Przejdź do głównej zawartości

Bliskość rzeczy w „Znaku”

Już dwukrotnie w miesięczniku „Znak” poruszano tematykę rzeczy, wrześniowy numer zamyka ten tryptyk, ponieważ jest poświęcony relacjom, jakie mogą łączyć człowieka z rzeczami. Ponieważ rekomendowałam Wam poprzednie dwa numery (tutaj i tutaj), poproszono mnie, abym wspomniała także o bieżącym nr 724 zamykającym cykl. Spis treści możecie podejrzeć tutaj.

Przyznaję, że znużyła mnie ta lektura, chociaż niewątpliwie ciekawa i dająca do myślenia. Po prostu na tym etapie, kiedy sama już własny stosunek do rzeczy mam przepracowany i uważam, że bardzo zdrowy, nie mam już siły ani ochoty czytać dywagacji na tematy takie, jak przykładowo to, czy rzeczy mają pamięć.

Pewne rozbawienie wzbudził we mnie fakt, że wprawdzie dwukrotnie w numerze pojawiają się wzmianki o minimalizmie, lecz za każdym razem ograniczające się do tego krzywdzącego stereotypu, jakoby minimalizm miał polegać na posiadaniu stu lub mniej rzeczy. Myślałam, że tyle już zostało powiedziane i napisane na ten temat, że w tak poważnym tytule, jak „Znak”, nie przeczytam więcej takiego uproszczenia. Liczyłam na jakąś racjonalną i konstruktywną krytykę zjawiska, a tymczasem znowu te same oklepane stwierdzenia. Zawsze chętnie zapoznaję się z krytycznymi opiniami o minimalistach, bo one właśnie dają najbardziej do myślenia. Szkoda, bo mogło być naprawdę ciekawie.


Pomimo osobistych niezbyt pozytywnych wrażeń zachęcam Was jednak do sięgnięcia po ten numer, jeśli macie ochotę na refleksje nad miejscem rzeczy w naszym świecie, znajdziecie w nim sporo interesującego materiału do namysłu. 

Poniżej kilka cytatów na zachętę.
Bjornar Olsen „Wszyscy jesteśmy archeologami”:
Bycie człowiekiem oznacza bycie wśród rzeczy, ich posiadanie - nie tylko jako własności, ale także, a może przede wszystkim, jako narzędzi pozwalających tworzyć nasze społeczeństwo.
 Marek Krajewski „Dżepetto wystrugał Pinokia, a ten uczynił go człowiekiem”:
 Najbardziej powszechną formą kontroli rzeczy ze strony człowieka jest ich wyrzucanie i zastępowanie nowymi przedmiotami, a zatem następujące w bardzo szybkim i stale powtarzanym rytmie procesy zrywania i nawiązywania relacji z obiektami materialnymi. Nie naprawiamy ani nie poprawiamy już rzeczy, nie odkładamy na gorsze czasy, z pogardą patrzymy na staromodne pawlacze i piwnice, w których składowano to, co kiedyś jeszcze mogło się przydać (...). Wszystko to na nic, bo przedmiotów nie można się pozbyć. Powracają, niczym Pinokio do swojego twórcy Dżepetta, pod postacią przepełnionych wysypisk, skażonej wody i powietrza, morskich stworzeń wchłaniających plastikowe odpady, rzeczy stworzonych z odzyskanych drogą recyklingu materiałów, ciepła i energii powstających dzięki spalaniu lub kompostowaniu tego, co materialne.
  Katarzyna Prot-Klinger „Rzeczywista wartość rzeczy”:
Trudno porzucić rzeczy, które symbolizują wydarzenia, bo to jest jak zakończenie czegoś, powiedzenie na głos, że tamten czas nie powróci. Takie uczucia mamy w stosunku do naszych rzeczy, ale myślę, że jeszcze większy problem pojawia się z przedmiotami, które należały do bliskich nam osób.(...)
Likwidując dom po rodzicach, konfrontujemy się z własną śmiertelnością. Ktoś, pewnie któreś z naszych dzieci, będzie robić to samo z naszymi rzeczami. 
Ten ostatni wywiad bardzo przypadł mi do gustu i przeczytałam go z prawdziwą przyjemnością, ponieważ porusza kwestie związane z przedmiotami, które mają dla ludzi emocjonalne lub symboliczne znaczenie: zabawek czy talizmanów z dzieciństwa, pamiątek po bliskich albo przedmiotów z przeszłości. Pojawia się w nim odniesienie do książeczki  Lydii Flem Jak likwidowałam dom moich rodziców, którą wielokrotnie w Sztuce minimalizmu w codziennym życiu przywołuje także Dominique Loreau. Myślę, że w końcu sama po nią sięgnę, bo wydaje się być warta przeczytania.

