Przejdź do głównej zawartości

Minimalizm na Nowy Rok - postanowienia

Nie podejmuję noworocznych postanowień, mówiłam już o tym wielokrotnie. Wolę wprowadzać zmiany wtedy, gdy czuję się do nich gotowa, w dowolnym momencie roku. Nie czekam ze swoimi osobistymi zobowiązaniami do poniedziałku czy pierwszego dnia miesiąca. Od dawna uważam, że początek stycznia jest nienajlepszym momentem na takie działania, bo to czas zimowej ciemnicy, często depresyjnej aury i innych nieprzyjemnych okoliczności. Nie znaczy to jednak, że nie kibicuję osobom, które podejmują noworoczne próby zmiany nawyków. Zawsze warto pracować nad sobą i ulepszaniem swojej codzienności. 

Oto więc kilka moich propozycji na plan zmian/postanowienia noworoczne. Oczywiście można je wykorzystać także w innym czasie, ale można też wdrożyć je, czyniąc użytek z energii, jaką daje ten symboliczny nowy początek, jakim jest pierwszy dzień roku. 

Ważna uwaga na początek: moim zdaniem lepiej jest nie stawiać sobie zbyt ambitnych celów i wprowadzać jednocześnie ostrych restrykcji w wielu dziedzinach życia. Większe wtedy ryzyko porażki. Osobiście wierzę w moc strategii małych kroków i stopniowania trudności. Małe zwycięstwa dodają wiary w siebie i coraz bardziej zachęcają do dalszych zmian. 

Druga istotna kwestia praktyczna, dzięki której łatwiej będzie wytrwać w postanowieniach: spisać je w postaci listy, ale nie w formie ogólnej, lecz z rozpisaniem na konkretne zadania, pomysły na realizację. Dobrze byłoby również określić ramy czasowe realizacji postanowień.

Zdjęcie: Dennis Cortés przez Unsplash
Weźmy przykładowo pierwszą propozycję minimalistycznego postanowienia na Nowy Rok: „pozbędę się wszystkich niepotrzebnych rzeczy z domu”. To założenie bardzo ogólne. Trzeba mu nadać konkretniejsze ramy. Na przykład podzielić dom/mieszkanie na strefy i ustalić, kiedy zajmiemy się przeglądem każdej z nich. Powiedzmy, że pierwszy tydzień stycznia poświęcimy piwnicy, drugi kuchni, trzeci łazience itp. Można też pracować według metody Konmari i zajmować się przeglądem rzeczy nie według przestrzeni, a kategorii przedmiotów w określonej przez nią kolejności. Dobór metody to sprawa indywidualna, ja wolę działać według miejsc/stref, ale system Konmari też ma swoje zalety. 
Istotnym jest jednak, by od razu przemyśleć sobie, co będziemy robić z niepotrzebnymi rzeczami i spisać sobie te pomysły, bo najtrudniejszym aspektem pozbywania się nadmiaru, moim zdaniem, jest znajdowanie zbędnym przedmiotom nowego domu. Sprzedaż? Wiadomo, bywa trudna. Oddawanie za darmo, wystawianie koło śmietnika, rozdawanie wśród znajomych, ogłaszanie w mediach społecznościowych, wymiany... Opcje są różne i jest ich wiele. Grunt, by znać ich jak najwięcej, by nie frustrować się z powodu zalegających przedmiotów, które uznaliśmy za niepotrzebne, ale nie możemy im znaleźć nowych właścicieli. 

Drugim pomysłem na noworoczne postanowienie dla minimalisty może być ograniczenie konsumpcji. Samo hasło „będę mniej kupować” albo „będę oszczędzać pieniądze” też są zbyt ogólnikowe. Trzeba najpierw zastanowić się, czy restrykcja będzie dotyczyć tylko wybranych dziedzin życia, czy też będziemy próbować zastosować ją na każdym polu. Jeśli do tej pory w żaden sposób nie kontrolowało się swoich zwyczajów zakupowych, podjęcie takiego wyzwania może być naprawdę trudne, a nawet niewykonalne. Natomiast dla osoby już wytrenowanej w niekupowaniu nawet bardzo surowy plan może być realistycznym rozwiązaniem.

