Przejdź do głównej zawartości

Przedwiosenne plany

Jak pisałam, zmogło mnie jakieś grypopodobne choróbsko i chociaż funkcjonowałam przez ostatnie dwa tygodnie niemal normalnie, jednak okropnie chrypiałam, kaszlałam etc., co skutecznie odebrało mi wenę do pisania. Jednak dzisiaj jest już prawie idealnie, nieco jeszcze pokasłuję, ale już mi to nie przeszkadza w myśleniu.

Wyszłam na zakupy w zimowym jeszcze płaszczyku i zgrzałam się okropnie. Dzisiaj w powietrzu czuje się już nadchodzące przedwiośnie. Nawet w zasmogowanym Krakowie. Czyli do wiosny coraz bliżej!

Zdjęcie: Francesco Gallarotti
Jak wiecie, nie lubię i zwykle nie robię postanowień noworocznych. Za to staram się wykorzystywać energię, jaką daje zmiana pór roku, zwłaszcza przełom zimy i wiosny. W naszej strefie klimatycznej to jeden z przyjemniejszych momentów, który owocuje przypływem chęci do działania, zmian i porządkowania. Zamiast szarpać się z sobą na początku stycznia, łatwiej jest skutecznie działać w tym właśnie okresie, gdy dostajemy naturalne wsparcie z otoczenia. 

Moje plany na przedwiośnie? 

Przede wszystkim intensywniejsza praca nad moją trzecią książką. Pytacie mnie często o datę premiery i tematykę (bo wiecie, że nie dotyczy ona minimalizmu). Temat na razie niech pozostanie niespodzianką. Daty premiery jeszcze nie znam, podzielę się, gdy tylko będę mieć konkretne informacje, wiem tylko, że chciałabym skończyć pisanie w ciągu najbliższych kilku miesięcy. Do tej pory pracowałam nad nią w bardzo swobodnym tempie, ale czas już przyspieszyć, tym bardziej, że na horyzoncie mam jeszcze inne pisarskie projekty. Mam nadzieję, że uda mi się powtórzyć schemat podziału dnia roboczego, który wypróbowałam już wcześniej: przed południem tłumaczenie, a po południu pisanie książki. Taki układ najbardziej mi odpowiadał. Nie mogę sobie pozwolić na to, by na czas pracy przy książce całkowicie zrezygnować ze zleceń tłumaczeniowych. 

Druga dość ważna dla mnie w tej chwili sprawa, chociaż w zupełnie innym obszarze życia, to ostateczne dopracowanie sylwetki. Pozbycie się ostatnich wałeczków i dalsza praca nad ujędrnianiem ciała. W zeszłym roku sporo nad swoją formą pracowałam i jestem bardzo zadowolona z efektów, ale zostało mi jeszcze do zrobienia kilka ostatnich kroków, a potem pozostanie już tylko utrzymywać to, co się wypracowało. 

Nie muszę już wprowadzać wielkich zmian ani w swoim sposobie odżywiania, ani w aktywności ruchowej. Odżywiam się prosto, jem pokarmy o niewielkim stopniu przetworzenia, nie przejadam, słodkości tylko od święta. Jedyne, co muszę zrobić, by pozbyć się tkanki tłuszczowej, której wciąż jeszcze mam ciut za dużo (chociaż nie mam zamiaru zostać chudziną), to nieznacznie zmniejszyć ilość spożywanych pokarmów. Kalorii nie liczę od lat, bardziej skupiam się na jakości tego, co jem, ale na tym etapie będę musiała również nieznacznie zredukować porcje. 
Poza tym nadal będę pracować nad sprawnością, wytrzymałością, ujędrnieniem ciała. Regularnie uprawiam ćwiczenia gimnastyczne, raz w tygodniu bez obciążenia, a dwa-trzy razy w tygodniu z ciężarami (tzw. kettlebells). Bardzo lubię ćwiczyć z wolnymi ciężarami, to bardzo efektywny trening, który daje mi mnóstwo przyjemności i satysfakcji. Myślę, że dodam jeden trening tygodniowo więcej. Na szczęście ćwiczenia z ciężarami nie wymagają wiele czasu, bardziej liczy się ich intensywność.

Za to prawdopodobnie z uwagi na zaplanowaną intensywną pracę umysłową w tym roku zapewne nie będę przeprowadzać swojego corocznego wiosennego dłuższego postu. Od kilku lat każdej wiosny poszczę dla dobrego samopoczucia, ostatnie głodówki trwały nawet 10-12 dni, ale chyba tym razem nie będzie to możliwe. Może w marcu zrobię krótszy post, na przykład pięcio- lub siedmiodniowy. Też przyniesie odczuwalne dla ciała i ducha efekty, a nie będzie tak dużym wysiłkiem jak dłuższa głodówka. Na marginesie przypominam, że posty przeprowadzam nie dla utraty wagi, lecz z innych względów, o których szerzej pisałam już zarówno na blogu, jak i w książce Minimalizm dla zaawansowanych. 

