Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z marzec, 2015

Duch swobodny i spokojny

W ramach objaśnienia do ostatniego minicyklu wpisów o wewnętrznej wolności, który niektórym osobom może się wydawać zupełnie niezwiązany z tematyką bloga - minimalizmem i dobrowolną prostotą... Takie odniosłam wrażenie. 
Wbrew pozorom są to tematy ściśle powiązane. Minimalizm to dążenie do życia intencjonalnego, świadomego. Do osiągnięcia spokoju ducha, za którym tak wiele osób tęskni, a niewielu udaje się go osiągnąć. Do tego, by nie zakłócać odczuwania radości istnienia.
Ćwiczenie uniezależniania swojego dobrego samopoczucia od zewnętrznych okoliczności i ocen otoczenia oraz nauka nieprzeceniania znaczenia własnej osoby dla świata, uwalnianie się od swojego ego - czyli ćwiczenie wewnętrznej wolności - temu właśnie służą. 
Łatwo to przeoczyć. Owszem, pozbywanie się fizycznego nadmiaru, wprowadzanie porządku w otoczeniu, eliminowanie zbędnych obciążeń materialnych, też są w tym procesie (bardzo!) potrzebne, ale stanowią tylko część koniecznych do wykonania kroków. Bez pracy w wymiarz…

Kochani krytycy

Kolejnym krokiem na drodze do wewnętrznej wolności jest opanowanie umiejętności radzenia sobie z opiniami na swój temat. Zdystansowania do ocen wystawianych nam przez otoczenie. Nie przejmowania się tym, co myślą i mówią o nas inni.

Łatwo powiedzieć: nie przejmuj się! Od małego wpaja się przecież ludziom, że trzeba podobać się otoczeniu, zdobywać dobre oceny, dążyć do bycia lubianym i akceptowanym. Trudno sobie poradzić z reagowaniem na krytykę, bo oznacza ona, że jednak nie udało się dopasować do oczekiwań. Gdy świat wystawia ci jedynkę, bierzesz sobie to do serca i obiecujesz sobie, że bardziej się postarasz, by następnym razem ocena była wyższa. Próbujesz więc dopasowywać się do oczekiwań oceniających osób. Zmieniasz się lub próbujesz zmienić, lecz wtedy okazuje się, że kryteria oceny w międzyczasie uległy zmianie. Albo komisja oceniająca ma inny skład i nie podobają się jej zupełnie inne aspekty twojej osoby niż te wytykane uprzednio.

Innym sposobem radzenia sobie z negatywnymi o…

Państwo Niedoskonali

Rozmawiamy ostatnio o budowaniu wewnętrznej siły i o wielu aspektach, które się na to poczucie składają. Mowa była o porównywaniu się z innymi i o właściwym poziomie samooceny. 
Zaniżona samoocena przeszkadza w rozwoju, hamuje go i sprawia, że człowiek czuje się podle sam ze sobą. Wyobraża sobie, że składa się w większości z wad, a ewentualnych zalet ma niewiele i niczym są wobec ogromu jego ogólnej niedoskonałości. 
Jednak gdy obserwuję ludzi, często odnoszę wrażenie, że wiele osób albo ocenia siebie nadmiernie wysoko, albo, nawet jeśli zna swoje wady i słabe strony, za żadne skarby świata nie przyzna się do nich przed światem. Bo trzeba być ideałem albo przynajmniej udawać, że się nim jest. Błędów nie popełniać. Słabości nie okazywać. 
Moim zdaniem takie podejście tak samo blokuje możliwości rozwoju jak przekonanie o swojej beznadziejności. Jeśli nie dostrzega się w sobie cech uciążliwych dla otoczenia albo utrudniających życie samego posiadacza, nie ma się świadomości, że można by…

Taka jak wszyscy

W komentarzach pod poprzednim wpisem, w którym zaczęliśmy rozmowę o rozwijaniu wewnętrznej wolności, pojawiły się głosy na temat niskiej samooceny pogłębianej przez porównywanie się z innymi.
Moim zdaniem zaniżone poczucie własnej wartości nie jest skutkiem porównywania się z kimkolwiek. Raczej jest odwrotnie. Osoba, która źle ocenia samą siebie, wciąż przyrównuje się do spotykanych osób, w nadziei, że w końcu spotka kogoś, przy kim będzie mogła poczuć się chociaż raz lepsza (ładniejsza, mądrzejsza, dowcipniejsza itp.). Jednak i tak jest przekonana, że zawsze w takich porównaniach wypada niekorzystnie. Jednocześnie oczekuje od otoczenia akceptacji, której sama sobie dać nie potrafi. Chce, by inni przekonywali ją, że jednak nie jest tak straszna i beznadziejna, jak się jej wydaje. A gdy otoczenie jej takich sygnałów nie daje, pogrąża się coraz bardziej w przekonaniu o swojej niedoskonałości, mając trochę za złe, że nikt jej nie docenia, nie kocha i nie głaszcze po głowie. 
Nie można c…