Konsumować mniej można na różne sposoby. Poniższe propozycje można łączyć, ale oczywiście nie stosujemy ich wszystkich jednocześnie. Wybieramy jedną lub kilka, ale w taki sposób, by plan miał jak największe szanse powodzenia. Wszystko zależy od naszych dotychczasowych przyzwyczajeń i okoliczności życiowych:
- założyć, że kupujemy nowe rzeczy/produkty tylko na zastąpienie już zużytych. Czyli na przykład dopiero wtedy myślimy o kupieniu nowego szamponu, gdy widzimy denko w butelce. Nowe dżinsy, gdy stare zaczynają się przecierać i nie da się ich naprawić,
- postanowić, że przez cały rok nie będziemy kupować nowych ubrań, a jedynie odzież używaną. Oczywiście nie dotyczy to bielizny czy innych równie osobistych elementów, każdy ma swoje granice akceptowalności rzeczy używanych (niektórzy w ogóle ich nie akceptują). Ja np. oprócz bielizny raczej nie kupuję także używanego obuwia, chociaż zdarzały się wyjątki - w komisie, gdy buty wyglądały na prawie nienoszone,
- podjąć post zakupowy. Nie musi trwać cały rok ani nie musi dotyczyć wszystkich kategorii. Można na przykład wybrać tę dziedzinę, która wydaje się nam szczególnie trudna, powiedzmy kosmetyki albo książki, i postanowić nie kupować niczego przez miesiąc. Jeśli uda się przetrwać ten okres, może przedłużyć o kolejny, i tak dalej, stopniowo,
- wyznaczyć sobie dni w miesiącu (a może nawet w dłuższych odstępach), w które wolno będzie nam robić zakupy (nie myślę o spożywczych, rzecz jasna). Jeśli to za trudne, może jeden dzień w tygodniu. Z czasem powinno być łatwiej,
- postawić sobie za cel zużycie jak największej części zapasów już posiadanych przedmiotów (np. ubrań, kosmetyków) czy artykułów spożywczych. Wybieramy ten obszar, w którym zauważamy nadmiar. To moje zadanie na najbliższe tygodnie, trochę uzbierało się produktów sypkich w kuchni, w zamrażarce też można by zwolnić nieco miejsca, więc skupię się w najbliższym czasie na planowaniu posiłków w myślą o wykorzystaniu ich w znacznym stopniu, chociaż nie do zera,
- przyjąć, że przed zakupem sprawdzimy najpierw, czy danej rzeczy nie ma na zbyciu lub do oddania za darmo ktoś w naszym otoczeniu, w rodzinie lub wśród znajomych. Czasem wystarczy popytać bezpośrednio, czasem można zadać pytanie za pośrednictwem mediów społecznościowych. Zwykle ta metoda jest skuteczna i szybka,
- ogólnie postanowić, że w jak największym stopniu będziemy dążyć do nabywania rzeczy używanych, nie tylko odzieży. Dzięki temu nie tylko nie będziemy przyczyniać się do produkowania nowych przedmiotów, ale też często możemy zmniejszyć nasze wydatki,
- wyznaczyć sobie kwoty, jakie możemy przeznaczyć na wydatki w poszczególnych dziedzinach, czy to miesięcznie, czy kwartalnie. W praktyce oznacza to rozpisanie budżetu,
- postanowić, że możemy wprowadzić do naszego życia określoną ilość nowych rzeczy. Nie może to być zbyt restrykcyjna liczba. Na przykład 25 nowych przedmiotów na rok to naprawdę bardzo mało i niewiele osób sprosta takiemu zadaniu. Ale jedna nowa (dla nas, bo przecież może być to coś z drugiej ręki) rzecz na tydzień może być osiągalną liczbą. To przecież daje ponad 50 przedmiotów w całym roku.

Minimalistycznym postanowieniem może też być wygospodarowanie większej ilości wolnego czasu. I znów konieczne jest rozpatrzenie konkretnych rozwiązań i przemyślenie sposobu realizacji tego planu. Moim zdaniem realistyczne założenie to na przykład znalezienie wolnego kwadransa dziennie na początek. Trzeba jednak odpowiedzieć sobie na co te 15 minut przeznaczymy, o jakiej porze dnia i kosztem czego? Może potrzebujesz więcej snu? Wyznacz więc sobie ściśle godzinę pójścia spać i zacznij rygorystycznie jej przestrzegać. Kładź się o te 15 minut wcześniej do łóżka, skracają na przykład czas wieczornego oglądania telewizji, seriali w serwisach streamingowych czy serfowania po internecie.  Po miesiącu może postanowisz dodać kolejny kwadrans, aż stopniowo dojdziesz do optymalnej dla Ciebie ilości snu. Zauważ, że nie należę do tych osób, które będą Ci wmawiać, że wstawanie o piątej rano uczyni z Ciebie człowieka szczęśliwego. Ale o tym pogadamy przy innej okazji. Podobnie możesz czynić, by więcej czytać, spędzać więcej czasu z bliskimi, zajmować się hobby czy kształceniem nowej umiejętności. Zacznij od określenia pory dnia i zdecydowania, z jakiego dotychczasowego nawyku „utniesz” trochę, by przeznaczyć ten kawałek doby na nowe cele. Może na przykład będziesz lepiej planować zakupy, by nie spędzać zbyt wiele czasu w sklepach. Może mniej scrollowania serwisów społecznościowych? Ustaw sobie przypomnienie w telefonie, by o określonej godzinie odłożyć go i przejść do tego, co dla Ciebie naprawdę ważne.

