Przejdź do głównej zawartości

Sprzątanie w głowie

Ostatnio od kilku osób usłyszałam podobny komunikat: że potrzebują nie tyle posprzątać swoje otoczenie, ale zrobić porządek w swojej głowie. Koleżanka stwierdziła na przykład, że panuje w niej hałas, chaos i niezrozumiały pośpiech. 

Myślę, że wiele jest możliwych metod na takie sprzątanie. Na pewno skuteczną jest medytacja - o tym opowiadała mi inna koleżanka, jak medytując, pozbywa się niepotrzebnych myśli, starych uprzedzeń, całego tego męczącego balastu. 

Mi bardzo pomaga pisanie, bo wymaga ułożenia sobie myśli, szukania powiązań, ciągów logicznych, przyczyn problemów i uzasadnień wyborów.  

Jednak moją ulubioną metodą jest porządkowanie otoczenia. Przez ostatnie lata, pozbywając się zbędnych przedmiotów i chaosu z mieszkania, uporałam się również z bałaganem umysłowym. Selekcja, segregowanie, układanie skłaniały do refleksji i pracy nad sobą. 

Nadal gdy potrzebuję przemyśleć jakieś zagadnienie albo mam jakieś poważne zadanie umysłowe, najpierw sprzątam. W szafie z ubraniami albo w papierach. Myję okna. Odkurzam. W posprzątanym i przewietrzonym mieszkaniu lepiej mi się myśli. O wiele łatwiej się skupić. Nie irytują mnie żadne pyłki, nie rozpraszają przedmioty nie na swoim miejscu. Umysł dostraja się do otoczenia, wycisza i zajmuje tym, czym powinien, zamiast nieustannie skanować bałagan. 

Macie jakieś ulubione sposoby robienia porządków w głowie?

Źródło zdjęcia
P.S. Mam dla Was dwie wiadomości:
1. Powstało forum dla miłośników minimalizmu i dobrowolnej prostoty powiązane ze znanym Wam zapewne agregatem blogów Pod Cytatem, znajdziecie go tutaj.
2. Na poświęconym tematyce harmonijnego i spokojnego życia portalu Povoli.pl możecie przeczytać rozmowę ze mną, tutaj.

Popularne posty z tego bloga

Ajka Minimalistka - kolejny rozdział

Zgodnie z zapowiedzią rozpoczynam kolejny rozdział. Prosty blog - czyli to miejsce, niestety nie odpowiada już moim potrzebom. To znaczy nie odpowiada mi ta platforma, na której go piszę, blogspot. Jej niedostosowanie do moich obecnych wymagań nie tłumaczy oczywiście rzadkiej publikacji tekstów w ostatnich latach, ale prawdą jest, że na pewno nie pomagało w pisaniu. Nie ma co jednak szukać wymówek czy wytłumaczeń.  Prosty blog pozostaje tutaj, nie znika. Wiem, że są wśród Was osoby, które wciąż lubią wracać do starych wpisów. Jednak od teraz nowe treści będę publikować w nowym miejscu, do którego serdecznie Was zapraszam. Moje nowe blogowe gospodarstwo nazywa się Ajka Minimalistka i znajdziecie go pod tym adresem . Będą się tam pojawiać nie tylko wpisy, ale również w osobnej zakładce można znaleźć wszystkie odcinki podcastu, który nagrywam od kilku miesięcy.  Zapraszam, do poczytania, posłuchania i zobaczenia! 

Uniform minimalistki

Temat osobistego uniformu obracam w głowie już od kilku lat, co najmniej. Jednak jeszcze do niedawna nie czułam się gotowa na to, by ostatecznie zdefiniować go dla siebie. Owszem, wiedziałam, że ciągnie mnie w tym kierunku i że coraz bardziej zbliżam się do wprowadzenia go w życie na co dzień. Jednak jeśli obserwowaliście, być może, moje materiały o kolorowej szafie minimalistki na YouTube , w cyklu, w ramach którego zaprezentowałam całą swoją kapsułową garderobę na wszystkie pory roku, mogliście zauważyć, że wprawdzie mój styl i zestawy ubraniowe były już dość wyraziste i powtarzalne, trudno było by nazwać je uniformem.  Tak jednak się złożyło, że w międzyczasie zmieniłam tryb życia poprzez powrót do oprowadzania po Krakowie (już nie tylko po Wawelu, jak było parę lat temu), więc o wiele częściej wychodzę pracować poza dom. Oczywiście wymusiło to dostosowanie zawartości szafy i pewne jej uzupełnienia. A jednocześnie kilka ubrań z niej wywędrowało. Z powodu zużycia, ale też zmian

Wciąż po słonecznej stronie

Od kilku lat spodziewałam się, że w trakcie naszego życia wydarzy się coś takiego. Dramatyczne zjawisko o światowej skali, które sprawi, że świat się zmieni. Wpłynie na każdego człowieka, w mniejszym lub większym stopniu. To było raczej nieuniknione, bo jest nas, ludzi, stanowczo zbyt dużo, byśmy mogli czuć się względnie bezpiecznie. Można było przewidzieć, że prędzej czy później globalizacja, przeludnienie Ziemi, ludzka beztroska, obciążenie środowiska lub jeszcze inny czynnik doprowadzi do wydarzeń, nad którymi nie będziemy umieli zapanować albo będzie to bardzo trudne i będzie wymagać wielkiego wysiłku i drastycznych środków. Nie można było jednak przewidzieć, co i kiedy się wydarzy. Teraz już wiemy. Nie chcę tutaj roztrząsać przyczyn i natury pandemii, ani tego, czy podejmowane przez władze środki i restrykcje są właściwe i najlepsze. Takich dywagacji znajdziecie mnóstwo wszędzie, w internecie i innych mediach. Podejrzewam zresztą, że niektórzy z Was mają ich na tym etapie se