Przejdź do głównej zawartości

Dyscyplina - Wyzwanie Poliglotki na półmetku

Wiedziałam, że maj będzie dla mnie miesiącem pełnym wzywań i intensywnej pracy. Wobec tego, gdy Sandra zaproponowała mi udział w Wyzwaniu Poliglotki, miałam pewne obawy, czy podołam zadaniu i czy naprawdę będę zdolna znaleźć codziennie czas na pracę nad moim greckim. Bo dzieje się sporo: pracuję jak zawsze nad tłumaczeniami, bo to moje główne źródło zarobków. Jednocześnie kończę pisać trzecią książkę, mam jeszcze czas do końca czerwca na oddanie tekstu, ale z uwagi na planowany w drugiej połowie czerwca wyjazd na Kretę chciałabym jednak uwinąć się z pisaniem do połowy przyszłego miesiąca, by wyjechać ze swobodną głową. Poza tym przygotowuję dla Was pewną niespodziankę związaną z blogiem, jak już wspominałam. A prócz tego prowadzę życie rodzinne, towarzyskie, regularnie się gimnastykuję... 

Pisałam Wam niedawno, jak wielkie znaczenie w nauce języka obcego ma znalezienie mocnej motywacji. Jednak sama motywacja, nawet najlepsza, nie wystarczy, by wytrwać w postanowieniach w perspektywie długoterminowej. Zwykle gdy wyznaczamy sobie jakiś ambitny cel, najwięcej zapału mamy na początku, ale z czasem, gdy przeminie urok nowości i opadnie pierwszy entuzjazm, coraz trudniej zmobilizować się do regularnego wysiłku, coraz łatwiej sobie odpuścić. Motywacja niby dalej jest, ale już nie rozpala w wystarczającym stopniu, by chciało się po raz kolejny wstać z kanapy i włożyć strój treningowy czy otworzyć podręcznik do języka obcego. 

I co wtedy? Wtedy sięgamy po staroświeckie, ale sprawdzone i skuteczne narzędzie, jakim jest dyscyplina. Wiele osób skupia się tylko na motywacji, jednak jeśli chcemy osiągnąć naprawdę wielkie rzeczy, bez dyscypliny daleko nie zajedziemy. Już słyszę głosy: „ale ja nie mam silnej woli..., nie potrafię się zdyscyplinować”. 

Woli i dyscypliny nikt nie dostaje w prezencie, jedno i drugie można i trzeba sobie wypracować. Wyćwiczyć. Można powiedzieć, że to takie psychiczne mięśnie, które systematyczną pracą można powiększyć i wzmocnić, by były widoczne, silne i sprawne. A jak się to robi? Zwyczajnie, małymi krokami. Wyznaczając sobie malutkie i łatwe cele, stopniowo podnosząc poziom trudności zadań. 

Przykład: załóżmy, że chcesz nauczyć się wstawać wcześniej, by mieć rano więcej czasu. Jeśli masz słabą wolę i nie masz opanowanej samodyscypliny, a wyznaczysz sobie ambitny cel wstawania o godzinę wcześniej niż zwykle. najprawdopodobniej polegniesz już po kilku dniach. A może nie uda Ci się wstać wcześniej ani razu. Natomiast jeśli celem będzie wstawanie przez tydzień o dziesięć minut wcześniej, a wieczorem będziesz pilnować tego, by nie kłaść się za późno (może nawet spróbujesz kłaść się również o dziesięć minut wcześniej niż zwykle), wielce prawdopodobne, że uda Ci się zmienić swoje zwyczaje. A po tygodniu przesuniesz granicę o kolejne dziesięć minut, a po następnym o jeszcze dziesięć... Po miesiącu będziesz wstawać o 40 minut wcześniej, a jednocześnie nie będziesz czuć negatywnych skutków tej zmiany, jedynie te pozytywne. Naprawdę małymi krokami można zajść o wiele dalej, byle tylko utrzymywać stałe i rozsądne tempo. 

A jak u mnie z tą dyscypliną i silną wolą? Ogółem dobrze, jak wiecie. Ale ja też muszę ćwiczyć te umiejętności, bo jestem takim samym słabym człowiekiem jak i każdy. Mi też czasem nie chce się ruszyć palcem. Nie jestem jakąś superwoman o nadludzkiej sile woli. 

Potraktowałam więc Wyzwanie Poliglotki jako okazję do potrenowania samodyscypliny. Mam dobrą motywację do nauki greckiego, pozostaje tylko regularnie pracować, by zrealizować bieżący cel, jakim jest nauczenie się go na poziomie komunikacyjnym (potem wyznaczę sobie kolejny cel, ale na razie na to za wcześnie). 


