Przejdź do głównej zawartości

Wyzwanie Poliglotki - język grecki

To, że jeszcze nie mogę przedstawić Wam swojego nowego przedsięwzięcia, nie oznacza, że nic się tu już nie będzie działo. Sandra Scholz, inaczej Madame Polyglot, zaprosiła mnie do udziału w drugiej edycji Wyzwania Poliglotki i z radością to zaproszenie przyjęłam, bo bardzo polubiłam Sandrę przy okazji naszego pierwszego kontaktu w związku z rozmową, w której opowiadałam czytelnikom jej bloga o mojej historii nauki języków obcych (możecie przeczytać ten wywiad tutaj). Mamy wiele wspólnych tematów, nie tylko pasję językową. 

Szczegółowe zasady wyzwania znajdziecie we wpisie Sandry oraz na jej kanale na YT. Mówiąc w skrócie, polega ono na intensywnej pracy nad wybranym językiem przez cały miesiąc. Codziennie należy wykonać jedno zadanie z zaproponowanej listy lub spośród tych z pierwszej edycji wyzwania. 

Powinnam była zacząć już wczoraj, ale wybrałam... wolność i odpoczynek. Spontanicznie wyjechaliśmy w Tatry, by nieco przewietrzyć mózgownice. Mam więc jeden dzień zaległości i w związku z tym sama postanowiłam, że w zamian któregoś dnia będę musiała wykonać dwa zadania albo jakoś inaczej to odpracować.

W Tatrach zima nie odpuszcza - foto Robert Meyer

Jestem już jednak z powrotem w domu i zabieram się do pracy. Dzisiejsze zadanie już odrobiłam. Zanim opowiem, na czym polegało, jedno wyjaśnienie. Z zasady nie lubię wszelkich „wyzwań” internetowych i zwykle nie biorę w nich udziału. Nad potrzebnymi mi umiejętnościami pracuję na bieżąco, bez dodatkowych i zewnętrznych podniet. W tym przypadku jednak robię wyjątek, po pierwsze z sympatii do uroczej i bystrej Sandry, ale też dlatego, że w ten sposób zrealizuję swój ważny bieżący cel.


O tym, dlaczego postanowiłam uczyć się języka nowogreckiego, możecie przeczytać we wpisie Moje wielkie greckie leniuchowanie. Naukę rozpoczęłam pod koniec października 2016 r., uczęszczam na kurs w szkole językowej (Sensapolis), zajęcia mam raz w tygodniu, trwają 90 minut. Dlaczego zapisałam się na kurs, chociaż potrafię się uczyć języków obcych samodzielnie? Ponieważ grecki może sprawiać na początku pewne trudności, przede wszystkim ze względu na odmienny alfabet i nieco skomplikowane zasady pisowni, a właściwie ich brak ;-) Chociażby sześć różnych możliwych sposobów zapisu głoski „i”. Zabawnie, prawda? Obawiałam się również, że w okresach wytężonej pracy nie będę miała dosyć samozaparcia, by zmusić się do pracy nad językiem, który jest dla mnie dość trudny, będąc zmęczoną i przeciążoną pracą. I miałam rację. W momentach spiętrzenia zleceń przynajmniej wychodziłam raz w tygodniu na zajęcia, odrabiałam zadania, przygotowywałam się do testów. Dzięki temu całkiem sporo się nauczyłam, chociaż umiałabym o wiele więcej, gdybym dołożyła do tego programu minimum jeszcze pracę własną.

I właśnie dlatego ucieszyłam się z propozycji Sandry. Publiczne zobowiązanie to dobra metoda, by wykrzesać z siebie dodatkową porcję energii i podkręcić sobie dyscyplinę. W drugiej połowie czerwca jadę z moją siostrą na Kretę, chcę, by poznała naszych kreteńskich przyjaciół i nasze ukochane miejsca. Mam zamiar sprawić znajomym niespodziankę, nie wiedzą, że uczę się greckiego, więc nie mogę doczekać się ich reakcji, gdy do nich zagadam.