Ćwiczenia z wewnętrznej wolności

W jednym z niedawnych wpisów cytowałam słowa Dominique Loreau na temat wewnętrznej wolności i utraty zainteresowania sobą. Na Facebooku jedna z czytelniczek zapytała, w jaki sposób dojść do tego stanu.  
Na wewnętrzną wolność składa się wiele czynników, niektóre osoby mają ją w sobie od zawsze, takie są z natury. Można ją jednak również w sobie świadomie rozwijać, stopniowo uwalniając się od różnych krępujących ją więzów. To temat na wiele rozmów, pozwólcie, że podejdziemy do sprawy metodycznie i po kawałku będziemy się w niego wgłębiać. Unikając tasiemcowych wpisów (tę uwagę kieruję do samej siebie). 
Ćwiczenie pierwsze - nauka nieporównywania się z innymi. 
Jesteśmy przyzwyczajani od najmłodszych lat do tego, że wszelka ocena zachodzi na podstawie porównywania, rankingów i klasyfikacji. Jaś jest mądrzejszy od Piotrusia, rysunek Ewci był najładniejszy w całej grupie, a Tomeczek najszybciej biega. Wpaja się nam przekonanie, że musimy nie tylko porównywać się z innymi, ale też dążyć d…

Wszystko albo nic

W zeszłotygodniowym wpisie opowiadałam o tym, że uważam swoje obecne życie za proste. Tak, jak to tylko możliwe w obecnych okolicznościach zewnętrznych. 
Ta prostota nie stała się sama ani nie wynika z jakiejś mojej wyjątkowości, niezwykłych umiejętności. Jestem tak samo niedoskonałą i słabą istotą jak każdy człowiek. 
Żyję teraz w sposób, który w pełni mnie satysfakcjonuje, ponieważ pracowałam nad tym codziennie przez ostatnie kilka (ponad 5) lat. Uznałam, że zamiast marnować siły i czas na zamartwianie się sprawami, na które nie mam wpływu, albo na narzekanie, lepiej wykorzystywać je na zmienianie tego, co możliwe do zmiany. Uporządkowanie, uproszczenie, usprawnienie. 
Doceniłam siłę nawyku. Identyfikowałam poszczególne niekorzystne przyzwyczajenia i zamieniałam je na bardziej korzystne. Gdy ma się jakiś niedobry zwyczaj, taki, który nam przeszkadza, przysparza stresów i wciąż uwiera, wydaje się, że pozbycie się go i zastąpienie takim, który będzie dawał radość, zadowolenie i przyj…

Gościnnie u poliglotki

Jutro wybieram się na spotkanie autorskie w Łodzi, więc zamiast poniedziałkowego wpisu zapraszam już dzisiaj na bardzo ciekawy blog Polish Polyglot, gdzie możecie poczytać o moich metodach nauki języków obcych, ścieżce edukacji i rozwoju zawodowym. Często pytacie mnie o doświadczenia w tej dziedzinie, więc mam nadzieję, że tak obszerna rozmowa przyniesie odpowiedzi na Wasze pytania.

Prostota idealna

Od dłuższego już czasu uważam, że to, jak wygląda teraz moje życie, całkowicie odpowiada mojemu osobistemu ideałowi prostoty. 
Pracuję w sposób, który najbardziej mi odpowiada. Odczuwam wielką satysfakcję, wiedząc, że moja praca jest użyteczna. Tłumaczę najczęściej teksty użytkowe, techniczne, prawne - wiem, że są potrzebne i widzę to. Mogę pracować w swoim tempie, w dowolnym miejscu, najczęściej w domu albo u moich rodziców na wsi. 
Moje relacje z najbliższymi są dobre i szczere, przepełnione obustronną radością z tego, że siebie mamy i że możemy być blisko na co dzień, nie tylko od święta. Jeśli chodzi o znajomych i przyjaciół - trochę pozmieniało się w ostatnich latach, rozluźniły kontakty z niektórymi osobami, bo nasze drogi rozeszły się i coraz trudniej było znaleźć wspólny język, za to udało się wrócić do kilku długoterminowych znajomości i znów widujemy się regularnie z tymi osobami, które uważam za bratnie dusze. Przybyło też trochę nowych znajomych, głównie dzięki blogowi - …

