Przejdź do głównej zawartości

Simply

Gdy dziewczyny z działu marketingu marki Tołpa przesłały mi zapytanie o przyłączenie się do działań komunikacyjnych związanych z ich nową linią tołpa:®simply, którą dystrybuuje Biedronka, stwierdziły: ale możliwe, że nie będziesz chciała, bo pewnie nie chcesz być kojarzona z zakupami w dyskoncie. Zabawne. Niedawno również jedna z Czytelniczek napisała do mnie sympatycznego maila, w którym wyraziła zaskoczenie, że taka „światowa osoba” jak ja zachwyca się urokami codzienności i jej zwyczajnością. 

Nie czuję się światowa i nie chciałabym sprawiać wrażenia osoby, która żyje z dala od rzeczywistości. Staram się stać obiema nogami mocno na ziemi i nie tracić z nią kontaktu. Jedynym powodem, dla którego mogłam odrzucić propozycję uczestniczenia w kampanii Tołpy, było unikanie płatnych treści reklamowych na blogu. Dlaczego czynię od tej zasady wyjątek, wyjaśnię na koniec.

Pomyślałam, że warto przy okazji napisać o dyskontach i tym, że dla niektórych ludzi kupowanie w nich jest sprawą wstydliwą, czymś, co należy ukrywać. Oznaką, że nie stać cię na zakupy w bardziej eleganckich przybytkach. Nieraz łapałam zdziwione i rozbawione spojrzenia, gdy na pytanie, gdzie kupiłam jakiś produkt, odpowiadałam „w Lidlu” albo „w Biedronce”.  



Od dawna robię zakupy w dyskontach i nie wstydzę się tego. Nie widzę ku temu powodu. Owszem, mam mieszane uczucia wobec tych sklepów, tak samo jak wobec wszystkich dużych międzynarodowych sieci handlowych i korporacji. Są częścią naszej rzeczywistości, ale czy dobrą, trudno powiedzieć, mając na uwadze, że małych lokalnych biznesów jest coraz mniej. Zaburzają równowagę. Mam też świadomość, że warunki pracy i płacy w marketach wszelkiego rodzaju są, mówiąc oględnie, takie sobie. Wolałabym mieć pewność, że niskie ceny nie wynikają z oszczędności czynionych na liczbie zatrudnionych czy warunkach płacowych. 
Jednak zdaję sobie sprawę z tego, że dla wielu osób zakupy w dyskoncie nie są wyborem, lecz koniecznością podyktowaną sytuacją materialną. Nie wszyscy klienci Biedronki, Kauflandu czy Lidla to znudzeni hipsterzy i blogerzy kulinarni, wykupujący cały zapas mango, awokado i krewetek w promocji. Kilka dni temu tuż obok naszego bloku otwarto nowy sklep Biedronki. Podczas zakupów zostałam poproszona przez starszą i wyraźnie schorowaną panią o sprawdzenie cen kilku podstawowych produktów, jajek, mąki, cukru. Była zadowolona, że okazały się niewysokie. Takich osób, które muszą liczyć każdy grosz, jest niemało. 

Znajoma wyraziła kiedyś opinię (sącząc drogie wino, nie z dyskontu), że takie sklepy są szkodliwe, zarówno dla miejsc, gdzie powstają, jak i dla ludzi, którzy w nich pracują. Łatwo formułować takie opinie, mając co jeść i za co żyć, nie wiem, czy byłaby równie stanowcza, gdyby była panią w wieku przedemerytalnym (często widzę takie pracujące przy kasach dyskontów) i bardzo potrzebowała pracy. Praca to praca, nawet jeśli nierewelacyjnie płatna i fizycznie ciężka. Jeronimo Martins jest chyba największym pracodawcą prywatnym w Polsce...

Dla mnie zakupy w dyskoncie to sposób na oszczędzanie, dobrowolny wybór, trochę z rozsądku, trochę ze względów praktycznych. Staram się jako konsumentka zachowywać równowagę między zakupami w sklepach sieciowych i wspieraniem lokalnych źródeł zaopatrzenia. Jaja, miód, kozi ser kupujemy bezpośrednio od rolników (zapewne nielegalnie, takie przepisy...), warzywa i owoce sezonowe w ciepłej porze roku na placu targowym albo przywożę od Rodziców. Chleb piekę sama. Nie zostaje więc dużo produktów, które mogłabym nabyć w dyskoncie, ale teraz, gdy mamy go pod bokiem, zapewne wpłynie to trochę na nasze zwyczaje, tym bardziej, że w okolicy oprócz kilku Żabek i dużych centrów handlowych nie ma warzywniaków czy sensownych małych sklepów spożywczych. W Biedronce kupuję mięso, ryby, niektóre sery pleśniowe, czasem czekoladę i czekoladki (produkowane przez Wawel), masło, wina, kukurydziany makaron bezglutenowy, czasem artykuły przemysłowe. Nawet książki i płyty CD można czasem znaleźć. Lubię takie akcje jak dni włoskie czy portugalskie, bo wtedy oferta spożywcza robi się naprawdę interesująca. 

