Przejdź do głównej zawartości

Blog roku

Czytelnicy pytają mnie, dlaczego Prosty blog nie startuje w konkursie na Blog Roku. Szczerze mówiąc, nie przyszło mi nawet do głowy, że mogłabym stanąć w szranki. Chyba na tym etapie życia nie mam ochoty z własnej woli uczestniczyć w jakiejkolwiek formie rywalizacji. Zbyt wiele w naszym świecie jest tego nieustannego porównywania się, tworzenia rankingów, list the best of... Za dużo starania się o lajki, głosy poparcia i akceptacji. 

Gdy tegoroczna edycja ruszyła, widzę, że tym bardziej nie chciałabym w niej uczestniczyć, bo startują w konkursie blogi, które uwielbiam i czytam pasjami - między innymi Simplicite, Droga do prostego życia. Pisane przez ludzi, których znam osobiście, cenię i podziwiam. Za żadne skarby świata nie chciałabym rywalizować z nimi, zmuszać kogokolwiek do wyborów typu kogo lubisz bardziej, mamusię czy tatusia? Przecież czytają nas (i lubią) często te same osoby. 

Sama oddałam głos na Drogę do prostego życia. Blog pisany przez Konrada i osoby, które udało mu się skupić wokół siebie, moim zdaniem w pełni zasługuje na to, by go promować, aby koncepcja dobrowolnej prostoty miała szansę dotrzeć do większego grona odbiorców. Jeśli jeszcze nie zagłosowaliście, a chcielibyście poprzeć swoim głosem ludzi, którzy prostotą żyją na co dzień, informacje o głosowaniu znajdziecie tutaj. Głosować można do 10 lutego. Trzymam kciuki za Konrada i ekipę! Głosowanie sms-owe jest płatne, ale środki zostaną przekazane na cel charytatywny, sms kosztuje 1,23 zł. 

Popularne posty z tego bloga

Ajka Minimalistka - kolejny rozdział

Zgodnie z zapowiedzią rozpoczynam kolejny rozdział. Prosty blog - czyli to miejsce, niestety nie odpowiada już moim potrzebom. To znaczy nie odpowiada mi ta platforma, na której go piszę, blogspot. Jej niedostosowanie do moich obecnych wymagań nie tłumaczy oczywiście rzadkiej publikacji tekstów w ostatnich latach, ale prawdą jest, że na pewno nie pomagało w pisaniu. Nie ma co jednak szukać wymówek czy wytłumaczeń.  Prosty blog pozostaje tutaj, nie znika. Wiem, że są wśród Was osoby, które wciąż lubią wracać do starych wpisów. Jednak od teraz nowe treści będę publikować w nowym miejscu, do którego serdecznie Was zapraszam. Moje nowe blogowe gospodarstwo nazywa się Ajka Minimalistka i znajdziecie go pod tym adresem . Będą się tam pojawiać nie tylko wpisy, ale również w osobnej zakładce można znaleźć wszystkie odcinki podcastu, który nagrywam od kilku miesięcy.  Zapraszam, do poczytania, posłuchania i zobaczenia! 

Uniform minimalistki

Temat osobistego uniformu obracam w głowie już od kilku lat, co najmniej. Jednak jeszcze do niedawna nie czułam się gotowa na to, by ostatecznie zdefiniować go dla siebie. Owszem, wiedziałam, że ciągnie mnie w tym kierunku i że coraz bardziej zbliżam się do wprowadzenia go w życie na co dzień. Jednak jeśli obserwowaliście, być może, moje materiały o kolorowej szafie minimalistki na YouTube , w cyklu, w ramach którego zaprezentowałam całą swoją kapsułową garderobę na wszystkie pory roku, mogliście zauważyć, że wprawdzie mój styl i zestawy ubraniowe były już dość wyraziste i powtarzalne, trudno było by nazwać je uniformem.  Tak jednak się złożyło, że w międzyczasie zmieniłam tryb życia poprzez powrót do oprowadzania po Krakowie (już nie tylko po Wawelu, jak było parę lat temu), więc o wiele częściej wychodzę pracować poza dom. Oczywiście wymusiło to dostosowanie zawartości szafy i pewne jej uzupełnienia. A jednocześnie kilka ubrań z niej wywędrowało. Z powodu zużycia, ale też zmian

Za komuny to dopiero był minimalizm

Pod jednym z niedawnych wpisów Czytelniczka i blogerka My Slow Nice Life napisała w komentarzu, że „ s woją drogą, jak sobie przypomnę moje życie z rodzicami za komuny, to widzę, jak bardzo minimalistyczne i jak bardzo slow było. Wszystko poukładane. W głowie i w życiu. ” Uśmiechnęłam się do siebie, czytając te słowa, bo często o tym myślę, zresztą w książce też będzie o tym mowa.  Jak najdalsza jestem od gloryfikowania tego, jak żyło się za Polski Ludowej. Pamiętam to dobrze, w chwili przemian ustrojowych byłam dorastającą panienką, nie jest mi trudno przywołać wspomnienia tamtych czasów, zresztą rozmawiamy o nich nieraz z rodziną i znajomymi, myślę, że większość z nas ma dość wyważony stosunek do okresu PRL-u. Nikt z nas nie wzdycha z tęsknotą, nie twierdzi, że za komuny żyło się lepiej. Pewnie, że nie. Trzeba mieć coś nie tak z pamięcią, żeby tak twierdzić.  Jednak faktem jest, że tamte siermiężne realia wymuszały proste życie, bardzo slow. Warto o tym porozmawiać.