Przejdź do głównej zawartości

Dni czterdzieści

Chrześcijanie przechodzą teraz okres wielkiego postu, czas pokuty, modlitwy i rezygnacji. Jak wiecie, nie jestem związana z żadnym kościołem, ale uważam umiejętność wyznaczania sobie granic za bardzo istotną dla rozwoju człowieka. Ćwiczę samoograniczanie w różnych dziedzinach życia przez cały rok, nie tylko w poście. Uważam, że bardzo pomaga ono w poznaniu siebie i we wzmocnieniu ducha. Hartuje. Uczy dystansu, do siebie i do świata. 

Chciałam Was podpytać o to, czy Wy, jeśli wierzycie i praktykujecie, wyznaczacie sobie na ten czas jakieś szczególne zadania wymagające rezygnacji z jakiegoś przyzwyczajenia lub udogodnienia? Czy ci z Was, którzy nie są osobami wierzącymi, stosują jakieś formy samoograniczania w tym czy w innym czasie? Podejrzewam, że tak, bo skoro blog skupia osoby zainteresowane tematyką prostoty i minimalizmu, zapewne nie brakuje wśród Czytelników osób, które doceniają znaczenie takich praktyk. Minimalizm uczy dobrowolnej rezygnacji z tego, co nieistotne, a czasem nawet i z tego, co ważne, ale nie aż tak bardzo.

Zrezygnować na stałe lub czasowo można z bardzo wielu spraw i rzeczy. Z jedzenia słodyczy, używek, przyjemności i rozrywek, zakupów, korzystania z internetu... To chyba najbardziej znane i najczęstsze formy wyrzeczenia. Ciekawa jestem Waszych doświadczeń. Czego łatwo się Wam wyrzec, a co wydaje się wyzwaniem niemożliwym? 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Roczny post zakupowy

Bardzo potrzebowałam tak długiej przerwy w blogowaniu. Rozwijanie kanału na YouTube pochłania dużo wysiłku i uwagi, a wciąż wielu rzeczy muszę się nauczyć i nie wszystko jeszcze wychodzi mi tak, jakbym chciała. Jednak uczę się, a oglądających przybywa, od maja uzbierało się już ponad 600 subskrybentów i odbiór materiałów, które publikuję, jest pozytywny, co zachęca do dalszej pracy w tym kierunku.
Dałam sobie czas, by zdecydować, czy chcę nadal pisać bloga, a jeśli tak, jak to pisanie ma w przyszłości wyglądać. Wiem, że aby Wam czytało się dobrze to, co tworzę, nie mogę traktować blogowania jako obowiązku. Tylko wtedy, gdy będę pisać z wewnętrznej potrzeby i z przyjemnością, będzie to miało sens. 
Minęło kilka miesięcy. Wystarczająco dużo czasu, bym mogła spojrzeć z dystansem na to, w jaki sposób chcę kontynuować swoją internetową działalność. Doszłam do wniosku, że najlepiej będzie połączyć jej dwa rodzaje, tak, by się wzajemnie uzupełniały. Blog daje możliwość dokładniejszego wyjaś…

Sprzątanie zaczyna się w głowie

Nie jestem odkrywcza, twierdząc, że sprzątanie zaczyna się w głowie. Jak wiele innych procesów. Odchudzanie, wypoczywanie, zmiany.

Zacznijmy od jego postrzegania. Często przedstawia się sprzątanie jako czynności nielubiane i nużące. Niektórzy wręcz nim pogardzają i uważają za zajęcie niegodne. To chyba spuścizna czasów, gdy porządki były domeną kobiet oraz osób ubogich lub nisko urodzonych. Nadal zdarza się, że nie szanuje się osób, które zajmują się sprzątaniem zawodowo. Znam osobę, która zatrudnia panią do sprzątania domu wcale nie dlatego, że nie ma czasu, siły czy możliwości, ale dlatego właśnie, że uważa to zajęcie za poniżające, niegodne. 


Wielu ludzi nie lubi sprzątać, bo to ich zdaniem strata czasu, syzyfowa praca, którą trzeba zaczynać od nowa, gdy tylko się skończy. Jednak naturalnym jest, że próbuje się unikać tego,  czego się nie lubi. Opóźnia, robi byle jak, byle było. Szuka wymówek, by usprawiedliwić to, że znów miało się coś innego do zrobienia. 
Czym to grozi?  Tym, że …

Moje pierwsze 500+ i prezent dla czytelników

W listopadzie 2009 r. powstał pierwszy wpis na blogu, który wówczas nazwałam Minimalistka (w serwisie blox). Nosił tytuł Trudne początkii zaczynał się tak: Tytuł blogu jest nieco na wyrost. Nie jestem minimalistką. Może kiedyś będę. Staram się ograniczać liczbę posiadanych rzeczy, upraszczać swoje życie i otaczającą mnie przestrzeń, uczę się świadomie kupować. Dążę do wyeliminowania tego, co zbędne. Walczę z tendencją do gromadzenia przedmiotów i kupowania wciąż nowych rzeczy.  Minęło nieco ponad 8 lat i w tym czasie napisałam w sumie 500 wpisów, łącznie z dzisiejszym.
Gdy zaczynałam, nie miałam najmniejszego pojęcia, dokąd mnie to zaprowadzi. Czułam potrzebę dzielenia się swoim doświadczeniem, wrażeniami z przygody, jaką okazało się stosowanie minimalizmu w praktyce. Z czasem blog stał się zapisem różnych moich przeżyć i przemyśleń, a także relacją z procesu zmian w wielu dziedzinach życia.