Przejdź do głównej zawartości

Lepiej

Przed urlopem pisałam o bezdzietności z wyboru. Mam jeszcze parę refleksji, które nie dotyczą istoty sprawy (mienia/niemienia dzieci), ale są z nią powiązane. 

Ludzie często lubią formułować różne złote rady czy ogólne stwierdzenia, które wydają się im słuszne i cenne: lepiej mieszkać na wsi. Lepiej mieszkać w mieście. Lepiej mieć samochód/jeździć na rowerze/poruszać się piechotą. Lepiej jeść mięso/być wegetarianinem/weganinem. Lepiej jeść gluten/nie jeść glutenu. Mieć mieć wiele dzieci/mieć dwoje dzieci/jedno dziecko/nie mieć dzieci. Lepiej biegać/ chodzić na siłownię/ćwiczyć jogę/gimnastykować się w domu. Być minimalistą/tarzać się w konsumpcji. Można by tak wymieniać w nieskończoność, wymieniłam tylko kilka dziedzin, które akurat wydają mi się częstym przedmiotem tego rodzaju sądów.

Zazwyczaj uważa się, że „lepiej” jest robić tak, jak się samemu wybrało. Często dlatego, że jest się ze swojego wyboru zadowolonym i wydaje się, że skoro nam jest z tym dobrze, to innym też pewnie będzie. Bywa też, że w głębi duszy wcale nie jest się przekonanym do wybranej opcji, ale za żadne skarby świata nie można się do tego przyznać i trzeba nieustannie próbować przeciągnąć innych na swoją stronę, bo im więcej ludzi wybiera tak samo jak my, tym lepiej się z tym czujemy. 

Zapewne mi samej nieraz też zdarzało się próbować przekonać innych do tego, że moje osobiste wybory są najlepsze na świecie. Ludzka sprawa. Jednak staram się teraz unikać takich wypowiedzi. 

Wszyscy jesteśmy do siebie pod pewnymi względami bardzo podobni. Mamy szereg podstawowych potrzeb (zaspokajanie głodu, pragnienia, potrzeba bezpieczeństwa, pragnienie miłości, szczęścia...), ale z drugiej strony często bardzo różnimy się sposobami, na jakie możemy i chcemy te potrzeby zaspokajać. Pod tym względem nie ma dwóch identycznych osób na świecie. Każdy z nas ma nie tylko osobiste upodobania, ale też czego innego potrzebuje, by jego ciało, dusza i umysł były zadowolone, zadbane i w dobrej kondycji. Inni ludzie mogą pomóc nam dowiedzieć się, jakich elementów potrzebujemy, by tak było, ale zasadniczą większość pracy w tej kwestii musimy wykonać sami, osobiście, obserwując się bacznie przez całe życie i wyciągając wnioski z tych obserwacji.

Czasem to cudze „lepiej” może po sprawdzeniu czy przemyśleniu okazać się również lepsze dla mnie. Bywa. Jednak to nie druga osoba może to sprawdzić, lecz tylko ja sama. Bo tylko ja mogę zajrzeć w głąb swojej duszy, umysłu czy też wsłuchać się w najdrobniejsze sygnały mojego ciała. Owszem, fachowiec może mi w tym pomóc (np. lekarz, gdy mowa o ciele), ale nie zrobi tego za mnie. 

Zamiast mówić, że lepiej (jest coś robić/czegoś nie robić/postępować w określony sposób), należałoby zaznaczać za każdym razem, że tak jest lepiej dla mnie lub dla mojej rodziny. Bo niewiele jest uniwersalnych „lepiej”: lepiej oddychać niż nie oddychać, lepiej żyć niż być martwym. Cała reszta jest względna. 