Na podstawie mojego 10-letniego doświadczenia wprowadzania w życiu zmian poprzez minimalizm i upraszczanie mogę stwierdzić, że takie łagodniejsze, niezbyt restrykcyjne podejście, oparte na metodzie małych, niezbyt trudnych kroków, ale za to konsekwentnie wdrażanych, stopniowo, w niezbyt szybkim tempie, przynosi w perspektywie długoterminowej lepsze, trwalsze i bardziej dostrzegalne rezultaty, niż próba dojścia do celu na skróty poprzez nadmierne ograniczanie się od samego początku drogi. Z czasem, gdy nowe nawyki utrwalają się, można stawiać sobie ambitniejsze cele.


Popularne posty z tego bloga

Generalne porządki metodą minimalistki

Chciałabym, żeby blog i kanał na YouTube przestały być odrębnymi bytami i zaczęły wzajemnie się uzupełniać. Będę starać się, by każdemu opublikowanemu materiałowi wideo towarzyszył tekst, który będzie jego dopełnieniem. 
Dzisiejszy wpis jest dodatkiem do materiału pod tym samym tytułem, który możecie obejrzeć tutaj:

Opowiadam w nim o moim pomyśle na uproszczenie generalnych porządków. Uważam, że raz na jakiś czas dobrze jest zrobić taki pełen przegląd domu lub mieszkania, zajrzeć w każdy zakamarek, sprawdzić stan posiadania. Jednak trudno byłoby mi wygospodarować cały weekend czy kilka dni, a przecież takie bardzo dokładne porządki wymagają sporo czasu. Są też dość wymagającym procesem pod względem psychicznym, emocjonalnym, bo porządkując, trzeba podejmować szereg mniejszych i większych decyzji. Czego się pozbyć, w jaki sposób, co zostawić, jak zorganizować i poukładać te rzeczy, które zdecydowaliśmy się zatrzymać. 
Pomyślałam więc, że najłatwiej będzie to duże zadanie podzielić na …

Metoda Konmari to nie minimalizm

Wpis jest uzupełnieniem materiału wideo zamieszczonego w serwisie YouTube, który można obejrzeć tutaj: 

Książkę Magia sprzątania Marie Kondo przeczytałam cztery lata temu, o moich wrażeniach możecie przeczytać we wpisie pod tym samym tytułem. Odebrałam ją pozytywnie, ale samej metody nigdy nie stosowałam, bo nie miałam takiej potrzeby, o czym zresztą pisałam w tamtej recenzji. Na dobre w głowie z tej lektury pozostała mi jej myśl przewodnia: poszukiwanie radości w rzeczach i eliminowanie zbędnych przedmiotów w oparciu o kryterium: co chcę zostawić, zamiast stosowanego zwykle przez minimalistów: czego nie potrzebuję i czego chcę się pozbyć. Książki szybko się pozbyłam i nie myślałam o niej więcej.
Dopiero niedawno, gdy coraz częściej docierały do mnie opinie na temat wyprodukowanego przez Netflix serialu Sprzątanie z Marie Kondo(dostępny z polskimi napisami), pomyślałam, że warto byłoby sobie wyrobić własne zdanie na temat tej serii programów, nawet jeśli sama metoda sprzątania Konmari…

Trudna sztuka pakowania

Bardzo lubię podróże. Był taki czas, że nie potrafiłam sensownie się pakować, przez sporą część życia jeździłam z wielkimi bagażami i nawet na etapie, gdy już stosowałam minimalizm, nie zawsze umiałam korzystać z jego dobrodziejstw w tej dziedzinie. Jednak metodą prób i błędów wypracowałam sobie własne podejście do pakowania. Nadal zdarzają mi się bagażowe wpadki, jednak metody, które stosuję, zazwyczaj sprawdzają się dobrze. Zwykle mój bagaż, niezależnie od długości wyjazdu, nie przekracza wagi 10 kg, ale zdarzało mi się podróżować nawet z 5 kilogramami rzeczy. Oczywiście wszystko zależy od pory roku i charakteru wyjazdu. 
Minimalizm w podróży to trudna sztuka: szukanie kompromisu między wygodą posiadania pod ręką ulubionych przedmiotów i pragnieniem bycia przygotowanym na różne sytuacje a niechęcią do niepotrzebnego obciążania się. Najłatwiej jest się tego nauczyć, wyciągając wnioski z każdej podróży. Zapisuję sobie, co się na danym wyjeździe nie sprawdziło, co było zbędnym balaste…