Przejdź do głównej zawartości

Kwiat lotosu na przejrzystej tafli

W opowiadaniach o minimalistycznym upraszczaniu życia od czasu do czasu pojawia się temat relacji z ludźmi, a mówiąc ściśle, rezygnowania z niektórych z nich i świadomego dobierania sobie osób, którymi się otaczamy. Zauważyłam, że budzi on sporo emocji. Zwłaszcza aspekt „usuwania” negatywnych osób ze swojego otoczenia. W bardzo dojrzały i wyważony sposób polemizuje z tym wątkiem autorka bloga My Slow Nice Life we wpisie O porządkach w szafie. Ludzie.  

Wioletta tak pisze: 
Czuję dyskomfort, gdy mowa o „usuwaniu” z życia toksycznych ludzi. Nie jestem święta, mimo wszystko chyba po prostu czasem wolę w życiu wyjść na pierwszą naiwną niż odtrącić. Paręnaście lat pracy z ludźmi pozwoliło mi zaobserwować jedną rzecz - że agresja, kompleksy, wywyższanie się itp. często pokrywają rzeczywiste problemy, które nie każdy potrafi sobie uświadomić, a nawet jeśli już to zrobi, to nie potrafi się z nimi pogodzić. Mówiąc prosto: ludzie zgrywający cwaniaków, uważający innych za gorszych w istocie często sami tak właśnie się czują i próbują jakoś to ukryć, nawet przed samymi sobą. Nie znaczy to oczywiście, że należy im pozwalać na niszczenie nas, ale może warto spróbować spojrzeć na nich inaczej. Spróbować. Niekoniecznie więcej, nikt nam nie każe nikogo niańczyć i zbawiać, bo dojrzałość emocjonalna to jest jednak cecha dorosłego człowieka. Ale mimo wszystko... Poczucie niższości i kompleksy (oraz paradoksalnie idące za nimi wywyższanie się  i agresja) chyba nigdy nie pochodzą z wnętrza człowieka, raczej zostały mu „wdrukowane” - gdzie? kiedy? przez kogo?
Mówi o tym, że należy pamiętać o tym, że my sami też nie jesteśmy idealni, że nie wiemy, jak postrzegają nas inni. O tym, by dawać ludziom drugą szansę, otwierać się na nich, próbować ich zrozumieć. Być wyrozumiałymi. Oraz, co najważniejsze, że najlepiej jest dążyć do psychicznej niezależności od tego, co robią nam inni (czyli do wewnętrznej wolności). Do tego, by umieć zachować dystans, bez konieczności fizycznego oddalania się od osoby, która odnosi do nas źle albo działa na nas toksycznie. 


Mądre to słowa, pisane z perspektywy osoby dojrzałej emocjonalnie, poukładanej. I zgadzam się z tym podejściem, w przeważającej części. Ale jest (zawsze jest) pewne „ale”. Może nawet kilka. 

Do psychicznej niezależności nie dochodzi się w pięć minut. To proces na lata, wymagający sporo obserwacji, pracy nad sobą. Najpierw trzeba nabrać dystansu do samego siebie i do własnych wad i słabości, by nie mieć ich tak bardzo za złe bliźnim. Z własnego doświadczenia wiem, że na etapie, gdy ma się jeszcze z tym dystansem i dojrzałością emocjonalną problemy, lepiej jest czasem oddalić się czy odciąć od osoby, która działa na nas toksycznie. Czasem także fizycznie. Zerwać kontakt. Jeśli nie jest się do tego gotowym, próby zachowania spokoju wobec „do tego, co robią nam inni”, mogą być zbyt trudne, za dużo zdrowia kosztować. Bo jeszcze jest za wcześnie. Mogę rozumieć, że ktoś źle się do mnie odnosi lub próbuje mną manipulować, bo jest sfrustrowany, nieszczęśliwy, inaczej nie potrafi, bo tak go nauczono itp., ale mogę sama nie być jeszcze na etapie rozwoju, który pozwoli mi się przed czyimś „wyżywaniem się” zabezpieczyć i zachować pełen spokój. 

Oczywiście mówimy o sytuacji, gdy toksyczna, agresywna czy w jakikolwiek inny sposób źle odnosząca się do nas osoba należy do kręgu osób, co do kontaktów z którymi możemy podejmować decyzje samodzielnie. Znajomy, czasem członek rodziny. Ale co z ludźmi z pracy albo z innych miejsc, w których bywać ze względów praktycznych bywać musimy lub chcemy, a bywanie to wiąże się ze spotykaniem różnych osób, których sobie nie wybieramy. I co: od razu zmieniamy pracę, tylko dlatego, że współpracownik czy przełożony jest agresywnym dupkiem, ale jednocześnie lubimy pozostałe jej aspekty i z pensji jesteśmy zadowoleni? Jeśli jest możliwość, czemu nie, ale przecież nie zawsze są takie opcje. 

