Przejdź do głównej zawartości

Lekcje szczęścia – 2. Świąteczne ćwiczenie

Mam nadzieję, że w okresie świąteczno-noworocznym znajdziecie chwilę na rozmyślania o swojej drodze do szczęścia. Myślę, że ten czas sprzyja dobrym myślom. I dlaczego nie miałby być okazją do kolejnego ćwiczenia w naszym cyklu? 

Chciałabym zachęcić Was do tego, byście w najbliższych dniach skupili się na tych elementach Waszego życia, za które jesteście szczególnie wdzięczni. Na razie na tych, które najłatwiej wskazać, czyli pozytywnych. O tym, czy można czuć wdzięczność za te, które są trudne, bolesne i przykre, porozmawiamy innym razem, nie chcę, byście myśleli o smutnych rzeczach w tych dniach, które powinny kojarzyć się z radością. Pomyślcie o tym, co wzbudza w Was największą wdzięczność. Niech to będzie chociaż jedna sprawa, ale możecie sporządzić nawet długą listę, mentalną lub na piśmie. 

Długo mogłabym wymieniać wszystko to, za co jestem wdzięczna. Bo uważam się za osobę, na którą spłynęło wiele dobra i różnego rodzaju błogosławieństw. Prócz tego czuję również wielką wdzięczność za wspomniane aspekty negatywne, błędy i bolesne doświadczenia, ale, jak mówiłam, wrócimy do tego kiedy indziej. 

Największą wdzięczność czuję za ludzi obecnych w moim życiu. Za najbliższą rodzinę, za przyjaciół, bliższych i dalszych znajomych. Za to, ile dają mi miłości, ciepła, radości. Za wsparcie, inspiracje, dobrą zabawę. Za umiejętność konstruktywnej krytyki. 

Bardzo jestem wdzięczna za czytelników. I bloga, i książek. A także za wszystkie te osoby, które poznałam dzięki blogowi i spotkaniom autorskim. Dobrze mieć takich mądrych i pozytywnie nastawionych do świata czytelników. 

Jednocześnie przepraszam te wszystkie osoby, którym zdarzyło mi się nie odpowiedzieć na e-maila w minionych miesiącach. Nie będę się długo tłumaczyć, mijający rok był dla mnie bardzo absorbujący na wielu polach, o czym już pisałam w ostatnich wpisach. To nie jest dobre wytłumaczenie, wiem. Napiszę jedynie, że wprawdzie nie uznaję postanowień noworocznych, to akurat to jedno chciałabym wprowadzić w życie: regularnie odpisywać na e-maile. Tym bardziej, że w założeniu, skoro nie uczestniczę w dyskusjach w komentarzach, do bezpośredniego kontaktu z Wami mają służyć właśnie e-maile.

Wracając jednak do wdzięczności: ale właściwie do kogo kierować wdzięczność za to, co dobre w naszym życiu? Myślę, że dla osób wierzących odpowiedź jest oczywista. A dla takich osób jak ja, które wierzą „inaczej”? Tu każdy sam sobie odpowie. Ja jestem wdzięczna mądrości świata, tej sile sprawczej, którą wierzący nazywają Bogiem, a której ja nie czuję potrzeby nazywać ani nadawać jej jakiegokolwiek wyobrażonego kształtu. Zresztą ważniejsze jest dla mnie samo uczucie wdzięczności niż komu czy czemu zawdzięczam to, co mi się przydarza i czym czuję się obdarowana.

Życzeń noworocznych Wam jeszcze nie składam, bo przed końcem roku na pewno się spotkamy. A teraz życzę Wam, byście w te Święta czuli jak najwięcej radości z tego, kim i z kim jesteście. Niech Wam jak najwięcej z tej radości zostanie w sercach na potem, gdy już znikną z domów choinki i dekoracje świąteczne. 

Zdjęcie: Ben White

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Sprzątanie zaczyna się w głowie

Nie jestem odkrywcza, twierdząc, że sprzątanie zaczyna się w głowie. Jak wiele innych procesów. Odchudzanie, wypoczywanie, zmiany.

Zacznijmy od jego postrzegania. Często przedstawia się sprzątanie jako czynności nielubiane i nużące. Niektórzy wręcz nim pogardzają i uważają za zajęcie niegodne. To chyba spuścizna czasów, gdy porządki były domeną kobiet oraz osób ubogich lub nisko urodzonych. Nadal zdarza się, że nie szanuje się osób, które zajmują się sprzątaniem zawodowo. Znam osobę, która zatrudnia panią do sprzątania domu wcale nie dlatego, że nie ma czasu, siły czy możliwości, ale dlatego właśnie, że uważa to zajęcie za poniżające, niegodne. 


Wielu ludzi nie lubi sprzątać, bo to ich zdaniem strata czasu, syzyfowa praca, którą trzeba zaczynać od nowa, gdy tylko się skończy. Jednak naturalnym jest, że próbuje się unikać tego,  czego się nie lubi. Opóźnia, robi byle jak, byle było. Szuka wymówek, by usprawiedliwić to, że znów miało się coś innego do zrobienia. 
Czym to grozi?  Tym, że …

Moje pierwsze 500+ i prezent dla czytelników

W listopadzie 2009 r. powstał pierwszy wpis na blogu, który wówczas nazwałam Minimalistka (w serwisie blox). Nosił tytuł Trudne początkii zaczynał się tak: Tytuł blogu jest nieco na wyrost. Nie jestem minimalistką. Może kiedyś będę. Staram się ograniczać liczbę posiadanych rzeczy, upraszczać swoje życie i otaczającą mnie przestrzeń, uczę się świadomie kupować. Dążę do wyeliminowania tego, co zbędne. Walczę z tendencją do gromadzenia przedmiotów i kupowania wciąż nowych rzeczy.  Minęło nieco ponad 8 lat i w tym czasie napisałam w sumie 500 wpisów, łącznie z dzisiejszym.
Gdy zaczynałam, nie miałam najmniejszego pojęcia, dokąd mnie to zaprowadzi. Czułam potrzebę dzielenia się swoim doświadczeniem, wrażeniami z przygody, jaką okazało się stosowanie minimalizmu w praktyce. Z czasem blog stał się zapisem różnych moich przeżyć i przemyśleń, a także relacją z procesu zmian w wielu dziedzinach życia.

DDTVN, Dojrzewalnia Liderek i trudny powrót do codzienności

Trudno jest mi wrócić do normalnego rytmu pisania i nagrywania. Nie mogę się przemóc, by znów pisać o zwykłych, codziennych sprawach. 
Zawsze wydawało mi się, że w żałobie po stracie jednej z najbliższych osób będę przede wszystkim płakać. A tymczasem rzadko mam na to ochotę. Smutek dotyka mnie w zupełnie inny sposób. Siedzi gdzieś głęboko i nieszczególnie mam ochotę go uwalniać. Nastrój faluje, czasem więcej we mnie gniewu na to, że Taty już nie ma, czasem więcej czułości i wdzięczności za to, że był z nami tak długo, ile było to możliwe. 
Blog i kanał na YouTube chwilowo zeszły na dalszy plan, bo moje serce i myśli są teraz gdzie indziej. Są inne ważne sprawy do załatwienia i uporządkowania, część dotyczy przeszłości, część jest istotna dla przyszłości niektórych osób z naszej rodziny, skupiam się więc na tych formalnościach, spotkaniach i załatwianiach. 
Wiem, że z czasem będę czuła coraz silniejszą potrzebę komunikowania się z Wami, czytelnikami i widzami. Z czasem też łatwiej bę…