Zapomnieć o ego

Dzisiaj, zamiast wpisu, chciałam podzielić się z Wami jednym z cytatów z mojej ulubionej książki o minimalizmie. Jedynej, po którą chętnie i dość często sięgam. Sztuka minimalizmu w codziennym życiu Dominique Loreau (Wydawnictwo Czarna Owca). 
Powinniśmy się oderwać od swojego ego, uwolnić się od własnego „ja”, co wcale nie oznacza utracenia osobowości, lecz podchodzenie do wszystkiego, co nam się przydarza, tak, jakby w głębi nas nie dotyczyło. Mierzenie wszystkiego swoją miarą i przekonanie, że to my mamy rację, a inni się mylą, jest czystym egoizmem! (...)Zakładamy na co dzień maski, ponieważ pragniemy pokazać się z jak najlepszej strony, zaimponować innym, ukryć nasze słabości i lęki. Tracimy w ten sposób wewnętrzną wolność, stajemy się niewolnikami samych siebie. Prawdziwa wolność to całkowity brak zainteresowania sobą. (...) Czy możesz wyobrazić sobie cały dzień bez myślenia choć jeden raz o sobie? Dzień, podczas którego nic by cię nie uraziło, nic by ci nie przeszkadzało, nic b…

Minimalizm na wynos

Dzisiaj chciałam Wam opowiedzieć o pewnym minimalistycznym w duchu i formie przedsięwzięciu, ale proszę od razu, aby czytelnicy spoza Krakowa nie rezygnowali z lektury, myśląc, że może być one interesujące i dostępne tylko dla mieszkańców mojego miasta, bo tak nie jest. Ale o tym potem. 
Pewnego popołudnia zadzwoniła do mnie koleżanka i zapytała, czy mamy ochotę na spontaniczne wyjście do teatru. Akurat wieczór był wolny, więc daliśmy się namówić. Nie dopytywałam o szczegóły, bo mam do tej osoby spore zaufanie, skoro powiedziała, że warto, zapewne wiedziała, co mówi. Wspomniała, że będzie nietypowo i że na widowni jest 13 miejsc. Nie zrozumiałam w pierwszej chwili, o co chodzi, pomyślałam, że zostało jeszcze 13 wolnych wejściówek. 
Pod wskazanym adresem teatru o intrygującej nazwie „Sztuka na wynos”, przy u. Starowiślnej 55/6, zobaczyliśmy typową krakowską kamienicę, głos przez domofon skierował nas na drugie piętro. Czuliśmy się, jakbyśmy szli na domówkę, imprezę u znajomych kogoś z…

Lepszy model

Jak wiecie, mam telewizor i nie zamierzam przestać oglądać telewizji. Lubię ją i traktuję jako źródło rozrywki, a czasem nawet wiedzy (chociaż z wiedzą z TV lepiej uważać). Mam swoje ulubione kanały i audycje, zwykle oglądanie łączę z dzierganiem na drutach, tak, by ręce nie próżnowały, gdy głowa zajmuje się patrzeniem na ruchome obrazki. 
Regularnie oglądam reklamy. Nie w celach edukacyjnych, lecz w ramach obserwacji socjologicznych. Ciekawa jestem, jak aktualnie mąci się widzom w głowach. Nigdy nie byłam szczególnie podatna na przesłanie w nich zawarte, zawsze śmieszyły mnie i zastanawiałam się nieraz, kto się na to nabiera. Trudno było mi uwierzyć, że ludzie kupują produkty czy usługi tylko dlatego, że zobaczyli je w telewizyjnej reklamie oraz że może im nie przeszkadzać świadomość olbrzymich kosztów tego rodzaju promocji i tego, jak bardzo podnosi ona cenę produktu. Skoro jednak nadal miliony złotych są w ten sposób wydawane, znaczy, że ma to sens i jednak się opłaca. 
Bo to prze…