Jutro na kursie, na który uczęszczam, będziemy pisać test, więc będę mogła sprawdzić rezultaty swoich starań. Przez ostatnie dwa tygodnie codziennie wykonywałam jakieś małe zadanie w ramach wyzwania albo powtarzałam materiał z kursu. Codziennie uczyłam się nowych słów za pomocą platformy Duolingo, bo to praktyczne narzędzie dla początkujących. Jednego dnia, gdy chciałam sobie odpocząć, po prostu szukałam na YouTube greckich piosenek, bo mam w planie przetłumaczyć sobie tekst jakiegoś prostszego utworu. A wczoraj zupełnie zwyczajnie sobie odpuściłam i nie zrobiłam nic, nie nauczyłam się nawet jednego słówka. Dlaczego? Bo czasem trzeba sobie odpocząć, odzyskać siły, aby potem móc znów więcej od siebie wymagać. Wiedziałam, że dzisiaj będę intensywnie powtarzać czasowniki i słówka na test, więc chciałam nieco odetchnąć. I dobrze mi z tym. Zobaczymy, jak napiszę sprawdzian, pokażę Wam wynik, żebyście wiedzieli, czy podołałam zadaniu, które sobie wyznaczyłam. 


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Sprzątanie zaczyna się w głowie

Nie jestem odkrywcza, twierdząc, że sprzątanie zaczyna się w głowie. Jak wiele innych procesów. Odchudzanie, wypoczywanie, zmiany.

Zacznijmy od jego postrzegania. Często przedstawia się sprzątanie jako czynności nielubiane i nużące. Niektórzy wręcz nim pogardzają i uważają za zajęcie niegodne. To chyba spuścizna czasów, gdy porządki były domeną kobiet oraz osób ubogich lub nisko urodzonych. Nadal zdarza się, że nie szanuje się osób, które zajmują się sprzątaniem zawodowo. Znam osobę, która zatrudnia panią do sprzątania domu wcale nie dlatego, że nie ma czasu, siły czy możliwości, ale dlatego właśnie, że uważa to zajęcie za poniżające, niegodne. 


Wielu ludzi nie lubi sprzątać, bo to ich zdaniem strata czasu, syzyfowa praca, którą trzeba zaczynać od nowa, gdy tylko się skończy. Jednak naturalnym jest, że próbuje się unikać tego,  czego się nie lubi. Opóźnia, robi byle jak, byle było. Szuka wymówek, by usprawiedliwić to, że znów miało się coś innego do zrobienia. 
Czym to grozi?  Tym, że …

Moje pierwsze 500+ i prezent dla czytelników

W listopadzie 2009 r. powstał pierwszy wpis na blogu, który wówczas nazwałam Minimalistka (w serwisie blox). Nosił tytuł Trudne początkii zaczynał się tak: Tytuł blogu jest nieco na wyrost. Nie jestem minimalistką. Może kiedyś będę. Staram się ograniczać liczbę posiadanych rzeczy, upraszczać swoje życie i otaczającą mnie przestrzeń, uczę się świadomie kupować. Dążę do wyeliminowania tego, co zbędne. Walczę z tendencją do gromadzenia przedmiotów i kupowania wciąż nowych rzeczy.  Minęło nieco ponad 8 lat i w tym czasie napisałam w sumie 500 wpisów, łącznie z dzisiejszym.
Gdy zaczynałam, nie miałam najmniejszego pojęcia, dokąd mnie to zaprowadzi. Czułam potrzebę dzielenia się swoim doświadczeniem, wrażeniami z przygody, jaką okazało się stosowanie minimalizmu w praktyce. Z czasem blog stał się zapisem różnych moich przeżyć i przemyśleń, a także relacją z procesu zmian w wielu dziedzinach życia.

DDTVN, Dojrzewalnia Liderek i trudny powrót do codzienności

Trudno jest mi wrócić do normalnego rytmu pisania i nagrywania. Nie mogę się przemóc, by znów pisać o zwykłych, codziennych sprawach. 
Zawsze wydawało mi się, że w żałobie po stracie jednej z najbliższych osób będę przede wszystkim płakać. A tymczasem rzadko mam na to ochotę. Smutek dotyka mnie w zupełnie inny sposób. Siedzi gdzieś głęboko i nieszczególnie mam ochotę go uwalniać. Nastrój faluje, czasem więcej we mnie gniewu na to, że Taty już nie ma, czasem więcej czułości i wdzięczności za to, że był z nami tak długo, ile było to możliwe. 
Blog i kanał na YouTube chwilowo zeszły na dalszy plan, bo moje serce i myśli są teraz gdzie indziej. Są inne ważne sprawy do załatwienia i uporządkowania, część dotyczy przeszłości, część jest istotna dla przyszłości niektórych osób z naszej rodziny, skupiam się więc na tych formalnościach, spotkaniach i załatwianiach. 
Wiem, że z czasem będę czuła coraz silniejszą potrzebę komunikowania się z Wami, czytelnikami i widzami. Z czasem też łatwiej bę…