Przejdź do głównej zawartości

Uniform minimalistki

Temat osobistego uniformu obracam w głowie już od kilku lat, co najmniej. Jednak jeszcze do niedawna nie czułam się gotowa na to, by ostatecznie zdefiniować go dla siebie. Owszem, wiedziałam, że ciągnie mnie w tym kierunku i że coraz bardziej zbliżam się do wprowadzenia go w życie na co dzień. Jednak jeśli obserwowaliście, być może, moje materiały o kolorowej szafie minimalistki na YouTube, w cyklu, w ramach którego zaprezentowałam całą swoją kapsułową garderobę na wszystkie pory roku, mogliście zauważyć, że wprawdzie mój styl i zestawy ubraniowe były już dość wyraziste i powtarzalne, trudno było by nazwać je uniformem. 

Tak jednak się złożyło, że w międzyczasie zmieniłam tryb życia poprzez powrót do oprowadzania po Krakowie (już nie tylko po Wawelu, jak było parę lat temu), więc o wiele częściej wychodzę pracować poza dom. Oczywiście wymusiło to dostosowanie zawartości szafy i pewne jej uzupełnienia. A jednocześnie kilka ubrań z niej wywędrowało. Z powodu zużycia, ale też zmian w moim podejściu. 

Jeszcze prościej. Tak można by to ująć w skrócie. W ostatnim roku zdałam sobie sprawę z tego, że prawie nie sięgam po ubrania we wzory. Nie miałam ich wiele, ale i one zaczęły mnie męczyć. Zawsze najlepiej czułam się w gładkich i jednobarwnych strojach, z wiekiem to upodobanie jeszcze bardziej się pogłębiło. 

Już od kilku lat moim ulubionym zestawem, po który sięgam automatycznie i zawsze czuję się w nim świetnie, chociaż jest do bólu prosty, są granatowe spodnie i koszulka/bluzka w tym samym kolorze. Niezależnie od pory roku. W zimie koszulkę może zastąpić granatowy sweter, albo mogę do niej dołożyć kolejną, również granatową, warstwę. Ewentualnie dodatkowe warstwy mogą być w kolorze ciemnoszarym (grafitowym). 

Foto Bellove, makijaż i fryzura Muskatie
Na ulicy, w tłumie, bardzo pozytywne wrażenie robią na mnie osoby ubrane od stóp do głów monochromatycznie. Całe w czerni, całe w bieli, beżu itd. Zawsze zwracam uwagę na taki pomysł na siebie. Odbieram taki strój jako kompletny, przemyślany i dopracowany. 

W ostatnich miesiącach świadomie zaczęłam ten swój granatowy osobisty uniform wdrażać na co dzień. Przestałam się go obawiać. Zresztą od dawna nie obawiam się nosić się tak, jak mi się podoba, nie zastanawiając się zbytnio, co myślą na ten temat inni. Posiadanie ograniczonej liczebnie garderoby uodparnia na noszenie często tego samego. Człowiek przyzwyczaja się do tego, że inni widują go wiele razy w tym samym ubraniu. Uważam, że ludzie zbyt często zajmują sobie głowę tym, jak otoczenie odbiera ich wygląd. Jeśli ja czuję się dobrze w swojej skórze i ubraniach, a jednocześnie jestem ubrana schludnie, odpowiednio do okazji i zgodnie z normami społecznymi (nie świecę golizną, przesadnym dekoltem, nie zakładam mini na pogrzeb itd.), zdanie innych na temat mojego stroju nie powinno mnie obchodzić. 

Foto Bellove, makijaż i fryzura Muskatie
Co mogą pomyśleć sobie inni, widząc mnie często w tym samym zestawie odzieżowym? Że jestem nudna, że brakuje mi fantazji, że mi się nie chce wymyślać „stylizacji“ (ble, mam alergię na to słowo). Że mnie nie stać, jestem biedna. Nawet jeśli tak pomyślą, to co z tego? Być może jestem ubogą nudziarą pozbawioną fantazji, mój problem. Jednak tak serio i szczerze mówiąc, większość ludzi na pewno ma ciekawsze tematy do przemyśleń niż ubrania osób, które spotykają. Natomiast ci, co lubią się nad tym zastanawiać, niech się zastanawiają. Jeśli zaś ktoś należy do gatunku komentujących stroje innych, nie będąc pytanym o zdanie, można powiedzieć mu spokojnie, że jego/jej opinia jest jego/jej prywatną sprawą. 

Uniform stosowany na co dzień naprawdę niezwykle ułatwia życie. Oszczędność czasu poprzez zautomatyzowanie decyzji. Lekkość związana z ograniczonymi możliwościami wyboru. Naprawdę mam o wiele więcej ciekawych rzeczy do robienia, by chcieć zajmować się swoim strojem dłużej niż przez kilka porannych minut. Oczywistym jest też, że taka klarowna i spójna koncepcja znacząco ułatwia też zakupy odzieżowe oraz porządkowanie garderoby. Bezcennym jest także poczucie bezpieczeństwa i spokój, jaki daje sprawdzony, dopracowany i ukochany uniform. 

