Przejdź do głównej zawartości

Jak uczyć się języków: motywacja

Systematycznie pytacie mnie o różne zagadnienia związane z nauką języków obcych. O metody samej nauki, o to, jak poradzić sobie, gdy nie ma się szczególnych zdolności językowych, a także często o motywację do systematycznej pracy i sposoby radzenia sobie ze słabą wolą. 

Z wykształcenia jestem filologiem hiszpańskim (specjalność: teoria przekładu). Od kilkunastu lat pracuję jako tłumacz (tłumaczę z hiszpańskiego, francuskiego i angielskiego na polski, czasem z polskiego na hiszpański). Oprócz tych trzech języków, którymi posługuję się bardzo dobrze, oraz ojczystego, uczyłam się jeszcze katalońskiego (przez trzy lata studiów), rosyjskiego (szkoła podstawowa i średnia, aż do matury, także uczestniczyłam w olimpiadach przedmiotowych z tego języka), włoskiego (pół roku), jidisz (też przez pół roku), esperanto (korespondencyjnie w szkole podstawowej). Kataloński, włoski i rosyjski rozumiem dosyć dobrze, ale ich nie używam (nie jestem w stanie poprawnie wypowiadać się ani pisać), po jidisz i esperancie pozostały jedynie wspomnienia, nic ponadto. Od października uczę się języka nowogreckiego (o tym będzie na pewno osobny wpis). Poza tym mam pewne doświadczenie jako nauczycielka, przez wiele lat dorabiałam sobie korepetycjami, uczyłam też hiszpańskiego przez parę miesięcy w gimnazjum. Myślę więc, że zebrałam przez te lata sporo praktycznych umiejętności i spostrzeżeń związanych z tym zagadnieniem: jak w miarę bezboleśnie i skutecznie uczyć się języka obcego?



Zacznijmy od motywacji. Uważam, że wprawdzie jej znaczenie bywa obecnie przeceniane, jednak bez niej trudno o widoczne i trwałe efekty. O tym, co jeszcze będzie nam potrzebne, a co może być od niej ważniejsze, jeszcze porozmawiamy, ale na początek zastanówmy się nad tym, jak znaleźć dobry argument, którym przekonamy samych siebie, że danego języka warto się nauczyć i że chcemy włożyć w ten proces tyle wysiłku, ile będzie konieczne.
Właśnie tym jest motywacja: powodem, dla którego nam się chce. Otworzyć książkę, zeszyt z ćwiczeniami, wejść na platformę internetową do nauki języka, wyjść z domu, by w deszczowe popołudnie spotkać się z nauczycielem lub wziąć udział w zajęciach w szkole językowej. Motywacja ma nam służyć za marchewkę, którą przekonamy siebie w chwili słabości, że warto jednak się starać, przełamać opór, wysilić. Czasem trzeba użyć też kija, ale o tym kiju pogadamy kiedy indziej. 

Najczęstszym popełnianym błędem, jeśli chodzi o motywy nauki języka, jest ich nieświadomy dobór. Przede wszystkim kierowanie się względami zewnętrznymi, np, opinią innych ludzi, albo porównywanie się z innymi. Powody takie jak: 
  • wszyscy znają języki obce, jak też powinienem(-nam), bo wyjdę na osobę niezbyt inteligentną i nieobytą,
  • w moim wieku wstyd nie znać angielskiego (lub dowolnego innego języka),
  • nie wiem, do czego przyda mi się ten język, ale wszyscy mówią, że trzeba i warto, więc pewnie w końcu w czymś mi pomoże,
są niedobrą motywacją. Nie pozwolą nam na wykrzesanie z siebie odpowiedniej dozy zapału do systematycznej pracy. Będziemy szukać coraz to nowych wymówek, by opuszczać zajęcia, nie odrabiać zadań, nie uczyć się słówek, nie ćwiczyć. 

