Przejdź do głównej zawartości

Equilibrium

Zastanawiałam się ostatnio, czy mogę powiedzieć, że żyję w wolnym tempie. Tyle tego gadania o slow life naokoło, a czasem mam wrażenie, że powolne życie jest jak Yeti. Wielu o nim słyszało, ale nikt wiarygodny go nie widział...

Gdybym miała ocenić to samodzielnie, powiedziałabym, że żyję nadal za szybko. Za wiele robię, zbyt często się spieszę. Jednak gdy przyglądam się swojej codzienności przez pryzmat opinii innych ludzi, wygląda na to, że niezły ze mnie ślimak. Bo mam czas na przyjemności, zabawę, rozrywki, życie rodzinne i towarzyskie. Na uczenie się nowych rzeczy. Na dbanie o siebie, zarówno o głowę i ducha, jak i ciało. Na ćwiczenia i ruch. Na długie i relaksujące wakacje. Na rozwijanie zainteresowań. Na słuchanie muzyki, czytanie książek, rozwijające rozmowy z mądrymi ludźmi. Na gotowanie i inne ważne rzeczy.

Nieraz pisałam, że moim ideałem nie jest życie powoli, lecz we własnym tempie. I wygląda na to, że udało się uzyskać ten stan. Czasem owo tempo jest szaleńczo szybkie, a czasem zwalniam, niemal do zatrzymania, ale to ja o tym decyduję.

Foto: Sandis Helvigs
Ale gdy tak sobie patrzę na ten mój mikroświat, widzę, że nie jest teraz najistotniejszą sprawą, czy żyję powoli, szybko czy w sam raz. Najważniejsza dla mnie w tym punkcie jest równowaga. Bo to ona daje mi poczucie, że jest dobrze. Nie zaniedbuję ważnych spraw i ważnych ludzi. Nie przejmuję się głupstwami, nie stwarzam sama sobie problemów. Pracuję, bawię się, kocham, w różnych proporcjach w zależności od momentu. 

Zbliżający się powoli do końca rok był dla mnie czasem porządkowania spraw wewnętrznych i ostatnim etapem osobistej przemiany. Nie czułam potrzeby pisania o tym, a przynajmniej nie o wszystkich jej aspektach, musiałabym zbytnio się obnażyć. Starałam się jedynie, byście widzieli, że żyję i nie zapomniałam całkowicie o blogu. Nadal jest dla mnie ważnym miejscem, dlatego nie chciałam go porzucać. Za dużo siebie w niego włożyłam, by stał się tylko archiwum pewnego etapu, który chyba najlepiej można by określić jako dążenie do osiągnięcia wewnętrznej dojrzałości. 

Ciekawe, chociaż czuję się teraz o wiele dojrzalsza, mam też wrażenie, że ubyło mi lat. Pod każdym względem, i fizycznym, i psychicznym. Może więc i o tym będę Wam pisać: jak to jest, czuć się coraz młodszą pomimo upływu lat...

Popularne posty z tego bloga

Ajka Minimalistka - kolejny rozdział

Zgodnie z zapowiedzią rozpoczynam kolejny rozdział. Prosty blog - czyli to miejsce, niestety nie odpowiada już moim potrzebom. To znaczy nie odpowiada mi ta platforma, na której go piszę, blogspot. Jej niedostosowanie do moich obecnych wymagań nie tłumaczy oczywiście rzadkiej publikacji tekstów w ostatnich latach, ale prawdą jest, że na pewno nie pomagało w pisaniu. Nie ma co jednak szukać wymówek czy wytłumaczeń.  Prosty blog pozostaje tutaj, nie znika. Wiem, że są wśród Was osoby, które wciąż lubią wracać do starych wpisów. Jednak od teraz nowe treści będę publikować w nowym miejscu, do którego serdecznie Was zapraszam. Moje nowe blogowe gospodarstwo nazywa się Ajka Minimalistka i znajdziecie go pod tym adresem . Będą się tam pojawiać nie tylko wpisy, ale również w osobnej zakładce można znaleźć wszystkie odcinki podcastu, który nagrywam od kilku miesięcy.  Zapraszam, do poczytania, posłuchania i zobaczenia! 

Uniform minimalistki

Temat osobistego uniformu obracam w głowie już od kilku lat, co najmniej. Jednak jeszcze do niedawna nie czułam się gotowa na to, by ostatecznie zdefiniować go dla siebie. Owszem, wiedziałam, że ciągnie mnie w tym kierunku i że coraz bardziej zbliżam się do wprowadzenia go w życie na co dzień. Jednak jeśli obserwowaliście, być może, moje materiały o kolorowej szafie minimalistki na YouTube , w cyklu, w ramach którego zaprezentowałam całą swoją kapsułową garderobę na wszystkie pory roku, mogliście zauważyć, że wprawdzie mój styl i zestawy ubraniowe były już dość wyraziste i powtarzalne, trudno było by nazwać je uniformem.  Tak jednak się złożyło, że w międzyczasie zmieniłam tryb życia poprzez powrót do oprowadzania po Krakowie (już nie tylko po Wawelu, jak było parę lat temu), więc o wiele częściej wychodzę pracować poza dom. Oczywiście wymusiło to dostosowanie zawartości szafy i pewne jej uzupełnienia. A jednocześnie kilka ubrań z niej wywędrowało. Z powodu zużycia, ale też zmian

Wciąż po słonecznej stronie

Od kilku lat spodziewałam się, że w trakcie naszego życia wydarzy się coś takiego. Dramatyczne zjawisko o światowej skali, które sprawi, że świat się zmieni. Wpłynie na każdego człowieka, w mniejszym lub większym stopniu. To było raczej nieuniknione, bo jest nas, ludzi, stanowczo zbyt dużo, byśmy mogli czuć się względnie bezpiecznie. Można było przewidzieć, że prędzej czy później globalizacja, przeludnienie Ziemi, ludzka beztroska, obciążenie środowiska lub jeszcze inny czynnik doprowadzi do wydarzeń, nad którymi nie będziemy umieli zapanować albo będzie to bardzo trudne i będzie wymagać wielkiego wysiłku i drastycznych środków. Nie można było jednak przewidzieć, co i kiedy się wydarzy. Teraz już wiemy. Nie chcę tutaj roztrząsać przyczyn i natury pandemii, ani tego, czy podejmowane przez władze środki i restrykcje są właściwe i najlepsze. Takich dywagacji znajdziecie mnóstwo wszędzie, w internecie i innych mediach. Podejrzewam zresztą, że niektórzy z Was mają ich na tym etapie se