Na deser natomiast przedstawiam Wam nowy szablon bloga. Poprzedni, zaprojektowany przez Adriannę Nowaczek, bardzo polubiłam, ale potrzebuję odmiany i odrobiny koloru.

Popularne posty z tego bloga

Uniform minimalistki

Temat osobistego uniformu obracam w głowie już od kilku lat, co najmniej. Jednak jeszcze do niedawna nie czułam się gotowa na to, by ostatecznie zdefiniować go dla siebie. Owszem, wiedziałam, że ciągnie mnie w tym kierunku i że coraz bardziej zbliżam się do wprowadzenia go w życie na co dzień. Jednak jeśli obserwowaliście, być może, moje materiały o kolorowej szafie minimalistki na YouTube, w cyklu, w ramach którego zaprezentowałam całą swoją kapsułową garderobę na wszystkie pory roku, mogliście zauważyć, że wprawdzie mój styl i zestawy ubraniowe były już dość wyraziste i powtarzalne, trudno było by nazwać je uniformem. 
Tak jednak się złożyło, że w międzyczasie zmieniłam tryb życia poprzez powrót do oprowadzania po Krakowie (już nie tylko po Wawelu, jak było parę lat temu), więc o wiele częściej wychodzę pracować poza dom. Oczywiście wymusiło to dostosowanie zawartości szafy i pewne jej uzupełnienia. A jednocześnie kilka ubrań z niej wywędrowało. Z powodu zużycia, ale też zmian w mo…

Minimalizm na Nowy Rok - postanowienia

Nie podejmuję noworocznych postanowień, mówiłam już o tym wielokrotnie. Wolę wprowadzać zmiany wtedy, gdy czuję się do nich gotowa, w dowolnym momencie roku. Nie czekam ze swoimi osobistymi zobowiązaniami do poniedziałku czy pierwszego dnia miesiąca. Od dawna uważam, że początek stycznia jest nienajlepszym momentem na takie działania, bo to czas zimowej ciemnicy, często depresyjnej aury i innych nieprzyjemnych okoliczności. Nie znaczy to jednak, że nie kibicuję osobom, które podejmują noworoczne próby zmiany nawyków. Zawsze warto pracować nad sobą i ulepszaniem swojej codzienności. 
Oto więc kilka moich propozycji na plan zmian/postanowienia noworoczne. Oczywiście można je wykorzystać także w innym czasie, ale można też wdrożyć je, czyniąc użytek z energii, jaką daje ten symboliczny nowy początek, jakim jest pierwszy dzień roku. 
Ważna uwaga na początek: moim zdaniem lepiej jest nie stawiać sobie zbyt ambitnych celów i wprowadzać jednocześnie ostrych restrykcji w wielu dziedzinach ży…

Dziesięć lat z minimalizmem

Za długo mnie tutaj, na blogu, nie było. Powodów ku temu było wiele, nie będę po raz kolejny się tłumaczyć. Jeśli czytasz te słowa, prawdopodobnie chociaż trochę mnie lubisz, więc po prostu przepraszam cię za tę ciszę. Trudno wrócić po tak długiej przerwie, ale jest tylko jeden sposób, by tę trudność przełamać. Usiąść i napisać. 
Mija 10 lat od mojego pierwszego zetknięcia się z koncepcją minimalizmu. Nie sądziłam wtedy, że dekadę później będę go nadal stosować. Co więcej, nawet nie wyobrażałam sobie, że kiedykolwiek poczuję się minimalistką. Od tamtego czasu bardzo wiele w moim życiu się zmieniło. Właściwie pod każdym względem na lepsze. Jeśli śledzisz mojego bloga lub kanał, znasz już dobrze historię tych zmian, nie będę więc tym razem opowiadać tej historii po raz kolejny. 
Nie zastanawiam się, co będzie za kolejne 10 lat. Jaka będę, gdzie i jak będę żyć? Tego nie wie nikt. Być może nie będzie mnie już wśród żywych. Tego też nie wiadomo. Nie ma to zresztą żadnego znaczenia dla teg…