Jakie są więc dobre bodźce do nauki języka? Te, które są nasze własne, płyną z wnętrza, wynikają z naszych upodobań, potrzeb i zainteresowań. Czasem z marzeń. Każdy będzie miał więc inną motywację. Najlepiej, by tych powodów było więcej niż jeden czy dwa, ale już jeden solidny wystarczy.

Podzielę się z Wami powodami, dla których uczę się języków. Przede wszystkim cieszy mnie sam proces nauki. Lubię znajdować podobieństwa i różnice między językami, bawi mnie, jak wzajemnie od siebie zapożyczają i jak na siebie wpływają. Każdy język ma swój charakter, poznawanie go przypomina trochę zaprzyjaźnianie się z człowiekiem. Powoli poznajesz jego zalety i przywary, oswajasz się z nimi, uczysz się, jak korzystać z dobrych stron i radzić sobie z tymi trudniejszymi, mniej przyjemnymi. Im więcej czasu spędzacie  razem, tym lepiej czujecie się w swoim towarzystwie. 

Bardzo lubię podróże, a dzięki znajomości języków lepiej sobie radzę w obcych krajach i mogę w większym stopniu wykorzystać pobyt za granicą. Sprawniej się poruszać, unikać kłopotów związanych z niemożnością komunikacji, szybciej rozwiązywać problemy i sytuacje awaryjne. 

Język to narzędzie do poznania kultury danego kraju, a co za tym idzie do zawierania znajomości. Czasem nawet przyjaźni. Właśnie ze względu na przyjaciół na Krecie zaczęłam uczyć się greckiego. Jeszcze o tym nie wiedzą, chcę sprawić im niespodziankę. Już nie mogę doczekać się, gdy przy kolejnym spotkaniu zagadam do nich w ich języku. Ale będą mieli miny!

Może dziwnie zabrzmi to z ust tłumacza, ale uczę się języków także po to, by rozumieć piosenki, oglądać filmy i czytać książki w oryginale. Tłumaczenie, nawet najlepsze, jest niedoskonałym narzędziem, największą przyjemnością jest możliwość poznania myśli autora w pierwotnej formie, nieprzefiltrowanej przez umysł pośrednika. Ostatnio oglądam też anglojęzyczne kanały na YouTube, to też dobra zabawa, a czasem źródło ciekawej wiedzy.

Nie ukrywam, motyw finansowy bywa bardzo ważny i potrafi skłonić do wysiłku. Perspektywa awansu, podwyżki albo lepszej pracy może doskonale zmotywować do nauki. To właśnie skłoniło mnie do szlifowania francuskiego na ostatnim etapie, gdy przygotowywałam się do egzaminu DALF C2. Po zdaniu poziomu C1 nie czułam szczególnej potrzeby uczyć się dalej, do moich prywatnych potrzeb zupełnie mi on wystarczał. Jednak przekonałam swojego ówczesnego szefa do obietnicy podwyżki, gdy dostarczę mu dyplom najwyższego poziomu. Dzięki temu nie marudziłam, uczęszczając na kurs i szlifując umiejętności. Wiedziałam, że ten wysiłek przyniesie mi namacalne i konkretne korzyści. Szef dotrzymał obietnicy. 

No i miłość. Motyw idealny. Ja rzadko z niego korzystałam, ale znam wiele osób, które uczyły się lub uczą języka, by móc porozumieć się z ukochanym lub ukochaną bądź wyjechać do innego kraju za głosem serca. 

Powodów można by wymieniać jeszcze wiele. Powyżej przedstawiłam Wam te, które są najważniejsze dla mnie, ale Wy będziecie mieli pewnie inne. Grunt, by były Wasze własne, nienarzucone z zewnątrz. 

Sporo zagadnień zostało do omówienia: jak istotne są wrodzone predyspozycje do nauki języków? Co począć, gdy ma się słabą wolę lub gdy brakuje cierpliwości do systematycznej pracy oraz wytrwałości? Jak dotrzymywać postanowień? Jakie metody są najskuteczniejsze? Jakie są najczęstsze błędy i przeszkody w procesie nauki języka obcego? Na razie zostawmy te pytania na inne okazje, zbyt wiele tego, by omówić je wszystkie naraz.