Na razie jestem jeszcze na bardzo początkowym etapie nauki. Umiem już czytać i pisać, znam podstawowe konstrukcje gramatyczne, ale bardzo wiele pracy przede mną. Nie posługuję się jeszcze formami czasu przeszłego ani przyszłego, brakuje mi podstawowego słownictwa. Mój cel na ten miesiąc jest więc prosty: opanować jak najwięcej słówek i gramatyki przydatnych w podstawowej, codziennej komunikacji. Nazwy przedmiotów codziennego użytku, proste konstrukcje czasowe. Daleko mi do czytania książek i artykułów prasowych, ale jeśli zrozumiem pojedyncze frazy w popularnej piosence, będę bardzo zadowolona. Albo gdy będę umiała powiedzieć, że nie mam światła w łazience. Zadania i prace związane z uczestnictwem w kursie też będę wliczała do wykonanych w ramach wyzwania, w połowie miesiąca mamy test powtórkowy, chciałabym napisać go z wynikiem ponad 95%, ale czy mi się to uda?

Gdybym jako materiał do pracy w ramach wyzwania wybrała jeden z tych języków, które znam już dobrze, zapewne byłoby to bardziej porywające. Mogłabym się chwalić przed Wami przeczytaniem mądrych artykułów czy napisaniem skomplikowanego listu. Nauka od podstaw może nie zrobi na Was wielkiego wrażenia, ale chciałabym pokazać Wam, że osoba, która zna już biegle kilka języków i z tej znajomości się utrzymuje, także musi czasem nieźle się napracować, żeby się czegoś nauczyć. Oraz byście zobaczyli, że bycie osobą uzdolnioną językowo nie zwalnia z ciężkiej i systematycznej pracy.

Na dzisiaj (i nie tylko na dzisiaj) wybrałam zadanie nr 4 z listy Sandry: „4. Opisz wszystkie przedmioty w domu, których nazw jeszcze nie znasz. Opisz wszystko – nawet pasztet i gałkę muszkatołową :-)”. Zbyt wielu nazw przedmiotów jeszcze nie znam, więc rozłożę sobie to zadanie na kilka (nie wiem jeszcze ile) porcji. Będę podążać od ogółu do szczegółu. 
Dzisiaj wypisałam sobie z pomocą słownika i internetu nazwy podstawowych pomieszczeń domowych (salon, sypialnia, łazienka, kuchnia itp.) i zaczęłam wymieniać najważniejsze elementy ich wyposażenia, poczynając od salonu/pokoju dziennego. Następnie odwiedziłam grecką stronę sklepu IKEA i wyszukiwałam w sklepie świeżo poznane nazwy pomieszczeń i wyposażenia. Wykonanie całego zadania zajęło mi około 40 minut. Bawiłam się nieźle ;-)




Jeśli przyłączycie się do wyzwania, będzie nam bardzo miło. Ale samo kibicowanie naszym staraniom też wystarczy. Gdyście jednak chcieli się dołączyć do tej akcji, mam dla Was małą zachętę. Jeśli w komentarzu pod poniższym tekstem i pod wpisem na blogu Sandry zadeklarujecie udział w wyzwaniu i zgłosicie, jakiego języka ono dotyczy, a następnie będziecie w stanie w przekonujący sposób udokumentować wypełnienie zobowiązania [relacje w mediach społecznościowych z odpowiednim tagiem (#wyzwaniepoliglotki), wpisy na blogu, nagrania na kanale YT, inne sposoby, które przyjdą Wam do głowy], wybiorę spośród Was osobę, której starania najbardziej mi przypadną do gustu/zaimponują i przywiozę jej lub jemu miłą niespodziankę z Krety. Poproszę jedynie, byście po zakończeniu wyzwania, do 5 czerwca 2017 r., wysłali mi e-maila na adres ajka@prostyblog.com z informacją, w jaki sposób udokumentowaliście zrealizowanie wyzwania, by łatwiej było mi sprawdzić jego przebieg. Zapraszam i powodzenia!


