Przejdź do głównej zawartości

Rzeczy policzalne

Myślę sobie ostatnio o policzeniu rzeczy, jak wspominałam w niedawnym wpisie. Nie zmieniłam jednak zdania co do wyzwania 100 czy 50 rzeczy, czyli do narzucania sobie z góry jakiejś określonej liczby posiadanych przedmiotów. Moim zdaniem nie ma to sensu, to tylko zabawa liczbami. Liczący dokonują różnych śmiesznych zabiegów, nie liczą przedmiotów czy sprzętów, z którymi dzielą się z innymi osobami, pozbywają się przedmiotów tylko po to, by zmniejszyć ilość pozycji na liście. 

Na znanym zapewne anglojęzycznym czytelnikom blogu The Minimalists jeden z autorów, Joshua Fields Millburn, zamieścił wpis Everything I own: My 288 things, w którym opisuje, jak policzył wszystko co posiada i doliczył się 288 sztuk. Nie wiem kiedy, być może to już jakaś prehistoryczna staroć, nie śledzę tego bloga na bieżąco. Mieszka sam, policzył nie tylko tzw. rzeczy osobiste, ale także wyposażenie domu, materiały zużywalne, meble, elektronikę. We wpisie zamieścił listę, ale by nie zamęczyć czytelników, pogrupował rzeczy i podzielił na kategorie. Joshua pisze tak:
However, it is not about “counting your stuff.” Essentially it’s just a parody. But it’s also about being conscious about what you own, it’s about having only things you frequently use, and, ultimately, it’s about appreciating what you have because you have less stuff.
(W wolnym tłumaczeniu: Jednak nie chodzi o policzenie swoich rzeczy”. W istocie to tylko parodia. Ale chodzi też o to, by być świadomym wszystkiego, co się posiada, o to, by posiadać tylko rzeczy, których często się używa, a także o to, by doceniać to, co się ma, ponieważ ma się mniej.)

Autor twierdzi, że nie jest przywiązany do tej liczby (288), rzeczy może przybywać lub ubywać w zależności od potrzeb, nie zamierza też jej aktualizować w miarę zmian. Traktuje ten wykaz jako inwentarz swojego stanu posiadania, zapis chwili, który ma być narzędziem pomagającym bardziej docenić to, co ma. 


Joshua Fields Millburn w swoim lofcie
Podoba mi się takie podejście - zgadzam się co do tego, że nie warto sobie zawracać głowy aktualizowaniem takich list, tak samo, jak nie należy sobie wyznaczać jakiś odgórnych wytycznych co do ilości posiadanych w pojedynkę lub kolektywnie przedmiotów. Dla mnie, z punktu widzenia osoby, która chce podróżować przez życie z lekkim bagażem (materialnym i duchowym), istotne jest właśnie to, o czym pisze Joshua: być świadomym wszystkiego, co się posiada, posiadać tylko to, czego się potrzebuje/używa (także pod względem estetycznym, np. dekoracje), doceniać w pełni posiadane rzeczy i cieszyć się nimi w pełni. 

Jestem na takim etapie, że mogłabym sporą część tego inwentarza sporządzić z głowy. Jestem świadoma zawartości prawie każdej szuflady i szafki w domu. Umiałabym wymienić wszystkie swoje ubrania bez zaglądania do szafy, chociaż pewnie nie co do jednej sztuki skarpetki czy rajstopki. Sporządzenie takiego inwentarza stanu rzeczy wydaje mi się całkowicie wykonalnym zadaniem, co ważne niezbyt czasochłonnym. W przeciwieństwie do stanu sprzed pięciu lat - wtedy byłoby przerażającym i katorżniczym zajęciem. 

Myślę, że to może być dobre doświadczenie. Wiem, że nadal mam całkiem sporo rzeczy, osobistych i używanych przez nas oboje. Wiem też, że to „całkiem sporo” to jednocześnie „w sam raz”. Dla nas. Tyle, ile nam trzeba. Jestem także przekonana, że podczas sporządzania spisu i tak znajdą się przedmioty, które uznam za niepotrzebne. Podobnie jak Joshua, nie czuję się przywiązana do swoich rzeczy, co nie znaczy, że ich nie lubię:
Most importantly, I’m not attached to any of my possessions. Sure I have a favorite pair of jeans and a favorite pair of shoes and a favorite T-shirt, but those items don’t define me. I’m not attached to these things, and I could get rid of any of them without being upset or experiencing some sort of deep solipsistic loss. I am not my blue jeans or my furniture or my cooking utensils.
(Tłum.: Co najważniejsze, nie jestem przywiązany do żadnego z przedmiotów, które posiadam. Oczywiście mam ulubione dżinsy, ulubioną parę butów i ulubioną koszulkę, ale te rzeczy mnie nie określają. Nie czuję przywiązania do nich, mógłbym pozbyć się każdej z nich bez dyskomfortu czy poczucia głębokiej osobistej straty. Nie jestem moimi błękitnymi dżinsami, moimi meblami czy wyposażeniem kuchennym.)