Popularne posty z tego bloga

Ajka Minimalistka - kolejny rozdział

Zgodnie z zapowiedzią rozpoczynam kolejny rozdział. Prosty blog - czyli to miejsce, niestety nie odpowiada już moim potrzebom. To znaczy nie odpowiada mi ta platforma, na której go piszę, blogspot. Jej niedostosowanie do moich obecnych wymagań nie tłumaczy oczywiście rzadkiej publikacji tekstów w ostatnich latach, ale prawdą jest, że na pewno nie pomagało w pisaniu. Nie ma co jednak szukać wymówek czy wytłumaczeń.  Prosty blog pozostaje tutaj, nie znika. Wiem, że są wśród Was osoby, które wciąż lubią wracać do starych wpisów. Jednak od teraz nowe treści będę publikować w nowym miejscu, do którego serdecznie Was zapraszam. Moje nowe blogowe gospodarstwo nazywa się Ajka Minimalistka i znajdziecie go pod tym adresem . Będą się tam pojawiać nie tylko wpisy, ale również w osobnej zakładce można znaleźć wszystkie odcinki podcastu, który nagrywam od kilku miesięcy.  Zapraszam, do poczytania, posłuchania i zobaczenia! 

Uniform minimalistki

Temat osobistego uniformu obracam w głowie już od kilku lat, co najmniej. Jednak jeszcze do niedawna nie czułam się gotowa na to, by ostatecznie zdefiniować go dla siebie. Owszem, wiedziałam, że ciągnie mnie w tym kierunku i że coraz bardziej zbliżam się do wprowadzenia go w życie na co dzień. Jednak jeśli obserwowaliście, być może, moje materiały o kolorowej szafie minimalistki na YouTube , w cyklu, w ramach którego zaprezentowałam całą swoją kapsułową garderobę na wszystkie pory roku, mogliście zauważyć, że wprawdzie mój styl i zestawy ubraniowe były już dość wyraziste i powtarzalne, trudno było by nazwać je uniformem.  Tak jednak się złożyło, że w międzyczasie zmieniłam tryb życia poprzez powrót do oprowadzania po Krakowie (już nie tylko po Wawelu, jak było parę lat temu), więc o wiele częściej wychodzę pracować poza dom. Oczywiście wymusiło to dostosowanie zawartości szafy i pewne jej uzupełnienia. A jednocześnie kilka ubrań z niej wywędrowało. Z powodu zużycia, ale też zmian

Minimalizm na Nowy Rok - postanowienia

Nie podejmuję noworocznych postanowień, mówiłam już o tym wielokrotnie. Wolę wprowadzać zmiany wtedy, gdy czuję się do nich gotowa, w dowolnym momencie roku. Nie czekam ze swoimi osobistymi zobowiązaniami do poniedziałku czy pierwszego dnia miesiąca. Od dawna uważam, że początek stycznia jest nienajlepszym momentem na takie działania, bo to czas zimowej ciemnicy, często depresyjnej aury i innych nieprzyjemnych okoliczności. Nie znaczy to jednak, że nie kibicuję osobom, które podejmują noworoczne próby zmiany nawyków. Zawsze warto pracować nad sobą i ulepszaniem swojej codzienności.  Oto więc kilka moich propozycji na plan zmian/postanowienia noworoczne. Oczywiście można je wykorzystać także w innym czasie, ale można też wdrożyć je, czyniąc użytek z energii, jaką daje ten symboliczny nowy początek, jakim jest pierwszy dzień roku.  Ważna uwaga na początek: moim zdaniem lepiej jest nie stawiać sobie zbyt ambitnych celów i wprowadzać jednocześnie ostrych restrykcji w wielu dziedz