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

15 lat później

Przeglądałyśmy niedawno z moją przyjaciółką Kasią stare zdjęcia. Na jednym z nich zobaczyłam osobę, która wydała mi się znajoma. Zapytałam: co to za baba? - Jak to, nie poznajesz, przecież to Ty! 
Po bliższym przyjrzeniu się stwierdziłam, że to prawda. Ja, jak najbardziej ja, w całej okazałości. Po krótkich obliczeniach ustaliłyśmy datę powstania tej fotografii na 2001 rok. Dla mnie rok trudny, zapamiętałam go nie tylko z powodu zamachu na WTC z 11 września. Bardzo byłam wtedy zagubiona, nieszczęśliwa, samotna, chociaż wciąż wśród ludzi. Poszukująca miłości, stabilizacji, bezpieczeństwa, a jednocześnie często działająca na własną szkodę. Bardzo źle, wręcz fatalnie czułam się w swojej skórze. To chyba był czas mojej prawie rekordowej wagi, chociaż wydaje mi się, że w najbliższych miesiącach jeszcze bardziej przytyłam (ale nie chcę tego pamiętać). 
Gdy zobaczyłam to zdjęcie, przeraziłam się, ale też pomyślałam, że chcę go zachować na pamiątkę. I pokazać światu, co może wydać się Wam dz…

Lekcje szczęścia – 3. Ogarnij się!

Dzień dobry w Nowym Roku! Jak tam Wasze postanowienia noworoczne? Lubicie je podejmować? Udaje się Wam ich dotrzymywać?
Jeszcze parę lat temu też robiłam podsumowania starego roku, a z początkiem nowego po raz kolejny podejmowałam projekt „Nowa ja”. Do pewnego momentu niestety dość nieskutecznie, entuzjazm szybko opadał i próby zmian kończyły się porażką. Schemat ten ostatecznie przeszedł do przeszłości wraz z rozpoczęciem stosowania podejścia minimalistycznego. Po prostu zaczęłam naprawdę zmieniać swoje nawyki w miarę ich identyfikowania i przestałam czekać z wprowadzaniem zmian do poniedziałku albo początku roku. Gdy stwierdzałam, że jakieś moje zachowanie mi przeszkadza i wymaga korekty, od razu zabierałam się do pracy nad nim. Stopniowej, ale skutecznej. Gdy nie udawało się jedną metodą, próbowałam innych. 
Nie o to chodzi, że nie widzę sensu w podejmowaniu noworocznych postanowień. Nawet więcej, myślę, że warto wykorzystać potencjał „nowego początku”, jaki daje zmiana daty w kal…

Lepiej

Przed urlopem pisałam o bezdzietności z wyboru. Mam jeszcze parę refleksji, które nie dotyczą istoty sprawy (mienia/niemienia dzieci), ale są z nią powiązane. 
Ludzie często lubią formułować różne złote rady czy ogólne stwierdzenia, które wydają się im słuszne i cenne: lepiej mieszkać na wsi. Lepiej mieszkać w mieście. Lepiej mieć samochód/jeździć na rowerze/poruszać się piechotą. Lepiej jeść mięso/być wegetarianinem/weganinem. Lepiej jeść gluten/nie jeść glutenu. Mieć mieć wiele dzieci/mieć dwoje dzieci/jedno dziecko/nie mieć dzieci. Lepiej biegać/ chodzić na siłownię/ćwiczyć jogę/gimnastykować się w domu. Być minimalistą/tarzać się w konsumpcji. Można by tak wymieniać w nieskończoność, wymieniłam tylko kilka dziedzin, które akurat wydają mi się częstym przedmiotem tego rodzaju sądów.
Zazwyczaj uważa się, że „lepiej” jest robić tak, jak się samemu wybrało. Często dlatego, że jest się ze swojego wyboru zadowolonym i wydaje się, że skoro nam jest z tym dobrze, to innym też pewnie będz…