Cieszy mnie, że coraz częściej w ofercie takich sklepów są polskie produkty, czasem pod markami własnymi dyskontu, czasem z marką producenta. Dlatego, gdy zauważyłam, sprawdzając etykiety podczas zakupów, że pasty do zębów, żele do mycia twarzy i płyny micelarne marki BeBeauty produkuje dla Biedronki znana mi „Torf Corporation - Fabryka Leków” (czyli właściciel między innymi marki Tołpa), byłam bardzo zadowolona. Potem pojawiły się również produkty marki Tołpa, a od 26 marca dostępne są kosmetyki z linii tołpa:®simply”.

Gdy w 2013 roku zaczęłam współpracować z marką Tołpa, niektórzy Czytelnicy bloga bardzo mnie za to krytykowali. Orzeczono, że się sprzedałam, że źle się to dla mnie skończy, że firma mnie wykorzysta bezwzględnie, a Czytelnicy odwrócą się ode mnie. A stało się to jeszcze zanim ktokolwiek zobaczył owoce tej współpracy. Obawy na pewno nie były nieuzasadnione, przecież reklamy i promocji mamy przesyt na każdym kroku, rozumiem więc takie reakcje. 
Ufałam jednak swojej intuicji i przekonaniu, że dobrze wybrałam partnera do współpracy Wiedziałam, że nie będę reklamować kosmetyków, ale będę wspierać Tołpę, pisząc felietony do sekcji ich witryny internetowej Kupuj mniej, poświęconej świadomej konsumpcji, zdrowemu i spokojnemu życiu, rozwojowi osobistemu. 

Z perspektywy czasu wiem, że nie pomyliłam się w ocenie. Współpraca przynosi radość obu stronom. Dzięki niej poznałam ciekawych ludzi i wzięłam udział w paru wydarzeniach, które poszerzyły moje horyzonty. Najmocniej zapisało się w mojej pamięci spotkanie prasowe, w ramach którego zorganizowano minidebatę na temat minimalizmu, w której oprócz mnie wzięli udział kosmetyczka Tołpy Lidia Szafrańska i projektant Mariusz Przybylski. W pierwszej chwili wydało się to pomysłem co najmniej dziwnym, aby rozmawiały o minimalizmie osoby z trzech zupełnie różnych „bajek”: kosmetyki, mody i upraszczania życia. Jednak tamta rozmowa była dla mnie przełomem w postrzeganiu minimalizmu, bo okazało się, że używamy tego samego narzędzia, chociaż w różnych celach. 

Fot. materiały prasowe firmy Tołpa. Od lewej: Marek Kocot, Lidia Szafrańska, Mariusz Przybylski i ja.

Fot. materiały prasowe firmy Tołpa. Z Mariuszem Przybylskim.
Nie chciałabym prowadzić współpracy opartej na reklamowaniu produktów, bo nie czuję się w tej dziedzinie kompetentną osobą. Owszem, kosmetyków marki Tołpa używam od dawna i używałabym ich, nawet nie mając z nią nic wspólnego, bo po prostu je lubię i służą mojej skórze. Mam swoje ulubione serie (np. Sebio, Spa Eco, Vitality). Wiem jednak, że to co odpowiada jednej osobie, inną może uczulać, a jeszcze innej nie będzie odpowiadać skład, zapach czy cena. Kosmetyki Tołpy mają ceny zróżnicowane, ale niektóre moim zdaniem są drogie jak na przeciętną kieszeń. Tym bardziej cieszę się, że dystrybuowana w Biedronkach nowa seria simply ma przystępną cenę, a składy produktów na tym nie ucierpiały.

Lubię markę Tołpa za to, że od samego początku szanują moje zasady i że mają również własne. Niczego nie narzucają, dbają o to, by nasza współpraca była oparta na szacunku, sympatii, uczciwości. Dzięki nim mogę docierać ze swoimi tekstami do szerszego kręgu odbiorców i popularyzować tematy, które uważam za istotne: świadome życie, przemyślane zakupy, dążenie do równowagi, umiar. Natomiast jako producenta kosmetyków cenię ich za to, że chcą nie tylko sprzedawać, ale też informować i edukować. W ich witrynie jest też spory dział z poradami na temat pielęgnacji, gdzie zwracają uwagę na fakt, że dbanie o urodę nie polega tylko na wcieraniu w siebie specyfików, ale przede wszystkim na wypoczynku, odżywianiu, dobrym śnie. Udostępniają próbki kosmetyków i doradzają na dermokonsultacjach, jak dobierać odpowiednie produkty. 

Nie mam umowy na wyłączność, ale nie chciałabym nawiązywać współpracy z innymi firmami, bo blog stałby się sklepową witryną, słupem ogłoszeniowym. Działania podejmowane wraz z Tołpą nie naruszają moich wartości, pozwalają na pozostanie w zgodzie ze sobą. Przynoszą radość i dają satysfakcję. 

