Przejdź do głównej zawartości

Narzędzie tylko i aż


Wkrótce szykuje się dla Was kolejny konkurs na blogu, chciałabym więc zamieścić jeszcze jedną opowieść nadesłaną na konkurs „Porządki w głowie”, by zamknąć już ten rozdział. Dzisiaj historia Stelli:
Minimalizm to dla mnie narzędzie do życia zgodnie ze swoimi wartościami. Brzmi to trochę jak slogan, wiem, a jednak właśnie takie podejście jest mi najbliższe.
Jestem z tego pokolenia, co Ty, Ajko. Miałam okazję obserwować puste półki, stać w kolejce po kawę, watę i podpaski i potem mogłam zachłysnąć się pieniędzmi zarobionymi w zachodniej korporacji.
Kiedy spadły na mnie nieprzewidziane wydarzenia losowe, nie umiałam się z nimi zmierzyć. Ciągle chciałam mieć więcej, a jednocześnie już nie mogłam. Więc jakiż był tego skutek? Miałam więcej, ale bylejakości, rzeczy do wyrzucenia po jednym praniu, książek do przeczytania na kiedyś, bo gdzieś przeczytałam, że i bez jej znajomości ani rusz, nieprzeczytane modne gazety i gadżety na każda okazję. Z domu wyniosłam niechęć do wyrzucania, więc do tego cała masa przydasiów, kawałki szmat i szmateczek, rur i rureczek, bo coś może się zepsuć, trzeba będzie załatać w czasie, który nigdy-nie-nastąpi.
Zakopałam się pod każdym możliwym względem. Zamiast finansowej stabilności długi, które odziedziczyłam, i te, które musiałam zrobić, by utrzymać swój status quo. Zamiast dobrej jakości ubrań nic wartościowego, nie od pary, nic co tworzyłoby całość i mało tego, nic, co tworzyłoby mój styl. Zamiast relacji ucieczka w seriale. Zamiast nauki angielskiego, tańca czy pisania tylko gadanie, że kiedyś, jak to wszystko minie. Zamiast szczupłej, zdrowej osoby gruba astmatyczka.
Dotarło do mnie, że włączyłam guzik autodestrukcji, ale nie umiałam go wyłączyć. Nic w moim życiu nie było takie, jak sobie wymarzyłam a ja byłam w tym wszystkim kompletnie bezradna. Ani w głowie porządku, ani w domu, wszędzie chaos.  W tym momencie trafiłam na wywiad z Tobą w jakiejś gazecie. To był taki pierwszy znak. Pojawiła się myśl, że będę zastanawiać się przy każdym zakupie: czy to jest w zgodzie ze mną? Czy pasuje mi do czegoś? Czy to rzucę w kąt, jak wszystko? Czy może rozwali się po pierwszym praniu? To był tylko mały krok, który pozwolił mi jedynie ograniczyć wydatki, nie przywiozłam już dziesiątej pary kolczyków z pobytu nad morzem. Potem zaczęłam czytać książki i blogi o minimalizmie, od minimalizmu przeszłam do uważności i ze zdziwieniem odkryłam, że uważność jest jednym z technik terapii poznawczo-behawioralnej. Zaczęłam zanurzać się w tę terapię, dostrzegać błędy w swoim myśleniu, żyć z większą świadomością. Kiedy wreszcie natknęłam się na kolejny nurt tej terapii - terapię zaangażowania ACT, miałam wrażenie, że dotychczas umykało mi coś najważniejszego: w życiu chodzi o życie zgodnie z wartościami. Nie kiedyś, nie za rok, za dwa, za trzy, ale tu i teraz, bo teraz się dzieje ŻYCIE. Umiałam wskazać, co jest dla mnie najważniejsze, ale nie umiałam dzień w dzień  realizować swoich priorytetów, życie mi po prostu umykało a ja ani na krok nie zbliżałam się do tego, co było ważne. W terapii ACT najważniejsze to zauważyć swoje myśli, te które są bolesne, mówią nie dasz rady i tak nie wyjdzie. Nie traktować tych myśli jako objawionej prawdy, myśl przyjdzie i odejdzie. A ty rób swoje. I tak zaczęłam działać, myśli przychodzą i odchodzą, a ja robię swoje, to, co chciałam robić i odwlekałam w czasie z różnych względów. Terapia ACT czy poznawczo-behawioralna dają różne możliwości realizowania swoich wartości, postanowień, celów i z powodzeniem je stosuję. 
Minimalizm jest dla mnie kolejnym narzędziem. Nie filozofią, ale właśnie narzędziem do realizowania wartości w życiu. Moją wartością jest rozwój, chcę się rozwijać, uczyć języków.  Mogę wykorzystać minimalizm przy dokonywaniu codziennych wyborów: czy naprawdę chcesz ten łach, czy jednak wolisz wziąć kolejną lekcję angielskiego? Wybieram relacje z rodziną i przyjaciółmi, lubię z nimi grać w gry planszowe. Mogę zapytać, czy potrzebny ci trzeci szampon do włosów, czy wolisz za dwa miesiące kupić nową planszówkę? Czy naprawdę chcesz spędzać 3 godziny w sklepie, szukając produktów, czy też wykorzystasz zakupy do domu; i zajmie Tobie to 15 minut, stracisz 5 zł (a może i nie, bo trzeba przywieźć te zakupy jakoś), a zaoszczędzony czas wykorzystasz na grę z przyjaciółmi? Nie chodzi o to, że minimalizm jest dla mnie zawsze oszczędzaniem pieniędzy, ale zawsze jest pytaniem o wybór między realizowaniem wartości a ich nierealizowaniem. 
Minimalizuję wszystko to, co od tych wartości mnie odciąga. Eliminuję pochłaniacze czasu,  by spędzić ten czas z rodziną lub rozwijając swoje pasje, taniec i naukę angielskiego. Usuwam pochłaniacze kurzu: mam mniej sprzątania, zatem więcej czasu. Usuwam niezdrowe jedzenie: mniej wydaję pieniędzy na suplementy. Chciałam pomagać ludziom, zatem przejrzyj garderobę i oddaj potrzebującym swoje ciuchy, zawieź do przedszkola nieużywane zabawki, które leżakują w piwnicy. Jeśli chcesz je uwiecznić, bo masz sentyment i to cię blokuje zrób zdjęcie. Lista tego, co mogę wyeliminować, by mieć więcej czasu, zasobów na życie zgodne z wartościami nie ma końca. I właśnie pod tym względem minimalizm to dla mnie narzędzie. Tylko i aż.

