie, kompleksy, brak akceptacji dla ciała. Czułam się w niej szczuplejsza, bardziej seksowna, nieco tajemnicza. Interesująca. 
Gdy kompleksów ubywało, a na ich miejsce pojawiała się coraz większa pewność siebie, przestałam czuć potrzebę wtapiania się w otoczenie i zasłaniania czernią. Zaczęły się poszukiwania kolorystyczne i wycieczki w różne strony. Nieco po omacku. Próbowałam znaleźć materiały na temat analizy kolorystycznej typu urody, jednak nie udawało mi się znaleźć niczego naprawdę przekonują…