Przejdź do głównej zawartości

Gdzie zaczynają się schody

Z wielkim zaciekawieniem przyglądam się na bieżąco wynikom ankiety poświęconej Waszym ulubionym tematom wpisów na blogu. Przyznaję, że mnie zaskoczyły. Nie spodziewałam się, że pierwsze miejsce z tak dużą przewagą zajmie temat „Porządkowanie, pozbywanie się przedmiotów”, a za nim uplasuje się „Oszczędzanie”. Wydawało mi się, że są to kwestie już do bólu przegadane na wszystkie strony, nie tylko na tym blogu, tak wiele jest przecież poradników czy wpisów w internecie, artykułów prasowych. 

Rozmawiałam o tym z kilkoma osobami, napisała do mnie też jedna czytelniczek, że „potrzebuje porządnego kopa, bo wolno jej idzie to porządkowanie”. Z tych rozmów wynikło, że chociaż wiele napisano i powiedziano na wspomniane tematy, brakuje chyba takiego głębszego przeanalizowania psychicznych i emocjonalnych uwarunkowań tych procesów, podpowiedzi, jak radzić sobie z blokadami, zahamowaniami czy lękami. Wiele mówi się o tym, co trzeba zrobić (pozbyć się nadmiaru, zaprowadzić porządek, mniej kupować), ale mniej uwagi poświęca temu, co jednocześnie musi zmienić się w naszym sposobie myślenia, aby procesy te przychodziły w sposób niewymuszony. 

Źródło zdjęcia
Zastanawiam się, co mogłoby być tym „kopem”, którego potrzebujecie. Co Was blokuje, gdzie utknęliście w procesie porządkowania swojej przestrzeni/życia? Czy macie problemy z racjonalnymi zakupami? Z pozbywaniem się rzeczy? Ze znalezieniem czasu i energii do porządkowania lub segregacji? Z sentymentami i pozbywaniem się pamiątek? Zarządzaniem finansami? Wydaje mi się, że większość osób, które tu zaglądają, sympatyzuje z koncepcjami minimalizmu/prostoty/slow life  i mniej lub bardziej chciałaby je wdrażać w życie, ale czasem w ogólnym życiowym zabieganiu i zamieszaniu gdzieś się gubi i potrzebuje impulsu lub propozycji innego spojrzenia na swoje problemy. Jeśli znajdziecie czas, napiszcie mi proszę w komentarzach, dlaczego potrzebujecie wciąż czytać o porządkowaniu, pozbywaniu się i oszczędzaniu. Jakie są Wasze konkretne problemy, pytania, na które nie możecie znaleźć odpowiedzi. Z czym (i ewentualnie dlaczego) nie możecie sobie poradzić. Odniosę się do nich w przyszłych wpisach, ale nie ukrywam, że na pewno znajdą swoje miejsce także w książce. 

Jeśli ktoś woli bardziej prywatną drogę komunikacji, znacie mój adres e-mailowy: ajka@prostyblog.com

I jeszcze raz dziękuję za Wasze zaangażowanie i współpracę!

Popularne posty z tego bloga

Ajka Minimalistka - kolejny rozdział

Zgodnie z zapowiedzią rozpoczynam kolejny rozdział. Prosty blog - czyli to miejsce, niestety nie odpowiada już moim potrzebom. To znaczy nie odpowiada mi ta platforma, na której go piszę, blogspot. Jej niedostosowanie do moich obecnych wymagań nie tłumaczy oczywiście rzadkiej publikacji tekstów w ostatnich latach, ale prawdą jest, że na pewno nie pomagało w pisaniu. Nie ma co jednak szukać wymówek czy wytłumaczeń.  Prosty blog pozostaje tutaj, nie znika. Wiem, że są wśród Was osoby, które wciąż lubią wracać do starych wpisów. Jednak od teraz nowe treści będę publikować w nowym miejscu, do którego serdecznie Was zapraszam. Moje nowe blogowe gospodarstwo nazywa się Ajka Minimalistka i znajdziecie go pod tym adresem . Będą się tam pojawiać nie tylko wpisy, ale również w osobnej zakładce można znaleźć wszystkie odcinki podcastu, który nagrywam od kilku miesięcy.  Zapraszam, do poczytania, posłuchania i zobaczenia! 

Uniform minimalistki

Temat osobistego uniformu obracam w głowie już od kilku lat, co najmniej. Jednak jeszcze do niedawna nie czułam się gotowa na to, by ostatecznie zdefiniować go dla siebie. Owszem, wiedziałam, że ciągnie mnie w tym kierunku i że coraz bardziej zbliżam się do wprowadzenia go w życie na co dzień. Jednak jeśli obserwowaliście, być może, moje materiały o kolorowej szafie minimalistki na YouTube , w cyklu, w ramach którego zaprezentowałam całą swoją kapsułową garderobę na wszystkie pory roku, mogliście zauważyć, że wprawdzie mój styl i zestawy ubraniowe były już dość wyraziste i powtarzalne, trudno było by nazwać je uniformem.  Tak jednak się złożyło, że w międzyczasie zmieniłam tryb życia poprzez powrót do oprowadzania po Krakowie (już nie tylko po Wawelu, jak było parę lat temu), więc o wiele częściej wychodzę pracować poza dom. Oczywiście wymusiło to dostosowanie zawartości szafy i pewne jej uzupełnienia. A jednocześnie kilka ubrań z niej wywędrowało. Z powodu zużycia, ale też zmian

Wciąż po słonecznej stronie

Od kilku lat spodziewałam się, że w trakcie naszego życia wydarzy się coś takiego. Dramatyczne zjawisko o światowej skali, które sprawi, że świat się zmieni. Wpłynie na każdego człowieka, w mniejszym lub większym stopniu. To było raczej nieuniknione, bo jest nas, ludzi, stanowczo zbyt dużo, byśmy mogli czuć się względnie bezpiecznie. Można było przewidzieć, że prędzej czy później globalizacja, przeludnienie Ziemi, ludzka beztroska, obciążenie środowiska lub jeszcze inny czynnik doprowadzi do wydarzeń, nad którymi nie będziemy umieli zapanować albo będzie to bardzo trudne i będzie wymagać wielkiego wysiłku i drastycznych środków. Nie można było jednak przewidzieć, co i kiedy się wydarzy. Teraz już wiemy. Nie chcę tutaj roztrząsać przyczyn i natury pandemii, ani tego, czy podejmowane przez władze środki i restrykcje są właściwe i najlepsze. Takich dywagacji znajdziecie mnóstwo wszędzie, w internecie i innych mediach. Podejrzewam zresztą, że niektórzy z Was mają ich na tym etapie se