Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z listopad, 2015

Królowa zakupów

Zapytał mnie czytelnik, czy mam zamiar skomentować owo zakupowe „święto”, jakim jest przeniesiony do nas z USA tak zwany „Black Friday” (czyli czarny piątek), oficjalnie rozpoczynający okres przedświątecznych zakupów, wyprzedaży i promocji. 
Moim zdaniem nie ma czego komentować. Nie moje to święto. Owszem, bawią mnie obrazy ludzi stojących w kilometrowych kolejkach, przepychanki i bójki o szczególne okazje. To jest bardzo zabawne, obserwowanie zbiorowej histerii, nadawania zakupom rangi religii czy też pełnych emocji rytuałów. Jednak cóż mi do tego, że ktoś poddaje się temu szaleństwu, poluje na promocje i zniżki, ekscytuje tym, jaką wspaniałą okazję udało mu się upolować. Nie podzielam tych radości, ale też nie widzę powodu, by potępiać. 
Czarny piątek, cyfrowy poniedziałek, dzień darmowej dostawy - wszystkie te okazje skłoniły mnie jednak do innej refleksji: nad moją osobistą zakupową ewolucją. Jedenaście lat temu, gdy zaczęłam regularnie i sensownie zarabiać, zakupy stały się dla …

Siła przyciągania

W ostatnich wpisach przewijał się temat poznawania siebie. Przypomniała mi się w związku z tym książka, którą czytałam podczas urlopu. 
Na bloga autorki, Anny Piwowarskiej, Autentyczny copywriting, trafiłam, gdy pisała o swojej „liście rzeczy do niezrobienia” i o tym, jak minimalizm pomaga jej w codziennym życiu. Ucieszyłam się, gdy wydała książkę „Autentyczność przyciąga”o koncepcji budowania marki na autentycznym przekazie. Nie zawiodłam się na tej lekturze, chociaż pewnie nie sięgnęłabym po nią w księgarni, gdybym wcześniej nie znała bloga Ani - po prostu niezbyt interesują mnie zagadnienia marketingu i budowania marki, chociaż być może jako blogerka powinnam być nimi bardziej zainteresowana. 
Jednak ta książka nie jest typowym poradnikiem biznesowym (na które mam alergię). Podpowiada przede wszystkim, jak pracować nad swoim przekazem do świata tak, aby był on szczery, prawdziwy i przejrzysty. Opiera się na konkretnych przykładach, prawdziwych historiach, nie teoretyzuje. Z mojego…

Ascetyczny suchar

Wracam do tematu poruszonego w cytowanym przeze mnie w ostatnim wpisie komentarzu czytelniczki Iwony. Czy minimalizm musi być pokrewny ascezie i czy oznacza rezygnację z wszystkiego, co nie jest absolutnie do życia niezbędne, z wszelkiej wygody, możliwości wyboru, estetyki i ozdób? 
Myślę, że w skrajnym wydaniu może tak wyglądać. Są ludzie, którzy po prostu takie ascetyczne podejście mają w naturze, są też tacy, którzy stosują go świadomie, aby doskonalić ducha, kształtować charakter. Bądź uważają, że posiadanie czegokolwiek ponad to zupełne minimum jest marnotrawieniem pieniędzy, czasu i sił życiowych. I jeszcze tacy, którzy żyją w biedzie, bo tak im się życie układa i nie nazywają siebie minimalistami, bo rzecz jasna woleliby mieć więcej niż owo minimalne minimum. Tęsknią za wygodą, wyborem i ozdobami, bo ledwo stać ich na zaspokojenie podstawowych potrzeb życiowych.
Wielokrotnie zadawałam sobie pytanie o to, czy chcę dążyć do takiej ascezy, jaką na przykład propaguje Leo Babauta. …

A ja nie mam lajfstajla

Pod ostatnim wpisem czytelniczka Iwona zamieściła ciekawy komentarz, na który postanowiłam obszerniej odpowiedzieć, bo dotyka bardzo ważnej kwestii: Czytając wiele o minimalizmie, zastanawiam się nad tym, czy opisujące go osoby piszą jeszcze o minimalizmie czy już o czymś, co lepiej było nazwać optymalizmem lub funkcjonalizmem. Tak naprawdę minimalizm to minimum tego, co potrzebujemy i w moim odczuciu to, co wzięłaś ze sobą, to był ten zestaw minimum i nic nie brakowało. Wszystko ponad to, to już coś ekstra. Dlatego patrząc, zwłaszcza na blogi kobiet, które "udowadniają" rozlicznymi kreacjami, że są minimalistkami, widzę że jest tam dużo ponad to co, jest dla nas minimalne. Bardziej przemawia do mnie 100 rzeczy klasyka minimalizmu Babauty - bo to rzeczywiście jest ograniczanie się do tego, co absolutnie niezbędne. Rzecz oczywiście nie w tym, żeby odliczyć do setki. Ale minimalizm jest w moim przekonaniu pokrewny ascezie - czyli nie powinno się tam znaleźć nic, co…