Dlaczego uczyniłam wyjątek i zamieszczam na blogu tekst o charakterze promocyjnym? Przyczyny są proste. Od 5 lat prowadzę bloga i nieraz ponosiłam różne koszty z tego tytułu. Owszem, robię to, bo chcę i lubię, więc nie narzekam. Nigdy nie miałam ambicji, by na blogu zarabiać czy wręcz się z niego utrzymywać, jak udaje się niektórym. Czasem prowadzę jakieś warsztaty czy prezentacje, ale są to działania okazjonalne, za większość działań związanych z blogiem nie pobieram wynagrodzenia. Uważam więc, że nie będzie nadużyciem, jeśli raz na jakiś czas wykorzystam bloga do działania, które pozwoli na pokrycie części kosztów z nim związanych.
Jednocześnie informuję, że część wynagrodzenia przekazuję na rzecz krakowskiego Hospicjum Św. Łazarza, ponieważ uważam, że należy dzielić się tym, co dostaje się od losu.

Dystrybuowana w sklepach Biedronka linia tołpa:®simply to 6 kosmetyków: do mycia, do skóry z niedoskonałościami oraz do suchej i odwodnionej. Więcej informacji znajdziecie w witrynie marki Tołpa tutaj. Dostępne do wyczerpania zapasów.

p.s. wiem, że data szczególna, ale ten wpis jest w 100% na poważnie, gdyby ktoś pytał...

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Lekcje szczęścia – 3. Ogarnij się!

Dzień dobry w Nowym Roku! Jak tam Wasze postanowienia noworoczne? Lubicie je podejmować? Udaje się Wam ich dotrzymywać?
Jeszcze parę lat temu też robiłam podsumowania starego roku, a z początkiem nowego po raz kolejny podejmowałam projekt „Nowa ja”. Do pewnego momentu niestety dość nieskutecznie, entuzjazm szybko opadał i próby zmian kończyły się porażką. Schemat ten ostatecznie przeszedł do przeszłości wraz z rozpoczęciem stosowania podejścia minimalistycznego. Po prostu zaczęłam naprawdę zmieniać swoje nawyki w miarę ich identyfikowania i przestałam czekać z wprowadzaniem zmian do poniedziałku albo początku roku. Gdy stwierdzałam, że jakieś moje zachowanie mi przeszkadza i wymaga korekty, od razu zabierałam się do pracy nad nim. Stopniowej, ale skutecznej. Gdy nie udawało się jedną metodą, próbowałam innych. 
Nie o to chodzi, że nie widzę sensu w podejmowaniu noworocznych postanowień. Nawet więcej, myślę, że warto wykorzystać potencjał „nowego początku”, jaki daje zmiana daty w kal…

Jeszcze prościej

To, że ostatnio rzadko poruszam na blogu temat minimalizmu, nie znaczy, że przestał być dla mnie ważny. Jest nadal istotny, ale w inny sposób niż wtedy, gdy wprowadzałam największe zmiany w swoim życiu i przestrzeni osobistej. Pisałam o tym we wpisie Procesy w tle
Po ośmiu latach mówienia i pisania o nim czuję przesyt. Nie mam już ochoty czytać książek ani blogów związanych z tym tematem. Nie twierdzę, że nie warto, bo wiele mądrych treści wciąż powstaje, jedynie ja nie mam już potrzeby dalej drążyć tych kwestii.

Nadal bardzo istotna jest dla mnie prostota, coraz ważniejsza. To raczej już nie ulegnie zmianie, bo zawsze ją lubiłam, a z czasem stała się dla mnie myślą przewodnią. W każdej dziedzinie życia. Prostota wypowiedzi, przekazu, formy i treści. W estetyce i ubiorze. W wystroju mieszkania. Na talerzu - bardzo istotna. Prostota i skuteczność rozwiązań - w pracy, nauce, komunikacji. Nie zajmują mnie natomiast zbytnio sprawy ilości rzeczy i zajęć, które na pewnym etapie były tak …

Jak żyć?

Gdy wydawnictwo Otwarte zaproponowało mi przesłanie do zrecenzowania książki Matsa i Susan Billmarków „Naucz się żyć”, poczułam się zaintrygowana z kilku powodów. Po pierwsze: tytuł. Pomyślałam, że to odważne przedsięwzięcie, próba napisania poradnika odpowiadającego na słynne pytanie „Jak żyć?”. Po drugie: informacja o tym, że pozycja ta jest w Szwecji bestsellerem, sprzedała się w ponad 500 tys. egzemplarzy. A trzecim powodem, dla której chciałam ją przeczytać, była bardzo wesoła i kolorowa okładka. Wiadomo, nie ocenia się książki po okładce, ale ta bardzo zachęcała do lektury.

Obiecałam sobie, że nie przeczytam niczego na temat słynnego duńskiego hygge, wystarczył mi jeden artykuł w jakimś kolorowym magazynie przejrzany u fryzjera, ale poradnik „Naucz się żyć” wydawał się nie mieć na szczęście nic wspólnego ze wspomnianym zjawiskiem, oprócz skandynawskiej proweniencji. 
Lektura okazała się satysfakcjonująca. Książka objętościowo niewielka, ale skoncentrowana treściowo. Myślałam, ż…