Nigdy w życiu nie miałabym śmiałości powiedzieć komukolwiek, że lepiej jest nie mieć dzieci, pomimo tego, że sama ich nie mam i jestem z tego zadowolona. Dla mnie i mojego partnera tak jest lepiej, ale nie musi tak być dla innych. Z drugiej strony nie lubię, gdy ktoś mówi mi, że dzieci mieć powinnam, bo tak „jest lepiej”. Lepiej dla ciebie, niekoniecznie dla mnie. Podobnie nie twierdzę, że lepiej by było, aby wszyscy mieszkali w miastach czy na wsi, budowali domy albo wynajmowali mieszkania. Od ponad 2 lat jestem na diecie bezglutenowej (ze względów zdrowotnych) i świetnie się z tym czuję, jednak nie namawiam każdej napotkanej osoby na rezygnację z mąki. To, co dla mnie najlepsze, nie musi wcale być najlepszym dla innych ludzi. 

Owszem, warto mówić o swoich doświadczeniach i przedstawiać sobie nawzajem różne możliwości wyboru, dzielić się wiedzą i spostrzeżeniami, między innymi dlatego, że dzięki temu innym jest łatwiej podejmować własne decyzje. Poza tym doświadczenia innych ludzi bywają bardzo ciekawe, zwłaszcza wtedy, gdy odmienne od naszych. Jednak świat byłby o wiele przyjemniejszym miejscem, gdyby częściej brano pod uwagę to, że nie jesteśmy identyczni i że mamy różne potrzeby i pragnienia. Byłoby świetnie, gdyby nikt nie podejmował decyzji za innych ani nie wypowiadał się autorytarnym tonem w sprawie tego, co najlepsze dla każdego. 

Zdjęcie Alan Labisch

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

15 lat później

Przeglądałyśmy niedawno z moją przyjaciółką Kasią stare zdjęcia. Na jednym z nich zobaczyłam osobę, która wydała mi się znajoma. Zapytałam: co to za baba? - Jak to, nie poznajesz, przecież to Ty! 
Po bliższym przyjrzeniu się stwierdziłam, że to prawda. Ja, jak najbardziej ja, w całej okazałości. Po krótkich obliczeniach ustaliłyśmy datę powstania tej fotografii na 2001 rok. Dla mnie rok trudny, zapamiętałam go nie tylko z powodu zamachu na WTC z 11 września. Bardzo byłam wtedy zagubiona, nieszczęśliwa, samotna, chociaż wciąż wśród ludzi. Poszukująca miłości, stabilizacji, bezpieczeństwa, a jednocześnie często działająca na własną szkodę. Bardzo źle, wręcz fatalnie czułam się w swojej skórze. To chyba był czas mojej prawie rekordowej wagi, chociaż wydaje mi się, że w najbliższych miesiącach jeszcze bardziej przytyłam (ale nie chcę tego pamiętać). 
Gdy zobaczyłam to zdjęcie, przeraziłam się, ale też pomyślałam, że chcę go zachować na pamiątkę. I pokazać światu, co może wydać się Wam dz…

Lekcje szczęścia – 3. Ogarnij się!

Dzień dobry w Nowym Roku! Jak tam Wasze postanowienia noworoczne? Lubicie je podejmować? Udaje się Wam ich dotrzymywać?
Jeszcze parę lat temu też robiłam podsumowania starego roku, a z początkiem nowego po raz kolejny podejmowałam projekt „Nowa ja”. Do pewnego momentu niestety dość nieskutecznie, entuzjazm szybko opadał i próby zmian kończyły się porażką. Schemat ten ostatecznie przeszedł do przeszłości wraz z rozpoczęciem stosowania podejścia minimalistycznego. Po prostu zaczęłam naprawdę zmieniać swoje nawyki w miarę ich identyfikowania i przestałam czekać z wprowadzaniem zmian do poniedziałku albo początku roku. Gdy stwierdzałam, że jakieś moje zachowanie mi przeszkadza i wymaga korekty, od razu zabierałam się do pracy nad nim. Stopniowej, ale skutecznej. Gdy nie udawało się jedną metodą, próbowałam innych. 
Nie o to chodzi, że nie widzę sensu w podejmowaniu noworocznych postanowień. Nawet więcej, myślę, że warto wykorzystać potencjał „nowego początku”, jaki daje zmiana daty w kal…