Przejdź do głównej zawartości

Procesy w tle

Praca nad książką, która powoli dobiega końca, pomogła mi uświadomić sobie, że pewien etap życia mam już za sobą. 

Mniej więcej sześć lat temu, prawie siedem, przeczytałam po raz pierwszy o koncepcji minimalizmu. Byłam wtedy zagubioną i sfrustrowaną osobą, pogrążoną w kompleksach i uzależnioną od zakupów. Niezbyt szczęśliwą, właściwie nie wiadomo dlaczego. 

Stopniowo zaczęłam wprowadzać zmiany w swoim życiu, najpierw małe, potem większe. Zyskiwałam doświadczenie i wiedzę o sobie. Zaczęłam pisać bloga, co bardzo pomogło w tym procesie, nabierającym coraz większego rozpędu.

Upraszczałam, eliminowałam. Najpierw w sensie materialnym, a potem coraz bardziej także w innych wymiarach. Porzuciłam mnóstwo fałszywych wyobrażeń o sobie, życiu i świecie. Różne blokujące mnie przekonania i lęki. Dzięki minimalizmowi przebudowałam swój mikrokosmos, zrobiłam porządki nie tylko w szafach, ale przede wszystkim w niegdyś pogrążonej w chaosie głowie. 

Pisząc książkę, formułowałam różne wnioski w ramach podsumowania tego, co działo się przez te lata. Efektem ubocznym były ostatnie porządki w mieszkaniu, o których wspominałam niedawno na blogu, pozbycie się niedobitków rzeczy niepotrzebnych, ubrań, książek, drobiazgów, jako ostateczne oczyszczenie. 

Już od dłuższego czasu minimalizm jest dla mnie umiejętnością przydatną w życiu, a przestał być tematem przewodnim. Zmiany wprowadzone, nawyki dawno się utrwaliły. Wszystko to, co blokowało mnie i przeszkadzało mi w cieszeniu się życiem, zostało wyeliminowane i przechodzi do historii, aż zostanie zapomniane. 

Nie ma już czego upraszczać ani eliminować. Nie oznacza to, że moje życie stało się idealne czy też ja sama stałam się chodzącą perfekcją. Pracować nad sobą chyba nigdy się nie przestaje, tyle, że w tej chwili staje się bardziej procesem w tle, biegnącym gdzieś sobie w ramach innych spraw i zajęć, a nie muszę już poświęcać temu tak wiele uwagi, jak było to konieczne na początkowym etapie zmian.

Jednym z założeń dobrowolnej prostoty i minimalizmu jest zrobienie miejsca i warunków na zajęcie się innymi sprawami, które są dla nas ważne i interesujące. Należy jednak uważać, aby nie zająć się tak bardzo procesem doprowadzania siebie i otoczenia do nieistniejącego ideału, że zapomni się o tym, po co się to robi. 

Jestem w tej chwili bardzo zadowolona ze swojego życia, takiego, jakim ono jest. Nie jest idealne, ale jest najlepsze, jakie może być w danym momencie i okolicznościach. Jest w nim dużo miejsca dla ważnych dla mnie osób i zajęć, a nie ma niczego, co by mnie blokowało czy irytowało. Nie trzeba mi więcej. Czuję się wolnym człowiekiem, żyję w zgodzie ze sobą. 

Dla mnie etap minimalizmu został zamknięty. Nie oznacza to, że nie będę już o nim pisać ani go popularyzować. Zostanie dla mnie ważną wytyczną i superużytecznym narzędziem, które wykorzystuję niemal na każdym kroku. Będę nadal po niego sięgać w razie potrzeby.

Sympatyków mojego pisania uspokajam od razu, że nie zamierzam porzucać bloga. Po zakończeniu pracy nad książką (oraz zasłużonej przerwie urlopowej we wrześniu) znów będę miała więcej sił do pisania także tutaj, bo nie potrafię w pełni poświęcać się tworzeniu w dwóch miejscach, tak mam i trudno. Tematyka bloga w części nie ulegnie zmianie, mam chociażby do napisania jeszcze parę wpisów związanych z Waszymi pytaniami zadanymi przy okazji ankiety. Na pewno blog będzie jednak ewoluować i odzwierciedlać fakt, że powoli moje zainteresowania kierują się w inne strony. Niczego nie zapowiadam, sami zobaczycie, czas pokaże. 

Poza tym różne techniki i metody, które wypracowałam sobie w procesie upraszczania, warte są tego, by się nimi dzielić, podobnie jak chętnie słucham o pomysłach innych ludzi. Z chęcią też przeczytam i zarekomenduję Wam jeszcze niejedną książkę na temat sposobów porządkowania i szeroko rozumianego prostego życia. 

