Przejdź do głównej zawartości

Cichosza

Od kilku dni robię generalne porządki w mieszkaniu. Nie miałam czasu na nie przed Świętami, zresztą uważam, że takie działania najlepiej przeprowadzać wtedy, gdy się ma czas, ochotę i rzeczywistą potrzebę, a nie według odgórnie narzuconych konwenansów. W grudniu zwykle inne mam sprawy na głowie niż wymiatanie kurzu z kątów i pucowanie domu na wysoki połysk. Jednak w sens gruntownego oczyszczenia przestrzeni raz na jakiś czas (częstotliwość każdy musi wybrać według swoich kryteriów) wierzę, a zima jest dobrym okresem na takie działania. W przerwach w pracy nad tłumaczeniami zaglądam więc w poszczególne kąty, wymiatam, pucuję i oczywiście przy okazji znajduję różne przedmioty, które przestały wydawać się potrzebne. Zabawne, że z czasem coraz mniej rzeczy wydaje mi się niezbędnych. Granica wciąż się przesuwa. 

W komentarzu do swojego ostatniego wpisu Tofalaria napisała o przesuwającym się horyzoncie, że jej optimum przesuwa się coraz dalej w stronę minimalizmu rozumianego wprost - jako mało. To nie znaczy, że mam 100 rzeczy albo że kiedykolwiek będę tylko tyle mieć, ale ta koncepcja powoli staje się dla mnie wyobrażalna. Zapowiedziała też, że rozwinie tę myśl, mam nadzieję, że tak uczyni, bardzo ciekawa jestem jej spostrzeżeń. Nie po raz pierwszy mogłabym się podpisać pod jej myślą, naprawdę sporo nas łączy, o czym mogłyśmy się nieraz przekonać także podczas naszych spotkań poza internetem. Wątpię, bym miała kiedykolwiek mieć tylko 100 rzeczy (chociaż któż wie...). Jednak im bardziej jestem oswojona z posiadaniem małej ilości przedmiotów, tym łatwiej mi sobie wyobrazić posiadanie tylko 100 (rzeczy osobistych, nie mówimy o całkowitej liczbie przedmiotów w domu, meblach itp.) lub i mniej. Może dla zabawy w końcu zrobię jakąś małą inwentaryzację, może być bardzo zabawnie po podliczeniu. Czy jestem bardzo daleko czy blisko od setki? 



Mam takie poczucie, że im bardziej świat zewnętrzny - poza moją przestrzenią osobistą - jest zatłoczony, wrzaskliwy i nachalny, pstrokaty, przeładowany, tym większą odczuwam potrzebę ciszy, porządku i spokoju w swoim mikroświecie. W znaczeniu fizycznym i przenośnym. Gdy jestem sama w domu, lubię, gdy panuje w nim cisza. Czasem włączam muzykę, ale nie codziennie. W kontraście do ciszy jest wspaniałą ucztą dla uszu. Delektuję się nią. 

Cieszy mnie ład w szafach i na półkach. Ta wygoda, gdy nie trzeba niczego szukać, gdy wszystko jest na swoim miejscu. 

Im większe naokoło nieopanowanie i nieograniczenie, tym bardziej radują mnie granice, które sobie wyznaczam. Coraz mniej bodźców, ale za to coraz lepsze. Takie, które nie męczą, lecz wzbogacają. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Sprzątanie zaczyna się w głowie

Nie jestem odkrywcza, twierdząc, że sprzątanie zaczyna się w głowie. Jak wiele innych procesów. Odchudzanie, wypoczywanie, zmiany.

Zacznijmy od jego postrzegania. Często przedstawia się sprzątanie jako czynności nielubiane i nużące. Niektórzy wręcz nim pogardzają i uważają za zajęcie niegodne. To chyba spuścizna czasów, gdy porządki były domeną kobiet oraz osób ubogich lub nisko urodzonych. Nadal zdarza się, że nie szanuje się osób, które zajmują się sprzątaniem zawodowo. Znam osobę, która zatrudnia panią do sprzątania domu wcale nie dlatego, że nie ma czasu, siły czy możliwości, ale dlatego właśnie, że uważa to zajęcie za poniżające, niegodne. 


Wielu ludzi nie lubi sprzątać, bo to ich zdaniem strata czasu, syzyfowa praca, którą trzeba zaczynać od nowa, gdy tylko się skończy. Jednak naturalnym jest, że próbuje się unikać tego,  czego się nie lubi. Opóźnia, robi byle jak, byle było. Szuka wymówek, by usprawiedliwić to, że znów miało się coś innego do zrobienia. 
Czym to grozi?  Tym, że …

Moje pierwsze 500+ i prezent dla czytelników

W listopadzie 2009 r. powstał pierwszy wpis na blogu, który wówczas nazwałam Minimalistka (w serwisie blox). Nosił tytuł Trudne początkii zaczynał się tak: Tytuł blogu jest nieco na wyrost. Nie jestem minimalistką. Może kiedyś będę. Staram się ograniczać liczbę posiadanych rzeczy, upraszczać swoje życie i otaczającą mnie przestrzeń, uczę się świadomie kupować. Dążę do wyeliminowania tego, co zbędne. Walczę z tendencją do gromadzenia przedmiotów i kupowania wciąż nowych rzeczy.  Minęło nieco ponad 8 lat i w tym czasie napisałam w sumie 500 wpisów, łącznie z dzisiejszym.
Gdy zaczynałam, nie miałam najmniejszego pojęcia, dokąd mnie to zaprowadzi. Czułam potrzebę dzielenia się swoim doświadczeniem, wrażeniami z przygody, jaką okazało się stosowanie minimalizmu w praktyce. Z czasem blog stał się zapisem różnych moich przeżyć i przemyśleń, a także relacją z procesu zmian w wielu dziedzinach życia.

DDTVN, Dojrzewalnia Liderek i trudny powrót do codzienności

Trudno jest mi wrócić do normalnego rytmu pisania i nagrywania. Nie mogę się przemóc, by znów pisać o zwykłych, codziennych sprawach. 
Zawsze wydawało mi się, że w żałobie po stracie jednej z najbliższych osób będę przede wszystkim płakać. A tymczasem rzadko mam na to ochotę. Smutek dotyka mnie w zupełnie inny sposób. Siedzi gdzieś głęboko i nieszczególnie mam ochotę go uwalniać. Nastrój faluje, czasem więcej we mnie gniewu na to, że Taty już nie ma, czasem więcej czułości i wdzięczności za to, że był z nami tak długo, ile było to możliwe. 
Blog i kanał na YouTube chwilowo zeszły na dalszy plan, bo moje serce i myśli są teraz gdzie indziej. Są inne ważne sprawy do załatwienia i uporządkowania, część dotyczy przeszłości, część jest istotna dla przyszłości niektórych osób z naszej rodziny, skupiam się więc na tych formalnościach, spotkaniach i załatwianiach. 
Wiem, że z czasem będę czuła coraz silniejszą potrzebę komunikowania się z Wami, czytelnikami i widzami. Z czasem też łatwiej bę…