Oczywiście początek wiosny to też moment porządków w domu, także w szafie. Lubię ten moment, gdy wraz ze zmianą sezonu chowa się cieplejszą odzież, a wyjmuje lżejszą. Wykorzystuję tę okazję, by sprawdzić, na ile moja garderoba jest dopasowana do moich aktualnych potrzeb. Czego jest za dużo, czego za mało, co się zużyło, co trzeba by uzupełnić... W zeszłym roku ze względu na zmiany sylwetki, o których wspominałam, musiałam nieco rzeczy dokupić, a część oddać do przerobienia. Teraz nie planuję już dużych wahań wagi ani zmian proporcji figury, więc międzysezonowa korekta garderoby będzie nieznaczna, w większym stopniu związana ze zużyciem się niektórych jej elementów. 

Poza tym: dalsza nauka języka greckiego, blogowanie, życie rodzinne i towarzyskie. To całkiem sporo różnych spraw do pogodzenia, ale wiem, że mając wypracowane dobre nawyki i będąc osobą zdyscyplinowaną, dam radę to wszystko ogarnąć, jeśli tylko oczywiście nie wystąpią jakieś nieprzewidziane losowe okoliczności, na które nie mam wpływu. Ale tego nikt nie może mi zagwarantować. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Roczny post zakupowy

Bardzo potrzebowałam tak długiej przerwy w blogowaniu. Rozwijanie kanału na YouTube pochłania dużo wysiłku i uwagi, a wciąż wielu rzeczy muszę się nauczyć i nie wszystko jeszcze wychodzi mi tak, jakbym chciała. Jednak uczę się, a oglądających przybywa, od maja uzbierało się już ponad 600 subskrybentów i odbiór materiałów, które publikuję, jest pozytywny, co zachęca do dalszej pracy w tym kierunku.
Dałam sobie czas, by zdecydować, czy chcę nadal pisać bloga, a jeśli tak, jak to pisanie ma w przyszłości wyglądać. Wiem, że aby Wam czytało się dobrze to, co tworzę, nie mogę traktować blogowania jako obowiązku. Tylko wtedy, gdy będę pisać z wewnętrznej potrzeby i z przyjemnością, będzie to miało sens. 
Minęło kilka miesięcy. Wystarczająco dużo czasu, bym mogła spojrzeć z dystansem na to, w jaki sposób chcę kontynuować swoją internetową działalność. Doszłam do wniosku, że najlepiej będzie połączyć jej dwa rodzaje, tak, by się wzajemnie uzupełniały. Blog daje możliwość dokładniejszego wyjaś…

Sprzątanie zaczyna się w głowie

Nie jestem odkrywcza, twierdząc, że sprzątanie zaczyna się w głowie. Jak wiele innych procesów. Odchudzanie, wypoczywanie, zmiany.

Zacznijmy od jego postrzegania. Często przedstawia się sprzątanie jako czynności nielubiane i nużące. Niektórzy wręcz nim pogardzają i uważają za zajęcie niegodne. To chyba spuścizna czasów, gdy porządki były domeną kobiet oraz osób ubogich lub nisko urodzonych. Nadal zdarza się, że nie szanuje się osób, które zajmują się sprzątaniem zawodowo. Znam osobę, która zatrudnia panią do sprzątania domu wcale nie dlatego, że nie ma czasu, siły czy możliwości, ale dlatego właśnie, że uważa to zajęcie za poniżające, niegodne. 


Wielu ludzi nie lubi sprzątać, bo to ich zdaniem strata czasu, syzyfowa praca, którą trzeba zaczynać od nowa, gdy tylko się skończy. Jednak naturalnym jest, że próbuje się unikać tego,  czego się nie lubi. Opóźnia, robi byle jak, byle było. Szuka wymówek, by usprawiedliwić to, że znów miało się coś innego do zrobienia. 
Czym to grozi?  Tym, że …

Moje pierwsze 500+ i prezent dla czytelników

W listopadzie 2009 r. powstał pierwszy wpis na blogu, który wówczas nazwałam Minimalistka (w serwisie blox). Nosił tytuł Trudne początkii zaczynał się tak: Tytuł blogu jest nieco na wyrost. Nie jestem minimalistką. Może kiedyś będę. Staram się ograniczać liczbę posiadanych rzeczy, upraszczać swoje życie i otaczającą mnie przestrzeń, uczę się świadomie kupować. Dążę do wyeliminowania tego, co zbędne. Walczę z tendencją do gromadzenia przedmiotów i kupowania wciąż nowych rzeczy.  Minęło nieco ponad 8 lat i w tym czasie napisałam w sumie 500 wpisów, łącznie z dzisiejszym.
Gdy zaczynałam, nie miałam najmniejszego pojęcia, dokąd mnie to zaprowadzi. Czułam potrzebę dzielenia się swoim doświadczeniem, wrażeniami z przygody, jaką okazało się stosowanie minimalizmu w praktyce. Z czasem blog stał się zapisem różnych moich przeżyć i przemyśleń, a także relacją z procesu zmian w wielu dziedzinach życia.