Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z maj, 2016

Cześć Piękna!

To, że brak akceptacji swojej fizyczności nie zależy wcale od wyglądu danej osoby, czasem zaskakuje. Spotkałam w swoim życiu zarówno osoby o znacznej urodzie, które uważały się za grube brzydactwa, jak i całkiem zwyczajnych przeciętniaków lubiących siebie i dobrze czujących się w swojej skórze, a czasem nawet przekonanych o byciu ósmym czy którymśtam z kolei cudem świata. Nie, wcale nie musi być związku między jednym a drugim. Bo nielubienie siebie i brak kontaktu ze sobą nie wynika z tego, jak się wygląda. Zwykle ma wiele innych przyczyn i one wszystkie mają swój początek w głowie, a nie na zewnątrz. 
Jak pisałam wcześniej, nie lubiłam swojego ciała i traktowałam go jako obcego i wroga praktycznie od czasów nastoletnich. A wyglądałam w tym czasie bardzo rozmaicie, czasem lepiej, czasem gorzej, jak potwierdzają zdjęcia. Niezależnie od tego, co na tych fotografiach widać, czy całkiem całkiem zadbaną laskę, czy też spasiony kawał baby z dziwnym kolorem na włosach (a mam na swoim koncie…

Ciało zdecydowanie obce

Dzisiaj moja wesoła rozgłośnia nadaje z Warszawy, gdzie przebywam jeszcze do niedzieli. Jutro spotkanie w Królikarnia Cafe o godz. 18:30, a w niedzielę podpisuję swoje książki na Targach Książki (na Stadionie Narodowym) o 14:00 na stoisku motyleksiazkowe.pl, 28/D3.
Tyle spraw organizacyjnych. Wróćmy do tematu mojego godzenia się z fizycznością. Bardzo długi to proces, wieloletni i wielopoziomowy. Zastanawiając się, jak o nim opowiedzieć, by doświadczenie to mogło być przydatnym dla innych osób, stwierdziłam, że chyba najważniejszym jego elementem było nauczenie się słuchania swojego ciała, zaufanie mu i docenienie jego mądrości. 
Jako młoda osoba patrzyłam na swoją fizyczną powłokę jak na element obcy, dany mi wbrew mojej woli. Byłam zirytowana tym, że nie odpowiada ona moim wyobrażeniom o pięknie. Niska, drobna i z tendencją do tycia w dolnej połowie ciała, włosy właściwie nie wiadomo w jakim kolorze, bo płowiejące pod wpływem światła słonecznego, a po obcięciu ciemne, niemal jak u …

Warszawski tydzień z czytelnikami

Dzisiaj zaczynam swój warszawski tydzień spotkań z czytelnikami. Okazje do porozmawiania będą aż trzy. Dzisiaj wieczorem o godzinie 20:00 będziemy mówić o minimalizmie w ramach Nocy Muzeów w galerii Akademii Sztuk Pięknych. Za tydzień w sobotę w Królikarnia Cafe spotkanie autorskie (nie znam jeszcze dokładnej godziny). A w niedzielę na Targach Książki będę podpisywać swoje książki na stoiskumotyleksiazkowe.pl [28/D3]. Zapraszam serdecznie! 
Natomiast w połowie czerwca szykuje się spotkanie w Gdańsku, szczegóły wkrótce. 

Długa droga do domu

Mentalnie nadal przebywam w innej galaktyce, ale zaganiam się do napisania nowego wpisu, bo wiem, że jeśli tego nie zrobię, z każdym dniem będzie mi coraz trudniej się zmobilizować. Obiecałam Wam temat diety, odchudzania i odżywiania, który zresztą nieraz już gościł na blogu. Nie zmieszczę się na pewno w jednym wpisie, tym bardziej, że różne aspekty i wymiary chciałabym uwzględnić.
Wydaje mi się, że w życiu każdego z nas jest jakiś temat przewodni, jakaś jedna duża sprawa do „rozkminy”, od której zależy szereg innych, mniejszych, ale też istotnych. Moim węzłem do rozsupłania okazał się być stosunek do ciała. Z miliona różnych przyczyn. Przede wszystkim z powodu różnych przekonań, nawyków i wyobrażeń, które odziedziczyłam po przodkach. Z obu stron rodziny właściwie chyba nie było w historii kilku ostatnich pokoleń kobiety, która nie miałaby jakiegoś „problemu ze sobą”, ze swoją fizycznością. Nie chcę tu wywlekać prywatnych spraw mojej rodziny, zresztą do niczego potrzebne to nie jest.…

Wiosenne przesilenie

Czas przerwać to milczenie, bo czytelnicy pytają, czy jeszcze żyję ;-) Żyję, nie samą miłością, ale prawie. Pracy też było więcej w ostatnich dniach, jako wolny strzelec musiałam nieco przysiąść, żeby móc sobie pozwolić na długi weekend majowy. Udało się. 
Pytacie mnie w korespondencji e-mailowej o różne sprawy i tematy, które poruszałam w książkach lub na blogu. Często pojawiają się zapytania o odżywianie, bo kwestie te często pojawiały się dawniej we wpisach i sporo pisałam o nich w „Minimalizmie dla zaawansowanych”. Dopytujecie o to, ile ważę, ile mam wzrostu, jak wyglądają moje posiłki na co dzień, czy liczę kalorie. Wiecie, że schudłam, więc pytacie, jak dużo i w jakim czasie. Z jednej strony rozumiem tę ciekawość, bo prawie każdy szuka skutecznego sposobu na utratę i utrzymanie wagi, z drugiej jednak strony pytania takie wprawiają mnie w pewne zakłopotanie. Z wiekiem i nabywanym doświadczeniem przestałam bowiem wierzyć w uniwersalne metody odchudzania. Jestem absolutnie przekon…