Źródło zdjęcia
W głowie i w notesie dojrzewają pomysły na kolejne książki (już nie o minimalizmie). Pisanie było dla mnie ważne zawsze, aż stało się częścią codzienności - to też jeden ze skutków upraszczania, poświęcam się zajęciu, o którym kiedyś marzyłam. Tym bardziej cieszy, gdy słyszę od czytelników, że czytanie tego, co piszę, przynosi im radość i inne korzyści. Nie ma większej przyjemności dla autora.

Czas więc stawić czoła nowym przygodom, które czekają za horyzontem. 

Popularne posty z tego bloga

Generalne porządki metodą minimalistki

Chciałabym, żeby blog i kanał na YouTube przestały być odrębnymi bytami i zaczęły wzajemnie się uzupełniać. Będę starać się, by każdemu opublikowanemu materiałowi wideo towarzyszył tekst, który będzie jego dopełnieniem. 
Dzisiejszy wpis jest dodatkiem do materiału pod tym samym tytułem, który możecie obejrzeć tutaj:

Opowiadam w nim o moim pomyśle na uproszczenie generalnych porządków. Uważam, że raz na jakiś czas dobrze jest zrobić taki pełen przegląd domu lub mieszkania, zajrzeć w każdy zakamarek, sprawdzić stan posiadania. Jednak trudno byłoby mi wygospodarować cały weekend czy kilka dni, a przecież takie bardzo dokładne porządki wymagają sporo czasu. Są też dość wymagającym procesem pod względem psychicznym, emocjonalnym, bo porządkując, trzeba podejmować szereg mniejszych i większych decyzji. Czego się pozbyć, w jaki sposób, co zostawić, jak zorganizować i poukładać te rzeczy, które zdecydowaliśmy się zatrzymać. 
Pomyślałam więc, że najłatwiej będzie to duże zadanie podzielić na …

Metoda Konmari to nie minimalizm

Wpis jest uzupełnieniem materiału wideo zamieszczonego w serwisie YouTube, który można obejrzeć tutaj: 

Książkę Magia sprzątania Marie Kondo przeczytałam cztery lata temu, o moich wrażeniach możecie przeczytać we wpisie pod tym samym tytułem. Odebrałam ją pozytywnie, ale samej metody nigdy nie stosowałam, bo nie miałam takiej potrzeby, o czym zresztą pisałam w tamtej recenzji. Na dobre w głowie z tej lektury pozostała mi jej myśl przewodnia: poszukiwanie radości w rzeczach i eliminowanie zbędnych przedmiotów w oparciu o kryterium: co chcę zostawić, zamiast stosowanego zwykle przez minimalistów: czego nie potrzebuję i czego chcę się pozbyć. Książki szybko się pozbyłam i nie myślałam o niej więcej.
Dopiero niedawno, gdy coraz częściej docierały do mnie opinie na temat wyprodukowanego przez Netflix serialu Sprzątanie z Marie Kondo(dostępny z polskimi napisami), pomyślałam, że warto byłoby sobie wyrobić własne zdanie na temat tej serii programów, nawet jeśli sama metoda sprzątania Konmari…

Kolorowa szafa minimalistki - także na wakacjach

Ostatni wpis z połowy czerwca. Aż trudno uwierzyć. Jednak to prawda. Nie chcę Was zamęczać tłumaczeniami, dlaczego tak długo milczałam. Niedługo minie pół roku od śmierci Taty. Ostatnie miesiące wbrew pozorom były nie tylko czasem smutku, ale przede wszystkim czasem ważnych zmian w życiu naszej rodziny, częściowo wymuszonych przez odejście Taty, a częściowo przez nią sprowokowanych (?), a może tylko przyspieszonych. Kilka z tych zmian jest naprawdę pozytywnych, dotyczą głównie życia mojej Siostry. W skrócie napiszę tylko, dla tych z Was, którzy zawsze trzymali za nią kciuki (wiecie, że Ula jest osobą niesłyszącą), że Sister zmieniła pracę i na razie jest bardzo zadowolona. A my cieszymy się, że jest doceniana i że ma szanse na rozwój i lepszą jakość życia.
Bałam się, że nie będę umiała już pisać tutaj. Jednak z tym jest chyba jak z jazdą na rowerze. Wystarczy usiąść i zacząć, a reszta idzie już sama...
Oprócz tego, że dużo działo się różnych rzeczy, które wymagały mojej uwagi czy wsp…