Coraz bardziej jestem ciekawa wyniku tego zadania, więc zapewne wkrótce podzielę się z Wami wrażeniami. 

Popularne posty z tego bloga

Uniform minimalistki

Temat osobistego uniformu obracam w głowie już od kilku lat, co najmniej. Jednak jeszcze do niedawna nie czułam się gotowa na to, by ostatecznie zdefiniować go dla siebie. Owszem, wiedziałam, że ciągnie mnie w tym kierunku i że coraz bardziej zbliżam się do wprowadzenia go w życie na co dzień. Jednak jeśli obserwowaliście, być może, moje materiały o kolorowej szafie minimalistki na YouTube, w cyklu, w ramach którego zaprezentowałam całą swoją kapsułową garderobę na wszystkie pory roku, mogliście zauważyć, że wprawdzie mój styl i zestawy ubraniowe były już dość wyraziste i powtarzalne, trudno było by nazwać je uniformem. 
Tak jednak się złożyło, że w międzyczasie zmieniłam tryb życia poprzez powrót do oprowadzania po Krakowie (już nie tylko po Wawelu, jak było parę lat temu), więc o wiele częściej wychodzę pracować poza dom. Oczywiście wymusiło to dostosowanie zawartości szafy i pewne jej uzupełnienia. A jednocześnie kilka ubrań z niej wywędrowało. Z powodu zużycia, ale też zmian w mo…

Minimalizm na Nowy Rok - postanowienia

Nie podejmuję noworocznych postanowień, mówiłam już o tym wielokrotnie. Wolę wprowadzać zmiany wtedy, gdy czuję się do nich gotowa, w dowolnym momencie roku. Nie czekam ze swoimi osobistymi zobowiązaniami do poniedziałku czy pierwszego dnia miesiąca. Od dawna uważam, że początek stycznia jest nienajlepszym momentem na takie działania, bo to czas zimowej ciemnicy, często depresyjnej aury i innych nieprzyjemnych okoliczności. Nie znaczy to jednak, że nie kibicuję osobom, które podejmują noworoczne próby zmiany nawyków. Zawsze warto pracować nad sobą i ulepszaniem swojej codzienności. 
Oto więc kilka moich propozycji na plan zmian/postanowienia noworoczne. Oczywiście można je wykorzystać także w innym czasie, ale można też wdrożyć je, czyniąc użytek z energii, jaką daje ten symboliczny nowy początek, jakim jest pierwszy dzień roku. 
Ważna uwaga na początek: moim zdaniem lepiej jest nie stawiać sobie zbyt ambitnych celów i wprowadzać jednocześnie ostrych restrykcji w wielu dziedzinach ży…

Dziesięć lat z minimalizmem

Za długo mnie tutaj, na blogu, nie było. Powodów ku temu było wiele, nie będę po raz kolejny się tłumaczyć. Jeśli czytasz te słowa, prawdopodobnie chociaż trochę mnie lubisz, więc po prostu przepraszam cię za tę ciszę. Trudno wrócić po tak długiej przerwie, ale jest tylko jeden sposób, by tę trudność przełamać. Usiąść i napisać. 
Mija 10 lat od mojego pierwszego zetknięcia się z koncepcją minimalizmu. Nie sądziłam wtedy, że dekadę później będę go nadal stosować. Co więcej, nawet nie wyobrażałam sobie, że kiedykolwiek poczuję się minimalistką. Od tamtego czasu bardzo wiele w moim życiu się zmieniło. Właściwie pod każdym względem na lepsze. Jeśli śledzisz mojego bloga lub kanał, znasz już dobrze historię tych zmian, nie będę więc tym razem opowiadać tej historii po raz kolejny. 
Nie zastanawiam się, co będzie za kolejne 10 lat. Jaka będę, gdzie i jak będę żyć? Tego nie wie nikt. Być może nie będzie mnie już wśród żywych. Tego też nie wiadomo. Nie ma to zresztą żadnego znaczenia dla teg…