Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z sierpień, 2015

Procesy w tle

Praca nad książką, która powoli dobiega końca, pomogła mi uświadomić sobie, że pewien etap życia mam już za sobą. 
Mniej więcej sześć lat temu, prawie siedem, przeczytałam po raz pierwszy o koncepcji minimalizmu. Byłam wtedy zagubioną i sfrustrowaną osobą, pogrążoną w kompleksach i uzależnioną od zakupów. Niezbyt szczęśliwą, właściwie nie wiadomo dlaczego. 
Stopniowo zaczęłam wprowadzać zmiany w swoim życiu, najpierw małe, potem większe. Zyskiwałam doświadczenie i wiedzę o sobie. Zaczęłam pisać bloga, co bardzo pomogło w tym procesie, nabierającym coraz większego rozpędu.
Upraszczałam, eliminowałam. Najpierw w sensie materialnym, a potem coraz bardziej także w innych wymiarach. Porzuciłam mnóstwo fałszywych wyobrażeń o sobie, życiu i świecie. Różne blokujące mnie przekonania i lęki. Dzięki minimalizmowi przebudowałam swój mikrokosmos, zrobiłam porządki nie tylko w szafach, ale przede wszystkim w niegdyś pogrążonej w chaosie głowie.

Skazane na stosik

Zapytała jedna z czytelniczek, w jaki sposób przeprowadzam selekcję książek, bo, jak twierdzi, w jej przypadku metoda z wyrzucaniem na środek pokoju  nie działa, wszystkie wróciły na regał.

Od dłuższego czasu stosuję metodę stosikową. Wiem, że stosiki książek kojarzą się raczej z blogami bibliofilskimi, gdzie symbolizują pozycje oczekujące na przeczytanie. Moje układanie poziomo książek w kupkę ma jednak zupełnie inną funkcję. Podczas porządkowania regału ustawiam pionowo (czyli normalnie) te pozycje, co do których nie mam żadnych wątpliwości, że zostają.

Natomiast wszystkie te, które budzą wątpliwości lub na pewno są przeznaczone do wydania bądź sprzedania, kładę na wyznaczonej półce na płask, ułożone jedna na drugiej. I tak sobie leżą przez pewien czas, do momentu, gdy będzie okazja coś z nimi zrobić: sprzedać, przekazać do biblioteki, dać komuś w prezencie. W tym okresie mogę oczywiście zmienić zdanie, ale bardzo rzadko się to zdarza.