Przejdź do głównej zawartości

Skazane na stosik

Zapytała jedna z czytelniczek, w jaki sposób przeprowadzam selekcję książek, bo, jak twierdzi, w jej przypadku metoda z wyrzucaniem na środek pokoju  nie działa, wszystkie wróciły na regał.

Od dłuższego czasu stosuję metodę stosikową. Wiem, że stosiki książek kojarzą się raczej z blogami bibliofilskimi, gdzie symbolizują pozycje oczekujące na przeczytanie. Moje układanie poziomo książek w kupkę ma jednak zupełnie inną funkcję. Podczas porządkowania regału ustawiam pionowo (czyli normalnie) te pozycje, co do których nie mam żadnych wątpliwości, że zostają.

Natomiast wszystkie te, które budzą wątpliwości lub na pewno są przeznaczone do wydania bądź sprzedania, kładę na wyznaczonej półce na płask, ułożone jedna na drugiej. I tak sobie leżą przez pewien czas, do momentu, gdy będzie okazja coś z nimi zrobić: sprzedać, przekazać do biblioteki, dać komuś w prezencie. W tym okresie mogę oczywiście zmienić zdanie, ale bardzo rzadko się to zdarza.

Oto aktualny stosik. W całości przeznaczony do wydania/sprzedania, nie ma żadnych znaków zapytania. Czeka na rozstrzygnięcie aukcji na allegro, a niektóre pozycje zapewne zostaną komuś sprezentowane. Kolejny przygotowuję właśnie mentalnie, najprawdopodobniej zabiorę się za formowanie go, gdy ten wywędruje. 


To prosta metoda, skuteczna i bezpieczna, bo daje czas na zmianę decyzji i oswojenie się z myślą o pożegnaniu z daną książką. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Jeszcze prościej

To, że ostatnio rzadko poruszam na blogu temat minimalizmu, nie znaczy, że przestał być dla mnie ważny. Jest nadal istotny, ale w inny sposób niż wtedy, gdy wprowadzałam największe zmiany w swoim życiu i przestrzeni osobistej. Pisałam o tym we wpisie Procesy w tle
Po ośmiu latach mówienia i pisania o nim czuję przesyt. Nie mam już ochoty czytać książek ani blogów związanych z tym tematem. Nie twierdzę, że nie warto, bo wiele mądrych treści wciąż powstaje, jedynie ja nie mam już potrzeby dalej drążyć tych kwestii.

Nadal bardzo istotna jest dla mnie prostota, coraz ważniejsza. To raczej już nie ulegnie zmianie, bo zawsze ją lubiłam, a z czasem stała się dla mnie myślą przewodnią. W każdej dziedzinie życia. Prostota wypowiedzi, przekazu, formy i treści. W estetyce i ubiorze. W wystroju mieszkania. Na talerzu - bardzo istotna. Prostota i skuteczność rozwiązań - w pracy, nauce, komunikacji. Nie zajmują mnie natomiast zbytnio sprawy ilości rzeczy i zajęć, które na pewnym etapie były tak …

Jak żyć?

Gdy wydawnictwo Otwarte zaproponowało mi przesłanie do zrecenzowania książki Matsa i Susan Billmarków „Naucz się żyć”, poczułam się zaintrygowana z kilku powodów. Po pierwsze: tytuł. Pomyślałam, że to odważne przedsięwzięcie, próba napisania poradnika odpowiadającego na słynne pytanie „Jak żyć?”. Po drugie: informacja o tym, że pozycja ta jest w Szwecji bestsellerem, sprzedała się w ponad 500 tys. egzemplarzy. A trzecim powodem, dla której chciałam ją przeczytać, była bardzo wesoła i kolorowa okładka. Wiadomo, nie ocenia się książki po okładce, ale ta bardzo zachęcała do lektury.

Obiecałam sobie, że nie przeczytam niczego na temat słynnego duńskiego hygge, wystarczył mi jeden artykuł w jakimś kolorowym magazynie przejrzany u fryzjera, ale poradnik „Naucz się żyć” wydawał się nie mieć na szczęście nic wspólnego ze wspomnianym zjawiskiem, oprócz skandynawskiej proweniencji. 
Lektura okazała się satysfakcjonująca. Książka objętościowo niewielka, ale skoncentrowana treściowo. Myślałam, ż…

Zanim nazwiesz prezesa idiotą...

Za sobą mam wielkie ufff. Westchnienie ulgi, bo we wtorek zakończyłam megazlecenie, o którym pisałam ostatnio. Ponad dwa miesiące bardzo intensywnej pracy umysłowej. Przyznaję, że teraz jestem nieco sflaczała intelektualnie i jeszcze niegotowa na większy wysiłek. Na razie wysypiam się, nadrabiam zaległości domowe i towarzyskie, odpoczywam. Leniuchuję bez wyrzutów sumienia. Wracam do równowagi.
Pomyślałam, że oprócz minicyklu o szczęściu równolegle poopowiadam Wam trochę o tym, jak wygląda życie osoby pracującej na własny rachunek, bo często o to pytacie. Dzięki internetowi i możliwościom pracy zdalnej coraz więcej osób może brać pod uwagę takie rozwiązanie. A jest ono na pewno bardzo kuszące. Obiecuje wolność, niezależność. Więcej czasu wolnego, mniej stresu. Brak szefa nad sobą, brak konieczności dzielenia miejsca pracy z ludźmi, których obecność nie zawsze jest nam miła. 
Temat to bardzo szeroki, więc na jednym wpisie się na pewno nie skończy. Mam wrażenie, że istnieje sporo fałszy…