Photo Martin Tasew
Można spróbować wytrwać i ćwiczyć wspomnianą duchową niezależność. Pracować nad opanowaniem własnych emocji, na przykład. Cenną umiejętnością jest przecież zdolność do zachowania stoickiego spokoju wobec kogoś, kto się unosi, podnosi głos, jest agresywny. Lubię obserwować, jak to działa na ludzi. Ktoś zaczyna na ciebie krzyczeć na przykład i, mówiąc kolokwialnie, „jedzie po tobie”, a ty jesteś tą słynną oazą spokoju i kwiatem lotosu na przejrzystej tafli spokojnego jeziora... I okazuje się, że ta druga, podniecona i nabuzowana strona, nie bardzo wie, co ma z tym fantem począć. 

Piękne jest to, że wraz z wykształcaniem się psychicznej niezależności i budowaniem umiejętności zachowania dystansu do każdej, nawet najbardziej irytującej i nieznośnej osoby, człowiek przekonuje się, że uczyć się można od każdego i wynieść coś dla siebie nawet z relacji z osobą emocjonalnie niestabilną albo wredną. Warunkiem jest jedynie zdolność do zadbania o własne bezpieczeństwo, dostrzeganie ewentualnych pułapek, machinacji i manipulacji. Każdy człowiek wart jest poznania i w każdym można znaleźć inspirację lub podpatrzyć przydatną umiejętność.

To dopiero początek, temat porządkowania relacji jest dosyć szeroki, nie chcę Was zamęczyć długaśnym wpisem. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bezdzietna z wyboru

Noszę ten temat w sobie już od dawna, a zabieram się do wpisu od dobrych paru miesięcy. Wprawdzie w głowie jest gotowy, ale trudno mi się przełamać, by go napisać. Sami zobaczycie dlaczego. 
W pierwszej chwili może wydać się Wam, że sprawy, o których będę pisać w tym i kolejnych wpisach, niezbyt są związane z ogólną tematyką bloga, ale tak jest, moim zdaniem, tylko pozornie. Wszak i tutaj, i w swoich książkach dużo mówię o odwadze życia po swojemu oraz o świadomym podejmowaniu decyzji w każdej dziedzinie. 
Po raz pierwszy poproszono mnie o wypowiedź na temat bycia bezdzietną z wyboru kilka lat temu, do jakiegoś materiału prasowego. Nie czułam się jednak na siłach. Wydawało mi się to sprawą zbyt intymną. Nie chciałam też wciągać w to mojego partnera życiowego. Ma prawo do prywatności i nie musi chcieć dzielić się swoimi osobistymi decyzjami z połową internetu, jedynie dlatego, że jego żona jest blogerką i jak na blogerkę przystało, czasem psychicznie oraz emocjonalnie obnaża się w sie…

15 lat później

Przeglądałyśmy niedawno z moją przyjaciółką Kasią stare zdjęcia. Na jednym z nich zobaczyłam osobę, która wydała mi się znajoma. Zapytałam: co to za baba? - Jak to, nie poznajesz, przecież to Ty! 
Po bliższym przyjrzeniu się stwierdziłam, że to prawda. Ja, jak najbardziej ja, w całej okazałości. Po krótkich obliczeniach ustaliłyśmy datę powstania tej fotografii na 2001 rok. Dla mnie rok trudny, zapamiętałam go nie tylko z powodu zamachu na WTC z 11 września. Bardzo byłam wtedy zagubiona, nieszczęśliwa, samotna, chociaż wciąż wśród ludzi. Poszukująca miłości, stabilizacji, bezpieczeństwa, a jednocześnie często działająca na własną szkodę. Bardzo źle, wręcz fatalnie czułam się w swojej skórze. To chyba był czas mojej prawie rekordowej wagi, chociaż wydaje mi się, że w najbliższych miesiącach jeszcze bardziej przytyłam (ale nie chcę tego pamiętać). 
Gdy zobaczyłam to zdjęcie, przeraziłam się, ale też pomyślałam, że chcę go zachować na pamiątkę. I pokazać światu, co może wydać się Wam dz…

Na rozstaju

Wróćmy do tematu niechcenia dzieci. Obiecałam wyjaśnić Wam, czym kierowałam się w procesie podejmowania ostatecznej decyzji w tej kwestii. Nie traktuję tego jako tłumaczenia się, nie widzę powodu, by się tłumaczyć. Uważam jednak, że za rzadko rozmawia się na ten temat, a Wasze pozytywne reakcje pod ostatnim wpisem potwierdzają, że jest taka potrzeba. Może gdybyśmy częściej mówili o tym, dlaczego jedne osoby pragną mieć dzieci, a inne nie, mniej emocji budziłby ten temat? Może łatwiej byłoby o tym mówić? 
Właściwie nie pamiętam, czy ktoś kiedyś pytał mnie CZY chcę mieć dzieci albo DLACZEGO nie chcę. Bywałam za to strofowana za to, że tak z tym zwlekam, nazywana egoistką, straszona starością w samotności (dzieci jako polisa na starość to mój ulubiony motyw). Pamiętam, jak kiedyś zbeształa mnie lekarka przy okazji badań okresowych, coś w tonie „najpierw czekają nie wiadomo na co, a potem mają pretensje, że nie mogą zajść w ciążę”. Dodam, że wypaliła z tym tekstem ni stąd, ni zowąd, niep…