Przejdź do głównej zawartości

Lekcje szczęścia – 1. Zachwyt istnieniem

Zapowiedziałam ostatnio cykl wpisów o dążeniu do wewnętrznej równowagi, zadowolenia z życia i nauce szczęścia. Zacznę od określenia, co rozumiem przez poczucie szczęścia. 

Jak zaznaczyłam ostatnio, dla mnie – na obecnym etapie – szczęście nie sprowadza się do samego zadowolenia z zewnętrznych okoliczności życiowych. Bo gdyby tak było, oznaczałoby to, że zmiana tych zewnętrznych warunków, np. choroba własna lub w rodzinie, wypadki losowe, niepowodzenia, pogorszenie sytuacji materialnej, zawód miłosny, odbierałaby mi go właściwie automatycznie.

Dla mnie szczęście to zachwyt samym faktem, że istnieję. Oddycham. To wystarczy. Taka krystaliczna radość, z tego powodu, że jestem. Przede wszystkim z tego, że dostałam tę szansę, by istnieć. Urodziłam się i wciąż jeszcze nie umarłam. 

Wiem, jestem wręcz przekonana, że część z Was zgodzi się ze mną całkowicie, ale dla sporej grupy to, co napisałam powyżej, wyda się jakąś dziwaczną herezją albo odległą i niezrozumiałą abstrakcją. Na każdym kroku uczy się nas kojarzenia szczęścia z tym, co poza nami, i długo można by tłumaczyć, dlaczego tak się dzieje. A rzadko mówi się o tym, że szukać go na zewnątrz wręcz nie należy, lecz trzeba nauczyć się znajdować je w głębi serca.
Każdemu zdarzyło się chyba co najmniej raz doświadczyć takiego uczucia. Tej radości z istnienia. Być może stało się to w obliczu wyjątkowego piękna przyrody, na górskim szczycie albo w słoneczny dzień na wiosnę. A może w chwili emocjonalnego wzruszenia, w jakimś ważnym życiowym momencie. Oświadczyny, wyznanie miłości, narodziny dziecka. Myślę więc, że wiecie, o jakim uczuciu mówię. 

Nauka szczęścia polega na tym, by dojść do etapu, gdy czujesz tę wielką radość przez cały czas. W każdej chwili swojego życia, nie tylko wtedy, gdy nastrajają cię do tego okoliczności wokół ciebie. Ja czuję to ciągle. Nawet gdy budzę się w środku nocy. Albo jadąc tramwajem. Albo wtedy, gdy wieszam pranie (a nie jest to wcale jakaś moja ukochana czynność). 

Oczywiście to, co na zewnątrz nas, może bardzo wzmacniać wspomniane poczucie albo go osłabiać. Ale nie może go odbierać.

Zdjęcie - Robert Meyer
Jak dojść do tego, by czuć zachwyt istnieniem w każdej chwili życia? O tym pomówimy w kolejnych wpisach.

Agnieszka napisała w komentarzu pod poprzednim wpisem, że przydałaby się część warsztatowa do samodzielnego przerabiania w ramach tego cyklu. I to bardzo dobra sugestia, więc każdy wpis będzie zawierał propozycję małego ćwiczenia lub pytanie, na które będziecie mogli poszukać własnej odpowiedzi. 

Zadanie na dzisiaj: pomyśl, jak często zdarza ci się czuć radość z faktu, że żyjesz. Czy zawsze jest to związane z tym, co się z tobą dzieje, gdzie i z kim jesteś, co ci się przytrafia? Co odbiera ci tę radość lub uniemożliwia jej odczuwanie? Dobrze byłoby, gdybyście sobie gdzieś notowali swoje refleksje, bo mogą się przydać na dalszym etapie rozważań.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Kolorowa szafa minimalistki - także na wakacjach

Ostatni wpis z połowy czerwca. Aż trudno uwierzyć. Jednak to prawda. Nie chcę Was zamęczać tłumaczeniami, dlaczego tak długo milczałam. Niedługo minie pół roku od śmierci Taty. Ostatnie miesiące wbrew pozorom były nie tylko czasem smutku, ale przede wszystkim czasem ważnych zmian w życiu naszej rodziny, częściowo wymuszonych przez odejście Taty, a częściowo przez nią sprowokowanych (?), a może tylko przyspieszonych. Kilka z tych zmian jest naprawdę pozytywnych, dotyczą głównie życia mojej Siostry. W skrócie napiszę tylko, dla tych z Was, którzy zawsze trzymali za nią kciuki (wiecie, że Ula jest osobą niesłyszącą), że Sister zmieniła pracę i na razie jest bardzo zadowolona. A my cieszymy się, że jest doceniana i że ma szanse na rozwój i lepszą jakość życia.
Bałam się, że nie będę umiała już pisać tutaj. Jednak z tym jest chyba jak z jazdą na rowerze. Wystarczy usiąść i zacząć, a reszta idzie już sama...
Oprócz tego, że dużo działo się różnych rzeczy, które wymagały mojej uwagi czy wsp…

Generalne porządki metodą minimalistki

Chciałabym, żeby blog i kanał na YouTube przestały być odrębnymi bytami i zaczęły wzajemnie się uzupełniać. Będę starać się, by każdemu opublikowanemu materiałowi wideo towarzyszył tekst, który będzie jego dopełnieniem. 
Dzisiejszy wpis jest dodatkiem do materiału pod tym samym tytułem, który możecie obejrzeć tutaj:

Opowiadam w nim o moim pomyśle na uproszczenie generalnych porządków. Uważam, że raz na jakiś czas dobrze jest zrobić taki pełen przegląd domu lub mieszkania, zajrzeć w każdy zakamarek, sprawdzić stan posiadania. Jednak trudno byłoby mi wygospodarować cały weekend czy kilka dni, a przecież takie bardzo dokładne porządki wymagają sporo czasu. Są też dość wymagającym procesem pod względem psychicznym, emocjonalnym, bo porządkując, trzeba podejmować szereg mniejszych i większych decyzji. Czego się pozbyć, w jaki sposób, co zostawić, jak zorganizować i poukładać te rzeczy, które zdecydowaliśmy się zatrzymać. 
Pomyślałam więc, że najłatwiej będzie to duże zadanie podzielić na …

DDTVN, Dojrzewalnia Liderek i trudny powrót do codzienności

Trudno jest mi wrócić do normalnego rytmu pisania i nagrywania. Nie mogę się przemóc, by znów pisać o zwykłych, codziennych sprawach. 
Zawsze wydawało mi się, że w żałobie po stracie jednej z najbliższych osób będę przede wszystkim płakać. A tymczasem rzadko mam na to ochotę. Smutek dotyka mnie w zupełnie inny sposób. Siedzi gdzieś głęboko i nieszczególnie mam ochotę go uwalniać. Nastrój faluje, czasem więcej we mnie gniewu na to, że Taty już nie ma, czasem więcej czułości i wdzięczności za to, że był z nami tak długo, ile było to możliwe. 
Blog i kanał na YouTube chwilowo zeszły na dalszy plan, bo moje serce i myśli są teraz gdzie indziej. Są inne ważne sprawy do załatwienia i uporządkowania, część dotyczy przeszłości, część jest istotna dla przyszłości niektórych osób z naszej rodziny, skupiam się więc na tych formalnościach, spotkaniach i załatwianiach. 
Wiem, że z czasem będę czuła coraz silniejszą potrzebę komunikowania się z Wami, czytelnikami i widzami. Z czasem też łatwiej bę…