Przejdź do głównej zawartości

Dni czterdzieści

Chrześcijanie przechodzą teraz okres wielkiego postu, czas pokuty, modlitwy i rezygnacji. Jak wiecie, nie jestem związana z żadnym kościołem, ale uważam umiejętność wyznaczania sobie granic za bardzo istotną dla rozwoju człowieka. Ćwiczę samoograniczanie w różnych dziedzinach życia przez cały rok, nie tylko w poście. Uważam, że bardzo pomaga ono w poznaniu siebie i we wzmocnieniu ducha. Hartuje. Uczy dystansu, do siebie i do świata. 

Chciałam Was podpytać o to, czy Wy, jeśli wierzycie i praktykujecie, wyznaczacie sobie na ten czas jakieś szczególne zadania wymagające rezygnacji z jakiegoś przyzwyczajenia lub udogodnienia? Czy ci z Was, którzy nie są osobami wierzącymi, stosują jakieś formy samoograniczania w tym czy w innym czasie? Podejrzewam, że tak, bo skoro blog skupia osoby zainteresowane tematyką prostoty i minimalizmu, zapewne nie brakuje wśród Czytelników osób, które doceniają znaczenie takich praktyk. Minimalizm uczy dobrowolnej rezygnacji z tego, co nieistotne, a czasem nawet i z tego, co ważne, ale nie aż tak bardzo.

Zrezygnować na stałe lub czasowo można z bardzo wielu spraw i rzeczy. Z jedzenia słodyczy, używek, przyjemności i rozrywek, zakupów, korzystania z internetu... To chyba najbardziej znane i najczęstsze formy wyrzeczenia. Ciekawa jestem Waszych doświadczeń. Czego łatwo się Wam wyrzec, a co wydaje się wyzwaniem niemożliwym? 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bezdzietna z wyboru

Noszę ten temat w sobie już od dawna, a zabieram się do wpisu od dobrych paru miesięcy. Wprawdzie w głowie jest gotowy, ale trudno mi się przełamać, by go napisać. Sami zobaczycie dlaczego. 
W pierwszej chwili może wydać się Wam, że sprawy, o których będę pisać w tym i kolejnych wpisach, niezbyt są związane z ogólną tematyką bloga, ale tak jest, moim zdaniem, tylko pozornie. Wszak i tutaj, i w swoich książkach dużo mówię o odwadze życia po swojemu oraz o świadomym podejmowaniu decyzji w każdej dziedzinie. 
Po raz pierwszy poproszono mnie o wypowiedź na temat bycia bezdzietną z wyboru kilka lat temu, do jakiegoś materiału prasowego. Nie czułam się jednak na siłach. Wydawało mi się to sprawą zbyt intymną. Nie chciałam też wciągać w to mojego partnera życiowego. Ma prawo do prywatności i nie musi chcieć dzielić się swoimi osobistymi decyzjami z połową internetu, jedynie dlatego, że jego żona jest blogerką i jak na blogerkę przystało, czasem psychicznie oraz emocjonalnie obnaża się w sie…

15 lat później

Przeglądałyśmy niedawno z moją przyjaciółką Kasią stare zdjęcia. Na jednym z nich zobaczyłam osobę, która wydała mi się znajoma. Zapytałam: co to za baba? - Jak to, nie poznajesz, przecież to Ty! 
Po bliższym przyjrzeniu się stwierdziłam, że to prawda. Ja, jak najbardziej ja, w całej okazałości. Po krótkich obliczeniach ustaliłyśmy datę powstania tej fotografii na 2001 rok. Dla mnie rok trudny, zapamiętałam go nie tylko z powodu zamachu na WTC z 11 września. Bardzo byłam wtedy zagubiona, nieszczęśliwa, samotna, chociaż wciąż wśród ludzi. Poszukująca miłości, stabilizacji, bezpieczeństwa, a jednocześnie często działająca na własną szkodę. Bardzo źle, wręcz fatalnie czułam się w swojej skórze. To chyba był czas mojej prawie rekordowej wagi, chociaż wydaje mi się, że w najbliższych miesiącach jeszcze bardziej przytyłam (ale nie chcę tego pamiętać). 
Gdy zobaczyłam to zdjęcie, przeraziłam się, ale też pomyślałam, że chcę go zachować na pamiątkę. I pokazać światu, co może wydać się Wam dz…

Na rozstaju

Wróćmy do tematu niechcenia dzieci. Obiecałam wyjaśnić Wam, czym kierowałam się w procesie podejmowania ostatecznej decyzji w tej kwestii. Nie traktuję tego jako tłumaczenia się, nie widzę powodu, by się tłumaczyć. Uważam jednak, że za rzadko rozmawia się na ten temat, a Wasze pozytywne reakcje pod ostatnim wpisem potwierdzają, że jest taka potrzeba. Może gdybyśmy częściej mówili o tym, dlaczego jedne osoby pragną mieć dzieci, a inne nie, mniej emocji budziłby ten temat? Może łatwiej byłoby o tym mówić? 
Właściwie nie pamiętam, czy ktoś kiedyś pytał mnie CZY chcę mieć dzieci albo DLACZEGO nie chcę. Bywałam za to strofowana za to, że tak z tym zwlekam, nazywana egoistką, straszona starością w samotności (dzieci jako polisa na starość to mój ulubiony motyw). Pamiętam, jak kiedyś zbeształa mnie lekarka przy okazji badań okresowych, coś w tonie „najpierw czekają nie wiadomo na co, a potem mają pretensje, że nie mogą zajść w ciążę”. Dodam, że wypaliła z tym tekstem ni stąd, ni zowąd, niep…