A co z nudą i powtarzalnością? Cóż, moje życie jest wystarczająco (dla mnie) urozmaicone. Nie odczuwam potrzeby ubarwiania go sobie poprzez ciągłe zmiany stroju. Oczywiście, każdy kieruje się swoimi potrzebami i upodobaniami, rozumiem, że można chcieć codziennie wyglądać nieco inaczej. Jak w każdym innym przypadku, ważne, by pozostawać w zgodzie ze sobą, znać i słuchać siebie. 

Dla mnie to kolejny etap pracy z kapsułową garderobą. W nieco bardziej ascetycznym wydaniu. To, co bardzo mi się podoba, to efekt, jaki dają odpowiednio dobrane dodatki przy tak prostym stroju. Kolorowy szal, element biżuterii, obuwie i torebka w kontrastowym kolorze czy też wyrazista szminka na ustach - wszystko to fajnie gra z jednolitym, ciemnym tłem. 

Czy to wszystko oznacza, że moja kolorowa szafa minimalistki traci swoją różnorodność i barwy? Nie całkiem. Nadal lubię od czasu do czasu założyć sukienkę w pięknej czerwieni, szmaragdowej zieleni czy klasycznej czerni. Na niektóre spotkania towarzyskie, na randkę z mężem. Ale zdarzało mi się iść do teatru czy w gości w moim granatowym uniformie, ożywionym jedynie biżuterią i dodatkami. Grało. 

Foto Bellove, makijaż i fryzura Muskatie


Spotkania z wizażystką Kasią Słomką (możecie je obejrzeć sobie tutaj) pomogły mi też dopracować, a przede wszystkim uprościć, sposób, w jaki się maluję. Na co dzień, do pracy, obecnie bardzo skąpo. Do tego dochodzi prosta fryzura, zapuściłam grzywkę, mam teraz długie włosy, które najczęściej spinam w kucyk lub splatam w warkocz. Na wspomniane większe okazje puszczam je luźno. 

W tym kierunku będę dalej podążać. To dalsza bardzo świadoma praca nad garderobą, z zachowaniem wysokiego stopnia dyscypliny, przede wszystkim podczas zakupów. Fakt, potrzeba wypracowania i stosowania uniformu wynika z wewnętrznych przemian i pragnień, ale by uniform nie sprawiał wrażenia niechlujnego i byle jakiego, wymaga świadomości i dbałości o szczegóły. Moim zdaniem warto włożyć w ten proces nieco wysiłku, bo efekt procentuje - prowadzi do jeszcze większego uproszczenia życia i zwiększenia wygody. 

Znalazłam interesujący wpis na temat uniformu osobistego tutaj, na blogu Pure Visions.

Popularne posty z tego bloga

Minimalizm na Nowy Rok - postanowienia

Nie podejmuję noworocznych postanowień, mówiłam już o tym wielokrotnie. Wolę wprowadzać zmiany wtedy, gdy czuję się do nich gotowa, w dowolnym momencie roku. Nie czekam ze swoimi osobistymi zobowiązaniami do poniedziałku czy pierwszego dnia miesiąca. Od dawna uważam, że początek stycznia jest nienajlepszym momentem na takie działania, bo to czas zimowej ciemnicy, często depresyjnej aury i innych nieprzyjemnych okoliczności. Nie znaczy to jednak, że nie kibicuję osobom, które podejmują noworoczne próby zmiany nawyków. Zawsze warto pracować nad sobą i ulepszaniem swojej codzienności. 
Oto więc kilka moich propozycji na plan zmian/postanowienia noworoczne. Oczywiście można je wykorzystać także w innym czasie, ale można też wdrożyć je, czyniąc użytek z energii, jaką daje ten symboliczny nowy początek, jakim jest pierwszy dzień roku. 
Ważna uwaga na początek: moim zdaniem lepiej jest nie stawiać sobie zbyt ambitnych celów i wprowadzać jednocześnie ostrych restrykcji w wielu dziedzinach ży…

Dziesięć lat z minimalizmem

Za długo mnie tutaj, na blogu, nie było. Powodów ku temu było wiele, nie będę po raz kolejny się tłumaczyć. Jeśli czytasz te słowa, prawdopodobnie chociaż trochę mnie lubisz, więc po prostu przepraszam cię za tę ciszę. Trudno wrócić po tak długiej przerwie, ale jest tylko jeden sposób, by tę trudność przełamać. Usiąść i napisać. 
Mija 10 lat od mojego pierwszego zetknięcia się z koncepcją minimalizmu. Nie sądziłam wtedy, że dekadę później będę go nadal stosować. Co więcej, nawet nie wyobrażałam sobie, że kiedykolwiek poczuję się minimalistką. Od tamtego czasu bardzo wiele w moim życiu się zmieniło. Właściwie pod każdym względem na lepsze. Jeśli śledzisz mojego bloga lub kanał, znasz już dobrze historię tych zmian, nie będę więc tym razem opowiadać tej historii po raz kolejny. 
Nie zastanawiam się, co będzie za kolejne 10 lat. Jaka będę, gdzie i jak będę żyć? Tego nie wie nikt. Być może nie będzie mnie już wśród żywych. Tego też nie wiadomo. Nie ma to zresztą żadnego znaczenia dla teg…