Zdjęcie Dan Carlson

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

15 lat później

Przeglądałyśmy niedawno z moją przyjaciółką Kasią stare zdjęcia. Na jednym z nich zobaczyłam osobę, która wydała mi się znajoma. Zapytałam: co to za baba? - Jak to, nie poznajesz, przecież to Ty! 
Po bliższym przyjrzeniu się stwierdziłam, że to prawda. Ja, jak najbardziej ja, w całej okazałości. Po krótkich obliczeniach ustaliłyśmy datę powstania tej fotografii na 2001 rok. Dla mnie rok trudny, zapamiętałam go nie tylko z powodu zamachu na WTC z 11 września. Bardzo byłam wtedy zagubiona, nieszczęśliwa, samotna, chociaż wciąż wśród ludzi. Poszukująca miłości, stabilizacji, bezpieczeństwa, a jednocześnie często działająca na własną szkodę. Bardzo źle, wręcz fatalnie czułam się w swojej skórze. To chyba był czas mojej prawie rekordowej wagi, chociaż wydaje mi się, że w najbliższych miesiącach jeszcze bardziej przytyłam (ale nie chcę tego pamiętać). 
Gdy zobaczyłam to zdjęcie, przeraziłam się, ale też pomyślałam, że chcę go zachować na pamiątkę. I pokazać światu, co może wydać się Wam dz…

Lekcje szczęścia – 3. Ogarnij się!

Dzień dobry w Nowym Roku! Jak tam Wasze postanowienia noworoczne? Lubicie je podejmować? Udaje się Wam ich dotrzymywać?
Jeszcze parę lat temu też robiłam podsumowania starego roku, a z początkiem nowego po raz kolejny podejmowałam projekt „Nowa ja”. Do pewnego momentu niestety dość nieskutecznie, entuzjazm szybko opadał i próby zmian kończyły się porażką. Schemat ten ostatecznie przeszedł do przeszłości wraz z rozpoczęciem stosowania podejścia minimalistycznego. Po prostu zaczęłam naprawdę zmieniać swoje nawyki w miarę ich identyfikowania i przestałam czekać z wprowadzaniem zmian do poniedziałku albo początku roku. Gdy stwierdzałam, że jakieś moje zachowanie mi przeszkadza i wymaga korekty, od razu zabierałam się do pracy nad nim. Stopniowej, ale skutecznej. Gdy nie udawało się jedną metodą, próbowałam innych. 
Nie o to chodzi, że nie widzę sensu w podejmowaniu noworocznych postanowień. Nawet więcej, myślę, że warto wykorzystać potencjał „nowego początku”, jaki daje zmiana daty w kal…

Jeszcze prościej

To, że ostatnio rzadko poruszam na blogu temat minimalizmu, nie znaczy, że przestał być dla mnie ważny. Jest nadal istotny, ale w inny sposób niż wtedy, gdy wprowadzałam największe zmiany w swoim życiu i przestrzeni osobistej. Pisałam o tym we wpisie Procesy w tle
Po ośmiu latach mówienia i pisania o nim czuję przesyt. Nie mam już ochoty czytać książek ani blogów związanych z tym tematem. Nie twierdzę, że nie warto, bo wiele mądrych treści wciąż powstaje, jedynie ja nie mam już potrzeby dalej drążyć tych kwestii.

Nadal bardzo istotna jest dla mnie prostota, coraz ważniejsza. To raczej już nie ulegnie zmianie, bo zawsze ją lubiłam, a z czasem stała się dla mnie myślą przewodnią. W każdej dziedzinie życia. Prostota wypowiedzi, przekazu, formy i treści. W estetyce i ubiorze. W wystroju mieszkania. Na talerzu - bardzo istotna. Prostota i skuteczność rozwiązań - w pracy, nauce, komunikacji. Nie zajmują mnie natomiast zbytnio sprawy ilości rzeczy i zajęć, które na pewnym etapie były tak …